med_max
06.01.03, 17:18
jest to spór toczony na jednym z renomowanych portali literackich. "Szefowie"
moim zdaniem roszczą sobie prawo do tworzenia nowych definicji w literaturze
i poezji. Oto próbka:
Oni:))
Rym i rytm to niestety nie wszystko. Poza tym ja już bym wierszy miłosnych
nie ryzykował. Właśnie się wszyscy z nich otrzepujemy
Ja:
A ja bedę ryzykował, dopóki będę kochał. Kto chce niech się otrzepuje / i nie
kocha/. Skoro liryka przetrwała wieki,skoro Safona ustąpiła miejsca Heinemu,
Szekspirowi a ci z kolei Cwietajewej, Frostowi, to jestem spokojny o losy
liryki. Twoje otrzepywanie prawdopodobnie nie ma zadnego znaczenia:))
Przy okazji przepraszam za zbyt nerwową reakcję ale to jeszcze jedno moje
hobby. Sztuka prowadzenia sporów:))
Fakt, że się wzajemnie popieracie i tworzycie jakieś małe niby lobby
poetyckie, nie jest żadnym argumentem przeciwko liryce a tym bardziej
przeciwko sztuce rymotwórczej. Będe wdzięczny za wskazówki Szymborskiej i
Miłosza, jeśli takimi dysponujesz aby nie liryzować i nie rymować:)) Ja będę
pisał duszą a nie rozumem, co najwyżej do szuflady /przy zbyt nasilonej
krytyce/:))))))))
Oni:
Lobby towarzyskie to może Pan sobie znaleźć w nieszufladzie. Tu to nawet
osobiście nikogo nie znam i łatwo zauważyć, że raz się tu zgadzają
komentatorzy a raz kłócą. A jeśli gdzieś jest jakiś głos wspólny to na pewno
nie wynika on z wzajemnej umowy czy długoletniej znajomości.
Czy sądzi Pan kochany, że Heine czy Szekspir (ten drugi zwłaszcza) pisali
duszą. Takimi romantycznymi bzdetami to się Heinemu i Mickiewiczowi i nnym
romantykom udało zatruć rozumy aż po dziś dzień i ludziska powtarzają to
wierząc, że cokolwiek piszą jest wartościowe, bo z duszy wypływa.Przecież i w
Pana tekstach widać pracę i rozum. Niechże Pan zatem tych romatycznych
farmazonów z taką otwartością nie powtarza. Pozdrawiam.
A jeśli chce Pan wskazówek Szymborskiej i Miłosza to proszę - wystarczy ich
uważnie poczytać. Zapewniam, że wskazówek znajdzie Pan sporo. Miłosz nawet
podręcznik historii literatury napisał (jaki jest taki jest, ale jego).
Ja:
"Romantyczne farmazony", "romantyczne bzdety"- cóż ja słyszę. Panie Łukaszu,
proszę o litość!:) . "Panie kochany", może pan sobie znaleźć", to chyba
argumentacja z nielirycznego koszyka? Tak, Proszę Pana /kochanego rzecz
jasna:)/ Heine pisał duszą. Oto próbka :"Me serce jest jak morze, ma burze i
pływy swe i wiele pieknych pereł na jego leży dnie". Jeszcze coś. Na życzenie
oczywiśćie służę.
Teraz mam dla Pana coś o romantycznych bzdetach. To fragment eseju Hessego "O
duszy". Mam nadzieję, że nie podsumuje go Pan tak jak Szekspira i Heinego:
"Twa dusza szuka innych dróg, a jeśli ona na czymś źle wychodzi, jeśli jej
kosztem zbijasz sukcesy, to i dla ciebie nie rozkwitnie
szczęście. "Szczęście" odczuwać bowiem może jedynie dusza, nie umysł, nie
brzuch, głowa czy sakiewka. Tak tedy, nie ma co długo myśleć, nie ma co długo
mówić; aż prosi się, by przytoczyć tu słowa, w których wszystkie te myśli już
dawno temu do końca zostały przemyślane i ujęte. Wypowiedziane przed wiekami
należą do tych nielicznych słów wyrzeczonych przez człowieka, które są
bezczasowe i wiecznie nowe:
"Co za korzyść odniesie człowiek, choćby wszystek świat zyskał, a na swej
duszy szkodę poniósł?"'.
Z pozdrowieniami Med / z zatrutym rozumkiem:)/
Oni:
Heinego mi cytować nie trzeba, bo znam go świetnie. Kiedy lat naście miałem
należał do moich ulubionych poetów, potem się coraz bardziej miałkim zdawał,
aż wreszcie zachwycać począł jedynie pstrokatym płaszczem romantycznej
rutyna. I z wielkiego zachwytu jedynie miłość do kilku ballad i motywów
pozostała.
A to, że Heine napisał: "Me serce jest jak morze, ma burze i pływy swe i
wiele pieknych pereł na jego leży dnie" bynajmniej nie oznacza, że duszą to
napisał. Napisał o sercu nie sercem, nawet jeśli wierzył czasem, że inaczej
bywa. Widać, że te wersy z pióra same nie spływały, ale że rozum je szlifował.
No i piękny kawałek Hessego. A słyszał Pan o duszy rozumnej? (to tak
nawiasem). Ja o poezji a Pan o szczęściu. Gość filozofuje, żongluje filozofią
i biblią, wiedzę prezentuje - przecie nie duszą esej o duszy napisał. A, że o
myśl i o rozum mu chodzi, a nie czcze natchnienie jedynie najdobitniej własne
jego słowa dowodzą: "przytoczyć tu słowa, w których wszystkie te myśli już
dawno temu do końca zostały przemyślane i ujęte" - podkreślmy "przemyślane"
i "ujęte".
A używanie rozumu przy pisaniu nie jest jeszcze szkodą na duszy. Czyż nie?
Gdby natomiast pogrzebać w licealnym podręczniku do romantyzmu to znalazłoby
się kilka manifestów filozoficznych wybitnych niemieckich filozofów, które
duszą i natchnieniem pisać nakazują. Tylko, że i Goethe i Mickiewicz i Heine
i Krasińcki i Słowacki pierwej cześć rozumowi i wiedzy oddali gromadząc ją
obficie i potem równie obficie wykorzystując, pierwej honor warsztatowi
oddali, żeby natchnienie znalazło naczynie stosowne, w którego kształtach
mogło zachwycać. Spójrzmy nawet na Wielką Improwizację (ponoć dzieło tylko
ducha, serca i natchnienia) - jakże rozumnie dla niech Mickiewicz "Dziady"
całe skonstruował, aby nie przeminęła bez echa jak dźwięk osobistej buty i
egzaltacji - uczynił ją jedynie elementem, w jakże skomplikowanej,
wieloznacznej i mistrzowsko (rozumnie) zaplanowanej strukturze.
I co odpisać? Dusza, czy rozum?:))