zamek
19.08.06, 01:49
Kiedy jechałem wczoraj wieczorem od rodziców do siebie, w pewnej chwili
zauważyłem jakiś cień na szybie prawych drzwi. Pierwsza myśl - jakiś gołąb
musiał ją zapaskudzić. Jednak gdy stanąłem na światłach i miałem więcej czasu,
przyjrzałem się. Żaden ślad bytności gołębia. To był pasażer: nader chwacko
trzymający się szyby konik polny.
Uśmiechnąłem się i ruszyliśmy razem dalej. Zauważyłem, że przy osiemdziesiątce
rozjeżdżają mu się trochę nóżki, więc zwolniłem. Razem zajechaliśmy sobie pod
mój blok, po czym ja poszedłem do klatki, a on pokicał sobie z okna gdzieś we
własnych sprawach.
I tyle. Taka sympatyczna historyjka na dobranoc :)