Dodaj do ulubionych

"oddychasz sztuką ?"

27.12.02, 19:27
Doprawdy sztuka jest cudownym zaklęciem. W naszej jaźni gnieżdżą się ponure
mordercze siły, złowrogie popędy do niszczenia, nienawiści i gwałtu. Jedynie
sztuka, jak czarodziejska fujarka, potrafi nas od nich uwolnić. Może właśnie
tak człowiek może się zmieniać na lepsze?
Ale trzeba chcieć.
Obserwuj wątek
    • markiza_de_kotlet_mielony Re: 'oddychasz sztuką ?' 27.12.02, 19:58
      Są trzy rodzaje prawdy...
    • aard Fałsz 30.12.02, 10:53
      med_max napisał:

      > Doprawdy sztuka jest cudownym zaklęciem. W naszej jaźni gnieżdżą się ponure
      > mordercze siły, złowrogie popędy do niszczenia, nienawiści i gwałtu. Jedynie
      > sztuka, jak czarodziejska fujarka, potrafi nas od nich uwolnić.
      FAŁSZ. Jeszcze, a może przede wszystkim, miłość.
      • med_max Miłość 30.12.02, 13:04
        Ej aard. Zbyt kategoryczne stwierdzenie /"fałsz"/ Pamiętaj o tym, że w miłości,
        do nienawiści tylko jeden krok i to wcale nie slogan. Miłość jest piękna ale
        człowiek słaby. Zbytno szafujemy pojeciem miłośći. Miłość wyklucza chęć
        kontroli i jakąkolwiek przemoc. Kto zatem prawdziwie kocha? Pojmować sztukę,
        jest znacznie łatwiej.Wiekszośći ludzi wydaje się tylko że kochają.
        "Człowiek lubi wierzyć, że kocha, ale analiza jego psychiki odsłania stan
        zupełnie różny od tego, co omawiam tu jako miłość".(Erich Fromm "Egoizm a
        miłość własna")
        • aard Pytałeś 30.12.02, 13:18
          med_max napisał:

          > Ej aard. Zbyt kategoryczne stwierdzenie /"fałsz"/
          Pytałeś, "prawda czy fałsz?". Nie dałeś innej możliwości, więc kotegoryczność
          mojej wypowiedzijest dzieckiem Twojej dychotomii.

          Miłość jest niedefiniowalna i nieuchwytna, ale jej pozytywny wpływ na psychikę
          udowodniony.
    • med_max Mylisz się aard:) 30.12.02, 13:28
      Po pierwsze sorry, nie pamiętałem pytania z sygnaturki:)
      Po drugie, miłość jest o dziwo i niestety dobrze zdefiniowana. I to pewnie
      bedzie dla wiekszośći druzgocące ale przecież to jest twórcza dyskusja. Cytuję
      zatem piękny esej Hermana Hessego:)
      O miłości
      "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" (a siebie samego jak bliźniego
      swego). (Biblia)
      "Dobre jest wszystko, co sprzyja życiu, wzrostowi, rozwojowi. Zło to wszystko,
      co życie dławi, ogranicza, rozrywa na kawałki." (Erich Fromm)
      "Czego nie wiem, tego się lękam; czego się lękam, tego nienawidzę; czego
      nienawidzę, to chcę zniszczyć." (Jonathan Caroll)
      Czytajcie uważnie (i kilka razy) - każde słowo ma tu swoje miejsce i znaczenie.
      Pominięcie części to... brak zrozumienia tego, co chciałbym przekazać.
      << Nie ma chyba sprawy, którą byśmy podejmowali z takimi zawrotnymi nadziejami
      i tak pełni oczekiwania, która by jednak zawodziła z taką regularnością jak
      miłość. >> (Erich Fromm "O sztuce miłości")
      I nie ma sprawy, którą tak często mylilibyśmy z czymś całkowicie odmiennym,
      jakże złudnym, bo tylko pozornie wyglądającym na miłość. Rozejrzyjcie się
      dookoła. Nie ma słowa bardziej nadużywanego niż miłość, którą nazywane jest
      niemal każde przyjemne uczucie. Czy my właściwie wiemy czym jest prawdziwa
      miłość? I czy naprawdę umiemy kochać???
      Prawdopodobnie wielu z Was (każdy?) odpowie, że tak. W takim razie zastanówcie
      się nad poniższym cytatem: << Z pewnością subiektywnym uczuciem może być
      przyjemna ekscytacja, która na poziomie świadomości wiąże się z konwencjonalnym
      terminem "miłość". Człowiek lubi wierzyć, że kocha, ale analiza jego psychiki
      odsłania stan zupełnie różny od tego, co omawiam tu jako miłość. >> (Erich
      Fromm "Egoizm a miłość własna")
      Pomyślcie także nad słowami Jerzego Turyńskiego: << Ci, co kiedykolwiek
      naprawdę kochali mogą łatwo zauważyć, że rzeczy- wiście kochaną osobę 'odbiera
      się jednocześnie', 'wszystko na raz', zaś jakiekolwiek zmiany, jej wewnętrzne
      zmartwienia/zgrzyty/dysonane wychwytuje się 'sercem', w jednej chwili.
      Zakochani tym różnią się od prawdziwie kochających, iż kochają nie drugą osobę
      (bo jej nie znają), a tylko w większości złudne, bo całkowicie własne
      wyobrażenia o niej, tj. w istocie - zakochani kochają swoją .... podświadomość,
      siebie. Dlatego w prawdziwej miłości nie ma mowy o jakimkolwiek oszustwie,
      manipulacji itd., bowiem druga 'połowa' wychwyci każdy fałsz natychmiast ... i
      będzie całkiem słusznie domagać się wyjaś- nień. Dokładnie tak samo, jak każdy
      z nas domaga się wyjaśnień przy- czyny pojawiającego się w jakiejś części ciała
      bólu i jego usunięcia. Zaś 'tylko zakochanym' można manipulować na prawo i na
      lewo, od przodu i od tyłu, z góry i z dołu ... i z każdego innego kierunku. >>
      Nie chciałbym jednak zostać źle zrozumiany. To, że komukolwiek zarzucam 'brak
      miłości' nie znaczy, że takiej zdolności (do miłości) mu odmawiam. Wręcz
      przeciwnie - przedstawiam ten tekst właśnie dlatego, iż jestem głęboko
      przekonany, że każdy jest zdolny do miłości. Jednak musi tę zdolność w sobie
      rozwijać - bo IMO miłość to nie kwestia przypadku, ale właśnie realizowanych
      zdolności, stosunku do świata i samego siebie.
      I jeszcze jedno. Często mówi się, że nie wszystko jest tylko "czarne" albo
      jedynie "białe". Dlatego, kiedy piszę (ja i cytowany Erich Fromm) o miłości i
      jej braku, nie mam na myśli całej osoby (osobowości, psychiki,...). To nie tak,
      że stawiam wyraźną granicę pomiędzy tych, co kochają i tych, którzy tego nie
      potrafią. Można jednocześnie kochać i nienawidzić! To, że ktoś dostrzeże w
      sobie część zdolną do miłości, nie powinien na tym poprzestawać - nie jesteśmy
      idealni. Obserwujcie siebie uważnie, Wasz stosunek do innych, gotującą się w
      Was złość, kiedy coś nie idzie po Waszej myśli, złośliwość, zazdrość i zawiść.
      Jak często to wszystko się pojawia?
      <
      < Z dotychczasowych rozważań wynika, że miłości nie można rozdzielić od
      wolności i niezależności. W przeciwieństwie do symbiotycznej pseudomiłości,
      fundamentalnym warunkiem miłości jest wolność i równość. Jej warunkiem jest
      siła, niezależność, integralność "ja", które potrafi istnieć samodzielnie i
      wytrzymać samotność. Warunek ten dotyczy zarówno osoby, która kocha, jak i
      osoby, która jest kochana. Miłość to spontaniczny akt, a spontaniczność
      oznacza - również dosłownie - zdolność działania z własnej, wolnej woli. Jeśli
      skutkiem lęku i słabości własnego "ja" człowiek nie może znaleźć oparcia w
      samym sobie, to nie jest w stanie kochać. Stanie się to w pełni zrozumiałe,
      jeśli zapytamy, na co ukierunkowuje się miłość. Miłość stanowi przeciwieństwo
      nienawiści. Nienawiść jest namiętnym pragnieniem niszczenia. Miłość jest
      namiętną afirmacją swego "obiektu" {Słowo "obiekt" ujmuję w cudzysłów, ponieważ
      w przypadku miłości "obiekt" przestaje być obiektem, to znaczy czymś przeciwnym
      i oddzielonym od podmiotu. To nie przypadek, że słowa "obiekt" i "obiekcja"
      mają ten sam źródłosłów.}. Miłość nie jest więc "afektem", lecz aktywnym
      dążeniem, które za cel ma szczęście, rozwój i wolność swego "obiektu". Ta
      namiętna afirmacja nie jest możliwa, jeśli własne "ja" jest kalekie,
      autentyczna afirmacja zawsze opiera się bowiem na poczuciu mocy. Człowiek,
      którego "ja" jest upośledzone, może kochać tylko w ambiwalentny sposób - mocną
      częścią swego "ja" może kochać, natomiast kaleką musi nienawidzić. >> (Erich
      Fromm "Egoizm a miłość własna")
      Proponuję taką analogię - osobowość człowieka to... "splot nici", z których
      część jest biała, a część czarna. Ktoś, kto nie potrafi zajrzeć w głąb drugiego
      człowieka, a _przede_wszystkim_ w siebie, zobaczy jedynie "rozmyty obraz" i
      stwierdzi, że "są różne odcienie szarości". Przyznam mu rację - z takiej
      perspektywy rzeczywiście niewiele jest rzeczy całkowicie "czarnych"
      bądź "białych". Ale to nie jedyny widok. Wniknięcie głębiej prowadzi do
      wniosku, że 'drobne elementy' ("nici") są właśnie "białe" _lub_ "czarne"! Mało
      kto jest całkowicie dobry bądź całkowicie zły. Szukajcie w sobie wszystkich
      czarnych nitek, one na pewno tam siedzą, jednak spychane są w podświadomość!
      Wyrywajcie z siebie chwasty przemocy, lenistwa i bierności, rozwijając miłość
      (zrozumienie). Ale miłość pozbawioną iluzji, pełną PRAWDZIWEGO szacunku,
      zaufania, równości i wolności - bo bez nich miłość wyradza się w swoje
      przeciwieństwo: chęć kontroli i przemoc.
      Nie ukrywam, że to trudne zadanie - dawniej sam miałem opory przed przyznaniem
      się do błędów. Ale miłość wymaga siły i odwagi. Dlatego nie rezygnujcie z
      samodzielnego docierania do prawdy, piękna i miłości! Życie jest cudowne, gdy
      człowiek zrozumie co znaczy kochać naprawdę!!! Wszystkiego dobrego!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka