Gość: Lodor IP: *.retsat1.com.pl 10.02.06, 16:29 Może ktoś wie, od czego pochodzi nazwa ulicy Radwańskiej? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
gothmucha Re: Ulica Radwańska 10.02.06, 20:55 RADWAN. W polu czerwonym kościelna chorągiew złota, na niej krzyż maltański złoty. W klejnocie nad hełmem w koronie trzy strusie pióra. Z herbem Radwan związane jest pewna legenda. Podczas wojny Bolesława Śmiałego z Rusią, wysłany na podjazd z niewielkim oddziałem rotmistrz Radwan, przypadkiem natrafił na obóz nieprzyjaciół. W czasie potyczki Rusini rozproszyli garstkę Polaków i odebrali im sztandar. Radwan, chcąc swoich żołnierzy podnieść na duchu, skoczył do pobliskiego kościoła, skąd wziąwszy chorągiew, ponownie zabral rycerzy i uderzył na wroga. Rusini myśląc, że nadeszły posiłki na pomoc Polakom, zaczęli pierzchać. Natomiast dzielny rotmistrz otrzymał herb z kościelną chorągwią. Herbem tym najczęściej posługiwała się szlachta mieszkająca na ziemi krakowskiej, podlaskiej, rawskiej, ruskiej, sandomierskiej, sieradzkiej oraz na Litwie. Radwanem pieczętowało się ponad 150 rodzin - między innymi: Babski, Bieniewski, Brandys, Braniecki, Chormański, Cikowski, Dobrosielski, Dostojowski, Frystacki, Głuchowski, Grodecki, Jakacki, Janowicz, Jeziorkowski, Judycki, Karmański, Karski, Konarzewski, Kowalewski, Krukowski, Leszczyński, Łodziński, Łukawski, Magnuszewski, Mioduski, Nadarzyński, Niegoszowski, Okęcki, Oleszyński, Oziębłowski, Pakosławski, Pakoszewski, Pełka, Przypkowski, Radwański, Radziszewski, Rakowski, Rudgiesz, Rusiecki, Rybiński, Sławkowski, Służewski, Stanisławski, Stecki, Suchorzewski, Uchański, Wierzbicki, Wołodkiewicz, Wyżycki, Zaćwilichowski, Zebrzydowski, Zembocki. www.polonium.de/docs/ciekawostki/herby/pics/big/radwan.jpg Może np od tego? Odpowiedz Link Zgłoś
big_news Re: Ulica Radwańska 10.02.06, 23:30 To było tak: Za panowania dobrego cara Mikołaja II Aleksandrowicza, przyjechał do Łodzi aż z Tuły, drobny kupiec Wańka Siemionow. Przywiózł ten poczciwy człowiek na handel, ze swojego rodzinnego miasta, kilkadziesiąt wysokiej jakości samowarów. Żeby interes był jeszcze bardziej popłatny, Wańka wypełnił naczynia wysokoprocentowym samogonem. Po zainstalowaniu się w hotelu Imperial, po toalecie i zmianie odzieży, kupiec wyruszył na miasto. Miał z sobą jeden z samowarów, oczywiście wypełniony bezbarwnym płynem. Dotarł do Magistratu, w którym urzędował drugi mąż jego ciotki Anastazji Wasiliewnej Stanisławskiej, czyli Borys Włodzimierzowicz Kapustnyj. Przyszywany wuj przyjął rodaka z otwartymi ramionami. Ciekaw był najnowszych relacji Wańki z mateńki Rasyji. Poprosił gościa o zajęcie miejsca z drugiej strony ogromniastego biurka. Borys Włodzimierzowicz Kapustnyj był bardzo zajętym i pracowitym człowiekiem. Tego akurat dnia na zlecenie Gubernatora miał zaproponować nazwę dla nowo powstałej ulicy, przylegającej do głównego traktu. Przed urzędnikiem, na biurku, leżał niedokończony dokument. Pozostawało jedynie wpisać do niego miano owej arterii. Borys Włodzimierzowicz, choć cały czas intensywnie myślał nad odpowiednim nazwaniem ulicy, to przecież jednocześnie wsłuchiwał się w relację przybysza. Rad był słyszeć dobrych wieści o krewnych, znajomych i sąsiadach z Tuły. Cieszyło go także to, że rad był ze spotkania również jego miły gość. Czas biegł, samowar powoli próżniał, błogi nastrój udzielił się obu panom. - Cieszy mnie, żeś rad Wańka z wizyty w Łodzi - ze sporym trudem wymamrotał w pewnym momencie Borys Włodzimierzowicz Kapustnyj. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jednocześnie dzierży w dłoni ogromniaste pióro, którym kaligrafuje coś na papierze. Następnego ranka, z wielkim bólem głowy, Borys Włodzimierzowicz Kapustnyj rozparł się wygodnie w swoim przepastnym fotelu. Jeszcze miał przed oczami mroczki, jeszcze dudniło mu w mózgu jak w podmiejskiej oberży. Język miał wyschnięty na wiór, ręce mu się trzęsły. Rzucił z trudem okiem na leżący na biurku dokument. Wytężył wzrok. Z niedowierzaniem patrzył na wypełnioną rubrykę! Toż to niepodobna! Toż to wiarołomstwo i zaprzeczenie urzędniczemu kodeksowi! W rubryce jak byk widniało: Rad Wańka. Zgroza! Na jedynym egzemplarzu, na druku ścisłego zarachowania, na świętości rzekłbyś, wypisane w pijackim widzie dwa słowa! Jak się z tego wytłumaczyć, jak z tego wybrnąć?! Toż to świętokradztwo! Już widział się poczciwy urzędnik w kazamatach, już niemal czuł katorgę. Zebrał wszystkie siły, wziął się w garść. Zaczął intensywnie myśleć. Uruchomił całą swoją wolę. Chwycił sztywno pióro w prawą rękę. Powoli zaczął poprawiać zapisane już litery. Grubo powielił "R". Następnie "a". Potem "d". Długaśną kreską połączył "d" z "w", które przerobił też na małą literę. Wyretuszował kolejne "a" i się zatrzymał. Otarł wielkie krople potu z czoła. Zamyślił się. Coś trzeba jednak dodatkowo zmienić w tym słowie. Radwańka ani brzmi, ani nie ma regionalnego uzasadnienia. Trzeba tu wcisnąć coś miejscowego. Wtem mu zaświtało. Już wiedział! Starannie za drugim "a", a przed "s", wpisał "ń". Uff! Pogrubił "s", to samo zrobił z "k" i ostatnim "a". Przyłożył suszkę, spojrzał na swoje dzieło i już wiedział: udało się! Na oficjalnym Gubernatorskim nadaniu nazwy ulicy widniało: Radwańska. Wielce z siebie rad, Borys Włodzimierz Kapustnyj, ciekaw był, czy dzisiejszego wieczoru zdoła przełknąć bimber, na który zaprosił go do hotelu Wańka. Odpowiedz Link Zgłoś
big_news Drobna uwaga 10.02.06, 23:39 Wszystko to, co napisałem w poście powyżej, jak z pewnością dostrzeże uważny czytelnik, nie trzyma się niestety kupy. Jedyne co może tłumaczyć tę bzdurę z "ń", a jednocześnie być jakimś tam dla mnie usprawiedliwieniem, to fakt, iż nie dalej jak wczoraj spożywałem miksturę podobną do tej, którą częstował biednego urzędniczynę przybyły z Tuły Wańka. Niestety podobnie do magistrackiego urzędnika dostrzegłem tę gafę po niewczasie, czyli już po wysłaniu gniota na forum. прост'ите!, извин'ите!; Odpowiedz Link Zgłoś