med_max
15.11.02, 03:16
Wcale nie taki wirtualny jak sugeruje Holly.:)
Były czatowniczki całkiem namacalne i miłe w dodyku w dodatq:)
Entuzjazm unosil sie pieknie ponad rzeczywistoscia. Wszystko bylo ekscytujace
jak uprowadzenie z seraju. Gorace serca i prawdziwe opium dla ducha.
Mysle ze udalo nam sie stworzyc mala oaze na pustyni ospalosci i litowania
sie nad soba.Zycie przybralo idylliczne zapomniane ksztalty. Pieeeeekne.
Siedze tu sobie teraz przy kompie, jest 3.10 i mysle sobie po kolei
o wszystkich wspanialych uczestnikach real-czatu.Po kolei o kazdym. Jacy Wy
jestescie niezwykli...Jak sobie wszystko uloze to jeszcze napisze
dokladniej...ladniej, tak jakbym chcial...