Dodaj do ulubionych

HIpermarkety - tekst z DŁ

IP: *.retsat1.com.pl / 172.16.48.* 18.01.03, 13:35
Oto artykuł jaki ukazał się dziś w Dziennuki Łódzkim. Wydaje się dosyć
ciekawy. Ciekawa jest też sama postawa dziennika, który w sprawie
hipermarketów jest przeciw, a nawet za...

http://www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/241381.html

POGROMCY MARKETÓW

"Władze Łodzi zadeklarowały, że będą walczyć z każdym nowym centrum handlowym
w mieście. Tylko po co, skoro na pracę czeka 65 tysięcy mieszkańców?



– Nie zgodzę się, aby w Łodzi powstał choćby jeden supermarket więcej –
oświadczył prezydent Jerzy Kropiwnicki w listopadzie, tuż po tym, jak objął
urząd. Tymczasem w tym tygodniu rozpoczęły się prace nad budową potężnego
centrum handlowo-rozrywkowego Manufaktura w dawnych zakładach Poznańskiego.
Dziesięć kolejnych firm, które chcą stawiać w Łodzi supermarkety, czeka w
kolejce.

Jerzy Kropiwnicki i jego zastępcy wybrali dla siebie rolę rycerzy broniących
małej i średniej przedsiębiorczości. Upierają się, że każdy kolejny
supermarket rozkłada na łopatki wszystkie sklepiki i zakłady rzemieślnicze w
promieniu co najmniej kilometra.

Skąd o tym wiedzą? – Tak po prostu jest. Wystarczy się rozejrzeć – mówi
wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski. Przyznaje, że ani on sam, ani
prezydent Kropiwnicki nie zlecali w Łodzi żadnych badań na ten temat.

Prawdopodobnie obaj byliby bardzo zaskoczeni wynikami sondażu
przeprowadzonego właśnie przez prezydenta Suwałk. Tamtejsi mieszkańcy są za…
budową kolejnych supermarketów. Na dodatek chcą, aby były one zlokalizowane w
pobliżu centrum miasta. Na pytanie: czy dokonuje pan zakupów w
supermarketach? – 75,7 proc. respondentów z Suwałk odpowiedziało „tak”, a
tylko 24,3 proc. odpowiedziało „nie”.

Jedenastka na starcie

Na koniec ubiegłego roku prezydent Łodzi zlecił opracowanie dotyczące
planowanych supermarketów. Okazało się, że w toku rozpatrywania są wnioski o
budowę jedenastu sklepów wielkopowierzchniowych.

– Nie wystarczy czekać, aż niewidzialna ręka rynku sama ograniczy liczbę
supermarketów. Musimy sami regulować ich liczbę – mówi wiceprezydent Marek
Pyka. Według informacji władz Łodzi, aż trzy z planowanych supermarketów mają
powstać w centrum miasta.

Przedstawiciele firmy E.Leclerc nie porzucili zamiaru budowy marketu na
terenie dawnych zakładów Uniontex, ale znaleźli się w impasie. Nie potrafią
opracować dobrych rozwiązań drogowych. Natomiast na terenie dawnej Norbelany
u zbiegu al. Mickiewicza i ul. Żeromskiego własne obiekty o powierzchni
prawie 40 tys. metrów kwadratowych zamierza tworzyć Plaza. Oprócz tego Market
Real o powierzchni blisko 5 tys. metrów kwadratowych ma powstać przy ul.
Gojawiczyńskiej. GBS Objekt chce budować sklep o powierzchni około 19 tys.
metrów kwadratowych w rejonie ulicy Traktorowej.

Władze Łodzi konsekwentnie twierdzą, że łódzki rynek dawno przesycił się
wielkimi obiektami handlowymi i w efekcie część marketów skazana jest na
zamknięcie. Po co więc ingerują w sprawy konkurujących z sobą marketów, skoro
rynek sam się z nimi rozprawi?

– Trzeba spełnić obietnice przedwyborcze. Obecne władze od dawna mówiły, że
przyczyną kłopotów łódzkiego handlu są markety. Jednak wcale nie musi tak
być. Swojego czasu robiłem badania nad wpływem marketów na liczbę miejsc
pracy. Okazuje się, że markety nie mordują lokalnych przedsiębiorców. Faktem
jest jednak, że ograniczają ich dochody – mówi Władysław Skwarka, radny SLD
(były dyrektor urzędu pracy).

Mewy przyfruną nad Manufakturę?

Największe emocje budzi budowa Manufaktury w zabytkowym kompleksie zakładów
Poznańskiego przy ul. Ogrodowej. Już dwa lata temu francuska firma Apsys
prezentowała łódzkim radnym komputerowe projekty tego, co chce wybudować w
dawnych zakładach. Oprócz obiektów handlowych znalazły się tam muzea,
galerie, gastronomia. W centralnej części kompleksu przewidziano nawet duży
zbiornik wodny. Na projekcie krążyły nad nim śnieżnobiałe mewy.

Niedawno władze Łodzi odkryły, że w dawnym „Poznańskim” na początek powstanie
tylko kolejny obiekt handlowy, bo tylko na to zgodę otrzymał inwestor. Na
powierzchni 95 tys. metrów kwadratowych ma powstać supermarket z dwustoma
butikami.

W ostatnich dniach ubiegłego roku Jerzy Kropiwnicki deklarował, że o ile
będzie to możliwe, będzie starał się wyplątać miasto z tej inwestycji.
Twierdził, że tak potężny obiekt wchłonie resztki handlu z ul. Piotrkowskiej.
Szybko przekonał się, że nie można ani wstrzymać, ani zabronić inwestycji,
jeśli jej właściciel otrzymał pozwolenie na budowę.

Inwestor zabiega o pozwolenie na zagospodarowanie dziesięciu XIX-wiecznych
pofabrycznych pawilonów. Od prezydenta Łodzi i Rady Przedsiębiorców zależy,
czy dostanie zgodę. Uwagi władz miasta zdają się uchodzić deklaracje
przedstawicieli Manufaktury o zamiarze zatrudnienia 3,5 tysiąca osób.

Pech Ikei

Wciąż nierozwiązana pozostaje sprawa Ikei. Sklep ze skandynawskimi artykułami
wystroju wnętrz nie może powstać od kilku lat. Kolejni radni znajdowali coraz
to nowe powody, aby blokować jego budowę. Najpierw długo upierano się przy
tym, że Ikea ma powstać w korytarzu napowietrzania miasta. Kiedy udało się
opracować miejscowy plan zagospodarowania miasta, radni wykryli, że Ikea chce
budować swój sklep na ziemiach rolnych trzeciej, czyli bardzo wysokiej klasy.

Gruntu do dziś nie udało się odrolnić, tymczasem setki łodzian jeżdżą na
zakupy do marketu Ikei w podwarszawskich Jankach. Do zakupów w tamtejszym
centrum przyznaje się nawet, choć nieoficjalnie, jeden z zastępców prezydenta
Kropiwnickiego. Inny bliski współpracownik prezydenta Kropiwnickiego, były
radny równie gorliwie walczący z supermarketami (prosi o anonimowość, bo to,
co powie „jest nie po linii”), mówi, że wśród istniejących już w Łodzi
marketów było miejsce dla Ikei.

– Ona powinna w mieście powstać. To żadna tajemnica, że wielu łodzian tam
jeździ. Tego typu sklep umieszczony na obrzeżach miasta nikomu nie robiłby
krzywdy – mówi wiceprezydent. – Sprawy Ikei od początku nie szły dobrze i
wygląda na to, że dla inwestora dobrze się nie zakończą.

Sklepiki nie rezygnują

W ocenie wiceprezydenta Marka Pyki, który odpowiada w mieście za sprawy
handlu i urbanistyki, argumentem przemawiającym przeciwko wielkim centrom
handlowym są „niewolnicze” warunki pracy. Łodzianom, którzy nie znaleźli
pracy w swoim zawodzie, najwyraźniej to jednak nie przeszkadza.

– Nie podoba mi się, że przez kilka godzin obsługuję kasę i nie mogę wyjść
nawet do toalety. Nieraz ze zmęczenia plączą mi się cyfry. Wszystko mija,
kiedy przypomnę sobie, jak żebrałam o jakąkolwiek pracę, bo właśnie kończył
mi się zasiłek, a sama wychowuję dwójkę dzieci. Dzięki tej pracy przynajmniej
nie martwię się, z czego opłacić czynsz – mówi Bożena, kasjerka jednego z
łódzkich marketów.

Z zarzutami prezydenta Kropiwnickiego, że Galeria Łódzka, niczym ogromna
ssawa, wciągnęła okoliczny handel, nie zgadza się pracownica biura stojącego
na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i ul. Sienkiewicza, której
siedziba „przytula się” do Galerii: – Jaki okoliczny handel? O czym my
mówimy? Zanim powstała Galeria, po głupią bułkę i jogurt na śniadanie trzeba
było iść albo do Centralu, albo do Billi.

Właściciele sklepików i niewielkich warsztatów rzemieślniczych nie zamierzają
się poddawać. Walczą o przetrwanie. Podobnie jak władze miasta krytykują
supermarkety. Przyznają, że na złą sytuację kupców w mieście ma wpływ brak
pracy i niskie zarobki łodzian.

– Supermarkety odebrały nam 30 – 40 procent klientów. Tak naprawdę kupcom źle
się dzieje z powodu biedy w mieście.

Prawda jest taka, że kupcy złorzeczą na supermarkety, ale sami z nich
korzystają. Sądzę, że kolejne markety, które się budują, „zamordują”
kilkunastu lokal
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka