diabollo
24.06.26, 07:25
Wojciech Orliński
Okruchy Polski
Ten komiks kończy się wyrazem nadziei, że ich dzieci „wyrwą się z tego cyklu”, traum dziedziczonych z powodu błędów poprzednich pokoleń. No cóż, my też mieliśmy takie nadzieje. Wyszło, jak wyszło. Ale trzymam kciuki!
Wielu ludzi z zasady nie czyta komiksów, a więc także felietonów o komiksach. Zacznę więc od stwierdzenia, że rekomenduję lekturę „Okruchów” Kasi Babis każdemu. Także tym, którzy teraz odpadną po trzech zdaniach! To nietypowy komiks. Zgodnie z podtytułem jest to autobiograficzna próba przedstawienia „dojrzewania w postkomunistycznej Polsce”. Najpierw wyszedł w Stanach Zjednoczonych (jako „Breadcrumbs”) i w związku z tym opowiada Polskę „dla początkujących”.
Dla moich rówieśników, drogich dziadersów i przemiłych babersek to całkiem przydatne, bo świat naszych dzieci jest dla nas równie egzotyczny jak Polska dla Amerykanina. Owszem, nam nie trzeba wyjaśniać, kim był Jan Paweł II i jakie przejawy przyjmował jego kult kilkanaście lat temu. Dla wielu z nas jednak zaskoczeniem może być to, co wówczas czuła młodzież przymusowo zapędzana na te wszystkie uroczystości ku czci. Wielu prawicowych polityków typu Czarnek do dziś robi wrażenie zdziwionych, że wcale nie wychowali sobie w ten sposób milionów wyborców PiS.
Prawicowi politycy moich felietonów raczej nie czytają. Ale dla „naszej” strony ten komiks też ma kilka niespodzianek. Autorka podsumowuje życie swoich rodziców rysunkiem przypominającym grę planszową: najpierw kawalerka, potem pierwszy samochód, przeprowadzka do większego mieszkania w bloku, a na finałowym polu ukoronowanie życiowych aspiracji – domek jednorodzinny z wypasionym SUV-em. Nie znam państwa Babisów, a jakbym ich znał. Gdybyśmy się spotkali, mielibyśmy wiele wspólnych tematów do rozmowy. Grałem w tę samą grę.
Dla naszych dzieci jednym z najważniejszych pokoleniowych wydarzeń była tymczasem śmierć Jolanty Brzeskiej w 2011 r. A dla nas? Pracowałem wtedy w „Gazecie Wyborczej”. To nawet nie jest tak, że pominęliśmy śmierć Jolanty Brzeskiej. Po prostu była to niewielka notka w dodatku stołecznym, że znaleziono w lesie zwłoki działaczki ruchu lokatorskiego. Że prokuratura uznała, jakoby Jolanta Brzeska, nie mając samochodu, wywiozła samą siebie do lasu, by popełnić tam samobójstwo przez samospalenie, to nas nawet nie dziwiło. Po prostu nas niespecjalnie interesowało. Nie wydawało nam się tematem na pierwszą stronę.
A co było na jedynce „Stołka”? Bulwary wiślane! Stadion Narodowy! Przygotowania do Euro 2012! Pochłonięci grą planszową „per aspera ad domek z SUV-em” chcieliśmy wierzyć, że tą samą drogą idzie cały kraj. To było widzenie tunelowe. Faktów niepasujących do tej wizji nie tyle nie dostrzegaliśmy, ile przypisywaliśmy im marginalne znaczenie. Trochę tak jak nasi pradziadkowie, zachwyceni Gdynią, COP-em i zajęciem Zaolzia, byli ślepi na sygnały świadczące o tym, że Polskę czeka wojna z dwoma wrogami, a armia nie jest gotowa nawet na wojnę z jednym.
Kasia Babis spogląda na nas tak, jak my na – nie przymierzając – Melchiora Wańkowicza. Cóż, należy nam się. Jednak milenialsi też już zaczynają być rodzicami. Komiks kończy się wyrazem nadziei, że ich dzieci „wyrwą się z tego cyklu”, traum dziedziczonych z powodu błędów poprzednich pokoleń. No cóż, my też mieliśmy takie nadzieje. Wyszło, jak wyszło. Ale trzymam kciuki!
Babis robi ciekawą obserwację, że rodzicielska porażka mojego pokolenia to głównie klęska mężczyzn. To my się zazwyczaj okazywaliśmy najsłabszym ogniwem. Pękaliśmy pod wpływem presji związanej z długim marszem do „domku z SUV-em”. Chcąc nie chcąc, kobiety łączyły tradycyjne obowiązki domowe z utrzymywaniem rodziny. „I dlatego większość z nas dorastała z matkami, które były przepracowane i zgorzkniałe” – pisze narratorka.
Pozbawieni pozytywnych wzorców chłopcy też wyrastali na niezbyt atrakcyjnych partnerów. Komiks pokazuje trochę związków z piekła rodem. Po latach trzy licealne przyjaciółki spotykają się na strajku kobiet w 2016 r. Wspominają swoich pierwszych chłopaków. „Nie wierzę, że wszystkie miałyśmy fazę na tego typu facetów” – mówi jedna. „Dorastałyśmy w Lublinie, wybór był... ograniczony” – odpowiada druga. Przy całej mojej miłości do Warszawy jednak nie sądzę, że to kwestia miasta.
Do zrozumienia milenialsów przydałoby się dzieło pokazujące punkt widzenia młodej prawicy – kogoś takiego, jak ci chłopcy z przeszłości bohaterek. Dziś to zapewne wyborcy jednej z Konfederacji. Gdzie ich komiksy? Powieści, wiersze, sztuki, jakiekolwiek formy narracyjne?
To ciekawa różnica pokoleniowa. Wśród moich rówieśników było wielu pisarzy o nastawieniu prawicowym, klerykalnym, nacjonalistycznym, wielbicieli Jana Pawła II, a nawet Pinocheta. Użyłem czasu przeszłego, bo nawet jeśli żyją, to albo zmienili poglądy, albo złamali pióro. Wśród trzydziestoparolatków tymczasem każdy, kto umie pisać, ten ma poglądy na lewo od Tuska. Młodzi konfederaci, jeśli cokolwiek tworzą, to tylko internetowe filmiki. Jeśli na czymś się znają, to na walkach w klatce. To krzywdzące uogólnienie? Chętnie przyznam, że się mylę, ale gdzie są te prawicowe odpowiedniki „Okruchów”?
Polityka 26.2026 (3570) z dnia 23.06.2026; Felietony; s. 90