Dodaj do ulubionych

Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek?

IP: *.widzew.net / *.tvsat364.lodz.pl 28.01.03, 00:27
Zainspirowany tym, co napisała Kropka w wątku nt. adopcji psiaka zakładam ten wątek.

Skąd wzięło się u Was w domu zwierzę? Podrzutek? Przybłęda? <Niekoniecznie wymarzony> Preznet? Wyszukany, wychodzony, champion z rodowodem? Czy może "rasowy burek"? Dachowiec czy znów- pers czy inny?
Obserwuj wątek
    • Gość: Ruryk Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? IP: *.toya.net.pl 28.01.03, 00:44
      Swoja sunie kupilem po Uniwersalem. jest zwyklym kundlem, Kupilem ja tydzien
      po tym jak samochod smiertelnie potracil mi poprzedniego psa. nie wytrzymalem
      tej pustki w domu.
    • yaa Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 28.01.03, 08:45
      Pies Pif jest ze schroniska. Wziąłem go stamdąd gdy miał 6 tygodni. Miałem
      kiedyś chomika, którego...znalazłem w parku. Pewnie komuś uciekł.
      Pozdrawiam
      Yaa
      • yarro_ ... hodowla myszy? 28.01.03, 09:58
        O Yaaa! Znów piszesz!

        ~~

        A co do mojego zwierzyńca...
        Pierwszą myszkę dostałęm, podobnie jak moi koledzy z klasy, od naszych
        koleżanek na dzień chłopaka. Potem kolega odstąpił mi swoją, gdyż jego mama nie
        mogła znieść widoku myszy w domu. W ten sposób miałem białego samca (swojego) -
        Łazarza i czarnego (od kolegi) - Zacheusza. W Wakacje biały Łazarz zdechł.
        Dostałem potem od znajomych parkę biało-łaciatego samczyka i płowo-brązową z
        białym brzuszkiem samiczkę. Łaciaty otrzymał imię Tomasz, zaś płowa - Miriam.
        Wszystkie żyły przez pewien czas w jednym akwarium... i to był błąd ;)
        Tomek szybko poradził sobie z Miriam i... czarnym Zacheuszem, który okazał się
        samiczką ;) Tak Zacheusz, zachodząc w ciążę stał się Elżbietą. Pierwsza ciąża
        Elżbiety była nieudana, natomiast Miriam urodziła siedem pięknych myszek. Sześć
        oddałem do sklepu, a jedną - Martę (identyczną w maści jak mama, tylko z białym
        pędzelkiem na końcu ogonka ;) zostawiłem dla siebie. Obecnie Marta jest tak
        oswojona, że sama wskakuje mi na rękę, gdy tylko włożę ją do akwarium ;).
        Potem, z powodu braków mysio-lokalowych, Tomek znów zapłodnił Elżbietę (myszy
        to maszynki do rodzenia dzieci - mogą zawsze i wszędzie ;). Elzbieta urodziła 8
        naprawdę pięklnych maleństw, z czego sobie znów zostawiłem jedno mysiątko -
        krowio-łaciatego Aarona . Potem była TRZECIA ciąża Elżbiety (Tomek był po
        tamtej tylko dwa dni w akwarium, a proszę jaki szybki i skuteczny ;) Z
        trzeciego 9-myszkowego miotu, który był urodziwy ponad wszystko, zostały mi
        trzy piękne myszki: Marek - czarny jak węgiel, Filip - płowo-brązowy z białym
        brzuchem i białą "myszką" na główce, oraz Nieporadka (bo była ostatnia,
        najmniejsza i taka nieporadna ;) - biało-buro-łaciata, tak jak jej tata Tomek.
        Tak oto miałem z jednej myszki na dzień chłopaka prawdziwą hodowlę ośmiu
        wspaniałych myszy. Odtąd żyły po cztery, rozdzielone płciami, w dwóch połówkach
        akwarium (samiczki: Elżbieta, Miriam, Marta i Nieporadka, oraz samce: Tomek,
        Aaron, FIlip i Marek). Dodam jeszcze, że mam kontrolę nad dwójką braci Aarona,
        gdyż podarowałem ich przyjacielowi i moge ich odwiedzać ;).
        Niedawno mój myszostan sie skurczył, gdyz zdechł ze starości Tomek - "ojciec
        wszystkich mysich dzieci". Został pochowany w parku na Zdrowiu.

        A pozostała siódemka raźno biega po akwawrium ;) Mowię wam, myszy są naprawdę
        sitene. Nigdy się z nimi nie nudzicie, a patrzec na ich harce mozna w
        nieskończoność ;)

        Dziękuję za uwagę.

        Pozdrawiam!

        Yarro

        PS - Przyjmuję zamówienia na myszki, półtoramiesięcznym wyprzedzeniem (ciąża
        około 21-25 dni, plus trzy tygodnie odchowania). Y.
        • markiza_de_kotlet_mielony Re: ... 28.01.03, 17:29
          A więc tak...


          Chomika dostałam "pod choinkę"...i gdzieś średnio do 6 klasy szkoły podstawowej
          byłam przekonana i przekonywałam innych,że mój chomik żył 6 lat...
          Dopiero przy okazji jakichś tam rozmów sąsiedzkich, usłyszałam jak moja matka,
          mówi,że mieliśmy DWA chomiki...Ja - SZOK ?! Jak to dwa? Kiedy?
          No i mi sie przypomniało, jak kiedyś mój Tuptuś (swoja drogą , z tego co sie
          orientuję bardzo oklepane imię dla chomika...w tym kraju) "zgubił się" na
          kilka dni...a później "się odnalazł" :)

          Jako mniejwięcej 7- letnie dziecko,chodziłam w niedzielę sama do kościoła i
          dostawałam jakieś pieniądze na ofiarę ,
          już dzisiaj dokładnie nie pamiętam jak to sie stało,że kiedys ich nie
          wrzuciłam..., a po "kościele" poszłam sobie na wystawę ptaków, na której
          za "tamtą" forsę kupiłam sobie los i wygrałam kanarka:)))
          Początkowo nie byłam zadowolona z wygranej, chociaż była to Główna Nagroda,
          bo bardziej byłam zainteresowana "pierdołami", które mozna było wygrać...
          Ale cóż...do szarej, papierowej torebki, zapakowali mi ptaszka, wrzucili mu
          trochę żarcia i zrobili dwa otwory...to wzięłam i poszłam do domu...i dopiero
          jak mi brat pozazdroscił tego kanarka, to stwierdziłam,że jest "coś " warty:)))
          Od tego czasu, przestałam wrzucać "na ofiarę" i zostałam stałą bywalczynią
          wystaw ptaków, które się tam odbywały co tydzień i tak co niedzielę wracałam z
          koscioła z nowym kanarkiem...wciągnęłam w "to" brata, który niestety ani razu
          nie wygrał kanarka, czym był bardzo zasmucony, a ja w gruncie rzeczy
          zazdrościłam Mu tych pierdół, które wygrywał On...raz mu nawet dałam jednego...
          tzn. wymieniłam za taką szmirowatą gumową zabawkę, która wtedy wydawała mi
          się "czymś"
          co tydzień miałam kolejnego kanarka,
          a moi "starzy" problem ...co zrobić z n-tym kanarkiem...skąd wziąść w niedzielę
          kolejną klatkę...aż w końcu przestali mi dawać "na ofiarę"...
          Kanarki juz są wszystkie Św. Pamieci i spoczywają w parku pod drzewami...

          Pies -kupiony...niestety...teraz w chmurkach...ciało oddane do kremacji:(((

          Rybki "dostane" od koleżanki...ale historia jest dosyć ciekawa, bo chciałam je
          tylko po to,
          żeby zastapiły kwiatki w szklanym , okragłym wazonie...rybki zdechły przez
          uduszenie...ale do dzisiaj pamietam ten przepiekny zielony odcień wody...:)
          Miejsce pochówku...W.C

          Dżdżownice przyniesione z "kółka biologicznego" w Pałacu Młodzieży...tam
          stanowiły pokarm...u mnie były hitem nr.1 ...stały na biurku...w plastikowym,
          okragłym pudełku po margarynie...miały ziemię i mech...i pokrywkę...
          Organizmy samożywne:))))
          Zginęły śmiercią tragiczną...pewnej nocy mamusia wyniosła je na balkon,
          bynajmniej nie po to,żeby miały wiecej tlenu...a rano sie okazało,że padał
          śnieg...dużo śniegu...za dużo:)


          Patyczaki - przyniesione też z "kółka biologicznego"

          I na razie nic nie pamietam...
          raz tez trzymałam ślimaka winniczka na balkonie...przyniesiony z parku...

    • aquarius11 Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 28.01.03, 17:33
      Ja swojego pieska kanapowego(rottweiler feat. owczarek niemiecki = Gończy
      Polski), aż sie zdziwiłam, że jest podobny do rasowego psa, mam od znajomych
      już 12 lat, kurcze jak ten czas szybko leci!!!! Jest niesamowity! Jest moim
      trzecim zwierzakiem - wcześniej miałam chomika Kleksa, który okazał się Kleksią
      a jeszcze wcześniej małego pieska imieniem ołówek, którego podarowała mi
      ciotka, ale przyznam się szczerze, że go nie lubiłam - gryzł mnie po
      piętach!!!! ciocia zabrała go z powrotem do siebie, później dopadła go
      nosówka - koniec znacie. Z Ołówkiem tak się stało, bo byłam mała i nie dokońca
      rozumiałam co oznacza zwierzak w domu, z moim obecnym psiakiem jest inaczej -
      bardzo chciałam mieć psa i zawsze brałam, biore i będę brać odpowiedzialność za
      to, że go mam - nie nawidzę ludzi, którzy traktują psy, zwierzęta przedmiotowo -
      jak zabawki - jak są małe są kochane jak zaczynają przeszkadzać - to na bruk!
      Ja nawet nie lubie zawozić swojego psa do babci gdzie ma swój drugi dom lubie
      sama się nim zajmować! Pozdrawiam wielbicieli zwierzaków
    • trishika Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 28.01.03, 18:17
      Mój pierwszy chomik - od kolegi. Wabił się Rocky, był brązowy i ciągle uciekał
      z akwarium. Zdechł po 3 latach
      Potem był kanarek - prezent. Wabił się Kasztelan i cudownie śpiewał. W
      miedzyczasie pojawił sie kolejny chomik - Ziutas (wzięłam go od kolegi). Był
      beżowy i miał długie futerko. Jak na chomika był nietypowy, bo piszczał sobie
      czasem jak myszka. I to on niestety był sprawcą śmierci kanarka. Ziutas uciekł
      z akwarium i pierwsze miejsce które odwiedził to była właśnie klatka kanarka.
      Kasztelan zdechł na za zawał serca. Ziutas odszedł ode mnie po 4 latach.
      A teraz mam kota Franciszka - urodził się komuś na podwórku, był taki biedny,
      opuszczony. To go wzięłam. Jest pręgowany, szary. Ma dopiero 11 miesięcy i jest
      najcudowniejszym kotem na świecie.
      • kropka. Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 28.01.03, 20:47
        Markizo, historia z kanarkami - cudo! :)))

        Zawsze miałam w domu jakieś podrzutki lub znajdy. Nie pamietam, żeby rodzice
        kupili jakieś zwierzę, choc zawsze w domu było. Widocznie to dziedziczne.
        Suka - omc seter. Jako 6-tygodniowy szczeniak przyszła do nas tylko na dwa
        tygodnie do czasu, gdy jej prawowita pani wróci z urlopu. Było to 5 lat temu.
        papuga - kupiona za wszystkie pieniądze, jakie miałam, bo strasznie wyskubana
        była i z dramatyczną przeszłością.
        kotka - wyszarpnięta wiejskiemu Burkowi z pyska.
        Jakos sie to tałatajstwo dogaduje, choć z natury - nie powinno. Rządzi papuga.
    • jasam Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 28.01.03, 21:40
      Jak kupilismy do domu chomika - znajoma powiedziała - "no to juz przepadliście"
      Ależ skąd, to tylko 1 chomik.
      Ale tak było.
      Chomik zdechł, był następny. ten zachorował po zjedzeniu "świeżej" sałaty,
      trzeba było go uspic. i toczyło sie dalej.
      Teraz jest duże kocisko - dachowiec, juz troche stary licząc lata kocie, ale
      jest jak domownik.
      pozdr.
    • yarro_ Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 29.01.03, 22:25
      Czytaliście dzis analogową??
      • Gość: Maruda Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? IP: *.tvsat364.lodz.pl 29.01.03, 22:34
        No proszę :-) Pobiegłem po gazetę, zobaczyłem i jest nie super- hiper- miło :-)))
        Ale, to że mój wątek to pestka przy tym, w jakiej ilości zapodali Yarro :-)
        Pogratulować!!! Czy mi się wydaje, czy Redakcja NIC nie obcięła?
        • yarro_ Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 29.01.03, 22:44
          Obcięła, ale tak, że nie widać ;)
    • Gość: Maruda Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? IP: *.tvsat364.lodz.pl 29.01.03, 23:50
      To teraz ja:

      Był chomik... zginął śmiercią tragiczną po 2,5 roku spokojnego żywota. Jeśli tak można jego żywot nazwać - trochę jednak go męczyłem ;-)
      Był pies... schroniskowy, stary, bardzo sfatygowany psychicznie, jak się okazało wobec mnie (5 lat) bardzo agresywny i niebezpieczny, poszedł do domu z ogrodem <starsze małżeństwo>
      Był kanarek... najpierw zguba, znaleziony na balkonie!!! Szybko znaleźli się jednak właściciele, a pragnienie kanarka zostało... Był więc inny, już całkiem nasz... Po kilku latach poszedł do dziadków <po wykryciu alergii i przyczyny kaszlu itp>
      Był kociak (3 tygodniowy), znaleziony kilka lat temu przez moją mamę na klatce schodowej w mikołajki. Odkarmiony i z powyższego powodu oddany starszej pani.
      Po drodze były rybki, ale nieumiejętnie ulokowane pozjadały się nawzajem.
      Był żółw, ale od początku chorował i po pół roku zdechł.

      Pisząc to uświadomiłem sobie, że coś nie mam szczęścia do zwierzaków. Mam jednak pewność co do tego, że KAŻDE <może oprócz nieszczęsnych rybek> miało zapewnione u mnie w domu godne warunki, i maksymalną opiekę.

      Teraz, po latach życia w świadomości posiadania alergii i odgrażaniu się, że kiedys i tak będę mieć psiaka, życie zrobiło mi największą chyba niespodziankę, jaką mogło. Mam nagle psa, którego zawsze znałem, kochałem i którego wzięcie do domu było dla wszystkich nas tak oczywiste jak to, że po nocy jest dzień. Zadna alergia się teraz nie liczy, bo od czego są odkurzacze i inne takie.
      Jak sobie o tym teraz pomyślę, nadal wydaje mi się to takie niewiarygodne...


      :-DDD
    • lavinka Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 31.01.03, 16:51
      Najpierw mała Paulinka chciała mieć papugi. Chciała tak bardzo,że nikt nie
      zdołał jej odmówić. Potem jak jedna papużka się utopiła, druga oddano...
      Ale mała nadal tęskniła za papugami... no i wytęskniła sobie dwie nowe...
      A potem koleżanka dostała psa i nie miała co zrobić z chomikiem. No to już
      nieco większa Paulinka przygarnęła chomika, ale że też chciała mieć psa jak ta
      koleszanka no to załatwiła szczeniaka przy okazji... a potem szczeniak chorował
      i zdechł... i wtedy babcia Paulinki kupiła jej małą sunię na pocieszenie.
      I mała sunia jest przy już dużej Paulinie po dziś dzień.

      lav

      p.s.Chomik zdechł po pół roku, papużki po ośmiu.(Typtuś i Kolombinka, chomik
      nazywał się chomik)
    • micin Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 31.01.03, 21:46
      Oj, ja zawsze byłam nazywana przez rodziców 'psią/kocią mamą', ponieważ
      znosiłam do domu wszelkie zwierzaki, które w moim mniemaniu były zabiedzone,
      głodne, wychudzone i bezpańskie:)))) Później trzeba było szukać jakiegoś
      chętnego na ten zwierzyniec... Jak już nie mogłam przygarnąć jakiegoś psiaka,
      to chociaż wynosiłam z domu co tylko się dało- a według mnie było zbędne- aby
      dokarmić biedne stworzenie. Wszelkie szyneczki, kiełbaski i inne smakołyki
      znikały z lodówki w zastraszającym tempie:)
      Miałam już sporo kotów- chociaż szczerze mówiąc- za kociakami nie przepadam.
      No, ale jeden z nich był wprost genialny. Była to czarna kotka, nieduży
      dachowiec z pięknym, grubym, puszystym ogonem. Co było ciekawe- nie reagowała
      na 'kici kici' a tylko i wyłącznie na swoje imię: Puma:))) Hehe, a jej
      ulubionym smakołykiem były.... ogórki kiszone małosolne:)))
      Poza tym był seter irlandzki, który gdzieś zaginął....
      Owczarek niemiecki, którego sąsiad- sk....n mi otruł- bo za głośno szczekał.
      Dog niemiecki czarny- którego w związku z pewnymi sprawami osobistymi musiałam
      oddać w dobre ręce:(((
      No i zawsze był z nami jamnik. Najpierw podpalany, który zginął śmiercią
      tragiczną pod kołami samochodu. Później rudy, którego- jeszcze jako
      szczeniaczka- ktoś mi ukradł. No i trzeci, również rudy, który jest z nami do
      dzisiaj- podluch niesamowity. Wsystkie tsy jamniki to były suczki i wabiły się
      wdzięcznie: Funia:))))
      Chomików kilka się także przewinęło przez mój dom, ale wszystkie zwiały:)))
      Miałam też papużkę, która niestety zdechła, ponieważ zostałam oszukana przez
      sprzedawcę i shandlował mi nierozłączkę....-jedną!!!
      Z gryzoni najlepiej wspominam szczura. Na początku miałam wątpliwości co do
      takiego zakupu, ale później nie zamieniłabym mojej szczurzycy na żadnego
      chomika! Inteligentna bestia reagowała na swoje imię. Mogła swobodnie chodzić
      po mieszkaniu /cud, że Fuńka jej nie upolowała/, ale nigdy nie brudziła za
      żadnymi szafkami- miała swoje jedno miejsce na te sprawy. Piorunujące wrażenie
      robiłam chodząc z nią na ramieniu- i ktoś np. mówił: o, jaki słodki chomiczek-
      a ja odwracałam się- to osobnik na widok długiego ogona mało zawału nie
      dostawał:)))))
      Polecam- szczur nigdy mnie nie ugryzł- natomiast chomik nie raz.
      Jejku, ależ się rozpisałam. I pomyśleć, że to tylko króciutkie streszczenie:)))
      W każdym razie nigdy nie miałam żadnego zwierzaka z rodowodem- albo kupowałam
      za symboliczną kwotę, albo przygarniałam. Takie są najfajniejsze.
    • pijaw Re: Skąd w domu kociak? 31.01.03, 22:18
      Pani mojego serca nie daruje żadnemu kotkowi, któremu się źle dzieje, więc tę
      drącą japę wybałuszoną puchatą kupkę nieszczęścia przyniosła z łzami w oczach
      do domu. I tak już zostało. Jakby mogła toby pozbierała wszystkie koty z
      okolicy. Ja tez je uwielbiam. W dodatku nie jestem na nie uczulony (na pieski
      tak :-( ). Pierwsze były okrzyki zachwytu: "Popatrz jakie duuuże oczka!!! I
      jaki puchaty!! Jaki ogon!!1 Suuuper!!!" Jest śliczny/a!! (W międzyczasie
      przekonaliśmy się już że to ona :-))". Zachwyt minął następnego dnia, gdy kotek
      przestał się bać. Nie stroszył się już, więc ogonek mu się zmniejszył,
      a "puchatość" jakby szybko wyliniała :-))) no i oczka ma nnormalne :-))))
      Ale to najkochańszy kot na świecie i nie mamy następnego, bo nie chcemy aby ta
      kotka była zazdrosna. Ale za to wszędzie gdzie nie pojedziemy, dokarmiamy
      wszelkie kotki i inne zwierzaki. :-))))))))))))))
    • saperka Re: Skąd w domu psiak/kociak/chomik/kanarek? 31.01.03, 22:38
      Ja mialam tylko koty. Jak byłam jeszcze w podstawówce, mama uczyła w liceum. Kiedy jej wychowawcza klasa kończyła szkołę, dostała od nich śliczną kotkę, typowego dachowca. Zwierzątko było ze schroniska i niestety na tyle ciężko chore, ze pomimo intensywnego leczenia zdechło.:(( A j oczywiście ryczałam niesamowicie domagając się kota. Skutecznie. Kilka miesięcy później wzięliśmy kotka od znajomych, którym się kotka okociła. Jest z niego ładny "tygrys" (ok. 10 kg). Na imię ma Melon i mieszka ze mną już 8 lat:))).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka