Dodaj do ulubionych

My nie konfidenty - cd.

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 07:32
Panie profesorku, co poan wie o pracy z młodzieżą w tym wieku. Na uczelni to
inny świat, i jestem pewien, że pan pracując z młodzieżą w tym wieku, tez
musiałby zmieniac jak najszybciej pracę (jak to pan okreslił). Jesli nie ma
się pojęcia o tym jak pracuje się w szkole gimnazjalnej lub jaka jest młodież
w tym wieku, to prosze sie nie wypowiadać na ten temat... a dalej zajać sie
np.: badaniami naukowymi
Obserwuj wątek
    • Gość: były student Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 07:52
      pan prof. żyje chyba w innym świecie, niestety. Albo udaje. Bo takie sytuacje
      to nie jest ewenement, i nie dotyczy wyłącznie małoletniej smarkaterii. Kiedy
      ja studiowałem ("ledwie" piętnaście lat temu), od drugiego roku miałem prawo
      korzystania z gabinetu mojego opiekuna. I nie byłem wyjątkiem - dotyczyło to co
      najmniej połowy osób na roku. W efekcie gabinet był otwarty od rana do
      wieczora. Nigdy nic nie zginęło. Kiedy dziś odwiedzam znajomych na uczelni, ci
      idąc do toalety umyć szklankę po herbacie starannie zamykają za sobą drzwi na
      klucz. Bo przykre doświadczenia uczą, że wystarczy 120 sekund nieobecności,
      żeby stracić torebkę czy zostawioną na biurku komórkę. I tyle...
    • Gość: Firek Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.parkowe.pol / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 08:01
      Wychowanie to dyscyplina, obowiązek, wymagania a nie dawanie wolnej ręki gdzie
      ptrzywództwo narzucają silniejsi osobnicy.No i na przerwach uczniowie nie mogą
      zostawać sami, musi być cały czas nadzór.Jakie to proste, a nie tylko myślenie
      aby nie stresować, i niech dzieciaczki sobie marychy poużywają.
    • Gość: absolwent_ped Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 09:07
      Ale nasz prof się ośmieszył. Postawić dwóję z zachowania, zganić na apelu...
      Facet operuje pojęciami z przed 20 lat. Jeszcze może dr Pyżal mógłby coś na ten
      temat powiedzieć, bo nie tak dawno praktykował z młodzierzą i to trudną
      (pozdro). Ale grono akdemickie z Kopernika to T E O R E T Y C Y! Pojęcia nie ma
      p. Śliwerski i paru jego podobnych kolegów o sytuacji w szkole, ośrodku
      wychowawczym, a mądrują się za 10ciu. Gazeto, znajdźcie sobie innych
      komentatorów, bo i w was to uderza.
    • Gość: gm Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.net / 83.16.165.* 22.11.05, 09:09
      Może pracownicy naukowi uczelni pedagogicznych powinni przynajmniej tydzień
      popracowac w szkole i pokazać jak to sie robi. W szkołach gdzie łatwo sie
      dostac i tam gdzie jest obowiazek szkolny nie ma bata na uczniów a i marchewkę
      trudno sobie wyobrazić.
      • Gość: absolwent_ped Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 09:19
        Brawo, brawo za pomysł! Mam nadzieję, że gazeta pomysł wylansuje. Pana
        Śliwerskiego proponuję do gimnazjum na Jaracza! Przyjdziemy na hospitację!
    • Gość: Hiszpan Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 11:18
      Śliwerski, Ty żyjesz chybaa jakimś innym świecie. Wyjdź zza katedry i rozejżyj
      się. Skorzystaj ze swoich własnych rad. W tym wywiadzie wypadłeś niestety dużo
      gorzej niż ta nauczycielka, którą krytykujesz. Dotychczs w Ciebie wierzyłem a
      teraz widzę UPADEK AUTORYTETU.
      • Gość: Agucha Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.uni.lodz.pl 22.11.05, 12:18
        To nie tak... Profesor po prostu poważnie traktuje drugiego człowieka - także
        dziecko. Wcale nie dowodzi to upadku Jego autorytetu - dla mnie wręcz odwrotnie.
    • Gość: MM Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.bremultibank.com.pl 22.11.05, 11:38
      Panie Śliwerski, jak już wcześniej komentujący zauważyli - nie ma Pan
      najmniejszego pojęcia o tym, jak obecnie wygląda sytuacja w podstawówce czy
      gimnazjum. Czy zdaje Pan sobie sprawę, że nauczyciel nie ma praktycznie żadnych
      możliwości zapanować nad uczniem? Nawet wyproszenie za drzwi uniemożliwiającego
      prowadzenie lekcji gnojka jest w obecnych czasach niemożliwe. Poza tym
      nauczyciel nie ma żadnego oparcia w rodzicach - na wywiadówce rodzic na
      informację, że jego syn powoli zamienia się w bandytę krzyczy "mój Wojtuś???
      Niemożliwe! To takie kochane dziecko!" i biegnie do dyrektora na skargę "bo
      nauczyciel szykanuje Wojtusia!". Nierzadkie są też skargi do kuratorium, a ani
      kuratorium, ani dyrekcja nie wdaje się w śledztwo wyjaśniające bandyckie zapędy
      Wojtusia, tylko z założenia "usadza" nauczyciela.

      "Bardziej niepokoi mnie bezradność niektórych nauczycieli wobec negatywnych
      zachowań uczniów. Bo to oznacza, że zapominają o swojej roli wychowawczej.
      Przychodzą do szkoły, jak do urzędu: zrealizować temat lekcji i do domu.
      Bezradni nauczyciele jak najszybciej powinni zmienić pracę."
      Tutaj Się Pan popisał.... Nauczyciele nie zapominają o swojej roli, tylko prawo,
      urzędnicy i rodzice(!) utrudniają im tą rolę tak bardzo, jak to tylko można.
      Fakty są takie, że coraz więcej bandytyzmu w szkołach i coraz mniej możliwości
      zapanowania nad tym. Panu najłatwiej powiedzieć "winni są nauczyciele, a
      uczniowie to niewinne ofiary", ale może zdobędzie się Pan na odrobinę wysiłku i
      z bliska przyjrzy polskiej szkole?
      • Gość: Agucha Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.uni.lodz.pl 22.11.05, 12:15
        A czy nie dostrzegasz tego, że przyczyną "bezradności" nauczycieli jest
        praktycznie zanikająca współpraca z rodzicami? Z własnego doświadczenia wiem,
        że kontakt nauczyciel-rodzic jest incydentalny, wywiadówki ograniczane są do
        przekazania informacji o ocenach (bez refleksji) oraz składkach... Wychowawcy
        nie mają czasu na wspólne z rodzicami zastanowienie się nad motywami zachowań
        dzieci. Wypełniają za to sterty papierków... Proszeni o poświęcenie czasu na
        dyskusję z rodzicami - nie mają na nią czasu, a często również ochoty. Szkoła
        powinna współpracować z rodzicami!!! Jeśli rodzice nie widzą takiej potrzeby,
        to właśnie nauczyciel powinien ich do tego motywować - różne są przecież
        środowiska wychowawcze. Uważam, że wypowiedź profesora jest mądra i
        przemyślana, łatwiej jednak jest stosować system nakazowo-rozdzielczy, w
        przypadku karygodnych zachowań - usuwać dzieci ze szkoły, eliminować. Tylko
        dokąd nas to doprowadzi? Dzieci nie rodzą się złe. Pozwólmy im byc dobrymi i
        traktujmy je poważnie. Jeśli wychowanie oprzemy wyłacznie na karze, bez
        możliwości dyskusji, analizy zachowań innych, ukazywania konsekwencji - nie
        liczmy na pozytywne efekty.
        >na wywiadówce rodzic na informację, że jego syn powoli zamienia się w
        bandytę ... Nie dziw się - takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień - jeśli
        nauczyciel nie kontaktuje się z rodzicami systematycznie, nie rozmawia o
        wszystkich zachowaniach dziecka - rodzic ma prawo być zaskoczony taką
        informacją. Brakuje "przepracowania" procesów zachodzących na co dzień.
        A Profesor ma rację i nie stracił niczego ze swojego autorytetu widzącego w
        innym CZŁOWIEKA. Pozdrawiam!
        • Gość: gosc Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.leom.ec-lyon.fr 22.11.05, 13:11
          Tobie sie chyba cos mocno pomylilo. Nauczyciel ma wychowywac zarowno dzieci,
          jak i ich rodzicow?! Nauczyciel ma uswiadamiac rodzicom, ze ich dziecko
          zamienia sie w bandyte? Jeden nauczyciel ma zastapic kilkudziesieciu rodzicow
          lekcewazacych swoje obowiazki wychowawcze? To od czego sa wobec tego rodzice?!
          Czy to nie oni powinni PIERWSI dostrzegac patologie i im przeciwdzialac?
          Zmajstrowali sobie dzieciaka a reszte maja w nosie? Czy to nie od rodzicow
          dzieciak powinien sie dowiedziec, ze np. kradziez jest zlem? Prawidlowosc jest
          taka, ze najrzadziej (o ile w ogole) pojawiaja sie w szkole rodzice najgorszych
          lobuzow - proponujesz wysylac za nimi listy goncze? Uwazasz, ze rodzic, ktory
          przyjdzie do szkoly POD PRZYMUSEM nagle dozna objawienia i zajmie sie swoim
          dzieckiem?
          Tez bylem kiedys taki naiwny. Teraz dziekuje Bogu, ze juz nie pracuje w szkole.
          Zgodnie z zawartymi w artykule teoriami, niewatpliwie nie nadaje sie do tego
          zawodu - na studiach uczono mnie pracy z NORMALNYMI dziecmi, nie barbarzyncami.
          • Gość: Agucha Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.uni.lodz.pl 22.11.05, 13:43
            Wychowują i rodzice i nauczyciele. Nie można przyjąć, że albo jedni, albo
            drudzy wychowują. Nie można wyłącznie szkoły obarczać wychowywaniem dzieci, ale
            nie można również przyjąć, że tylko działania wychowawcze rodziców są
            decydujące. I tu jest chyba cały problem - każdy chciałby winą za ewentualne
            niepowodzenia obarczyć drugą stronę. Nie jest ważne kto pierwszy dostrzeże
            patologie, ale co z tym spostrzeżeniem zrobi. Czasem właśnie nauczyciel musi
            uświadomić rodzicom - jak to napisałeś - że ich dziecko zamienia się w bandytę,
            jeżeli oni jeszcze tego nie spostrzegli (z braku czasu, zainteresowania czy
            świadomości). I wiesz przecież, że nie chodzi o zastępowanie - nikt nie jest w
            stanie nikogo zastąpić - nie w tym rzecz. Myślę po prostu o współpracy, pomocy
            wzajemnej w rozumieniu problemów i potrzeb dzieci. Są po prostu trzy strony
            procesu wychowania: dziecko, rodzice i nauczyciel - czemu nie mogą się
            porozumieć? Bez przymusu i listów gończych.
            Ciekawa jestem, jak rozumiesz pojęcie "normalne dzieci"? Uważasz, że klasy w
            szkole są jednorodne? To dopiero utopia...
            • Gość: gosc Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.leom.ec-lyon.fr 22.11.05, 17:54
              To wszystko swietnie wyglada w teorii. I z pewnoscia dzialaloby doskonale,
              gdyby problemy dotyczyly 5% dzieci (i ich rodzicow). Bo taka liczba dzieci
              nauczyciel bylby w stanie FIZYCZNIE sie zajac. Jesli jednak statystyki
              wskazuja, ze np. kilkadziesiat procent polskich nastolatkow regularnie pije
              alkohol, jesli wymuszenia rozbojnicze czy narkotyki to juz codziennosc w
              polskich szkolach - to jaki nauczyciel temu moze przeciwdzialac? Ja idac na
              studia zakladalem, ze bede potem przekazywal wiedze z dziedziny, ktora sie
              zajmowalem - a nie walczyl z przestepczoscia i patologiami wsrod mlodocianych!
              Jesli taka ma byc rola nauczyciela - to kto przekaze wiedze merytoryczna? Kto
              wyksztalci przyszlych lekarzy, inzynierow itd.? A skutki juz widac - w postaci
              KATASTROFALNEGO poziomu studentow. Na uczelnie techniczne przychodza ludzie,
              ktorzy nie potrafia dodawac ulamkow! Jesli degrengolada zaczyna sie juz wsrod
              13-latkow, to niech Bog ma Polske w opiece. Koniecznie chcecie
              powtorzyc "francuski scenariusz" - podpalanie samochodow itp.? Z tym, ze w
              Polsce byloby jeszcze gorzej, bo francuska policja przynajmniej sie nie
              patyczkuje.
            • Gość: Esla Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 19:49
              Są po prostu trzy strony
              > procesu wychowania: dziecko, rodzice i nauczyciel - czemu nie mogą się
              > porozumieć?

              Porozumienie utrudnia często rozbieżność celów. I nie ma w tej rozbieżości nic
              dramatycznego - to nie demon szkolny. W innych miejscach też tak jest: inne są
              doraźne cele szefów i ich sekretarek, inne są cele pielęgniarek, inne
              pacjentów, a jeszcze inne lekarzy. Oczywiście, wszyscy znają cel narzędny
              (dobro - dziecka, pacjenta, firmy itd.), co nie przeszkadza temu, że sekretarka
              pragnie kończyć pracę o normalnej porze, a jej szef wolałby by pracowała
              dłużej, pielęgniarka chce, żeby lekarz miał więcej obowiązków, a lekarz - by to
              pielęgniarka miała ich więcej, oboje zaś marzą, by pacjent nie był marudny,
              pacjent zaś chce, by wszyscy się nim zajmowali, bo jest chory i dlatego też
              będzie marudził, rodzice pragną mieć bezproblemowe, chwalone dziecko,
              nauczyciel grzecznych uczniów (dlatego czasem ich gani, nie chwali), zaś uczeń -
              najczęściej święty spokój od oczekiwań dorosłych :). To, naturalnie, duże
              uproszczenie, ale daje pewną odpowiedź na pytanie czemu tak trudno się dogadać.
              Niektóre firmy nawet szkolą w tym "dogadywaniu" swoich pracowników przez wiele
              godzin :). I jeszcze jedno - są cztery strony procesu wychowania - czwartą są
              rówieśnicy naszego aniołka czy ananaska. Jestem zdania, że trudno ten wpływ
              wychowawczy pominąć, czy nam się to podoba czy nie. I tu dopiero następuje
              rozbieżność celów z innymi stronami. Kto był dzieckiem, ten pamięta :).
        • Gość: MM Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.bremultibank.com.pl 22.11.05, 13:31
          Z Twojej wypowiedzi wnoszę, że nie miałaś okazji "pooglądać" szkoły (relacji
          nauczyciel-uczniowie-rodzice-dyrekcja) od strony nauczyciela. Ja, choć nie
          należę do żadnej z wymienionych grup, mam taką okazję.

          > A czy nie dostrzegasz tego, że przyczyną "bezradności" nauczycieli jest
          > praktycznie zanikająca współpraca z rodzicami?
          Zanikająca współpraca jest jednym z czynników. Badzo często wina leży po
          stronie rodziców. Znam przypadek, kiedy nauczyciel w 4 oczy rodzicowi
          zasugerował, żeby ten baczniej przyjrzał się kolegom córki (kiepskie
          towarzystwo, pili, palili itd) to usłyszał "proszę się nie wtrącać - wiemy jak
          wychowywać nasze dzieci". Podobnie było, jak rodzić został poinformowany, że
          jego dziecko pali (wiek gimnazjalny). Nie są to odosobnione przypadki. Po jakims
          czasie nauczyciel sobie odpuszcza rozmowy na takie tematy i ja go rozumiem.

          > Dzieci nie rodzą się złe.
          To prawda. Złymi czyni je dopiero wychowanie. I odpowiedzialni za to są rodzice,
          bo to oni dziecko wychowują, a zrzucanie odpowiedzialności na nauczycieli jest
          żenujące i smieszne.

          Ogólnie - nauczyciele wkładają dużo wysiłku w to, żeby z uczniów coś wyrosło, a
          spora część społeczeństwa tylko ich opluwa - a bo źle uczą, a bo nie wychowują,
          a bo nie współpracują z rodzicami, bo to, bo tamto. Czy ktos się zastanawia nad
          tym, że pracują w okropnych warunkach (bo szkoły nie stać na nowe okna, na
          ogrzewanie, na kredę, na świetlówki, na nic nie stać), mają na głowie
          trzydziestokilkuosobową grupę BARDZO RÓŻNYCH dzieci, za które odpowiadają, a na
          wywiadówce zmuszeni sa wysłuchiwać żali w stylu "w tym roku były tylko 4
          wycieczki, a w klasie bratanka żony znajomego szwagra było 5", bo to przecież
          taki istotny temat; o tym jak się ich dzieci na tych wycieczkach zachowywały
          rodzice już nie chcą słuchać. Za nic nie chciałbym być nauczycielem - bardzo
          niewdzięczna praca.

          Nie wiem ile ze swojego autorytetu stracił Profesor, ale wykazał się brakiem
          znajomości obecnych realiów.

          Pozdrawiam
          • Gość: Agucha Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.uni.lodz.pl 22.11.05, 13:52
            Jak napisałam wyżej, uważam, że w procesie wychowania dziecka biorą udział i
            rodzice i nauczyciele. Nie chodziło mi o obarczanie winą za niepowodzenia
            wychowawcze tylko nauczycieli. Byłoby to żenujące i śmieszne. Nie można jednak
            próbować za wszelką cenę ich usprawiedliwiać i odwracać twierdzenie - winni są
            tylko rodzice. Myślę o współpracy i współodpowiedzialności środowisk
            wychowawczych.
            Pozdrawiam
            • Gość: michaŁ Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 13:58
              Oj Agucha, pan profesor pochwali na seminarium...
              • Gość: Agucha Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.uni.lodz.pl 22.11.05, 14:00
                Marne szanse... Wiek nie ten...
                • Gość: michaŁ Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 14:09
                  Na zaocznych to nie ma znaczenia,a p.prof. zdaje się gdzieś wykłada oprócz UŁ...
                  • gray Re: My nie konfidenty - cd. 22.11.05, 15:34

                    a co ty myślisz (:D) o tej sprawie? jak wygląda twoje rozwiązanie problemu?
    • Gość: Pamiętający Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.tvsat364.lodz.pl 22.11.05, 11:52
      Jednym z głównych motywów wprowadzenia religii do szkół przed 15 laty była
      potrzeba nadrobienia zaniedbań w wychowaniu dzieci i młodzieży. Czyżbyśmy mieli
      tego efekty?
    • Gość: michaŁ Re: My nie konfidenty - cd. IP: *.toya.net.pl 22.11.05, 14:11
      Autorytet... hehe. A. Samson do pewnego czasu to też był ceniony autorytet.
      Moment konfrontacji teorii z praktyką jest bardzo trudny, profesorze. Czas
      spróbować.
    • Gość: były student chora edukacja, chore wychowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:33
      cóż, być może spora część psa leży pogrzebana jest w ogródku pt. "obowiązkowa
      edukacja". Chorym pomysłem jest założenie, że każdy musi mieć średnie
      wykształcenie. Nie musi. Zwłaszcza jeśli nie chce. Pomijam przypadki typu
      IQ<100. Ale zachowanie młodocianych oprychów (kto pamięta "wesołą klasę", która
      naucvzycielowi założyła kosz na głowę?) wskazuje, że oni nie chcą się uczyć.
      Więc taką szansę należy im dać. Są potrzebni w społeczeństwie nauczyciele,
      lekarze i prawnicy, są potrzebni i tacy, którzy rowy kopią i ulice zamiatają.
      Pieniądze wyrzucane w błoto na próby ich edukowania należy przeznaczyć na
      polepszednie warunków pozostałym. I już. I niech nikt nie mówi, że to pomysł na
      szkołę dla bogatych - nie o kasę chodzi, tylko o chęć. Zamiast trzymać takiego
      gn.o.ja w szkole wywaliłbym go na bruk. Są dzieci, co do szkoły zasuwają po
      parę kilometrów pieszo, bo chcą się uczyć. Im pomagać, im tworzyć mozliwości, a
      nie tracić czas, nerwy i pieniądze na takiego kretyna.
      • Gość: gosc Re: chora edukacja, chore wychowanie IP: *.leom.ec-lyon.fr 22.11.05, 18:04
        Zgadzam sie w zupelnosci. Kiedys przeczytalem, ze mlodociani narkomani, leczeni
        za PUBLICZNE pieniadze, przemycali do osrodka narkotyki! Takim pomagac?! Po co?
        Niech zdychaja, skoro nie potrafili docenic tego, ze ktos im pomogl. W dawnych
        PGR-owskich wsiach sa tysiace, biednych, niedozywionych, odcietych od porzadnej
        edukacji dzieci - im trzeba pomoc, bo one zapamietaja to na reszte zycia i
        docenia. Zreszta w Lodzi tez by sie mnostwo takich dzieciakow znalazlo.
    • Gość: Homopolacus Tylko pogratulować takich profesorów polskiej ... IP: *.grs-3.g1.pl 22.11.05, 14:56
      Gratulacje dla profesora , a może by tak w końcu zacząć przestrzegać prawa w
      tym kraju , kradzież jest kradzieżą , i powinna być ścigana w taki sposób aby
      inni uczniowie nie musieli się o nic obawiać . Jeszcze raz wypada pogratulowaać
      profesorowi sposobu rozumowania . W Polskim umysłowym grajdołku tacy geniusze
      jak pan mają jeszcze miejsce niech się pan cieszy bo w normalnym kraju to
      kompromitacja.
      • Gość: Maryan Ja tu czegos nie rozumiem IP: 217.97.239.* 22.11.05, 15:44
        Kiedys w podstawowce podpalilismy z chlopakami wlosy naszej kolezance.
        Oczywiscie byla nagana na apelu i wezwanie rodzicow-innych konsekwencji brak..do
        czasu. 3 dni po zajsciu wracalismy sobie przez boisko do domow i spotkalismy
        duzego pana, ktory przedstawil sie nam jako brat podpalonej dziewczyny. Tak nam
        wpier...., ze przez tydzien nikt z nas nie pojawil sie w szkole. Od tego momentu
        traktowalismy kolezanki jak boginie.
        Wniosek--->nie ma to jak dostac w ryj :)
        Pozdro

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka