Dodaj do ulubionych

Większość

07.02.03, 17:15
Banalny przykład. Nie pijesz alkoholu. Idziesz na imprezę, gdzie większość
pije. Ulegasz gustowi większości??? Umiesz to zrobić??? A moze nie warto???
Obserwuj wątek
    • Gość: Maruda Re: Większość IP: *.tvsat364.lodz.pl 07.02.03, 17:21
      Warto. Ale to czy dasz radę zalezy też w dużej mierze od osób z którymi masz
      zamiar się bawić. Jeśli założysz sobie, że nie wypijesz i wiesz, że nie
      wzbudzisz tym żadnej sensacji, nie skupisz na sobie uwagi innych: "no napij
      się", tylko zostanie to zaakceptowane, uznane za normę, wszystko jest ok.
      Natomiast jeśli wiesz, że wzbudzisz sensację i niepotrzebne zainteresowanie typu
      'słyszałem, że nie piłeś nic, napij się' i będzie to przesadnie manifestowane,
      pospuje się zabawa innych (w ich mniemaniu) i Twoja, bo będzie ci 'dziwnie'.
      Lepiej wtedy zrezygnować.
      • kropka. Re: Większość 07.02.03, 17:32
        Nie idę za modą, za większością, za tłumem, jesli mam inne zdanie lub nie mam
        na to ochoty. W przypadku namolnego namawiania do picia - biorę kieliszek i
        udaję, że piję. Dla świętego spokoju. Ale szybko znikam z imprezy, bo mnie
        męczy.
        "Żeby być sobą, trzeba być kimś". To bardzo mądre. Trzeba dużej siły
        charakteru, żeby móc pozwolić sobie na publiczne okazanie własnego zdania i
        przeciwstawić się większości :)
      • ixtlilto Re: Większość 07.02.03, 17:41
        Nie zgodzę się z Marudą.
        Nie warto! Jeśli otoczenie w którym przebywam nie rozumie tego, że nie piję, to
        trudno- ich problem. Na pewno się nie napiję "dla świętego spokoju". Nie
        zrezygnuję z tego co sobie postanowiłam, bo tak chce "większość".
        • Gość: Maruda Re: Większość Kropka i Ixik IP: *.tvsat364.lodz.pl 07.02.03, 22:53
          Napisałem "lepiej wtedy zrezygnować" Chodziło mi oczywiście o zrezygnowanie z
          imprezy a nie postanowienia. Zgadzam się z Wami, nie sprecyzowałem jedynie
          myśli, o co mi szło <miałem to 'w domyśle' :-)


          Pozdrawiam, M.
        • Gość: Maruda "warto" IP: *.tvsat364.lodz.pl 07.02.03, 22:55
          Kurczę, mam chyba jakiś problem, ale teraz widże, że jeszcze tego nie
          sprecyzowałem. Moje 'warto' odnosci się do postanowienia, ktore sobie
          zalozylismy, ze nie bedziemy pic. Jesli takie mamy, warto nie ulegac. Proszę,
          przeczytajcie teraz jeszcze raz moje marne wypociny, nabiorą innego sensu, który
          gdzieśtam zamąciłem. Przepraszam ;-)
    • tmmalinka Re: Większość 07.02.03, 20:34
      Kto idzie za większością, bo nie ma własnego zdania jest nikim. Jeśli ktoś pije
      alkohol, bo reszta też pije, jest wart tyle, ile warta jest butelka njtańszego
      wina. Ludzie, którzy nie mają swojego zdania nie zasługują na szacunek.
      Chyba, że ten ktoś jest uległy. Ale z tego można wyjść. Tylko trzeba mieć
      przyjaciół.
      Nie warto iść za większąścią.
    • marjory_m Re: Większość 07.02.03, 21:38
      Impreza. Studenci. Litry wódki(tylko). I ja. Mała. chyba dla nich ZA mała.
      Wszyscy zdziwienie: NO CO TY?? NIE PIJESZ???. Godzina 22 a wszystcy nawaleni
      pod stołem śpią. Wyszłam do domu choć miałam zostać do rana.
      Impreza druga. Licelaiści. Kazdy ma do picia to na co ma ochote. Lub nie pije
      w ogóle jesli nie chce. Siedzimy do rana gadając, ogladając filmy
      rodzaju "sexmisji", i bawiąc się tak jak kazdy chce. O 5 rano robię jajecznicę
      z serem.
      Tajemnica dobrej imprezy ( także tematu picia) zalezy od ludzi z którymi się
      bawisz. Okazuje się ze ludzie w wieku 17 lat ("ci gówniarze z liceum nie wiedzą
      co to dobra zabawa...") są bardziej tolerancyjni niż studenci.
      I takich zabaw sobie i wszystkim życzę :)
    • trishika Re: Większość 07.02.03, 22:23
      Wiekszość nie zawsze ma rację. Nie nalezy podążać za zdaniem większosci.
      Lepiej być "perłą" w tłumie i mieć swoje zdanie.
    • janior Re: Większość 07.02.03, 23:22
      Po pierwsze nie przepadam za alkoholem, a po drugie nie lubię byćtaki jak
      wszyscy w okół. Choć oczywiście nie sprzeciwiam się dla samego sprzeciwiania.
      Cenię ludzi majcych odmienne, ale własne (co ważne) zdanie. Wg. mnie nie
      warto, ale co kto lubi oczywiście.
    • adamco Re: Większość 08.02.03, 12:38
      Jeszcze nigdy nikt nie zmusił mnie do wypicia na imprezie
      jeśli poszedłem tam z zamiarem nie-picia. Starzy znajomi
      już o tym wiedzą i już nawet nie naamwiają, nowi hmm
      chyba jednak jeśli nie chcę pić to nie piję i już to moja
      sprawa.
      Marjory_m a może Ty trafiłaś na imprezę na której leżenie
      pod stołem nie było skutkiem ubocznym, ale celem
      imprezy?? ;-)
      • marjory_m Re: Większość 08.02.03, 14:48
        adamco napisał:

        > Marjory_m a może Ty trafiłaś na imprezę na której leżenie
        > pod stołem nie było skutkiem ubocznym, ale celem
        > imprezy?? ;-)

        A wiesz że chyba tak? I trochę mnie przeraziło. A ponieważ nie leżałam tam z
        nimi do tej pory się nie kontaktowaliśmy. Ja tam nie narzekam :D
    • do~ Re: Większość 08.02.03, 13:41
      Wiecie co? Z wodka jest latwo. Nie dosc, ze nie kazdy lubi, a o gustach sie
      nie dyskutuje, to jeszcze "wiadomo", ze upijanie sie jest glupie i w ogole (tu
      kazdy niech sobie wstawi dowolna obiegowa opinie na temat picia wodki).
      Ale duzo ciezej jest w takich zwyklych codziennych sytuacjach. Mnie sie
      przypomina liceum i sprawa klasowek. Zawsze wiekszosc klasy chciala w
      ostatniej chwili przekladac klasowki. Ale byly osoby, ktore nie chcialy ( z
      wielu powodow) i nie odzywaly sie. Potem im bylo bardzo niewygodnie, a ci co
      przekladali i tak sie nie przygotowywali. Wiec moze bylo lepiej sie
      sprzeciwic "wiekszosci"? Niby banalne, ale...
      Albo praca: wspolpracownice ze soba praktycznie nie rozmawiaja, nikt sie nie
      lubi, nie przyjaznia sie poza praca. Czy ktos ma przyniesc oplatek na wigilie,
      mimo, ze "wiekszosc" nigdy tego nie robila?
      Albo sytuacja: byla sobie para, kochali sie, ale Ona zakochala sie w innym i
      odeszla. "Wiekszosc" zerwala z Nia kontakt. On sie nie odzywa do tych co z Nia
      nadal utrzymuja kontakt, a poniewaz jest lubiany, "wiekszosc" powoli przestaje
      sie odzywac do tych co nadal z Nia utrzymuja kontakt. I co wtedy?

      Przyklady moznaby mnozyc. Moim zdaniem jesli sie wie czego sie chce (uwaga,
      pulapka!) to warto byc soba.

      Moje decyzje w powyzszych sytuacjach:
      - mowie, ze nie chce przekladania klasowek (zreszta widac bylo po ktorej
      jestem stronie :-) )
      - przynosze oplatek
      - utrzymuje z Nia kontakt.

      Bo wartosciowi przyjaciele to tacy, ktorzy potrafia cenic Cie za to jakim
      jestes, a nie, ze robisz tak jak oni. Nie warto sie upodabniac do tlumu. To
      nie tlum zdobywa szczyty....

      Pozdr.

      • ixtlilto Re: Większość 08.02.03, 16:58
        Post Do~ uświadomił mi, że często to ja byłam w opozycji do większości.
        Zwłaszcza z tym przekładaniem klasówek... :)
    • hubar Re: Większość 08.02.03, 13:44
      Idąc na impreze, z postanowieniem nie picia, to żadna siła mnie nie przekona.
      Jeśli idę, że "może lepiej nie, ale nie wykluczone" to przy staranich ulegam...
      Lubie się bawić czyimś postanowieniem, lubie troszkę ludzi pojudzać, ale nikogo
      nie zmuszę do picia. Tak samo mam do nich szacunek, jak do osób które rzuciły
      palenie.
    • Gość: Maruda Re: Większość IP: *.tvsat364.lodz.pl 08.02.03, 14:55
      Tak sobie myślę, że Bozia mógł się spodziewać, że innych uwag nie usłyszy. Każdy
      z nas chce być postrzegany jako osoba wierna swoim poglądom i postanowieniom. I
      tacy chcemy też BYĆ.


      Jednak po szybkim rachunku sumienia muszę przyznać, że (już pomijając sprawę
      picia/niepicia) zdarza mi się zmienić plany, czy założenia i dostosować się do
      większości (choć czasem ta większość może być też jedną osobą). Taka doza sztuki
      kompromisu. Np. zakładam, że gdzieś nie pójdę, bo mi się nie chce, jestem
      zmęczony, ale wiem, że drugiej osobie zależy żeby tam pójść. Ze mną. Idę, mimo,
      że założyłem, że nie pójdę. Nie psioczę wtedy w myślach na tę osobę, bo wiem że
      jej chęć pójścia gdzieś była większa niż moja niechęć. Wiem, zaczynam pleść,
      może niezrozumiale, ale mam andzieję, że zrozumiecie o co mi idzie :-)


      Chodzi mi o to, że czasem warto nie dla świętego spokoju, ale z dobrej woli
      ustapić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka