Dodaj do ulubionych

Piszemy Lynchowi scenariusz filmu...

21.11.02, 20:46
Mój scenariusz:
Kamera "jedzie" przez słynne łódzkie bramy i podwórka, zatrzymuje się na
secesyjnych fragmentach muru, graffiti...dostrzega w rogu błękitny polar, coś
jakby welwet, zoomem zbliża się do niego...nagle przed kamerą "wyrasta" dłoń
która chwyta kurtkę...kamera śledzi chłopaka z kurtką. To chłopak z Bałut z
ul.Rybnej, który dochodzi do monopolowego, kupuje piwo /strong/. Potem
chłopak pije piwo i rozmawia z miejscowymi / tu kwiecista scena oparta
głównie na ulicznym slangu i opowieściach z "niższych sfer; może ktoś pokusi
sie o rozbudowę tego wątku.../. Ściemnia się.Kamera odjeżdża spod sklepu z
innym uczestnikiem libacji. To Marian z Limanowskiego, obecnie na bezrobotce.
Marian wchodzi do jednopokojowego domu od razu przy drzwiach strącając
ogromną cynową wannę, czym budzi 5-osobową rodzinę. Awantura na 4 fajerki.
Marian próbuje bić domowników ale jest zbyt pijany i
w końcu sam obrywa od kobiety "bez zęba na przedzie".Wszyscy usypiają przy
zapalonym świetle, w popielniczce dymiące pety, energia ze "słoneczka",
kamera wędruje wzdłuż drutów pobierających energię z korytarza a potem
płynnie zsuwa się ze ściany na schodzącego z góry taryfiarza-sąsiada który
idzie do pracy. Facet wsiada do auta.Na przedniej szybie kołysze się płyta
kompaktowa i mrugająca choineczka / bo idą święta /. Wsiada klient, którego
taksówkarz zawozi na imprezę. Ostre balowanie / tu znów wątek z
kwiecistym "górniakowym" językiem, bo towarzystwo z Górniaka; opowiadają o
przekretach na handlu walutą, alkoholem bez akcyzy, złotem; może ktoś
rozwinie ten wątek.../.Ktoś z góry wali w kaloryfer i krzyczy "cichooo!".
Kamera "przejeżdża" przez syfit i "wjeżdża" do pokoju.Mija kobietę ze
szczotką i wędruje do sypialni. Ktoś śpi w łóżku.Na biurku włączony komputer.
Facet budzi się z krzykiem. To aard, autor wątku surrealistycznego. Śniło mu
się,że nie ma stałego łącza i matka weszła z pretensjami,że nie może się
dodzwonić matka, babcia ani ona nie może do nikogo zadzwonić, bo wątek
otwiera się pół godziny.Aard wyciera mokre czoło...co dalej? Inne scenariusze?
Obserwuj wątek
    • geograf Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 21.11.02, 21:37
      może coś bardziej pozytywnego??

      tylko zastanówmy sie co byśmy chcieli pokazać...

      rano, 6:00, kobieta budzi się, szybko wyskakuje z łóżka, ubiera się, pędzi do pracy. Jeszcze przed wyjściem wypija ostatni łyk herbaty, kończy kanapki na drugie śniadanie dla syna, właśnie rozpoczynającego gimnazjum.
      Wybiega z klatki, z jednego z bloków, na jendym z łódzkich blokowisk.
      Idzie szybkim krokiem do przystanku tramwajowego.
      Pod nosem narzeka: "ech...snowu do tego tramwaju...jak szkoda, że nie mam auta...ale dobrze, że w ogóle mam pracę".
      Czeka na przystnkau, tłum ludzi, w tramwaju ciasno. Wpadają kontrolerzy, chmasko zachowując się wobec ludzi wzbudzają powszechne poruszenie. Dopadają jedną panią w średnim wieku. Nasza bohaterka patrzy na to. Boi się odezwać. Słyszymy jej myśli: "a co ja jedna moge zrobić..tyle tu osiłków,a ja jedna mała kryszyna mam coś zdziałać??". Bohaterrka wysiada, pani nadal kłóci się, widac wszystko przez okna odjeżdżającego pojazdu.
      Bohaterka przechodzi przez nieciekawą ulicę. Już pierwsza młodzież siedzi na murku, przed lekcjami, przechodzi przez podwórko, jak zwykle ktoś sika w bramie. Trafia do firmy. Akurat gorący okres- raport semestralny. Kobieta pracuje w pocie czoła. Przy okazji doświadcza wysłuchwiania srpośnych, seksistowskich kawałów opowiadanych przez szefa. Ona jednak nie przejmuje się i pracuje nadal. Znowu chciałaby zareagować (w końcu to nie pierwszy raz, zwłaszcza, że zazwyczaj tak bywa w jej obecności), ale boi się...wstydzi...ulega presji otoczenia.
      Wykonuje ostatni telefon, kontrakt na kolejne 2 miesiące został podpisany. Cieszy się.
      Wychodzi z pracy, znowu pokonuje tę samą droge do domu. W tramwaju jakiś pijaczyna zasikał siedzenie...Ludzie narzekają, ale oczywiście nikt nie zamierza nic zrobić.
      Wysiada.
      Wraca do domu.
      Syn przy komputerze, jej słowa o potrzebie nauki nie trafiają do niego- siedzi cąły czas w swoim pokoju i robi co chce, rzadko stamtąd wychodzi, najczęsciej po jedzenie. Bohaterka nie może na niego narzekać, bo uczy się nieźle, ale często rozmyśla o nikłych relacjach ze swoim synem...
      Córka tez siedzi w swoim pokoju- a to ogląda TV, a to uczy sie. Jednak z nia bohaterka ma lepszy kontakt, bo jako bezrobotna studentka zaoczna nie posiada wielu znajomych i często z nia spędza wolne chwile....
      Mężem tez kobieta grająca główną role pochwalić nie może się. Pracuje dużo, traktuje dom jak hotel.
      Kobieta bardzo często zastanawai sie nad tym skąd wziąć pieniądze, skoro mąż mało co daje (z resza nocne rozmowy z kobietami-niby pracownicami- nasuwają podejrzenia co do niewierności, jednak żona i tak nie może zareagować..), a dójke dzieci, męża i sama siebie trzeba wyżywić.
      Kobieta słucha radia, z resztą słucha go w kuchni gdzie spędza długie popołudnia, gotując, coś pichcąc. Często rozmyśla nad tym co w nim słyszy i przenosi swe rozmyślania na grunt rodzinny. Wobec poczucia coraz gorszej sytuacji we własnym mieście i ogólnie kraju szuka pocieszenia w wierze. Modli się co wieczór. Przed snem sprząta "swoje domowe miejsce pracy", robi "obchód" po dzieciach, popędza syna, który późną nocą bądź to siedzi przed komputerem, bądź to robi na ostatnią chwilę lekcję, mówi dobranoc śpiącej, dorosłej córce, sama kłądzie się spać.
      Budzi ją dźwięk budzika. 6 rano, przygotowuje się do wyjścia, szykuje drugie śniadanie, wychodzi ze swojego bloku...
      widzimy ją odchodzącą w stronę przystanku, a kamera pokazuje osiedle, później pokazuje miasto z góry. ciemny ekran.


      ----------------------------------------------------

      hihi, wiem, ze bez konkretnego wątku prowadzącego, ale to jest właśnie życie...no można to troche ubarwić...

      • geograf suplement 21.11.02, 22:03
        podczas przerwy w pracy, nasza bohaterka wychodzi z kolezanka z biura i zmierza w strone Pietryny, aby przejsc sie po niej, poogladac wystawe. Wchodzi do kilku sklepow, oglada z zazdroscia i przykroscia te wszystkie ubrania, na ktora jej nie stac. Narzeka na rzeczywistosc. Rozmawia z kolezanka o tym. Ona jej przytakuje, sama nie jest zachwyconam, ze tak ubogo teraz. Po dordze wciskaja jej ulotki- wybory ida. Kupuja sobie goraca kanapke, przysiadaja sie do Tuwima, zartuja z rzeczywistosci. Smieja sie z dziwacznych ubiorow dzisiejszych nastolatek jak i obgaduja z zazdrosci innych przechodniow. Odprezyly sie, czas wracac do pracy....
      • med_max Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 21.11.02, 22:09
        Geo! mroczny dokument ale moze byc ciekweie, tylko kobiecine trzeba bedzie
        ubrac odpowiednio / jakies ciuchy z Gluchowa/ i koniecznie hip-hopowa muzyka
        albo Kazik"Jeszcze Polska". Na marginesie: kto to doradzal krotsze wypowiedzi;)?
        • geograf Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 21.11.02, 22:22
          no właśnie, mroczny dokument:/
          Jednak mam pomysły na dwa kolejne scenariusze, też w klimatach dokumentu, jednak spisze je jutro, może do tego czasu wymyśle wONtek przewodni;-)

          co do dialogów- wymyslilem je ja:-) na poczekaniu, co nie pasuje??:-). Oczywiscie sama ideą tego filmu jest małomówna pani, jednak z burza przemyśleń. Jej słowa do kogos/czegos maja być właściwie kwintesencja wyrazanych po cichu mysli.

          Co do ubioru- kobieta ubrana w Gluchowie, badz Tuszynie, ale z podkresleniem tego, że tam też można się ładnie ubrać. Muzyka- raczej coś w stylu Dido- melancholia i przemyślenia. saubtelny dźwięk i dopełnienie jego w głosie. Oczywiście nie tylko to;-)

          Co do kolejnych- zobaczymy jutro:-)
          może ktoś jeszcze coś wcześniej napisze??

          pozdrawiam:-)
          • Gość: Do. Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... IP: *.134.186.195.dial.bluewin.ch 22.11.02, 00:16
            Mnie sie bardzo, geo, podoba Twoj film. Mysle, ze chcialabym poznac tego syna
            co wiecznie siedzi przed komputerem :-)))) Fajny chlopak, bo tyle mysli o
            swojej mamie.

            Med_max: a kto widzial dialogi w domu??? W domu sie nie rozmawia tylko je,
            oglada telewizje i kladzie spac.
            Co niniejszym czynie.
            Pozdr.
            Do.
      • blenda Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 22.11.02, 12:50
        Geo swietni scenariusz. Poazuje rzeczywistosc , szara smutna bez perspektyw na
        polepszenie. Moge spróbować pociagnać to dalej?

        Trzeba by jakos nazwac te kobiete, po za tym mozna by pokazać dramat polki,
        ktora niedosc że charuje jak woł dzin w dzien po kilkanascie godzin, to po
        przyjsciu do domu, nie ma czasu by usiąść przed telewizorem. Sprzata, pierze
        gotuje, bo kto to zrobi? dzieci przyzwyczajone ze sie wszystko za nie robi? Mąż
        ktory mimo że czasem jest w domu twierdzi ze tak duzo pracuje że w domu musi
        odpoczać.
        Dzień w dzień to samo, kobieta nie ma czasu zadbac o siebie cho stara sie lecz
        nie jest to takie proste kiedy ma sie dom na głowie i jeszcze perspektywe ze w
        kazdej chwili mozna zostać bez pracy.
        Postanawia jednak, spróbować byc szcęśliwa, ma przeciez dzici które sa jej
        najwiekszym skarbem. Dla których zrobiłaby wzsystko.
        Niestety pewnego dnia mąż przychodzi do domu wcześniej niż zwykle... stracił
        prace. Zwykłe pomówienie, a jakże istotne. Zwykła ludzka zawiść.
        Pierwsza mysl"jak przezyjemy na jednej pensji, ale nie mozna sie poddawać".
        Kolejne dni mijały jeden niczym nierózniący sie od drugiego.
        Maż szuka pracy, ale nie jest to poste dla 41 mezczyzny, w miescie z tak duzym
        bezrobociem.
        Postanawiaja walczyc i nie dac sie przeciwnosciom losu. Zakładaja firme, znaja
        sie na tej profesji wiec powinno sie udac.
        Firma powoli sie rozrasta. Powoli pozyczki i kredyty zaciagniete w trudnych
        chwilach zostaja splacane.
        Córka pracuje u ojca i jest bardzo dobrym pracownikiem, z synem troche kontakt
        sie prawił, ale nieznacznie.
        Wszyscy maja jakaś mala nadzieje na lepsze jutro na to ze, moze uda sie wyjsc
        na prosta i zaczac nareszcie normalne zyc.......


        oj moglabym ciagnac i ciagnac :)

        ps. przepraszam Geo wiem ze to twoj scenariusz ale nie moglam sie powstrzymac,
        mam nadzieje ze mi wybaczysz.
        • geograf Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 22.11.02, 18:07
          ależ czemu mam mieć coś za złe??
          to bardzo miłe, że moje opowiadanie zainspirowało kogoś do napisania jego kontynuacji:-)
          i oto chyba chodzi- aby to były historie zwykłych ludzi, a nic lepiej nie oddaje życia jak opowieść kilku osobników. To moje zdanie:-)

          pozdrawiam:-)

          P.S. ciesze się, że przypadło Ci do gustu moje opowiadanie:-)
    • med_max Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 21.11.02, 23:51
      Kamera najezdza na moje lozkao. Med_max idzie spac:)
    • Gość: kierowca Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... IP: 157.25.165.* 22.11.02, 12:16
      sytuacja autentyczna, miała miejsce dwa lata temu w czasie cameraimage.
      Przyjeżdża do Łodzi Lynch, ogląda miasto, szczególną uwagę zwraca na pokraczne
      pojazdy fiat 126p. Marzy o takim cudzie. Firma jubilerska A&A wpada na pomysł
      by podarować takie auto reżyserowi. Kilka telefonów do różnych firm i wszyscy
      deklarują chęć zrobienia zrzutki na białego malucha. Czas goni pieniądze trzeba
      zebrać a uroczystość wręczenia prezentu zaplanowano za 12 godzin. trzeba
      wypożyczyć malucha którego się potem kupi. Niestety marketingowcy z A&A nie
      mają samochodu którym mogliby poszukać u dealerów białego malucha. ale mają
      białą karetę wynajętą do wożenia swoich klientów po piotrkowskiej. idą do
      karety i każą się wozić po mieście. niestety woźnica jest zbyt pijany by
      powozić. bacik i lejce przejmuje jego ośmioletnia córeczka, która wozi
      marketingowców po całym mieście. znajdują malucha owijają wstażeczką wręczają
      prezent, a potem odstawiają spowrotem do dealera. Lynch jedzie do ameryki,
      firmy kłócą się kto ile ma dać na auto. (mogliby do siebie strzelać)w końcu
      główny ciężar zakupu bierze A&A i kupują auto ale ma chętnego do zaplacenia za
      wysyłkę do stanów.
      sytuacja autentyczna, trzeba tylko pokolorować, szczególnie motyw karety z
      dziewczynką.
    • princepolo A to ma być... 22.11.02, 15:01
      FABULARNE czy DOKUMENTALNE?!?
      Bo jak narazie - wiodącym bohaterem jest... kamera!
      Cóż..., pewnie można i tak :)
      (w jakimś Amatorskim Klubie Filmowym, np. przy Elektrociepłowni im.Lenina)
      A tak BTW - ten typ narracji bardzie pasuje do Kena Loacha - może kupi!
      • med_max Re: A to ma być... 22.11.02, 16:27
        princepolo napisał:

        > FABULARNE czy DOKUMENTALNE?!?
        > Bo jak narazie - wiodącym bohaterem jest... kamera!
        > Cóż..., pewnie można i tak :)
        > (w jakimś Amatorskim Klubie Filmowym, np. przy Elektrociepłowni im.Lenina)
        > A tak BTW - ten typ narracji bardzie pasuje do Kena Loacha - może kupi!

        Te! Zawodowiec!...Potrzebujemy jeszcze jednego bohatera.Taka piosenka.Moze byc
        Twoj. Mówisz jak facet ktory polujac na slonie trafia kolibra. A przeciez nie o
        to chodzi na co sie poluje a do czego sie trafia. Do mnie ta wypowiedż nie
        trafia. Sama krytyka, bez twórczych propozycji. Jak nasza opozycja /i jedna i
        druga/. Trafiłeś kolibra Panie Ksiąze:)
        • princepolo W jednym się, Człowieku... 22.11.02, 17:55
          nie pomyliłeś!
          Mianowicie - w określeniu "zawodowiec",
          odnoszącym się bynajmniej nie do Ciebie (bez obrazy!)... :)
    • michal.ch Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 22.11.02, 17:16
      Centrum miasta. Kamera pokazuje jedną z ulic. Ludzie chodzą tu i tam. Nagle
      jeden z przechodniów przewraca się uderzając głową o chodnik. Zawał. Mężczyzna
      z trudem oddycha. Mdleje. Ktoś dzwoni po pogotowie...
      ...Biały furgon Mercedesa z dumnym logo służby zdrowia i czerwoną R-ką na
      burcie powoli sunie przez miasto w prędkości defiladowej. Kierowca podziwia
      widoki, lekarze opowiadają sobie dowcipy. Ogólnie wesoła atmosfera.
      Minęła godzina. Karetka przyjeżdża na miejsce wypadku. Brygada nie spiesząc się
      powoli wypakowuje się z auta. Chodzą tu i tam, oklepują i oglądają
      poszkodowanego, udając, że go ratują. Ratownik do kolegów: "cholera, jeszcze
      żyje. Dajcie "leki"..." Wstrzykują poszkodowanemu pewną zakazaną substancję,
      której nazwa zaczyna się na "p". Kierowca: "no to może zadzwonić już po Jacka,
      żeby pakował karocę. Przecież on już niedługo nam zejdzie. Akurat chłopaki
      przyjadą na czas"...

      Ten odcinek dedykuję skurwielom, którzy zeszmacili naszą służbę zdrowia i
      którzy powinni teraz siedzeć w pierdlu. Niestety mieli dobre znajomości i są na
      wolności.
      • princepolo I znowu... 22.11.02, 18:02
        DOKUMENT, ech!
      • med_max Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 22.11.02, 18:18
        Podpisuje sie pod dedykacją kolegi Mihauhaua. szkoda ze Forum nie daje okazji
        poznania ludzi prawych,"diamentów czystej wody", takich jak anonimowy Michal.ch
        Tyle ze leciuchno nerwowych...ale jesli miałby błyszczeć jako wzorzec moralny,
        to niechby już był...
        Prośba: rozmawiajmy jak ludzie legitymujący się określonym poziomem kultury.
    • Gość: Dos Mollendos Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... IP: 212.191.74.* 22.11.02, 17:56
      Ja też, wymyśliłem, chociaż to może być prawda. Jest w Wątku o Jacku.
    • p8 Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 22.11.02, 18:49
      Kamera wyjeżdża ze mną brudnym robaczywym pociągiem z Centralnego o 15.25,
      wysiadamy na Fabrycznym o 17.51 - i to jest mroczny dokument...
      A taki film to można samemu nakręcić, a nie podniecać się Linczem (:):):):):)).
    • Gość: med_max Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... IP: *.lodz.dialog.net.pl 22.11.02, 23:15
      Niezmiennie na ekranie nocy
      wyświetlam w wyobraźni film
      kamery nie potrzeba mi
      Brigitte Bardot nie będę prosił
      bo moją gwiazdą jesteś ty...
      Tak chciałbym to powiedzieć
      wyznać że cię kocham.
      Tak chciałbym ale brak mi słów
      dlatego na ekranie nocy
      niezmiennie gdy zamykam oczy
      wyświetlam filmy moich snów...

      Na wstępie ? wdzięków twych zbliżenie
      a potem odjazd ? szerszy plan
      rzecz się zaczyna właśnie tak
      to mego filmu pierwsza scena...
      I już na ekran wchodzę ja!
      Dwa metry wzrostu mam
      sylwetkę kaskadera
      z wrażenia tłum statystów drży!
      Gdy kręci się co nocy film
      i w me ramiona wpadasz ty
      na wielkim łożu z moskitierą...
      Niezmiennie gdy zamykam oczy
      powraca do mnie scena ta
      sam nie wiem który to już raz
      wyświetlam na ekranie nocy
      chwile gdy cię w ramionach mam...
      A tu na złość scenariusz inny się powtarza
      Dzwonek - za drzwiami stoisz już
      Więc może dzisiaj tak się zdarzy
      jak na ekranie moich marzeń ?!
      Nie, bo nie umiem znaleźć słów.
      Wyjdziemy dziś do kina...
      Znów.
      Kiedy jesteś ze mną
      tęsknię za tobą
      kocham cię
      gdy jesteś daleko
      w moich myślach zdradzam cię
      i poniżam
      mówię że jesteś wszystkim
      i odbieram ci wolność
      kiedy chcesz zaprzeczyć
      zamykam twe usta
      słodkim pocałunkiem ...
    • geograf Re: Piszemy Lynchowi scenariusz filmu... 25.11.02, 20:13
      ?Nie ma to jak żyć w bogatej rodzinie!?- to ostatnie słowa dziewczyny, 17-letniej Weroniki, która kładzie się jak co dzień w satynowej pościeli w swoim domu gdzieś w Wiączyniu.
      Budzi się, wstaje, szykuje, podchodzi do swojego lustra, wybiera jedną z dziesięciu stojących tam szminek- dzisiaj krwistoczerwona. Operuje tuszem do rzęs, podkreśla swój urok cieniem do powiek, dużo pudru to nic złego. Wychodzi do szkoły, jak zwykle podwieziona do mamy. W szkole koleżanki zazdroszczą jej nowej bluzki, ona nie wie, że może być ktoś, kto żyje za 5 złotych dziennie. Uczy się przeciętnie- byle do klasówki. Za to jest dusza towarzystwa- zarywa chłopaków jednego po drugim- bawi się nimi, ale o dziwo chłopcy to lubią- w końcu fajnie jest się pokazać z taką laską na korytarzu.
      Jednego dnia wraca ona do szkoły- o dziwo mam nie była dzisiaj tak rozmowna- nawet słowa nie zamieniła przez telefon komórkowy, który prawie nigdy nie milczał- nawet nie widziała dzisiaj tego telefonu. W domu jakaś ponura atmosfera- sprzątaczka dzisiaj nie przyszła, połowa świateł w domu nie zapalona. Mam nie zaprosiła na dzisiaj koleżanek.
      Sama krząta się po kuchni, podczas gdy córka nawija przez telefon.
      Jednak córce coś nie pasuje- za cicho jest w domu. Schodzi na dół, widzi zapłakaną matkę, która na jej widok schodzi do piwnicy pod pretekstem pójścia po nowy słoiczek francuskiego dżemu na kolację.
      Podczas kolacji nie korzysta z masła, tylko z jakiejś taniej margaryny- nie podoba jej się to i nie ma ochoty zjeść nawet jednej kromki pieczywa na kolację (w końcu już od dawna miałam zrzucić te 2 kilo z bioder), matka nie protestuje, siedzi osowiała po drugiej stronie stołu. Córka, o dziwo zainteresowana cichym usposobieniem w dniu dzisiejszym mamy, zaczyna rozmowę. Dopytuje się jak w pracy, kiedy tata wróci, jak tam pracownicy- czy zwolniła dzisiaj kogoś.
      Dowiaduje się smutnej prawdy- zwolniła wszystkich. Zszokowana nie może przyjąć tego do wiadomości i myśli, że pomimo smutnego nastroju mamy, ona żartuje.
      To prawda. Jednak nie chcąc drążyć tematu idzie do sie4bie na górę. Jak zwykle odprawia rytuał wieczorny- świeczki, kąpiel, sen. Rano jak zwykle wstaje na ostatnią chwilę i liczy na szybka jazdę mamy. Niestety ona nie wstała. Córka zszokowana, ze spóźni się do szkoły, jednak matka wciska jej ostatnie pieniądze z portfela aby wydała na taksówkę.
      Po południu córka zamierza podrążyć temat.
      Okazuje się, że firma mamy- głównej żywicielki tego wielkiego domu- upadła. Po prostu kontrahent nie podpisał nowej umowy i nie było pieniędzy na dalsze funkcjonowanie. Firma jest w upadłości i rodzina żyje obecnie z tego, co zostało sprzedane.
      Córka nie wierzy w to co się dzieje. Nie daje po sobie tego poznać- wszak nawet nie dopuszcza tego do swojej świadomości. Jak zwykle idzie kolejnego dnia do szkoły cała wysmarowana kosmetykami- byle tylko koleżanki nie zobaczyły, ze dzisiaj nie ma prawie pudru bo już jej się skończył, a na nowy nie ma pieniędzy....
      Córka próbuje się dowiedzieć wieczorem, czy to oby na pewno prawda. Nie wierzy. Musza przeprowadzić się do mieszkania w blokach, które do tej pory było wynajmowane. Jest to dla niej szokiem. Nie wie co ma ze sobą zrobić.
      Nie ma już pieniędzy na nowe zakupy, bluzki, kosmetyki, buty. Próbuje za każdym razem jakoś inaczej ułożyć cały ubiór, żeby nie było wiadomo, ale jednak wszyscy coś myślą...
      Dziewczyna wpada w mitomanię. Nie chce aby ludzie myśleli o niej, że jest biedna. Pokazuje się z chłopakami, naciąga ich na zakupy, restauracje. Chce żyć tak jak dawniej.
      Jednak powoli staje się pośmiewiskiem- ktoś widział ją w oknie jej mieszkania na parterze w bloku. Ktoś widział jej mamę w sklepie spożywczym z małą torebka zakupów. Mitomania przerosła ją już dawno i nawet nie wie o czym mówi.
      Zdaje sobie sprawę, że stała się pośmiewiskiem klasy. Kiedyś przypadkiem usłyszała plotki o jej osobie- wybuchła płaczem. Nie potrafi tego wytrzymać. Zapłakana spędziła jedną lekcję w toalecie szkolnej. Słyszy śmiech koleżanki, słyszy, że ktoś dobija się do jej kabiny, widzi, że dziewczyny wyrwały zamek- śmieją się jej prosto w twarz. Ona skula się, płacze.

      Budzi się spocona- ten śmiech to był dźwięk jej budzika. To był tylko sen....na szczęście
      Szybki prysznic, pół godziny przed lustrem z jej ulubionymi, najdroższymi kosmetykami, zbiega na dół, mama już czeka w samochodzie. Jedzie do szkoły w nowym T-Shircie, ma nadzieje, że koleżanki docenią jej poświęcenie...
      W drodze pyta się mamy, czy w pracy wszystko dobrze funkcjonuje. Jak najlepiej- właśnie podpisała nowy kontrakt z klientem z USA. Będzie jeszcze lepiej...To dobrze...uśmiecha się...
      • med_max dodałbym... 25.11.02, 21:20
        Mamy więc już dwa sny w wątku. Sen aarda, że mu stalke odłączyli i wątek
        surrealistyczny otwiera się pół godziny blokując telefon oraz sen dziewczyny.:)
        Dodałbym taki motyw:
        Matka zniechęcona zarozumiałością, lenistwem i brakiem porozumienia z córką
        kupuje jej mieszkanie a córka ochoczo wyprowadza się z domu.
        Przychodzi do tegoż domu, zaglada do lodówki i stwierdza,że nikt nie kupił
        masła.Potem kolejno do chlebaka/ brak chleba/. Rano próbuje znaleźć jakieś
        fajne ciuchy ale nie miał kto wyprać i wyprasować.Chce zadzwonić do chłopaka
        ale nie ma karty telefonicznej ani telefonu.Gazownia wyłącza gaz a elektrownia
        prąd, bo nikt nie pomyślał o zapłaceniu rachunków.Psuje się telewizor a ona nie
        wie kto mógłby naprawić.Płacze i coraz częściej dzwoni do mamy, coraz częściej
        odwiedza rodziców i zaczyna doceniać.Zmienia się i cała historia kończy się
        happy endem. Potem Lynch mógłby ją obrócić w sen albo w rzeczywistość / w
        zależności od koncepcji./

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka