Dodaj do ulubionych

Początek końca boomu mieszkaniowego

06.12.06, 23:41
Kredyty walutowe - będą kolejne ograniczenia
(PAP, tm/06.12.2006, godz. 17:35)

Komisja Nadzoru Bankowego (KNB) chce wprowadzić ograniczenia ilości kredytów
walutowych, udzielanych przez polskie banki. Komisja nie chce jednocześnie
nadmiernie obciążać tych instytucji - wynika ze środowego komunikatu KNB.

Komisja podczas środowego posiedzenia zapoznała się z trzema propozycjami
regulowania ilości kredytów udzielanych w walutach obcych. KNB rekomenduje do
dalszych analiz rozwiązanie najmniej obciążające banki koniecznością
podnoszenia kapitału w związku z udzielaniem Polakom kredytów walutowych.

Regulacje ilościowe to kontynuacja regulacji jakościowych, wprowadzonych tzw.
"rekomendacją S" w lipcu br. Obecnie banki muszą m.in. precyzyjnie informować
klientów, na czym polega ryzyko walutowe w sytuacji, gdy kurs waluty kredytu
wobec złotego zaczyna gwałtownie rosnąć, co oznacza zwiększenie rat spłacanego
kredytu.

Rozwiązania ilościowe mają doprowadzić do tego, by banki udzielające kredytów
walutowych osobom zarabiającym w złotych, podnosiły w razie potrzeby swoje
kapitały, by uniknąć ryzyka walutowego. Nadzór bankowy dodał w komunikacie, że
KNB rozpatrzyła przygotowaną przez Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego
informację o zagrożeniach związanych z niedopasowaniem walutowym pomiędzy
walutą kredytu a walutą dochodów osiąganych przez gospodarstwa domowe.

Z wynikami analiz oraz opinią sektora bankowego KNB zapozna się na kolejnym
posiedzeniu.

Według danych Związku Banków Polskich, zmniejsza się popularność kredytów
walutowych. O ile jeszcze w lutym br. ponad 80 proc. nowo udzielanych kredytów
było kredytami walutowymi, to w III kwartale br. stanowiły one ok. 60 proc.

Bankowcy prognozują, że w tym roku kwota kredytów mieszkaniowych udzielonych
przez banki może sięgnąć 30 mld zł. Po trzech kwartałach br. bankom przybyło w
portfelu 26 mld zł kredytów mieszkaniowych.

W III kwartale br. banki przyznały ok. 72 tys. kredytów mieszkaniowych na
ponad 10,8 mld zł, z czego 94 proc. stanowiły kredyty dla osób indywidualnych.
Liczba kredytów mieszkaniowych w III kwartale br. była o 63 proc. większa od
liczby kredytów udzielonych w III kwartale 2005 r.
Obserwuj wątek
    • Gość: bankier Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 07.12.06, 07:28
      Według Związku Banków Polskich, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych,
      przyznanych między styczniem a sierpniem tego przekroczyła sumę z całego
      ubiegłego roku. Hossa na rynku nieruchomości napędza sektor budowlany, bankowy,
      a na końcu jak zwykle korzysta na niej branża reklamowa.

      Pierwsza połowa roku na rynku mieszkaniowym upływała w atmosferze co najmniej
      posezonowych wyprzedaży. Ogarnięci gorączką zakupów amatorzy własnego "M"
      kupowali wszystko, co pojawiło się na rynku, w obawie przed wzrostem cen
      nieruchomości i ograniczeniami w udzielaniu kredytów mieszkaniowych. Niskie
      oprocentowanie i dostępność tych ostatnich sprawiły, że pod koniec sierpnia ich
      wartość osiągnęła 23 miliardy złotych. W tym samym miesiącu kwota kredytu
      mieszkaniowego wyniosła średnio 140 tysięcy złotych.

      Wraz z rosnącym popytem zwiększa się konkurencja między bankami, które walczą o
      klienta promocjami, lepszymi produktami i atrakcyjniejszym przekazem reklamowym.
      W najwygodniejszej sytuacji są deweloperzy, którzy zdają się być największymi
      beneficjentami przewagi popytu nad podażą. Jednak nawet oni starają się
      wykorzystać czas prosperity dla budowania wizerunku, bo przecież dobra
      koniunktura nie trwa wiecznie.

      Przede wszystkim procenty

      Duży popyt na kredyty mieszkaniowe to nie tylko efekt strachu przed rosnącymi
      cenami mieszkań, ale również zwiększenie dostępności tych produktów bankowych.
      Klienci są kuszeni poprzez obniżanie pułapu dochodów przy wyliczaniu zdolności
      kredytowej oraz różnymi zachętami promocyjnymi, np. atrakcyjnym oprocentowaniem,
      szybkością rozpatrywania wniosków, czy długim okresem kredytowania. Badania
      firmy Acxiom wskazują, że najważniejszymi kryteriami branymi pod uwagę przy
      zaciąganiu kredytu mieszkaniowego są: wysokość oprocentowania, okres
      kredytowania, karencja spłaty i wakacje kredytowe.

      Wyniki ankiety nie są jednak zaskoczeniem dla banków, gdyż większość z nich
      stawia w swych przekazach marketingowych na te właśnie atuty. Do niskiego
      oprocentowania odwoływała się multimedialna kampania "Weź i więcej nie myśl" PKO
      BP, przeprowadzona w pierwszej połowie roku. Towarzyszyła ona wiosennej promocji
      kredytu mieszkaniowego Własny Kąt. W jej ramach klienci, którzy złożyli wnioski
      kredytowe w określonym terminie, otrzymywali niskie oprocentowanie kredytu w
      złotówkach - od 4,58 proc., przy czym warunki kredytu hipotecznego, w tym m.in.
      oprocentowanie i prowizja, mogły być negocjowane indywidualnie. Dodatkowo bank
      oferował im m.in. zwolnienie z opłat za podwyższenie kwoty, pierwsze
      przewalutowanie, rozpatrzenie wniosku kredytowego oraz wcześniejsze częściowe
      spłaty kredytu w całym okresie kredytowania. Otrzymywali także m.in.: możliwość
      zmniejszenia kosztów spłaty kredytu dzięki opcji bilansującej, możliwość
      przeznaczenia aż do 20 proc. kwoty kredytu na dowolny cel, ubezpieczenie na
      wypadek utraty pracy i hospitalizacji, a także tanie ubezpieczenia przejściowe.

      W reklamie telewizyjnej wykorzystana została melodia z piosenki "Mambo Italiano"
      (wykonywana między innymi przez Rosemary Clooney), w rytmie której bohaterowie
      filmu wyśpiewywali korzyści, jakie płyną z kredytu hipotecznego Własny Kąt
      (między innymi dostępność i bezpieczeństwo). Okazując jednocześnie radość
      (wykonując różne skoki i salta) oprowadzali po swoim, w pełni urządzonym,
      mieszkaniu.

      - Do tej pory piosenki wykorzystywane były przede wszystkim w kampaniach
      radiowych banku. I na ogół były dobrze odbierane przez konsumentów. A taka
      kombinacja słów i muzyki stała się już pewnego rodzaju wizytówką PKO BP.
      Chcieliśmy z tego skorzystać tworząc kampanię telewizyjną - mówi Marek Kłuciński
      rzecznik prasowy PKO BP.

      We wrześniu bank uruchomił kolejną kampanię "Mieszkanie z widokiem na więcej",
      która towarzyszy nowowprowadzonemu do oferty kredytowi hipotecznemu Własny Kąt
      Mix. W wypadku tego produktu PKO BP również koncentruje się na takich
      benefitach, jak niski koszt - cena jest ustalana indywidualnie, a prowizja może
      wynieść już 0 proc. oraz na pożądanych przez klientów "wakacjach kredytowych",
      które można sobie zrobić bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Dodatkowym atutem
      produktu jest wygoda, ponieważ środkami pochodzącymi z kredytu Własny Kąt Mix
      można sfinansować dowolne potrzeby (np. kupić samochód, czy wycieczkę
      zagraniczną). Bank szczególnie intensywnie prowadzi kampanię w internecie.
      Strategia PKO BP zakłada bowiem budowanie wizerunku banku jako nowoczesnej
      instytucji finansowej, wykorzystującej nowoczesne rozwiązania, w tym
      niestandardowe nośniki promocji.

      Dodatkowo bank przygotował mailing prowadzony pod hasłem "Pocztówka z wakacji".
      Do 190 tys. potencjalnych klientów wysyłane są odręcznie napisane kartki
      pocztowe. Oto przykładowa treść jednej z nich: "Serdeczne pozdrowienia z
      cudownej podróży. Hotel rewelacja! Kuchnia - doskonała, drinki, pełen wybór. All
      inclusiv - to jest to! Szkoda, że Was tu nie ma. Strzaskani na brąz Beata i
      Robert. PS. A mówiliśmy - weźcie Kredyt Mieszkaniowy Własny Kąt Mix w PKO BP -
      mielibyście i na mieszkanie i na podróże."

      Niskim oprocentowaniem stara się m.in. również konkurować BZ WBK. W maju i
      czerwcu bank przeprowadził kampanię w prasie i placówkach bankowych realizowaną
      pod hasłem "Szukasz najniższej raty w Polsce". Główne elementy produktu, które
      były podkreślane w przekazach to właśnie: niska rata kredytu, brak ryzyka
      kursowego i 100 proc. finansowania inwestycji bez konieczności ubezpieczenia
      brakującego wkładu własnego.

      - Skoncentrowaliśmy się na przygotowaniu atrakcyjnej oferty w złotówkach, której
      atutami są m.in: przejrzyste zasady udzielenia kredytu i oferta bez ukrytych
      kosztów (kredyt bez gwiazdek), najniższe oprocentowanie w złotówkach,
      finansowanie 100 proc. kosztów inwestycji bez konieczności ubezpieczenia
      brakujących środków własnych, przejrzysta i atrakcyjna Taryfa Opłat i Prowizji -
      kompleksowo najtańsza oferta na rynku, gwarancja terminu od 7do 10 dni na
      podjęcie ostatecznej decyzji kredytowej - mówi Sebastian Wierciński, st.
      specjalista ds. promocji produktów.

      Polska złotówkami stoi

      Na ofercie złotówkowej koncentruje się też BPH. Celem jesiennej kampanii BPH
      prowadzonej pod hasłem "Wraca się tam, gdzie jest najlepiej..." jest
      wprowadzenie na rynek nowej oferty kredytów złotowych oraz akwizycja nowych
      klientów. - Chcemy osiągnąć pozycję banku pierwszego wyboru dla klientów, którzy
      poszukują na rynku najlepszej oferty kredytów złotowych oraz utrzymać udziały
      rynkowe. Ze względu na launchowy charakter kampanii i konieczność szybkiego
      zaistnienia z parametrami naszej oferty w świadomości potencjalnych klientów,
      zdecydowaliśmy się na telewizję jako główne medium kampanii, wspierane prasą i
      internetem - wyjaśnia Barbara Szołomicka, dyrektor departamentu marketingu banku
      BPH. Bank stara się również przyciągnąć klientów długim okresem kredytowania -
      do 40 lat, niską marżą - od 0,45 proc., finansowaniem do 110 proc. wartości
      nieruchomości oraz brakiem opłat za podwyższenie kwoty kredytu i wcześniejszą
      spłatę po pierwszych trzech latach kredytowania. Bank oferuje ponadto możliwość
      zawieszenia spłaty kapitału nawet na 6 miesięcy.

      To już druga akcja BPH. Wiosną bank przeprowadził kampanię kredytów
      mieszkaniowych oraz kredytu refinansowego "Witaj w domu!". Kampania toczyła się
      dwutorowo i była skierowana zarówno do tych, którzy dopiero szukają kredytu, jak
      i do tych, którzy już spłacają kredyt mieszkaniowy w dowolnym banku. Motywem
      wspólnym dla obu egzekucji reklamowych była obecność psa - przyjaciela domu.

      Przekaz kampanii skupił się na podkreśleniu atrakcyjności niskiej raty kredytu,
      komunikując jego dostępność i łatwość spłaty. - Wyniki przeprowadzonych przez
      bank badań konceptów produktowych potwierdziły, że wysokość miesięcznej raty
      stanowi dla klientów szczególnie ważną korzyść, ponieważ łatwiej spłacać małe
      raty kredytu mieszkaniowego. Niska rata pozwala na sprawdzenie czy jest to
      kredyt, na który ich stać - ar
      • citoyen Re: Początek końca boomu mieszkaniowego 11.12.06, 16:20
        Polskie gospodarstwa domowe niepokojąco oszczędzają relatywnie coraz mniej, a
        jednocześnie są coraz bardziej obciążone kredytami. Jest to co prawda zgodne z
        tendencjami, jakie występują w krajach, które starają się dogonić państwa
        rozwinięte. Stopa oszczędności gospodarstw domowych, czyli relacja ich
        oszczędności do dochodów, obniżyła się z około 16% w roku 1995 do około 4% w
        roku 2005. Te oszczędności w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w finansowaniu
        inwestycji w gospodarce. Jak pokazują dane z rachunków narodowych, w 1995 r.
        gospodarstwa domowe miały około 54% udziału w łącznej krajowej puli
        oszczędności, a w 2004 roku 29%. Jednocześnie udział przedsiębiorstw i
        instytucji finansowych wzrósł z około 40 proc. do niemal 70%. Przeciętna relacja
        stanu zadłużenia gospodarstw domowych do PKB wzrosła z około 2% do około 14%.
        Następuje wzrost relacji kredytów do oszczędności oraz spadek stopy
        oszczędzania, brak natomiast jest pozytywnej współzależności między zwiększeniem
        dochodów a stopą oszczędności. Duży wpływ na spadek stopy oszczędności ma proces
        starzenia się ludności. Osoby po 60 roku życia odkładają znacznie mniej niż
        ludzie w wieku 25 - 60 lat.
    • Gość: Piotr Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.icm.edu.pl 12.12.06, 00:05
      No i kończą się możliwości finansowe potencjalnych kupców:
      biznes.interia.pl/news?inf=843664
      • Gość: IP koniec dyktatu deweloperów IP: *.toya.net.pl 05.01.07, 09:17
        www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1874.29.173.2.17.1.0.1.htm
        • Gość: belyall Re: koniec dyktatu deweloperów IP: *.devs.futuro.pl 05.01.07, 11:35
          Pomysłodawcy zmian nie mają jakiegokolwiek pojęcia o skutkach swej propozycji,
          jeśli wejdzie w życie, to przedszkolaki bawiący się w rząd.
          • Gość: best nakłuwanie balonika inwestycyjnego IP: *.gprspla.plusgsm.pl 09.01.07, 09:38
            dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73497,3832542.html
            • Gość: down Czy globalna recesja? IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 13.01.07, 16:26
              Cito ma rację. Coś się złego dzieje w gospodarce.

              Czy bessa na rynku ropy i miedzi zapowiada globalną recesję?
              (Expander/ 13.01.2007, godz. 09:34)

              Podobnie jak cztery lata temu nikt nie przewidywał spektakularnej hossy na rynku
              surowców przemysłowych, tak i rok temu nikt się nie pokusił o prognozę rychłej i
              tak gwałtownej bessy. Co może z tego wynikać dla globalnego rozwoju gospodarczego?

              Analizując ostatnie 8 lat, chciałbym pokrótce skonfrontować trendy cenowe na
              rynkach strategicznych surowców przemysłowych z zachowaniem giełd i globalnym
              cyklem koniunkturalnym. Wydaje się, że notowania zwłaszcza miedzi i ropy
              naftowej można w badanym okresie uznać za dobre wskaźniki wyprzedzające dla
              przyszłej koniunktury gospodarczej.

              Ujęcie długoterminowych trendów cenowych dla dwóch badanych surowców w proste
              statystyki robi duże wrażenie. Baryłka ropy lekkiej rozpoczęła ostatnią
              ośmioletnią hossę pod koniec 1998 r. z poziomu 11-12 dolarów. Pierwsza fala
              wzrostowa zakończyła się latem 2000 r. w okolicy 35 dol./bar, ustępując
              przecenie w rejon 18 dol. na przełomie 2001/2002. Od tamtego momentu, aż do lata
              2006 roku, rynkiem ropy zawładnęła potężna fala hossy, podczas której cena
              wzrosła o ponad 300 procent, dokładnie do 78 dol. pod koniec lipca ubr. Wówczas,
              wbrew coraz częstszym prognozom rychłej trzycyfrowej ceny baryłki, karta się
              odwróciła i notowania zdominował trend spadkowy. Dnia 11 stycznia 2007 baryłkę
              wyceniano na niecałe 52 dolary, zatem fala bessy w ciągu pół roku zabrała aż
              jedną trzecią z rekordowej ceny!

              Znacznie więcej fajerwerków i to w dużo krótszym czasie zafundował rynek miedzi.
              Między końcem 1998 a latem 2000 r. miedź wykonała ruch wzrostowy o zasięgu ok.
              60 proc. (od 1400 do 2200 dol./t), po czym w całości tę falę zniosła do końca
              2001 r. Nic się nie działo aż do połowy 2003 r., kiedy nadszedł oczywisty
              bodziec ze strony Chin. Budząca się na początku nowego tysiąclecia potęga ponad
              miliardowego państwa zaczęła wchłaniać dosłownie każdą ilość miedzi i innych
              metali przemysłowych, oczywiście windując ceny. Tona miedzi zdrożała dwukrotnie
              do połowy 2005 r., osiągając cenę 3500 dol.

              Wówczas z opóźnieniem ujawnił się efekt zerowych stóp procentowych w Japonii i
              rozkwitło zjawisko carry-trade. Część kredytów zaciągniętych w jenach ulokowano
              w funduszach hedgingowych, nadmuchując bezprecedensowy bąbel spekulacyjny m. in.
              na rynku miedzi. Czerwony metal zdrożał do 8800 dol./t w maju 2006 r. i z tego
              poziomu rozpoczęła się dotkliwa bessa. Znakiem czasu była jedna z prognoz,
              typująca 12 tys. dol. za tonę - czytelny, psychologiczny sygnał sprzedaży. Na
              początku 2007 r. za miedź płaci się już o 40 proc. taniej niż w szczycie euforii.

              Powyższe trendy bardzo ciekawie wyglądają na tle równoległych wydarzeń w
              globalnej gospodarce i na światowych giełdach. Pierwsza, mniejsza fala zwyżki
              cen ropy dość dobrze zsynchronizowała się czasowo z ożywieniem po zaniknięciu
              reperkusji kryzysów: azjatyckiego z 1997 r. i rosyjskiego z 1998, a tak
              spektakularnie zakończonym wiosną 2000 r. pęknięciem bańki internetowej.
              Amerykański indeks S&P500 wzrósł w latach 1997-2000 dwukrotnie do nieco ponad
              1500 pkt. Realna dynamika PKB USA oscylowała w tamtym okresie nieco powyżej 4
              proc., po czym stopniała do przedziału 1-2 proc. aż do końca 2002 r.

              Recesja z lat 2000-2002, jakkolwiek krótkotrwała, bardzo dała się we znaki
              giełdom światowym. Wspomniany wskaźnik giełdowy zanegował cały trzyletni
              dorobek, powracając pod koniec 2002 r. poniżej 800 pkt., a Dow Jones Industrial
              Average spadł w latach 2000-2002 z 11800 do 7500 pkt. W niełaskę popadły rynki
              wschodzące, a rodzimy WIG20 naruszył 1000 pkt.

              Od 2003 r. dzięki rekordowo niskim stopom procentowym nastąpiło ożywienie
              gospodarcze, a dynamika PKB USA powróciła w okolice 4 proc. Duży udział w
              dynamice amerykańskiego produktu miał boom na rynku nieruchomości, który
              przerodził się w groźną bańkę spekulacyjną. Doniosłą rolę w ożywieniu globalnym
              odnotowały kraje azjatyckie z Chinami na czele (PKB ponad 10 proc.). Zwróćmy
              jeszcze raz uwagę na synchronizację tego ożywienia z początkiem galopady cen
              paliw i metali. Nastała również gwałtowna hossa na rynkach wschodzących.

              Za sprawą zdecydowanych podwyżek stóp procentowych cykl koniunkturalny zaczął
              tracić impet mniej więcej w pierwszej połowie 2006 r., chociaż wyraźne sygnały
              przegrzania na rynku nieruchomości w USA pojawiły się już rok wcześniej. Roczna
              dynamika PKB Stanów sięgnęła imponujących 5,6 proc. po I kwartale 2006, a
              gospodarka globalna rozpędziła się do 5 proc. Giełdy emerging markets w ciągu 4
              lat wzrosły cztero-, pięcio- a nawet dziesięciokrotnie.

              I właśnie wówczas zapaść amerykańskich nieruchomości wraz z wysokimi stopami
              procentowymi (nominalnie, gdyż realnie bywały wcześniej dużo wyższe) zaczęły
              ciążyć amerykańskiemu PKB. Pojawił się spadek popytu na surowce w Azji, a
              gospodarka chińska zdaje się nieco zwalniać. Jak widać nieprzypadkowo wiosną
              pękł spekulacyjny bąbel na miedzi, a latem na ropie naftowej. Ceny metali
              szlachetnych oddaliły się od wieloletnich szczytów na dystans ok. 20 proc.
              Tymczasem dynamika PKB USA spadła do 2 proc. po czwartym kwartale 2006 r., kiedy
              od kilku miesięcy już dominowała bessa na rynku dwóch badanych surowców.

              Podsumowując ostatnie 8 lat, cykle koniunkturalne obrazowane dynamiką wzrostu
              gospodarczego, a odzwierciedlane w notowaniach giełdowych, wykazują daleko idącą
              zbieżność z trendami w wycenie miedzi i ropy naftowej. Te dwa strategiczne
              surowce dały wiarygodny znak nadchodzącego ożywienia, wkraczając na ścieżkę
              silnych wzrostów w 2003 r. Wcześniej zwłaszcza ropa naftowa sygnalizowała
              ożywienie w ramach cyklu 1998-2000.

              Obecnie trzeba coraz więcej uwagi kierować ku drugiej twarzy tej układanki.
              Początek bessy na rynku tak ważnych dla gospodarki surowców może wskazywać
              nadchodzące poważne spowolnienie gospodarcze, mogące przerodzić się w recesję.
              Pierwsze oznaki nadchodzą z USA, jednak ewentualne nadejście recesji za
              Atlantykiem nie pozostanie bez echa na całym świecie. Przyczyna jest prosta:
              konsumenci amerykańscy odpowiadają za jedną piątą produktu globalnego.

              Jeśli załamanie na rynku nieruchomości na dobre rozprzestrzeni się na pozostałe
              gałęzie gospodarki USA, tamtejsza dynamika PKB może znów spaść poniżej 1 proc.,
              a może nawet do zera. Tymczasem ważny dla Europy brytyjski rynek nieruchomości
              pozostaje głuchy na wydarzenia zza Oceanu - ciekawe jak długo jeszcze? Wczoraj
              kolejny raz podniesiono główną stopę funtową, tym razem do 5,25 proc.

              Na razie trwa szeroko zakrojona przez wpływowe osoby akcja zapewniania i
              uspokajania, że sektor nieruchomości w USA już minął swój dołek i teraz może być
              tylko lepiej. Nic sobie nie robią z bessy na rynku surowców duże banki
              inwestycyjne, wieszczące niezachwianą koniunkturę gospodarczą w 2007 r., popartą
              oczywiście dwucyfrowymi stopami zwrotu z giełd akcji. Słowa "recesja" i "bessa"
              zgodnie wpisano na listę terminów zakazanych. Powstaje konkluzja, że jedna ze
              stron: albo rynek surowców, albo stada optymistycznych analityków wraz z rynkami
              akcji, bardzo grubo się myli.

              Aby przybliżyć do samodzielnej, kluczowej odpowiedzi, kto się myli, odnotujmy na
              koniec trzy ważne, ostatnio zaistniałe tendencje:

              1. Największa od lat wyprzedaż akcji przez władze korporacji (insider-selling) w
              2006 r.

              2. Kulminacja aktywności na rynku fuzji i przejęć. Wartość zrealizowanych
              aliansów i wchłonięć w ubiegłym roku przekroczyła poprzedni, rekordowy i jakże
              przełomowy dla giełd rok 2000.

              3. Dawno nie spotykany optymizm zarówno wśród analityków jak i inwestorów
              indywidualnych.

              11 stycznia 2007. Bartosz Stawiarski, Expander
              • citoyen Re: Czy globalna recesja? 13.01.07, 23:25
                Gość portalu: down napisał(a):

                > Cito ma rację. Coś się złego dzieje w gospodarce.

                Dziękuję!
                Jutro napiszę więcej
                Pozdr.
                • zonard Re: Czy globalna recesja? 14.01.07, 16:27
                  O tak, dzieje się źle już od dawna. Polskie mieszkania hurtowo wykupowane są
                  przez obcokrajowców, ponieważ 75% naszego społeczeństwa nie ma zdolności
                  kredytowych. Po drugie, młodzi, którym mieszkania są bardzo potrzebne nie
                  zaciągają kredytów z bardzo prostego powodu.
                  Kredyty są długoterminowe ( takie które jesteśmy w stanie spłącać przy maszych
                  zarobkach), a stabilność pracy w naszym kraju jest zerowa!!! Ludzie myślący
                  perspektywicznie nie zaciągają długoterminowych kredytów.
                  Pozdrawiam!!
                  • citoyen Pewnie tak 28.02.07, 10:19
                    Ciąg dalszy dopisuje obecna sytuacja na globalnych rynkach kapitałowych.
                    • Gość: down odpływ pieniędzy IP: *.toya.net.pl 04.03.07, 22:52
                      z giełdy zaważy na sytuacji rynku nieruchomości.
                      • Gość: style Samospełniająca się przepowiednia IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 05.03.07, 21:28
                        Poczekamy, zobaczymy.
                        • Gość: Slavekk Re: Samospełniająca się przepowiednia IP: *.elester-pkp.com.pl 06.03.07, 07:19
                          Ale jaka?...
                          Citoyen wieszczy ktrach i się podpiera krachem na giełdzie.
                          A z drugiej strony wystarczy spojrzeć na wyniki naszych funduszy inwestycyjnych
                          żeby zauważyć że JEDYNE które maja teraz dobre wyniki to fundusze nieruchomosci.
                          No to jak?
                          Na skutek krachu na giełdzie będzie odpływ środków z rynku nieruchomości...
                          czy
                          Na skutek krachu na giełdzie będzie dopływ środków do rynku nieruchomości...
                          ;-))
                          • Gość: nocnymarek Re: Samospełniająca się przepowiednia IP: *.toya.net.pl 17.03.07, 01:38
                            biznes.onet.pl/13,1399123,prasa.html
                            • Gość: nocnymarek A w Ameryce już jest IP: *.toya.net.pl 17.03.07, 10:47
                              www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070317/ekonomia/ekonomia_a_5.html
                              • Gość: nocnymarek Re: A w Ameryce już jest IP: *.toya.net.pl 17.03.07, 10:50
                                aby tekst utrwalić

                                KREDYTY Komornicy krążą po USA
                                Hipoteczny kryzys pogrąża Amerykę

                                Ponad dwa miliony amerykańskich rodzin nieomal siedzą na walizkach i czekają na
                                przyjście komornika: nie są w stanie płacić rat kredytu hipotecznego. Tak źle
                                nie było od 37 lat

                                Załamanie rynku nieruchomości zaczyna ciągnąć w dół całą amerykańską gospodarkę.
                                Wczoraj dolar spadł do najniższego od trzech miesięcy poziomu wobec euro. Za
                                europejską walutę płacono już prawie 1,34 USD. Na Wall Street spadek notowań
                                akcji wielu spółek był najboleśniejszy od czterech lat.

                                Tymczasem w ciągu ostatnich sześciu lat w Stanach Zjednoczonych gwałtownie
                                rozwinął się rynek preferencyjnych kredytów hipotecznych (tzw. sub-prime
                                mortgages). Był pomyślany dla tych, którzy mając niewielkie dochody i złą
                                historię kredytową, nie byli w stanie uzyskać pożyczek na normalnych warunkach.
                                Banki oferowały stosunkowo niewielkie raty, gdyż stopy procentowe Rezerwy
                                Federalnej były na rekordowo niskim poziomie. Wciągu sześciu lat wartość
                                sub-prime mortgages potroiła się, osiągając ponad 600 miliardów dolarów.

                                Wszystko się zmieniło, gdy bank centralny zaczął podnosić cenę pieniądza. Przy
                                deficycie rachunku bieżącego, sięgającym ponad 6,5 proc. PKB, tylko masowy zakup
                                przez zagranicznych inwestorów amerykańskich obligacji zapewnia równowagę
                                finansową kraju. Do tej pory obce fundusze chętnie kupowały walory w USA, bo
                                gospodarka rozwijała się szybko. Teraz jednak nawet Unia Europejska rozwija się
                                szybciej. Amerykański bank centralny musi więc podnieść stopy procentowe, aby
                                utrzymać zainteresowanie zagranicznych funduszy.

                                W przeszłości wyjściem dla ludzi, którzy nie byli w stanie spłacać pożyczek,
                                była sprzedaż domu i przeniesienie się do mniej atrakcyjnej nieruchomości. Teraz
                                jest to jednak o wiele trudniejsze, gdyż od przeszło roku wartość wielu domów
                                gwałtownie spada. Zaciągnięty kredyt nie odpowiada już więc cenie, jaką można
                                dostać za ich sprzedaż.

                                Optymiści wskazują, że kryzys da się jeszcze ograniczyć do rynku ryzykownych
                                pożyczek, którego wartość stanowi zaledwie 0,6 proc. amerykańskiego dochodu
                                narodowego. Były prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan uważa jednak, że nawet
                                co piąta pożyczka hipoteczna w USA jest ryzykowna. Jego zdaniem zarówno banki,
                                jak i kredytobiorcy, przerażeni losem innych wyrzucanych na bruk, mogą teraz
                                powstrzymać się od udzielania i zaciągania kredytów.

                                Tymczasem to hossa na rynku nieruchomości w znacznym stopniu tłumaczyła zaufanie
                                amerykańskich konsumentów w ostatnich latach, które było motorem szybkiego
                                rozwoju gospodarki. Jeśli teraz rozwój kraju stanie się mniej dynamiczny, a
                                bezrobocie wzrośnie, kryzys na rynku hipotecznym jeszcze bardziej się pogłębi.
                                Jędrzej Bielecki z Waszyngtonu
                                • Gość: Jednak to prawda Financial Times, 19.03.2007 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.07, 15:33
                                  Koniec boomu w nieruchomościach?

                                  Financial Times, 19.03.2007

                                  W każdej rynkowej bańce związanej z aktywami ze szwajcarską precyzją powtarzają
                                  się dwie fazy. Pierwsza polega na opracowaniu fałszywej teorii ekonomicznej.
                                  Jestem pewien, iż nieobce jest wam pojęcie paradygmatycznej zmiany rynkowej
                                  spowodowanej szerszego rozłożenia ryzyka kredytowego; na pewno słyszeliście też
                                  o niekończącym się wzroście zysków/płac.

                                  Druga faza to długotrwały stan kategorycznego zaprzeczania faktom.

                                  W przypadku amerykańskiej bańki hipotecznej, wywołanej przez banki pożyczające
                                  pieniądze klientom z ograniczoną możliwością kredytową, znajdujemy się aktualnie
                                  w fazie drugiej. Trudno jest wyjaśnić racjonalnie dlaczego ktokolwiek udzielałby
                                  dużych pożyczek hipotecznych ludziom bez możliwości kredytowych, lub dlaczego
                                  bank miałby udzielać komukolwiek pożyczek hipotecznych jedynie ze spłatą
                                  odsetek. Większość tych rozwiązań trafiło na rynek na podstawie nieracjonalnych
                                  oczekiwań pożyczkodawców i pożyczkobiorców.

                                  Unia Europejska jest trochę w tyle za USA w dziedzinie zwariowanych innowacji
                                  finansowych, ale tylko odrobinę. Niektóre rynki oferują pożyczki hipoteczne
                                  osobom o ograniczonej możliwości kredytowej – ma to miejsce na przykład w Anglii
                                  i Hiszpanii. Można znaleźć również pożyczki hipoteczne jedynie ze spłatą
                                  odsetek. Nie ma się więc co dziwić, że rynek obserwuje największy wzrost cen
                                  nieruchomości w ciągu ostatniej dekady. Europejczycy ciągle znajdują się w
                                  pierwszej fazie swojej bańki. Fałszywa teoria ekonomiczna rodem z Hiszpanii
                                  mówi, iż wysoki stopień imigracji może bez końca napędzać boom budowlany.

                                  Spójrzmy na dane statystyczne. Według unijnej bazy danych Ameco, hiszpański
                                  sektor budowlano-mieszkaniowy stanowi 18,5 proc. PKB – to dwa razy więcej niż
                                  europejska średnia. Ten sam wskaźnik w Niemczech wskazuje zaledwie 8,7 proc.
                                  Hiszpański wynik tłumaczy się: napływem imigrantów, szczególnie z Ameryki
                                  Łacińskiej, którzy wolą kupować hiszpańskie nieruchomości zamiast je wynajmować;
                                  zmianami w hiszpańskim stylu życia – młodzi ludzie opuszczają domy rodziców
                                  wcześniej niż kiedyś; a także ciągłą popularnością Hiszpanii wśród kochających
                                  słońce Europejczyków z północy. Innymi słowy, ludzie reprezentujący frakcję
                                  ”Hiszpania jest wyjątkowa” uważają, iż można mówić o boomie strukturalnym, a nie
                                  o bańce. Ich zdaniem hiszpański rynek nieruchomości może rozwijać się szybciej i
                                  dłużej niż w innych krajach Unii.

                                  Nie mam zamiaru zaprzeczać wszystkim tym teoriom. Problem polega jednak na tym,
                                  iż wyjaśniają one jedynie samo powstanie bańki, nie usprawiedliwiając w żaden
                                  sposób utrzymania się takich trendów. W Hiszpanii, średnia cena metra
                                  kwadratowego przestrzeni mieszkalnej wzrosła w ciągu ostatnich dziesięciu lat z
                                  poziomu 700 do 2000 euro – czyli prawie trzykrotnie. Ceny domów wzrastają w ciut
                                  mniejszym tempie – od jednorocznego wzrostu o ponad 15 proc. dwa lata temu, do
                                  około 10 proc. teraz. To prawda, iż Hiszpanie wciąż mogą się cieszyć wyjątkowo
                                  niskim poziomem podstawowym hipotek w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi.
                                  Prawdą jest również, iż hiszpańskie banki hipoteczne są dość elastyczne pod
                                  względem refinansowania pożyczek. Z drugiej strony, hiszpański rynek
                                  nieruchomości znajduje się po prostu w innej fazie cyklu boom-krach. Hiszpania
                                  jest na tym etapie, na którym Stany Zjednoczone były rok temu.

                                  Większość pożyczek hipotecznych w Hiszpanii ma zmienną stopę procentową, przez
                                  co zmiana w krótkoterminowych stawkach oprocentowania na rynku do poziomu ponad
                                  4 proc. zaczyna mieć wpływ na sektor mieszkaniowy. Statystyki finansowe mówią
                                  nam, iż pożyczkowo-hipoteczny boom w Europie powoli zanika, ale potrwa jeszcze
                                  przez jakiś czas. Jeśli, w wyniku możliwego kryzysu na rynku pożyczek
                                  hipotecznych w USA, będziemy musieli się zmierzyć z globalną rekalkulacją
                                  ryzyka, Hiszpania otrzymałaby podwójny cios – wyższe stawki procentowe i szersze
                                  rozłożenie pożyczek.

                                  Skoro 18,5 proc. hiszpańskiej gospodarki ma związek z sektorem budowlanym,
                                  stopniowe przejście w stronę średniej europejskiej poważnie zaważyłoby na
                                  długoterminowych wynikach gospodarczych. Niemcy po zjednoczeniu przez 15 lat
                                  utrzymywali te same ceny nieruchomości, borykając się z kryzysem gospodarki
                                  budowlanej.

                                  Hiszpania ma jeden z najniższych wskaźników produktywności w Unii Europejskiej.
                                  Pozostała część jej gospodarki może nie poradzić sobie z wypełnieniem luki
                                  pozostawionej przez budowlańców. Nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni, by
                                  zobaczyć wielki kryzys na horyzoncie. Twierdzenie iż imigranci z Ameryki
                                  Łacińskiej w takich warunkach wciąż będą ratowali rynek nieruchomości poprzez
                                  masowe inwestycje jest chyba zbyt optymistyczne. Prawdą jest, iż zaszła
                                  strukturalna zmiana społeczna z konserwatyzmu w stronę liberalizmu, ale taki
                                  zmiany zawsze kiedyś się kończą. Niemieccy i brytyjscy nabywcy nieruchomości
                                  mogą w końcu znaleźć tańsze i atrakcyjniejsze okazje w innym rejonie basenu
                                  Morza Śródziemnego. Nie można po prostu ekstrapolować wyjaśnień przeszłych
                                  zjawisk na teraźniejszość i przyszłość.

                                  Kolejnym przykładem jest Irlandia, gdzie udział budowlano-mieszkaniowego sektora
                                  w PKB jest jeszcze wyższy, kształtując się na poziomie 20,7 proc. Mimo
                                  niesamowitego rozwoju irlandzkiej gospodarki w ciągu ostatnich dziesięcioleci,
                                  zaczynają być widoczne głęboko zakorzenione problemy strukturalne. W
                                  szczególności należy tutaj wspomnieć o utracie konkurencyjności na rynku
                                  europejskim przez Irlandię – o tym zjawisku niewiele mówi się poza Irlandią.
                                  Biorąc pod uwagę wzrost stóp procentowych i powolny powrót do normalności
                                  sektora finansowego, Irlandia podąża w dół równi pochyłej drogą Hiszpanii – i to
                                  o wiele szybciej.

                                  Recesja mieszkaniowa w Stanach Zjednoczonych jeszcze się nie skończyła. W
                                  przeszłości korelacja cen nieruchomości pomiędzy USA a Europą była niesamowicie
                                  wysoka. Jeśli nadejdzie transatlantyckie tsunami, być może warto będzie unikać
                                  przez pewien czas niektórych państw na zachodnim brzegu Unii.

                                  Autor: Wolfgang Munchau, munchau@eurointelligence.com
                                  • Gość: us Czekajac na budowlany krach IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.07, 18:59
                                    USA: Czekając na budowlany krach



                                    Inwestorzy na całym świecie wyczekują amerykańskich danych o budownictwie. To od
                                    nich będzie zależeć optymizm na giełdach. Branża może też pociągnąć w dół całą
                                    gospodarkę USA.

                                    Wall Street czeka na dane o sytuacji na rynku mieszkaniowym. Amerykańskie
                                    Stowarzyszenie Budowniczych Domów (NAHB), jedna z większych organizacji
                                    przemysłowych w USA, poda informacje o tzw. ryzykownych kredytach. Zwykle dla
                                    inwestorów ten wskaźnik jest drugorzędny, jednak ostatnio każda informacja o
                                    kondycji amerykańskiego rynku nieruchomości jest bezcenna.

                                    Zabójczy kryzys

                                    Stany Zjednoczone przechodzą przez najgłębszy kryzys branży budowlanej od 16
                                    lat. Co więcej, nie wiadomo, czy sytuacja w najbliższych dniach ustabilizuje się
                                    czy jeszcze pogorszy.

                                    Szacuje się, że rynek nieruchomości stanowi około 23 proc. amerykańskiej
                                    gospodarki. W zeszłym roku w przemyśle z nim związanym zlikwidowano 100 tys.
                                    miejsc pracy. Zdaniem wielu analityków w tym roku pracę straci jeszcze więcej
                                    osób. Wierzyciele mogą zająć nawet 1,5 miliona domów. Przemysł budowlany może
                                    zwolnić kolejne 100 tys. pracowników. Kolejne 100 firm udzielających kredytów
                                    hipotecznych może zbankrutować - przestrzega Bloomberg, powołując się na zdanie
                                    ekspertów rynku nieruchomości, ekonomistów, analityków i prezesa Fed Bena Bernanke.

                                    Wiosna jest zwykle najbardziej aktywnym okresem dla budownictwa. Jak na razie
                                    wyniki są bardzo rozczarowujące, o czym informuje NAHB. Organizacja przewiduje,
                                    że zamówienia spadną szósty kwartał z rzędu. Jeszcze miesiąc temu stowarzyszenie
                                    spodziewało się poprawy koniunktury. Teraz najczęściej powtarzana prognoza
                                    zakłada, że "korekta" potrwa co najmniej do końca tego roku.

                                    Koniec prosperity

                                    Boom na rynku nieruchomości w USA trwał od 2001 do 2006 roku. W rezultacie
                                    nasycenie rynku, czyli liczba domów na mieszkańca, osiągnęła najwyższy poziom w
                                    historii Stanów Zjednoczonych. Teraz rośnie liczba niesprzedanych domów oraz
                                    złych kredytów, których spłata jest zagrożona.

                                    W drugim kwartale 2004 roku aż 69,3 proc. amerykańskich gospodarstw domowych
                                    miało własny dom. W takiej sytuacji jako pierwsze w tarapatach znalazły się
                                    firmy oferujące mniej przewidywalnym klientom tzw. ryzykowne kredyty hipoteczne
                                    (subprime mortgage). Na amerykańskim rynku udziela się ich osobom, które nie
                                    stać na normalny kredyt. Ich oprocentowanie jest zwykle większe o 2-3 punkty
                                    procentowe od normalnej oferty banków.

                                    Deja Vu

                                    Krach, który rozpoczął się w zeszłym roku jest bardzo podobny do tego sprzed 16
                                    lat. Analitycy przewidują, że potrwa jeszcze jeden rok i jest wysoce
                                    prawdopodobne, że może spowodować recesję w całej gospodarce.

                                    Podobnie, jak na przełomie lat 1980. i 90., od 2001 roku z 5 do 20 proc. wzrósł
                                    udział ryzykownych kredytów hipotecznych w całym rynku. To właśnie te kredyty
                                    przyczyniły się do "mieszkaniowego cudu". Liczba gospodarstw, które posiadają
                                    własny dom, według rządowych danych w 2004 roku wyniosła prawie 70 proc.

                                    Sytuacja na rynku ryzykownych kredytów była mniej niebezpieczna przed 2006
                                    rokiem, kiedy ceny nieruchomości stale rosły. Właściciele, którzy nie byli w
                                    stanie ich spłacić, mogli z zyskiem sprzedać swój dom. Teraz ta droga ucieczki
                                    jest już zamknięta, a odsetek niespłacanych kredytów rośnie i jest już najwyższa
                                    od siedmiu lat.

                                    Zdaniem Kena Rosena, ekonomisty z Uniwersytetu California-Berkeley, osoby które
                                    skorzystały z ryzykownych kredytów przepłaciły za swoje domy. Nie tylko nalicza
                                    się im wyższe odsetki, ale od 2006 roku wartość ich mieszkań (zwykle o niskim
                                    standardzie) spadła o 10 do 15 proc.

                                    Dane, na które czeka giełda

                                    Amerykańskie Stowarzyszenie Budowniczych Domów opublikuje dzisiaj wskaźnik
                                    oparty na prognozach kwietniowej sprzedaży deweloperów (NAHB housing index).
                                    Natomiast we wtorek Departament Handlu poda liczbę oddanych w lutym domów i
                                    mieszkań oraz wydanych w lutym pozwoleniach na budowę. Analitycy spodziewają
                                    się, że o ile pierwszy wskaźnik wzrośnie w porównaniu ze styczniem, to drugi
                                    może nieznacznie spaść.

                                    W zeszłym tygodniu amerykańskie giełdy zachowywały się bardzo nerwowo -
                                    spadkami. Teraz niepewność inwestorów powinna być mniejsza. Przekonają się, czy
                                    sytuacja na rynku nieruchomości jest wystarczająco stabilna, aby nie szkodzić
                                    pozostałym branżom.

                                    Poza danymi o budownictwie, w tym tygodniu pojawi się też kilka ważnych
                                    informacji, które pozwolą inwestorom lepiej zorientować się w sytuacji. Fed poda
                                    wstępne dane o inflacji.

                                    We wtorek Fed rozpocznie też dwudniowe obrady dotyczące stóp procentowych.
                                    Prawdopodobnie zostaną bez zmian, ale wiele zależy od środowego oświadczenia, w
                                    którym mogą pojawić się sugestie do tego, jakiego poziomu inflacji spodziewa się
                                    zarząd Rezerw Federalnych.


                                    Bartłomiej Ciszewski
                                    • Gość: gus GUS Polska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.07, 12:51
                                      Liczba mieszkań oddanych do użytku w lutym br. spadła o 0,2 proc. w porównaniu z
                                      lutym 2006 r. i wyniosła 8 tys. 737 - poinformował w piątek Główny Urząd
                                      Statystyczny (GUS).
                                      Liczba mieszkań wybudowanych na sprzedaż lub wynajem spadła o 4,3 proc. do 2
                                      tys. 595 mieszkań. Zmniejszyła się też liczba mieszkań przekazanych w
                                      budownictwie komunalnym (o 20,7 proc. w porównaniu z lutym ub.r.) oraz
                                      społecznym czynszowym (z 1056 przed rokiem do 271).
                                      W lutym 2007 r. spółdzielnie oddały do użytku 687 mieszkań; w tym samym okresie
                                      2006 r. było ich o 9,6 proc. mniej. Inwestorzy indywidualni oddali ponad 5 tys.
                                      mieszkań, czyli o 20,4 proc. więcej, niż w lutym ub.r.
                                      Przeciętna powierzchnia użytkowa oddanego mieszkania w okresie od stycznia do
                                      lutego br. wyniosła 111,9 m kw. (o 11,5 m kw. więcej, niż rok wcześniej).
                                      W ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. wydano 27 tys. 90 pozwoleń na budowę
                                      (wzrost o 61,6 proc.). Urząd szacuje, że w końcu lutego br. w budowie było 625,6
                                      tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 5,6 proc. wobec tego samego okresu ub.r. PAP
                                      • citoyen Prognoza ostrzegawcza 27.03.07, 22:36
                                        Osiem lat temu…

                                        Rządowe Centrum Studiów Strategicznych przyjmowało przyrost zasobu
                                        mieszkaniowego rzędu 3 mln mieszkań do 2020 roku, a w ostrzegawczym memoriale
                                        Komitet Prognoz PAN „Polska 2000 Plus”, wielkość optymalnego przyrostu oceniał
                                        na ok. 5 mln mieszkań. Rozbieżność ocen związana jest z różnym podejściem do
                                        szacunku niedoborów mieszkaniowych. Wyniki RCSS i PAN oparte były na bilansie
                                        potrzeb ujmującym liczbę gospodarstw domowych (przy założeniu, że liczba
                                        samodzielnych mieszkań nie może być mniejsza niż gospodarstw domowych) oraz
                                        przewidywane ubytki w posiadanym dzisiaj zasobie mieszkaniowym. Kryteria
                                        ilościowe nie biorą pod uwagę wymagań ustrojowych; państwo jest zobowiązane
                                        zapewnić obywatelom nieskrępowaną wolność wyboru miejsca zamieszkania oraz
                                        równość szans w dostępie do mieszkania, („Nowy Ład Mieszkaniowy”, 1992 r.).
                                        Sprawność i ekonomiczna efektywność mieszkalnictwa we współczesnej gospodarce
                                        rynkowej decyduje o mobilności na rynku pracy i zdrowym konkurencyjnie rynku
                                        mieszkaniowym. Nie unikniemy budowy mieszkań rzędu 1/3- -1/2 całego obecnego
                                        zasobu mieszkaniowego.
                                        W październiku 1999 r. Sejm przyjął Koncepcję polityki przestrzennego
                                        zagospodarowania kraju”, przygotowaną przez RCSS, określającą konieczne
                                        przeznaczanie pod zabudowę mieszkaniową terenów wykorzystywanych w odmienny
                                        sposób. To oznaczało zapotrzebowanie na około 200 tys. hektarów w skali kraju,
                                        uzbrojonych gruntów, w części poprzemysłowych i powojskowych i rolniczych. Nowa
                                        zabudowa mieszkaniowa powinna być położona w granicach administracyjnych gmin
                                        miejskich i na terenie miasteczek i gmin podmiejskich, leżących w obszarach
                                        metropolitalnego oddziaływania miasta.

                                        Obecnie

                                        12 marca 2007 r. Trybunał Konstytucyjny rozpoznał wniosek Rady Miejskiej w Łodzi
                                        dotyczący utraty mocy obowiązującej miejscowego planu zagospodarowania
                                        przestrzennego.
                                        Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 87 ust. 3 ustawy z dnia 27 marca 2003 r.
                                        o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (obowiązujące w dniu wejścia w
                                        życie ustawy miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego uchwalone przed
                                        dniem 1 stycznia 1995 r. zachowują moc do czasu uchwalenia nowych planów, jednak
                                        nie dłużej niż do dnia 31 grudnia 2003 r.) jest zgodny: z preambułą Konstytucji
                                        w zakresie, w jakim wyraża ona zasadę współdziałania władz, zasadę pomocniczości
                                        oraz wymóg skuteczności i rzetelności działania instytucji publicznych, z art.
                                        2, art. 7, art. 16, art. 21, art. 31 ust. 3, art. 64, art. 165 w związku z art.
                                        163 i art. 167 Konstytucji oraz z art. 3 ust. 1 Europejskiej Karty Samorządu
                                        Lokalnego, sporządzonej w Strasburgu dnia 15 października 1985 r.
                                        Zdaniem Trybunału kwestionowany przepis nie narusza zasady samodzielności gmin w
                                        zakresie planowania przestrzennego ani nie uniemożliwia gminie wykonywania zadań
                                        publicznych, bo gmina może zawsze uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego.
                                        Ustawa z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym
                                        przyznaje szerokie możliwości planistyczne jednostkom samorządu terytorialnego i
                                        umożliwia samodzielne wykonywanie zadań z zakresu planowania przestrzennego.
                                        Jednostki samorządu terytorialnego mogą swobodnie kształtować treść planów
                                        zagospodarowania przestrzennego, zastępując plany uchwalone przed 1 stycznia
                                        1995 r. nowymi planami. Gminy mogą przenieść do nowych planów te rozwiązania,
                                        które nie są sprzeczne z obowiązującymi obecnie przepisami. Ponadto jednostki
                                        samorządu dysponowały wystarczającym czasem na ustanowienie nowych planów
                                        zagospodarowania. Utrata mocy obowiązującej miejscowych planów nie powinna
                                        doprowadzić do wytworzenia próżni legislacyjnej, ponieważ była skorelowana z
                                        rozwiązaniami prawnymi umożliwiającymi gminom uniknięcia negatywnych
                                        konsekwencji tego faktu. Kwestionowany przepis nie wprowadza istotnych zmian w
                                        stosunku do wcześniejszych regulacji, brak jest więc podstaw do stwierdzenia
                                        jego niezgodności z konstytucją.

                                        Nie mamy planu miejscowego, nie mamy wystarczającej podaży gruntów ale za to
                                        mamy szalejące ceny, spekulacyjne zabawy z materiałami budowlanymi i monopol
                                        deweloperski.

                                        To już nie jest rynek. Nie może nim być jeśli nie ma na nim podaży i konkurencji
                                        doskonałej.

                                        • Gość: polityka Re: Prognoza ostrzegawcza IP: 212.2.100.* 28.03.07, 00:49
                                          Domki na piasku, czyli deweloperzy robią kokosy

                                          Inwestycje mieszkaniowe to dziś eldorado- pisze "Polityka". Przynoszą ostatnio
                                          30 procent zysku. Na gorącym rynku można sprzedać wszystko. W Warszawie padł
                                          niedawno rekord: 28 tysięcy złotych za metr. Więc kto może, bierze się za
                                          budowanie.
                                          Nowi deweloperzy nastawiają się zwykle na budownictwo luksusowe, na którym
                                          zarabia się najwięcej. Gwałtowny wzrost cen metra przyspiesza decyzję kupna. Kto
                                          zamierza nabyć mieszkanie, stara się to zrobić natychmiast, bo za miesiąc może
                                          być drożej - i najczęsciej jest. Od 70-ciu do 90-ciu procent mieszkań jest
                                          sprzedawanych jeszcze przed rozpoczeciem budowy, pisze "Polityka".
                                          Deweloprzy dostali w ubiegłym roku pozwolenia na zbudowanie ponad 74-ech tysięcy
                                          mieszkań, co w porównaniu z rokiem 2005-ym oznacza wzrost o 69 procent. Byłby to
                                          sukces, gdyby nie jedno "ale": około 150-ciu tysięcy budowlańców wyjechało za
                                          granicę. Eksperci ostrzegają, że nawet giełdowe spółki schodzą z placów budów,
                                          bo nie mają ludzi i należy się liczyć z bankructwami. Desperaci, którzy
                                          ustawiają się w kolejce po wirtualne mieszkania powinni o tym, pamiętać,
                                          ostrzega "Polityka".
                                          Najlepszym sposobem na ograniczenie ryzyka są rachunki powiernicze, stosowane na
                                          świecie powszechnie, a u nas, niestety rzadko. Projekt obligatoryjnego
                                          prowadzenia takich rachunków powstał w 2002 roku, ale upadł: budownictwo
                                          przeżywało właśnie kryzys. Teraz pomysł wraca i ma być filarem chroniącym
                                          kupujących mieszkania- informuje "Polityka".

                                          "Polityka"/ arturu/dyd
                                          • Gość: prasowiec "Menager" z 29 marca 2007 r. IP: *.toya.net.pl 29.03.07, 09:34
                                            Zanim się posypie:

                                            Jak się przygotować do krachu na rynku nieruchomości

                                            Słychać już ostrzeżenia przed ewentualną korektą na rynku mieszkań. Czy
                                            kredytobiorcy mogą się do tego przygotować? A jeśli tak, to w jaki sposób?
                                            Gwałtownie spadają ceny mieszkań – o 10, 15, 20 procent… Banki, przerażone
                                            zmniejszającą się wartością zabezpieczeń kredytów, naciskają na klientów,
                                            żądając dodatkowych poręczeń albo podnosząc oprocentowanie. Malejąca wartość
                                            lokali to mniejszy udział własny w kredycie – restrukturyzując zadłużenie,
                                            kredytodawcy zmuszają więc do podpisywania nowych, znacznie mniej korzystnych
                                            umów, wyżej oprocentowanych i obwarowanych surowszymi zabezpieczeniami. Prawie
                                            nie udzielają nowych kredytów hipotecznych, ale jednocześnie tworzą rezerwy
                                            celowe, co pogarsza ich wyniki. Rzeczoznawcy wyceniający taniejące „M” mają
                                            pełne ręce roboty. Inwestorzy zagraniczni uciekają, a na rynku pojawia się wysyp
                                            przejętych przez banki nieruchomości, co dodatkowo rozkręca tę spiralę...

                                            Finansowe science fiction? Nie. To jeden ze scenariuszy dla polskiego rynku
                                            nieruchomości. Fakt, że czarny, ale czy istotnie nierealny? Spełni się czy nie,
                                            warto wiedzieć przed czasem, co może czekać osoby kupujące mieszkania za
                                            pożyczone pieniądze – choćby po to, by lepiej przygotować się na ewentualne
                                            kłopoty. Przecież hipoteki nie obciąża się u nas na lat pięć, ale zazwyczaj –
                                            dwadzieścia pięć. To, że ceny nieruchomości (głównie mieszkań w dużych miastach)
                                            w Polsce rosły w minionym roku w tempie iście szaleńczym, nie oznacza wcale, że
                                            tak będzie bez końca. Na razie kilkanaście tysięcy za metr kwadratowy w stolicy
                                            przestało już szokować: jak podaje serwis Tabelaofert.pl, w Śródmieściu
                                            styczniowa średnia (wliczając w to nowe apartamenty) to około 14 tys. zł, co
                                            oznacza w skali całego roku wzrost mniej więcej o 75 procent. Ale…
                                            Oto Hiszpania, do której tak lubimy się porównywać. Podobnie jak w Polsce, po
                                            wstąpieniu do Unii Europejskiej w 1986 r., ceny nieruchomości na Półwyspie
                                            Iberyjskim zaczęły gwałtownie rosnąć. Później jednak – około roku 1991 – równie
                                            nagle spadły. Wiele instytucji finansowych, zaangażowanych w rynek
                                            nieruchomości, wpadło tam wówczas w tarapaty. Kryzys okazał się kosztowny dla
                                            gospodarki Hiszpanii. Straty wyniosły 17 procent PKB.

                                            Wszyscy uczestnicy rynku nieruchomości powinni zatem, także w Polsce, kierować
                                            się rzymską zasadą: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Dotyczy to szczególnie
                                            banków – to one bowiem finansują obie strony rynku: budowniczych i użytkowników.
                                            Ostrzeżenie do nich wystosował już zresztą Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego.

                                            Jak podkreśla GINB, rynek nieruchomości w Polsce znajduje się ciągle w fazie
                                            transformacji. Powoduje to, że poszczególne jego segmenty charakteryzują się
                                            podwyższonym ryzykiem oraz nie jest on dostatecznie przewidywalny, co utrudnia
                                            bankom bieżące monitorowanie wartości przyjmowanych zabezpieczeń i ich
                                            aktualizację.

                                            Tymczasem należności z tytułu kredytów hipotecznych stanowią już niemal 30 proc.
                                            całkowitej wartości należności od sektora niefinansowego.

                                            – W razie ewentualnego wystąpienia kryzysu na rynku nieruchomości może to mieć
                                            negatywny wpływ na banki, zwłaszcza przy dużym spadku wartości zabezpieczeń –
                                            ostrzega GINB.

                                            Co na to banki? To zależy. Z reguły, im są ostrożniej nastawione do perspektyw
                                            tego rynku, tym bardziej starają się już teraz – na wszelki wypadek –
                                            zabezpieczyć siebie i swoich klientów przed ewentualną korektą. Tak jak Fortis
                                            Bank. – Przewidujemy, że w perspektywie kilkunastu miesięcy może nastąpić pewna
                                            korekta rynku i przygotowujemy się na taką możliwość – przyznaje Artur Janczur z
                                            Departamentu Strategii Rynkowej Fortis Banku.

                                            Dlatego bank wdraża Rekomendację S, wydaną przez Komisję Nadzoru Bankowego, a
                                            dotyczącą „dobrych praktyk w zakresie ekspozycji kredytowych zabezpieczonych
                                            hipotecznie”.

                                            – Pomagają nam w określeniu ryzyka związanego z wartościami nieruchomości
                                            stanowiących zabezpieczenie kredytów – podkreśla Artur Janczur.

                                            W praktyce oznacza to, że w przypadku rynkowej korekty klienci Fortis Banku mogą
                                            się nie obawiać zmian umowy. Podobnie jak zadłużeni w Santander Consumer Banku.

                                            – Bank samodzielnie nie zmienia oprocentowania, zarówno gdy klient spłaca kredyt
                                            szybciej, jak i wtedy, gdy spada wartość nieruchomości i wzrasta udział kredytu
                                            do jej rynkowej wartości (zwiększa się LTV) [loan to value – stosunek wartości
                                            kredytu do zabezpieczenia – przyp. P.Sz.] – zarzeka się Magdalena Suchanek,
                                            rzecznik prasowy banku. – Nie przewidujemy wprowadzenia obowiązku dodatkowych
                                            zabezpieczeń regularnie spłacanych kredytów. Także według GE Money Banku, spadek
                                            wartości nieruchomości nie wpłynie na warunki spłaty kredytu – o ile tylko nie
                                            zmaleje zdolność kredytowa klienta.

                                            I gdyby jeszcze listę tak podchodzących do sprawy banków można było ciągnąć w
                                            nieskończoność... I poprzestać na przytoczeniu opinii Artura Janczura z Fortis
                                            Banku, który uważa, że korekta ceny nieruchomości nie skłoni banków do bardziej
                                            radykalnych działań. Niestety, nie wszyscy są podobnego zdania i dają temu wyraz.

                                            Bank Millennium, który przewiduje utrzymanie dobrej koniunktury, nie pozostawia
                                            klientom złudzeń, co się stanie, gdy jednak nastąpi kryzys. – Bank może zażądać
                                            ustanowienia dodatkowego prawnego zabezpieczenia kredytu lub zlecić zbadanie
                                            stanu prawnego i technicznego oraz określenie wartości rynkowej nieruchomości
                                            stanowiącej przedmiot zabezpieczenia – informuje Agnieszka Nachyła, dyrektor
                                            Departamentu Marketingu i Rozwoju Bankowości Hipotecznej banku.

                                            A to oznacza wyższe koszty kredytu – mimo że jednorazowe – nie mówiąc o
                                            konieczności znalezienia owego zabezpieczenia. Na pociechę bank informuje, że w
                                            takim przypadku nie podniesie drastycznie wysokości rat. Nordea Bank z kolei
                                            uwzględnia możliwość dodatkowego zabezpieczenia, w razie spadku wartości
                                            dotychczasowego. Ale – co podkreślają przedstawiciele banku – w sposób
                                            uzgodniony z klientem. W grę wchodzi m.in. możliwość ubezpieczenia nadwyżki
                                            zaangażowania kredytowego, co – niestety – oznacza dodatkowe koszty.
                                            Robert Rajczyk, menedżer z Departamentu Strategii i Rozwoju Produktów BZ WBK,
                                            uważa kryzys na rynku nieruchomości, rozumiany jako gwałtowny spadek cen, za
                                            teoretycznie możliwy, ale w praktyce – mało realny („W mojej opinii, w okresie
                                            najbliższych trzech, pięciu lat mało prawdopodobne jest wystąpienie gwałtownego
                                            kilkudziesięcioprocentowego spadku cen nieruchomości mieszkaniowych ze względu
                                            na ograniczoną podaż nowych mieszkań i domów oraz wysoki popyt”). Owszem, Robert
                                            Rajczyk zauważa, że w razie jednoczesnego pojawienia się trzech czynników
                                            (spadku cen nieruchomości, bardzo długiego okresu kredytowania oraz kredytu
                                            udzielonego na 100 proc. wartości inwestycji) istnieje ryzyko braku spłaty
                                            kredytu ze środków możliwych do uzyskania ze sprzedaży takiego mieszkania, ale…
                                            bank na razie stara się temu przeciwdziałać tradycyjnymi metodami. Bada np.
                                            zdolność kredytową klienta i szacuje wartość nabywanej nieruchomości – by
                                            kredytować maksimum 100 proc. jej wartości. No i unika zbyt długiego okresu
                                            kredytowania.
                                            Ale to nic nowego.
                                            • Gość: prasowiec Mieszkania tanieją, brakuje chętnych na domy IP: *.toya.net.pl 07.05.07, 09:23
                                              biznes.onet.pl/0,1530627,wiadomosci.html
                                              • Gość: lodz Re: Mieszkania tanieją, brakuje chętnych na domy IP: 87.192.207.* 07.05.07, 20:14
                                                w Lodzi mieszkania stanieja lub raczej ceny ustabilizuja sie ale moze za 8
                                                lat.Na razie przewiduje ze do momentu wprowadzenia waluty euro i tuz po tym
                                                beda bardzo silne wzrosty zwlaszcza po 2012.Cena m2 uksztaltuje sie na poziomie
                                                75-80% ceny warszawskiej i 90% krakowsko-wroclawsieo-poznansko-gdanskiej.
                                                Opcja krachu w ciagu najblizszych 5 lat jest calkowicie nierealna,poniewaz ceny
                                                m2 w duzych miastach to zaledwie kilkadziesiat proc cen z miast zach
                                                Europy,czyli ceny nieruchomosci w Polsce sa dla ludz z zagranicy smesznie male
                                                • Gość: ag A byles gdzies dalej na Zachód niż w Poddębicach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.07, 23:03
                                                  > Opcja krachu w ciagu najblizszych 5 lat jest calkowicie nierealna,poniewaz
                                                  ceny
                                                  >
                                                  > m2 w duzych miastach to zaledwie kilkadziesiat proc cen z miast zach
                                                  > Europy,czyli ceny nieruchomosci w Polsce sa dla ludz z zagranicy smesznie
                                                  male

                                                  No i co z tego? Jaki procent np. retkinskich M-3 kupuja cudzoziemcy? Cena
                                                  nieruchomości to cena za miejsce do zycia na Ziemi. Jakim miejscem jest Lodz,
                                                  jakim Warszawa a jakim Paryz, Mediolan, Lyon, czy chocby Berlin kazdy kto
                                                  pojechal dalej niz do Poddebic wie doskonale. Od zarobkow i w ogole mozliwosci
                                                  pracy zaczynajac na stanie komunikacji miejskiej czy jakosci zycia kulturalnego
                                                  konczac. Nie mowiac o kierunkach migracji ludnosci.
                                                  Gdyby cene wyliczal komputer na podstawie suchych danych mieszknia w Lodzi
                                                  powinny byc darmo. W niektorych miastach bylej NRD juz sa.
                                                  • Gość: uwaga Rachunek ekonomiczny i rozsądek wygrywa IP: *.toya.net.pl 08.05.07, 08:44
                                                    Nawet przy zwyżkujących cenach materiałów budowlanych i kosztach pracy o wiele
                                                    bardziej opłaca się budować systemem gospodarczym domy własne. Banki już
                                                    zwietrzyły w tym interes i skierowały uwagę na ten segment rynku. Źle to wróży
                                                    rozdętym inwestycjom komercyjnym , nawet przereklamowanym "loftom", które z
                                                    uwagi na cenę staną się towarem dla snobów. O wszystkim jednak zdecyduje
                                                    migracja zarobkowa. Przy odpływie pokolenia wyżu demograficznego na rynki pracy
                                                    w UE głęboka korekta bądź krach w nieruchomościach jest kwestią czasu.
                                                  • Gość: lodz Re: A byles gdzies dalej na Zachód niż w Poddębic IP: 87.192.207.* 09.05.07, 22:31
                                                    Tak bylem,a od 4 lat mieszkam w Dublinie.Retkinskich m 3-oczywiscie masz racje
                                                    nikt oprocz lodzian nie bedzie kupowal,ale nowe apartamenty TAK.Ludzie z
                                                    zachodu inwestuja w nieruchomosci przede wszystkim zeby na nich zarobic,a
                                                    obecnie w miescie Lodzi w ciagu 1 roku juz mozna wyciagnac kase tylko o 35%
                                                    mniejsza niz w roku 2001-2003 w Irlandii(kiedy panowal najwiekszy amok na rynku
                                                    nieruchomosci).Oczywiscie w innych miastach Polski stopa zwrotu jest juz duzo
                                                    wieksza.Zreszta przeczytaj sobie art z dzisiejszego dnia,to Ci sie moze cos
                                                    wyjasni.Dodaj do tego ludzi ktorzy tak jak ja wyjechali z zamiarem
                                                    doszlifowania jezyka,i zainwestowania pieniedzy wlasnie w nieruchomosci
                                                    przemnoz pzrz liczbe 1.5mln i masz odpowiedz czy ceny zaczna spadac.Nie wliczam
                                                    oczywiscie funduszy inwestycyjnych itd itd
                                                  • Gość: po powrocie Re: A byles gdzies dalej na Zachód niż w Poddębic IP: *.gprspla.plusgsm.pl 10.05.07, 09:18
                                                    Interesujący wywód. Zwłaszcza gdy stanowi rozsądną przeciwwagę dla
                                                    sponsorowanych publikacji w Gazecie Łódzkiej. Bo kto będzie mieszkał w
                                                    przewartościowanych mieszkaniach, loftach za lat kilka, kilkanaście...
                                                  • Gość: prasowiec A to "Życie Warszawy" IP: *.toya.net.pl 11.05.07, 17:08
                                                    Ceny mieszkań w Łodzi gonią Warszawę

                                                    autor: DS, ar, 2007-05-11

                                                    Być może w stolicy ceny za metr kwadratowy mieszkania osiągnęły już kres
                                                    swoich możliwości, choć całkowitej pewności co do tego nie ma.

                                                    Ceny mieszkań z tzw. drugiej ręki w Warszawie i Krakowie doszły już do takiego
                                                    pułapu, że w kwietniu praktycznie niewiele się zmieniły. Kupcy mają już
                                                    ograniczone możliwości.
                                                    W stolicy mieszkania zdrożały w ciągu ostatniego miesiąca tylko o 0,8 proc.
                                                    Średnio mkw. kosztował 9366 zł. Z kolei w Krakowie wzrost wyniósł 1 proc. (do
                                                    8022 zł) – podliczył w swojej najnowszej analizie portal Oferty.net –
                                                    nieruchomości w internecie.
                                                    W kwietniu fala wysokich wzrostów dotarła natomiast do Łodzi, najtańszego
                                                    dotychczas dużego ośrodka w Polsce. Ponad 13-proc. skok średniej ceny (do 4532
                                                    za mkw.) świadczy o zwiększonym zainteresowaniu inwestorów mieszkaniami w tym
                                                    mieście.

                                                    Znacznie niższy, choć równie dotkliwy dla klientów, ponad 5-proc. wzrost
                                                    zanotowa-no w Gdańsku (średnia to 6558 zł za mkw.). Z kolei po spektakularnej
                                                    marcowej 15-proc. zwyżce ceny w Poznaniu wyhamowały do 2,6 proc. Obecnie za mkw.
                                                    lokum w tym mieście trzeba wyłożyć 5918 zł.
                                                    Analitycy z Oferty.net nie potrafią określić, kiedy ceny mieszkań wreszcie
                                                    ustabilizu-ją się w Warszawie. To bardzo ważne, bo stolica dyktuje ceny krajowe.
                                                    Obecnie istnieją już jednak pewne przesłanki, by twierdzić, że wkrótce popyt
                                                    może być schłodzony.

                                                    Zbyt wielu klientów nie stać już na zakup własnego mieszkania. Ich zdolność
                                                    kredytowa nie pozwala bowiem na zaciągnięcie pożyczki hipotecznej w banku. Z
                                                    drugiej strony, Warszawa jest wciąż wielkim rynkiem pracy, z najwyższymi i stale
                                                    rosnącymi wynagrodzeniami. W dodatku intensywny rozwój gwarantują inwestycje
                                                    związane z organizacją Euro 2012.
                                                    – Dziś trudno ocenić, która z tych tendencji ostatecznie wygra – uważa Marcin
                                                    Drogomirecki, analityk Oferty.net. – Faktem jest jednak, że ceny w Warszawie już
                                                    od trzech miesięcy niewiele rosną – dodaje. W lutym było to 4 proc., w marcu –
                                                    ponad 3 proc., a w kwietniu – już tylko 0,8 proc. Prawdopodobnie czeka nas teraz
                                                    okres względnej stabilizacji cenowej.
                                                  • citoyen Koniec hossy w strefie euro i USA 14.05.07, 21:54
                                                    USA: bardzo smutny koniec mieszkaniowej hossy. (Dziennik, tm/14.05.2007 r.

                                                    Coraz więcej Amerykanów ma kłopoty ze zwrotem pożyczek na zakup domu. Banki
                                                    bezwzględnie przejmują zadłużone nieruchomości i wystawiają je na aukcje -
                                                    czytamy w "Dzienniku".

                                                    52-letnia nauczycielka Patricia Jennings jest jedną z wielu osób, które padły
                                                    ofiarą smutnego końca hossy na rynku nieruchomości w USA. Jennings zalega ze
                                                    spłatami trzech rat za swój dom. Bank wszczął już procedurę przejęcia
                                                    nieruchomości, ale klientka próbuje sprzedać dom na własną rękę - dodaje gazeta.
                                                    Niestety, na rynku od wielu miesięcy panuje zastój, bo masowe przejęcia
                                                    nieruchomości przez banki wywołały falę licytacji i gwałtowną obniżkę cen.
                                                    Kryzys objął przede wszystkim stany Środkowego-Zachodu, w tym Michigan. Teraz
                                                    jednak coraz częściej pod młotek idą nieruchomości w stanach, gdzie ostatnio
                                                    dominował kapitał spekulacyjny: w Kalifornii, na Florydzie i w Teksasie - dodaje
                                                    gazeta.
                                                    Krajowe Stowarzyszenie Pośredników Nieruchomości szacuje, że w ciągu dwóch lat
                                                    na rynku pojawi się ponad milion domów przejętych przez banki.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: prasowiec Kiedy pęknie bańka spekulacyjna? IP: *.toya.net.pl 18.05.07, 07:00
                                                    Mieszkania w końcu zaczną tanieć. "Rzeczpospolita" 18 maja 2007 r.

                                                    Zasadne jest dziś pytanie nie czy, ale kiedy pęknie bańka spekulacyjna na rynku
                                                    nieruchomości - twierdzi ekonomista Katedry Ekonomii Instytutu Rozwoju
                                                    Gospodarczego SGH Piotr Białowolski


                                                    Jeszcze przez jakiś czas rynek nieruchomości się nie załamie,. Ale wzrost podaży
                                                    mieszkań, spadek zdolności kredytowej związany z większym wzrostem zadłużenia
                                                    niż dochodów, a także wejście roczników niżowych mogą spowodować powrót do
                                                    sytuacji z początku wieku. Wtedy to sprzedawcy dzwonili do klientów, a
                                                    mieszkania kupowało się gotowe.
                                                    WOJTEK JAKUBOWSKI/KFP

                                                    Piotr Białowolski
                                                    Chcesz zarabiać 10 000 zł miesięcznie? - tak zaczynają się dziś ogłoszenia firm
                                                    rekrutujących sprzedawców nieruchomości. Czy rzeczywiście wzrost cen na tym
                                                    rynku może trwać długo, a branża pośrednictwa w obrocie nieruchomościami
                                                    rozwijać się w tempie zapewniającym wynagrodzenia pracowników czterokrotnie
                                                    przekraczające średnią krajową? W moim przekonaniu nie. I nie jest w stanie tego
                                                    usprawiedliwić nawet teza części ekspertów wskazujących, że ceny mieszkań w UE
                                                    są na wyższym poziomie.
                                                    Konsekwentny i ciągły wzrost względnych cen mieszkań na poziomie 50 proc.
                                                    rocznie doprowadziłby do takiej sytuacji, gdy konsumenta nie byłoby stać na
                                                    zakup jakiejkolwiek nieruchomości lub musiałby przeznaczać nieproporcjonalnie
                                                    dużą część swoich dochodów na sfinansowanie zakupu nieruchomości i tym samym
                                                    rezygnować z konsumpcji innych dóbr. Ludzie jednak cenią różnorodność. Niech za
                                                    przykład posłuży nam wędrowiec na pustyni. W normalnych warunkach za szklankę
                                                    wody byłby on gotów zapłacić ledwie kilka groszy. Jednak przy ogromnym
                                                    pragnieniu i braku możliwości jego zaspokojenia będzie gotowy oddać fortunę za
                                                    szklankę wody. Analogia do obecnej sytuacji na rynku mieszkaniowym jest
                                                    oczywista: dziś brakuje mieszkań. W takiej sytuacji klient jest tym wędrowcem
                                                    marzącym o szklance wody. Ceny mieszkań muszą jednak w długim okresie (10 - 20
                                                    lat) odzwierciedlać możliwości finansowe osób zamieszkujących dane terytorium.
                                                    W długim okresie dla cen nieruchomości nie powinno zatem mieć znaczenia, że
                                                    Irlandczycy lub Hiszpanie kupują w Polsce mieszkania, pod warunkiem że nie
                                                    planują u nas zamieszkać. Dlaczego? Powód jest prosty - nawet jeśli dzisiaj
                                                    kupują, podbijając ceny, to w przyszłości będą chcieli je sprzedać, realizując
                                                    zyski i wpływając na spadek ich cen.
                                                    Przyczyny wzrostu
                                                    Co jest przyczyną takiej sytuacji na polskim rynku mieszkaniowym? Jako podstawę
                                                    należy podać tutaj cykl, jaki obowiązuje na tym rynku, i powolne dostosowywanie
                                                    się przedsiębiorców oraz konsumentów do tego cyklu.
                                                    Od momentu podjęcia decyzji o budowie osiedla do momentu oddania pierwszych
                                                    mieszkań mijają zwykle dwa - trzy lata. Jest to naturalne, gdyż trzeba pozyskać
                                                    grunty, przygotować je, uzyskać pozwolenia na budowę oraz fizycznie wykonać
                                                    prace budowlane. Tymczasem popyt na mieszkania jest o wiele bardziej zmienny i o
                                                    wiele szybciej reaguje na czynniki rynkowe. Za bardzo dynamicznym wzrostem
                                                    popytu w ostatnim okresie stoi w Polsce przede wszystkim bardzo wysokietempo
                                                    wzrostu PKB, który napędza popyt na mieszkania. Dodatkowo w momencie, gdy
                                                    gospodarka jest jeszcze relatywnie słabo rozwinięta, traktowane są jak dobro
                                                    luksusowe. Oznacza to, że wzrost popytu na mieszkania jest szybszy niż wzrost
                                                    wynagrodzeń, co przy jednocześnie bardzo słabo reagującej podaży prowadzi do
                                                    podnoszenia cen.
                                                    Kumulacji tego efektu sprzyja rynek kredytowy, który w coraz większym stopniu
                                                    dostarcza ludziomśrodków na zakup nieruchomości, pozwalając realizować ambicje
                                                    mieszkaniowe osobom, dla których do niedawna własne M pozostawało jedynie w
                                                    sferze marzeń. Jeszcze dziesięć lat temu rynek ten praktycznie nie istniał,
                                                    natomiast obecnie zadłużenie gospodarstw domowych rośnie o 50 miliardów złotych
                                                    rocznie. Głównie odbywa się to przez wzrost kredytu przeznaczanego na zakup
                                                    nieruchomości.
                                                    Nie bez znaczenia też jest wejście na rynek pokolenia wyżu demograficznego z
                                                    przełomu lat 70. - 80. Młodzi ludzie zakładający rodziny potrzebują własnego
                                                    mieszkania, a dzięki rozwojowi rynku kredytowego coraz częściej uzyskują do
                                                    niego dostęp.
                                                    Perspektywy wzrostu
                                                    Jak długo może trwać jednak ta ekspansja? Moim zdaniem potencjał wzrostu już się
                                                    wyczerpuje i jest tylko kwestią czasu, kiedy ceny zaczną spadać lub co najmniej
                                                    zatrzymają się w miejscu na dłuższy czas.Obecnie działalność deweloperów
                                                    charakteryzuje się kilkudziesięcioprocentową rentownością i znacznie przewyższa
                                                    swoją zyskownością inne sektory. Skłania to nowe przedsiębiorstwa do wchodzenia
                                                    na rynek nieruchomości i zwiększa podaż mieszkań.
                                                    Rosnące zadłużenie gospodarstw domowych, którego przyrost jest zdecydowanie
                                                    szybszy niż wzrost produkcji, powoduje, że zdolność społeczeństwa do zaciągania
                                                    nowych kredytów się obniża.Wzrost gospodarczy na poziomie 6 proc. również może
                                                    się okazać przejściowy, a wtedy jego załamanie się pogorszy oczekiwania
                                                    gospodarstw domowych co do ich przyszłych dochodów, co spowoduje zmniejszenie
                                                    chęci i zdolności do zaciągania kredytu. Często pomijany i niedoceniany argument
                                                    w analizie potencjału wzrostu rynku mieszkaniowego to bardzo niskie, w chwili
                                                    obecnej, oprocentowanie kredytów.
                                                    W długim okresie należy się liczyć z faktem, że koszt kredytu będzie równy
                                                    długoterminowym stopom procentowym, a nie krótkoterminowym, co oznacza, że
                                                    gospodarstwa domowe powinny kalkulować koszty obsługi zobowiązania na około 6
                                                    procent rocznie, a nie tak jak to ma miejsce obecnie 4 procent.
                                                    Bąbel spekulacyjny?
                                                    Czy zatem już dziś można powiedzieć, że ceny nieruchomości są zbyt wysokie. Moim
                                                    zdaniem tak, a wskazywać na to powinien jednoznacznie rozdźwięk między rynkiem
                                                    zakupu nieruchomości a rynkiem wynajmu. Pokażę tę sytuację na prostym
                                                    przykładzie. Ceny mieszkań na warszawskim Mokotowie dochodzą do 10 - 15 tysięcy
                                                    za metr. Średniej wielkości mieszkanie dla dwóch osób (50 mkw.) kosztuje dziś
                                                    500 - 750 tys. zł. Przy 6-procentowej stopie koszt obsługi kredytu tej wielkości
                                                    to 30-45 tys. złotych rocznie. Dodatkowo utrzymanie mieszkania wiąże się z
                                                    opłaceniem czynszu i wykonywaniem remontów. To sprawia, że miesięczne koszty
                                                    obsługi sięgają nawet około 4 tys. złotych - zwróćmy uwagę, że nie są tu ujęte
                                                    koszty spłaty zadłużenia, ale jedynie koszty obsługi. Wynajęcie podobnego
                                                    mieszkania kosztować będzie maksymalnie 2,5 tysiąca złotych. Oznacza to, że już
                                                    dziś, kupując mieszkanie, zaczynamy do niego dopłacać. Byłoby to opłacalne tylko
                                                    w jednym przypadku - gdybyśmy wiedzieli, że ceny nieruchomości w ciągu
                                                    najbliższych 20 - 30 lat będą rosły szybciej niż ceny innych dóbr w gospodarce.
                                                    Takie założenie jest jednak charakterystyczne dla zachowań spekulacyjnych i nie
                                                    ma żadnych podstaw w nauce ekonomii.
                                                    Kiedy wzrost zahamuje?
                                                    Pytanie zatem jest nie czy, ale kiedy pęknie bańka spekulacyjna na rynku
                                                    nieruchomości? Badanie kondycji gospodarstw domowych prowadzone w Instytucie
                                                    Rozwoju Gospodarczego SGH pokazuje, że popyt na nieruchomości wciąż jest
                                                    znaczący i gospodarstwa domowe przewidują częściej zakup nieruchomości niż rok
                                                    czy dwa lata temu. Oznacza to, że jeszcze przez jakiś czas rynek się nie
                                                    załamie. Ale wzrost podaży mieszkań, spadek zdolności kredytowej związany z
                                                    większym wzrostem zadłużenia niż dochodów, a także wejście na rynek roczników
                                                    niżowych mogą spowodować powrót do sytuacji z początku wieku. Wtedy to
                                                    sprzedawcy dzwonili do klientów, a mieszkania kupowało się gotowe.
                                                    Piotr Białowolski
                                                  • Gość: prasowiec pęka bańka spekulacyjna IP: *.toya.net.pl 24.05.07, 23:36
                                                    Panika na polskich budowach (Dziennik Łódzki/24.05.2007

                                                    Na budowach panika. Cegły i pustaki zdrożały od początku roku o 200 proc. Koszty
                                                    robocizny są prawie o połowę wyższe niż jesienią. A w składach budowlanych
                                                    brakuje już niemal wszystkiego - na niektóre towary trzeba czekać nawet pół roku
                                                    albo sprowadzać je z zagranicy. Zupełnie jak w PRL - pisze "Dziennik Łódzki".

                                                    W ubiegłym roku specjaliści straszyli: ceny mieszkań rosną jak szalone i nic
                                                    tego nie zahamuje. Tymczasem za cenę 50-metrowego M-3 można postawić własny dom!
                                                    Ta wizja przemówiła do wielu. Polacy rzucili się do budowania domów, rozpoczął
                                                    się niespotykany dotąd boom.

                                                    Popularne pustaki max, z których murowane są ściany zewnętrzne, zdrożały w ciągu
                                                    pięciu miesięcy o 200 procent! W Łódzkim składzie Budo Gips jeden bloczek
                                                    kosztował w grudniu 2006 r. 3,40 zł. Dzisiaj - 9,60. Podobnie jest z cegłami -
                                                    pięć miesięcy temu można je było kupić po 60 gr za sztukę, w maju cena wzrosła
                                                    do 1,80 zł.

                                                    Producenci podnoszą ceny, bo pozwala im na to sytuacja na rynku: produktów jest
                                                    mało, chętnych bardzo dużo. Na wełnę mineralną i cement trzeba czekać w kolejce
                                                    tygodniami.

                                                    - W lepszej sytuacji są developerzy, którzy mają podpisane umowy i na bieżąco
                                                    dostają materiały - mówi Małgorzata Kopka z Budo Gipsu.

                                                    - Dla klientów indywidualnych nie mam dobrych wiadomości, muszą czekać, aż
                                                    pojawi się nadwyżka towaru. Nie wiadomo jednak, kiedy to będzie, dlatego nie
                                                    podpisujemy z klientami wiążących umów i nie bierzemy zaliczek. Na razie
                                                    sprowadzamy cegły ze Słowacji i Węgier, niestety, są nieco droższe - mówi Kopka.
                                                  • Gość: anps To chyba tu IP: *.toya.net.pl 10.08.07, 08:04
                                                    www.bankier.pl/wiadomosc/Czy-ceny-nieruchomosci-zanurkuja-1623954.html
                                                  • sas38 Rynek słabnie 10.10.07, 17:18
                                                    Przewodniczący rady nadzorczej Quercus TFI Jakub Głowacki zwrócił uwagę, że na
                                                    rynku nieruchomości należy oczekiwać spadku cen mieszkań ze względu na rosnącą
                                                    podaż. Zdaniem Głowackiego, ten spadek nie powinien być większy niż 10 proc., a
                                                    potem należy oczekiwać stabilizacji cen. Korekta nie powinna być jego zdaniem
                                                    głębsza, ponieważ rosną ceny usług budowlanych i ceny gruntów.

                                                    gielda.onet.pl/0,1621255,wiadomosci.html
                                                  • Gość: iusticia Re: Rynek słabnie IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 10.10.07, 23:46
                                                    dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73506,4566189.html
                                                  • balance21 Re: Rynek słabnie i zmierza do normalności 11.10.07, 19:21
                                                    Gość portalu: iusticia napisał(a):

                                                    > dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73506,4566189.html

                                                    Wskaźnki wg Prezesa GUS
                                                    2 650 zł/m2

                                                    Wskaźnik Wojewody Łódzkiego
                                                    3 103 zł
                                                  • Gość: by alonso Re: Rynek słabnie i zmierza do normalności IP: *.toya.net.pl 14.10.07, 00:49
                                                    Re: odpowiadam
                                                    Autor: Gość: alonso IP: *.toya.net.pl 14.10.07, 00:11
                                                    Dodaj do ulubionych Skasujcie
                                                    Odpowiedz

                                                    Bo my wszystko robimy szybciej,i tak sobie pomyslalem ze jezeli Irlandia
                                                    rozwijala sie szybko przez 14 lat wykozystujac umiejetnie pieniadze z UE i
                                                    wprowadzajac przed tym reformy ,to my bedziemy mieli sznse przez 5,6 lub 7.Przez
                                                    17 lat prawie odrobilismy straty z okresu powojennego.A zreszta czemu jestes
                                                    takim pesymista?,chcialbys zeby wszystko sie zawalilo i aby wiekszosc ludzi w
                                                    Polsce klepala biede?
                                                    Tak naprawde malo ludzi o tym wie ,ale celtycki tygrys stanal na lapy po
                                                    mistrzostwach Europy chyba w 1994,kiedy ich druzyna zajela 3 miejsce.Wszyscy
                                                    wtedy uwierzyli ze nie sa nieudacznikami,a ich kraj moze zaoferowac i zrobic cos
                                                    wiecej niz produkcja ziemniakow.Zakasali rekawy i wzieli sie do roboty.Efektow
                                                    chyba nie
                                                    musze przytaczac.pozdr
                                                  • Gość: kasandra Wspaniały krach się nam szykuje na rynkach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.07, 11:59
                                                    MFW ostrzega nie nadaremno.
    • Gość: abc Boom się skończył IP: *.gprspla.plusgsm.pl 15.10.07, 07:24
      "Rzeczpospolita"
      Koniec gorączki, mieszkania tanieją

      Aneta Gawrońska, Dorota Kaczyńska, Grażyna Błaszczak 15-10-2007

      W dużych miastach deweloperzy mają do sprzedania 20 tysięcy mieszkań w budowie.
      Kuszą obniżkami i promocjami
      – Takiej sytuacji już dawno na rynku nie było. Hossa definitywnie się skończyła.
      O kilkudziesięcioprocentowych zyskach osiąganych rocznie na mieszkaniach należy
      zapomnieć – podkreśla Maciej Dymkowski, dyrektor zarządzający firmy doradczej
      redNet Consulting.
      – Widać przegrzanie koniunktury w mieszkaniówce. Deweloperzy mają coraz większe
      problemy ze sprzedażą nowych inwestycji, a nieuzbrojone działki oferowane po
      niebotycznych cenach już się nie sprzedają – dodaje dr Bogusław Półtorak, główny
      ekonomista portalu finansowego Bankier.pl.
      Lokale czekają na chętnych, a klienci wcale się nie spieszą, by je kupować.
      Powód: w ciągu 2006 roku cena metra kwadratowego wzrosła nawet o kilkadziesiąt
      procent. Niektóre warszawskie czy krakowskie osiedla okazały się droższe niż
      porównywalne w Europie Zachodniej, gdzie zarobki są wyższe niż u nas.
      – W Warszawie czeka na klientów na rynku pierwotnym ok. 8,5 tys. lokali, we
      Wrocławiu – od 2,5 do 3 tys., w Krakowie – 2 tys., w Trójmieście – 2 tys., w
      Poznaniu – 1,5 tys., a w Łodzi – 1,6 tys. Natomiast w aglomeracji katowickiej
      nowych projektów dopiero przybędzie, bo od początku roku wydano tam 120 pozwoleń
      na budowę – wylicza Dymkowski.Tymczasem klienci nie są już skłonni kupować po
      zawyżonych cenach mieszkań na etapie dziury w ziemi. Dlatego w dużych miastach
      po wakacjach rozpoczęły się promocje, np. garaż za darmo, obniżka stawek za
      lokale w drugim etapie inwestycji z 9,5 do 8 – 9 tys. zł za mkw.– Zahamowanie
      wzrostu cen mieszkań w największych aglomeracjach to nie tylko chwilowa zadyszka
      – potwierdza Adam Henclewski, specjalista z firmy Henclewski Nieruchomości. –
      Korekta stawek okazała się trwalszym zjawiskiem.
      • Gość: barnaba Re: Boom się skończył IP: *.lodz.msk.pl 16.10.07, 14:11
        Boom się jeszcze nie skończył, skończyły się krociowe zyski deweloperów.

        Po prostu ceny wywindowano na poziom niedostępny dla Polaków.
        • Gość: biennale Re: Boom się skończył IP: *.toya.net.pl 16.10.07, 18:27
          bo tak naprawdę nawet nie zaistniał w sferze niskiej podaży, podkręcanego
          sztucznie popytu efektywnego i śrubowania niebotycznych cen.
          Teraz zaczną sie ludzkie dramaty związane z rosnącymi kosztami obsługi pieniądza.

          Winę za ten stan rzeczy ponosi władza samorządowa; brak przygotowania nowego
          planu miejscowego, próbę zrzucenia winy na ustawodawcę i ślepą wiarę w
          pojawienie się "business angels".
          Sprawdzi się teraz negatywny scenariusz skutków zaniechania.
          • Gość: barnaba Re: Boom się skończył IP: *.lodz.msk.pl 16.10.07, 19:05
            > Winę za ten stan rzeczy ponosi władza samorządowa; brak
            > przygotowania nowego planu miejscowego, próbę zrzucenia winy na
            > ustawodawcę i ślepą wiarę w pojawienie się "business angels".

            Nie tylko- swoje robi też uwiąd po 1989r. polskiego przemysłu budowlanego. W
            efekcie, gdy zwiększyła się ilość inwestycji okazało się, że brakuje wszystkiego
            od cementu i cegieł po buldożery i kafelki.

            Do tego doszła jeszcze emigracja bezrobotnych i kiepsko opłacanych jeszcze kilka
            lat temu budowlańców.

            W efekcie deweloperom szybko zaczęły rosnąć koszty, a ceny przerosły możliwości
            Polaków.
            • Gość: biennale Re: Boom się skończył IP: *.toya.net.pl 16.10.07, 19:12
              Wiara w deweloperów tez pozostaje ślepa.
              A gdzie system gospodarczy siłami własnymi i członków rodzin?
              Łódź przegrała piękne lata wzrostu gospodarczego i koniunktury światowej.
              Teraz to już tylko równia pochyła.
              • Gość: barnaba Re: Boom się skończył IP: *.lodz.msk.pl 16.10.07, 19:37
                > A gdzie system gospodarczy siłami własnymi i członków rodzin?

                Jak w III świecie: ja i szwagier postawimy sobie lepiankę...
                I narosło tych potworków po wsiach i miasteczkach przez ostatnie lata sporo.
                Wypadków przy pracy również było wiele.

                > Łódź przegrała piękne lata wzrostu gospodarczego i koniunktury
                > światowej.

                Do końca koniunktury w Polsce jeszcze daleko. Jeśli nowy rząd niczego nie
                spieprzy, skończy się ona najwcześniej koło roku 2020. :)
                Wtedy zaczną się kończyć fundusze unijne.

                > Teraz to już tylko równia pochyła.

                Irytujące i bezpodstawne czarnowidztwo.
                • Gość: biennale Re: Boom się skończył IP: *.toya.net.pl 16.10.07, 20:09
                  Oj, barnaba, widzę, że nie jestes w temacie. Znasz program "Habitat for
                  Humanity"? Zaczekaj więc z ośmieszaniem szwagra budującego ową lepiankę III świata.
                  Potworki architektoniczne wynikają z narzuconych drzewiej projektów.

                  Zapewniam Cię, że koniunktura ma charakter cykliczny. Żaden z modeli
                  ekonomicznych nie przewiduje 17 letniego nieprzerwanego rozwoju. Chyba, że
                  zaskoczysz mnie i przygwoździsz przykładami.
                  Finansowanie z funduszy unijnych trwa w okresie 7 lat. Rozumiem, że zakończenie
                  obecnego budżetu w 2013 i kolejny budżet 2014-2020 przyniosą efekt Polski jako
                  płatnika netto bu budżetu?
                  A porównanie nie jest wcale irytujące ani bezpodstawne. To rezultat analiz.
                  P.S. A tak w ogóle, lubię z Tobą pogawędzić na forum, barnabo!
                  • Gość: barnaba Re: Boom się skończył IP: *.lodz.msk.pl 16.10.07, 21:45
                    > Oj, barnaba, widzę, że nie jestes w temacie. Znasz program "Habitat
                    > for Humanity"? Zaczekaj więc z ośmieszaniem szwagra budującego ową
                    > lepiankę III świata.
                    > Potworki architektoniczne wynikają z narzuconych drzewiej
                    > projektów.

                    Nie tylko. Polska to nie żaden program "habitat for humanity" ale chłop budujący
                    chałupę przy pomocy szwagra i sąsiada. Projekt traktowany jest jak zbiór bardzo
                    ogólnych wskazówek.
                    BHP na takiej budowie to jedna wielka abstrakcja.

                    > Zapewniam Cię, że koniunktura ma charakter cykliczny. Żaden z
                    > modeli ekonomicznych nie przewiduje 17 letniego nieprzerwanego
                    > rozwoju. Chyba, że zaskoczysz mnie i przygwoździsz przykładami.

                    Ale mówimy o koniunkturze długoterminowej. Rok albo dwa lata zwolnienia wzrostu
                    nie robią tu wielkiej różnicy.
                    Wiesz, że ostatnie lata recesji w Polsce to początek lat 90? "Kryzys", który od
                    czasu do czasu się zdarzał był faktycznie tylko zwolnieniem wzrostu.

                    Podobną sytuację jak Polska obecnie miały kilkanaście lat temu Portugalia,
                    Hiszpania i Grecja. Recesji od wejścia do EWG w tych krajach nie zaobserwowano.
                    Mimo krachu azjatyckiego, rosyjskiego i jeszcze kilku.

                    > Finansowanie z funduszy unijnych trwa w okresie 7 lat. Rozumiem, że >
                    zakończenie obecnego budżetu w 2013 i kolejny budżet 2014-2020
                    > przyniosą efekt Polski jako płatnika netto bu budżetu?

                    Raczej nie (chyba, że do UE w tym czasie wejdą Ukraina, Macedonia i Białoruś),
                    ale już za budżet 2020-25 głowy bym nie dał.
                    • ioanides44 Re: Boom się skończył 18.10.07, 19:16
                      w Hiszpanii.
                      • Gość: ku przestrodze Boom się skończył IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.07, 12:00
                        Negatywne konsekwencje sytuacji na rynku nieruchomości w USA - spowolnienia sprzedaży, rosnących kłopotów ze spłatą kredytów, mniejszych inwestycji - mają trwalszy charakter i szersze oddziaływanie na gospodarkę. Powracać zaczyna jednocześnie obawa przed pojawieniem się podobnych problemów, jak w USA w innych częściach świata. Przypomniał o tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy, stwierdzający w swoim półrocznym raporcie, że przewartościowanie nieruchomości w Wielkiej Brytanii w niektórych przypadkach może okazać się znacznie większe niż w Ameryce.
                        • Gość: inside "Echo Miasta" potwierdza spadki cen mieszkań IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.07, 12:20
                          www.echomiasta.pl/index.php?option=com_content&task=view&city=lodz&id=6776&Itemid=42
    • Gość: bankier Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.07, 14:29
      Portal "Bankier" 5 listopada 2007 r.

      (...)Od wiosny 2007 r. ceny transakcyjne w polskich aglomeracjach spadają. Chore
      ceny mieszkań w głównych polskich miastach i tak już wyrzuciły za burtę dużą
      część studentów i innych młodych ludzi, którzy zarabiając 1-2 tys. miesięcznie
      mogą tylko pomarzyć o kredycie na mieszkanie za niemal pół miliona. Ci, którzy
      zarabiają wystarczająco dużo, by otrzymać 30-letni kredyt, powinni patrzeć na
      dalszy rozwój wypadków na nieruchomościach w USA i Wielkiej Brytanii. Każde
      uwiarygodnienie recesji (USA) lub nadchodzącego załamania cen domów (UK)
      przybliża opisany moment zmiany zbiorowego postrzegania nieruchomości jako
      „bezpiecznej” lokaty kapitału(...).
      • Gość: bankier Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.07, 15:51
        Czarne chmury nad rynkiem mieszkaniowym?
        Akcje debiutujących na warszawskiej giełdzie spółek deweloperskich, podobnie jak
        budowane przez nie mieszkania np. w Warszawie czy Krakowie, nie są już
        rozchwytywane jak jeszcze kilka miesięcy temu. Inwestorzy, którzy zapisali się
        na akcje spółki Ronson Europe po 5,75 zł za sztukę, raczej nie odkorkowali
        wczoraj szampanów. Debiut giełdowy tego dewelopera trudno uznać za udany -
        pierwszy dzień notowań zakończył na blisko 1-proc. minusie. Kiedy na początku
        czerwca na warszawską giełdę wchodził potentat na rynku mieszkaniowym J.W.
        Construction Holding chętnych na jego akcje było tak wielu, że zlecenia drobnych
        inwestorów zredukowano o przeszło 98 proc. W pierwszym dniu notowań cena akcji
        poszybowała w górę o ponad 12 proc. Niestety, tych, którzy trzy tygodnie później
        liczyli na podobny scenariusz przy okazji debiutu LC Corp, kolejnej spółki
        budującej mieszkania, czekał już zimny prysznic. Ostudziło to zapał inwestorów
        do kupowania akcji tego typu spółek.
        Źródło: Gazeta Prawna 2007-11-06
        • Gość: abc Sytuacja na rynku kredytowym NBP IP: *.gprspla.plusgsm.pl 07.11.07, 01:06
          www.nbp.pl/SystemFinansowy/kredytowy4_2007.pdf
          • biennale Rada Polityki Pieniężnej nie pozostaje dłużna 09.11.07, 12:55
            i zapowiada serię podwyżek stóp procentowych. Trzecią tego roku w listopadzie i
            3 kolejne w 2008 r.
            Zdaje się, że nazywa się to zmianą trendu na skłonność do oszczędzania, odbudową
            depozytów (patrz stanowisko PKO BP) i trudnym pieniądzem na rynkach finansowych.
            • Gość: prefix PKO BP także IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.07, 13:58
              Zła wiadomość dla kupujących domy
              2007-11-09 13:11

              Drożeją kredyty w największym polskim banku

              Spełnia się proroctwo ekspertów, wieszczących koniec ery masowych kredytów hipotecznych. Od przyszłego roku, by dostać w PKO BP wieloletni kredyt na 200 tys. zł, trzeba będzie zarabiać zdecydowanie powyżej średniej krajowej.

              Prezes banku Rafał Juszczak twierdzi, że raty kredytu w PKO BP muszą być w 2008 roku wyższe, bo wielkimi krokami nadchodzi kryzys i bank musi się jakoś zabezpieczyć. Co gorsza, Juszczak mówi, że za PKO BP pójdą inne banki i z czasem wszyscy będą mieli w ofercie tylko drogie kredyty.

              Wszystko przez kryzys na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie zapożyczali się na potęgę. Kupowali domy i mieszkania pod zastaw. Problem w tym, że banki rozdawały te pożyczki, nie zwracając uwagi, czy klienci są w stanie spłacić długi.

              Efekt jest taki, że wielu Amerykanów nie spłaca rat kredytu, banki ubożeją, a deweloperzy nie budują mieszkań. Ponieważ podobny scenariusz może czekać Polskę, banki nie chcą udzielać masowo tanich kredytów.

              Eksperci mówią, że sytuację dodatkowo komplikuje niepewna sytuacja gospodarcza. Chodzi o prognozowane spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce.

              Michał Pietrzak
              • Gość: index Ceny mieszkań spadać będą IP: *.gprspla.plusgsm.pl 14.11.07, 11:44
                dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,74237,4670318.html
                • Gość: index Re: Ceny mieszkań spadać będą IP: *.gprspla.plusgsm.pl 14.11.07, 14:47
                  Motorem wzrostu rynku kredytowego staje się kredyt konsumpcyjny związany ze
                  wzrostem zobowiązań gospodarstw domowych z tytułu zadłużenia na kartach
                  kredytowych, a także zadłużenia w rachunku bieżącym. Dług z tego tytułu
                  przekłada się na wzrost presji popytowej i w konsekwencji na wzrost inflacji.
                  Słabnąca dynamika nowych kredytów oznacza, że boom kredytowy mamy za sobą, a
                  jego wpływ na ceny będzie coraz słabszy.
                  • Gość: street Re: Ceny mieszkań spadać będą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.07, 11:56
                    Na rynku rośnie liczba nowych mieszkań. Kurczy się jednak grupa
                    osób, którą stać na ich zakup. Deweloperzy decydują się więc na
                    obniżki cen - "The Wall Street Journal Polska", dodatek ekonomiczny
                    do "Dziennika".

                    To już koniec z szaleńczym wzrostem cen mieszkań. Po ubiegłorocznych
                    podwyżkach sięgających niemal 70 proc. nie ma już śladu. Zdaniem
                    ekspertów na których powołuje się gazeta, w przyszłym roku możemy
                    się nawet spodziewać obniżek.

                    - Średnie ceny mieszkań deweloperskich spadną wówczas o 5 - 8 proc. -
                    mówi cytowany przez dziennik Mariusz Sochacki, szef Polskiej
                    Agencji Badawczej Budownictwa.

                    Jak to możliwe? Eksperci z którymi rozmawiała gazeta wskazują na dwa
                    powody. Pierwszy, ten rok będzie rekordowy pod względem liczby
                    oddanych mieszkań. Ich liczba przekroczy prawdopodobnie 47 tys., w
                    stosunku do 28 tys. oddanych w 2006 r. Pamiętać też należy, że w
                    2008 roku będzie ich jeszcze więcej.

                    Drugim powodem spadku cen mieszkań może być też zawężająca się
                    liczba osób mogących pozwolić sobie na kredyt.
                    • Gość: lenin Re: Ceny mieszkań spadać będą IP: *.grs-k0.g1.pl 19.11.07, 17:14
                      stracą spekulanci kupujący po kilka mieszkań na zapas ..by zarobić
                      kupę szmalu..mieszkanie stanie się teraz dobrem konsumpcyjnym...a
                      nie lokatą kapitału...czyli powrót do normalności:)..a spekulanci
                      niech zwrócą si do banku lub firm maklerskich jak nie wiedzą co z
                      nadwyżką kasy zrobić-jeśli takową wogóle posiadają...bo805
                      spekulacyjnych zakupów..odbywało się na zasadzie kredytu
                      hipotecznego..by w krtkim okresie zarobić od kilkunastu..do
                      kilkudziesięciu %:)
                      • Gość: imperatyw Rzucić na rynek tysiące dzaiłek pod zabudowę IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 19.11.07, 18:53
                        Banki centralne w krajach objętych kryzysem, pompując pieniądze do systemu
                        bankowego, kreują wartość dla akcjonariuszy, ponieważ nie dopuszczają do spadku
                        wartości akcji. Obniżają stopy procentowe mimo ryzyka inflacji, ponieważ nie
                        chcą dopuścić do spadku cen na rynku nieruchomości, które stanowią o rynkowej
                        wartości zabezpieczeń udzielonych kredytów hipotecznych. W obawie przed
                        uruchomieniem mechanizmu kryzysowego godzą się na wzrost inflacji.

                        Polska znajduje się w fazie ekspansji kredytów hipotecznych. Ceny nieruchomości
                        stanowią centralny element mechanizmu ekspansji kredytowej, a także mechanizmu
                        kryzysu. To gwałtowny spadek cen nieruchomości powoduje, że rynkowa wartość
                        zabezpieczeń kredytów hipotecznych staje się iluzoryczna, co stanowi bezpośredni
                        impuls do zamiany mechanizmu ekspansji kredytowej w mechanizm kryzysu. Spadające
                        ceny nieruchomości powodują z jednej strony spadek popytu na kredyt hipoteczny,
                        a z drugiej zaostrzenie polityki kredytowej banków. Następuje zmniejszenie
                        popytu na kredyt spowodowany restrykcyjną polityką kredytową. Jeśli dodatkowo w
                        okresie tym wzrośnie cena kredytu w wyniku np. wzrostu stóp procentowych lub
                        wzrostu ryzyka kursowego, wówczas mniejszy popyt na nieruchomości i spadek ich
                        cen stają się bardziej gwałtowne, co pogłębia trudności z opanowaniem kryzysu.
                        Nazbyt restrykcyjne regulacje lub działania mogą jednak spowodować załamanie
                        rynku wskutek gwałtownego spadku wartości zabezpieczeń i uruchomienia mechanizmu
                        kryzysowego. Obok głównych przyczyn wzrostu popytu na kredyt, podobnych jak w
                        UE, tzn. niskich stóp procentowych, liberalizacji polityki kredytowej i
                        oczekiwanego wzrostu cen na rynku nieruchomości, występują w Polsce inne
                        czynniki związane z niezaspokojonymi podstawowymi potrzebami mieszkaniowymi. Na
                        likwidację tego deficytu potrzeba ok. 12 – 15 lat. Jednocześnie cenę mieszkań
                        podbijają ograniczenia po stronie podaży wynikające z powodów administracyjnych:
                        brak planów przestrzennego zagospodarowania, uzbrojonych terenów, a także
                        długotrwałe procedury budowlane, które powodują, że załatwienie wszystkich
                        formalności potrzebnych do rozpoczęcia inwestycji zajmuje ponad rok. Bariery
                        ograniczające podaż na rynku nieruchomości wynikają również z braku polityki
                        imigracyjnej w warunkach dużej emigracji zarobkowej Polaków, która niwelowałaby
                        brak rąk do pracy. W rezultacie ruchy cen na polskim rynku nieruchomości
                        spowodowane są zmianami popytu wskutek taniego i łatwego kredytu i barierami po
                        stronie podaży, głównie o charakterze administracyjnym. Sprzyja to powstawaniu
                        bąbli spekulacyjnych. Dodatkowo coraz większą rolę odgrywa spekulacyjny popyt
                        zagraniczny.

                        Należy w Łodzi wszelkie odblokować bariery administracyjne. Należy odrolnić 43%
                        terenów w Łodzi. Nie powinny być kontynuowane rozdawnictwo publicznych pieniędzy
                        w sektor hybrydowy.

                        Najbardziej ryzykownym jest skala działań ograniczających wzrost cen
                        nieruchomości lub działania nazbyt restrykcyjne, które poprzez spadek cen
                        nieruchomości mogłyby uruchomić mechanizm kryzysowy.
                        • Gość: równoważnia Rzucić na rynek tysiące dzaiłek pod zabudowę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.07, 14:02
                          Wskaźnik wojewody i wskaźnik GUS - cenami równowagi.

                          3 106 zł 3 041 zł
                          • Gość: biennale TV Biznes IP: *.toya.net.pl 20.11.07, 19:43
                            Nastroje bankowców coraz gorsze

                            TV Biznes, 2007-11-20 16:58

                            Nastroje bankowców są coraz gorsze, perspektywy na przyszłość są słabe. Kończy
                            się boom na kredyty hipoteczne.
                            • biennale A dziś Raiffeisen Bank 21.11.07, 20:03
                              podał, że 1,5 mln kredytobiorców w Polsce ma problemy z regulowaniem zobowiązań
                              kredytowych.
                              • Gość: bankier OECD a kryzys kredytowy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.07, 15:59
                                Kryzys kredytowy: OECD mówi o 300 mld dol. strat

                                Straty związane z kryzysem kredytowym w USA mogą sięgnąć nawet 300 mld dol. -
                                oceniają ekonomiści Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w
                                opublikowanym właśnie raporcie.
                                Ostatnie dane ekonomiczne wskazują na dłuższą korektę - napisali w raporcie OECD.

                                Recesja w USA wydaje się teraz bardziej prawdopodobna niż wcześniej, zdaniem
                                niektórych obserwatorów - czytamy w raporcie organizacji. Ekonomiści OECD
                                oceniają, że ostatnia korekta na rynkach może być zwiastunem jeszcze dłuższego
                                okresu spadków.
                                • Gość: gość Ale tu mąąąąądre głowy - hhoohohoho. IP: *.pai.net.pl 23.11.07, 13:52
                                  Szkoda, ze same cytaty z gazet wszyscy zamieszczają!
                                  Może łatwiej by było pochwalić się:... a ja czytałem tu..., a ja
                                  czytałem tam.... zamiast wkładać w swoje usta cytaty z tematycznych
                                  pism!
                                  • Gość: ale ! przynajmniej nie są to pustosłowia IP: *.adsl.inetia.pl 23.11.07, 19:17
                                    ja tam wolę mieć wiedzę opartą o dowody, jakimi są prasowe informacje
                                  • wstronejasna Re: Ale tu mąąąąądre głowy - hhoohohoho. 23.11.07, 21:52
                                    gość bardzo boleje, że ceny mieszkań spadają i spadać będą.
                                    gość pojęcia nie ma czym jest hazard moralny.
                                    gość pisze bo ma do tego prawo. Niech pisze byle z sensem.
                                    • Gość: gość wstronejasna nie rozumie słowa pisanego? IP: *.pai.net.pl 26.11.07, 17:15
                                      Gosc nie boleje jego stosunek jest ambiwalentny - to sa fakty, ceny
                                      spadaja.
                                      Chodzi o to, ze ludzie nie fatyguja sie aby cos od siebie napisac
                                      tylko wklejaja cały artykuł. Nie zawsze chce sie czytac te wypasione
                                      w kilkanascie, kilkadziesiat wersow artykuły. Zamiast tego mogliby
                                      kilka slow od siebie napisac a na ich poparcie link.
                                      Upraszczac zycie - to mial gosc na mysli.
                                      • Gość: Gość Re: wstronejasna nie rozumie słowa pisanego? IP: *.toya.net.pl 28.11.07, 09:53
                                        OK :-)

                                        Mówiłem że tak będzie ale się ze mnie śmiali...
                                        A teraz co? Te niby wykupione na pniu lofty w ogóle się nie
                                        sprzedają, ich ceny spadają z dnia na dzień. Swoją drogą to śmieszą
                                        mnie w tej sytuacji niektóre ogłoszenia z wielkiej płyty po 5-6k za
                                        metr :)))
                                        lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/793619.html
                                        Cóż inwestorzy się przeliczyli, ciekawe kto teraz zapłaci brakujące
                                        90% ceny?
                                        • wstronejasna wstronejasna rozumie słowo pisane 02.12.07, 19:55
                                          i dlatego też uważnie czyta co wątek sobą niesie i wnioski wyciąga.
                                          • biennale I tak skończył sie nam boom mieszkaniowy 06.12.07, 21:04
                                            Pora na przemyślenia i wyciąganie wniosków. Jednak coś przegraliśmy i daliśmy
                                            się urzec zaklęciom aniołów biznesu.
                                            • Gość: income Kredytowa czarna wizja hipoteczna IP: *.toya.net.pl 10.12.07, 08:20
                                              Puls Biznesu

                                              www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=3e0217aa-f2f7-4ea9-ad42-6a6db80627aa
                                              • Gość: wizja Cemy mieszkań lecą w dół! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.07, 11:21
                                                Miałeś nosa rok temu.

                                                finanse.wp.pl/kat,69476,wid,9486596,raportwiadomosc.html?rfbawp=1197624678.148&ticaid=14feb&rfbawp=1197627476.002
                                                • Gość: czytając Czy grozi nam krach na rynku mieszkaniowym? IP: *.toya.net.pl 17.12.07, 09:33
                                                  dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73497,4762712.html
                                                  • Gość: future Depopulacja i wyludnienie miasta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.07, 11:50
                                                    www.stat.gov.pl/gus/45_648_PLK_HTML.htm
                                                  • Gość: market popyt słabnie IP: *.gprspla.plusgsm.pl 14.01.08, 19:36
                                                    REAS podaje, że w Warszawie do sprzedaży zostało 10 proc. lokali, w innych
                                                    miastach nieco więcej: w Trójmieście i Łodzi – 20 proc., a w Poznaniu, Krakowie
                                                    i we Wrocławiu – ok. 30 proc.
                                                    "Rzeczpospolita"
                                                  • Gość: alonso Bo nie ma popytu na kiepskie mieszkania IP: *.toya.net.pl 14.01.08, 22:15
                                                    a takie rowniez sa projektowane i budowane.W Dublinie po 9 leniej
                                                    hossie ceny spadaja-u nas za 6 lat bedzie podobnie.W tym momencie
                                                    jest tam 10 tys meszkan nie sprzedanych.
                                                    Nieruchomosci beda zawsze rosly,od czasu do czasu ceny beda
                                                    niwelowane przez spadki(korekte)-lecz beda to obnizki po dluzszych
                                                    wzrostach.Wiec w porownaniu do bazy-kupna,po kilku latch zadne
                                                    wahniecia cen nie sa straszne.
                                                    mozna zec-kto nie kupi mieszkania w ciagu najblizszych 2 lat - ten
                                                    przegra zycie
                                                  • citoyen Nareszcie odrolnienie gruntów! 16.01.08, 07:26
                                                    W granicach miast polskich.

                                                    Pisałem o tym przed rokiem stawiałem jako warunek do postawienia kwestii
                                                    mieszkaniowej na nogi i nadania jej wymiaru ogólnospołecznego. Powszechna
                                                    dostępność do mieszkania staje się realna.
                                                    Jeśli w ślad za tym pójdzie zniesienie uciążliwych procedur uzyskiwania
                                                    pozwoleń na budowę to mamy szansę na powstanie setek miniprzedsiębiorstw
                                                    budowlanych, setek mini zrzeszeń i małych spółdzielni mieszkaniowych. Złamany
                                                    zostanie monopol dużych firm deweloperskich stosujących dyktat cenowy i
                                                    balansujący na krawędzi odpowiedzialności ekonomicznej i technicznej.
                                                    Skończy się też dyktat urzędniczy, a cena za metr powierzchni użytkowej powróci
                                                    w granice 3 000 zł. Taką zresztą cenę potwierdza Główny Urząd Statystyczny.
                                                    Nie ukrywam, że bardzo się cieszę z tego powodu.

                                                    Pozdrawiam serdecznie
    • Gość: gosc Ceny nieruchomości muszą spaść IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 20:04
      Powoli pęka bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, a wraz z nią
      pada mit o tym, że mieszkania w Polsce są zbyt tanie i muszą dogonić
      ceny zachodnioeuropejskie.

      Pani Aneta z Warszawy już od dłuższego czasu bezskutecznie próbuje
      sprzedać mieszkanie. Wystawiła je na sprzedaż rok temu –
      nieodnowione i zaniedbane, a mimo to raz na tydzień ktoś
      przychodził, aby je obejrzeć. Obecnie to samo mieszkanie – już po
      generalnym remoncie, nie przyciąga takiej uwagi jak wcześniej. I to
      pomimo, że wystawione jest po tej samej cenie.

      Na Zachodzie taniej

      Powoli pęka bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, a wraz z nią
      pada mit o tym, że mieszkania w Polsce są zbyt tanie i muszą dogonić
      ceny zachodnioeuropejskie. Dlaczego mit? Ceny u nas są wyższe od
      tych w Zachodniej Europie. Przeciętne mieszkanie w Berlinie można
      kupić taniej niż w Warszawie. Podobnie jest np. we Wrocławiu, gdzie
      średnio metr kosztuje więcej niż w porównywalnym Dortmundzie w
      Niemczech lub Glasgow w Szkocji. Podczas gdy cena metra kwadratowego
      we Wrocławiu to ok. 2100 euro, to w Dortmundzie jest to już 1500
      euro. Idąc dalej jest jeszcze taniej. Piękne mieszkania w ciepłej
      Portugalii i Hiszpanii można kupić już za 1000 – 1100 euro za metr
      kwadratowy.

      Rynek wyraźnie przystopował

      Już chyba tylko ci Polacy, którzy żyją w mylnym przeświadczeniu, że
      u nas nadal jest taniej niż u naszych zachodnich sąsiadów sądzą, że
      ceny jeszcze wzrosną. Obecnie widać wyraźnie, że rynek nieruchomości
      przystopował. W tej chwili, chcąc szybko sprzedać mieszkanie, trzeba
      zdecydować się na znaczne zejście z ceny. Inwestycje w nieruchomości
      mają to do siebie, że odznaczają się niską płynnością. Cykl
      koniunkturalny trwa tu nieporównanie dłużej niż na innych rynkach.
      Zatem jeśli po trzech latach wzrostu mieszkań dotknęliśmy
      wyhamowania, to z dużym prawdopodobieństwem oznacza to spadek cen w
      ciągu następnych kilkunastu miesięcy.

      Rynek musi się dostosować

      Oczywiście na rynek mogą wpłynąć jeszcze czynniki stymulujące
      wzrost. Po ostatnich spadkach na giełdzie wielu inwestorów szuka
      innej lokaty dla swoich oszczędności. Wielu z nich może zdecydować
      się na zakup nieruchomości, po okazyjnych według nich, cenach.

      Może to nieco podnieść ceny mieszkań, ale nie zmienia podstawowego
      faktu: polskie mieszkania są przewartościowane! Dojść do takiego
      wniosku można łatwo, gdy się porówna sytuację na Zachodzie i u nas.
      Tam za przeciętną pensję można kupić znacznie większą powierzchnię
      nieruchomości. A mimo to ceny są tam często niższe niż u nas. Tak
      więc mieszkaniec Zachodu, zarabiający 2–3 razy więcej od
      przeciętnego Polaka, płaci za swoje mieszkanie mniej. Doprawdy
      trzeba mieć dużo samozaparcia, by nadal twierdzić, że mieszkania
      będą drożeć...

      Rośnie podaż

      Oczywiście obrońcy tezy o zbliżającej się drugiej fali wzrostu cen
      wyciągną swój koronny argument. Mianowicie, że w Polsce nadal
      brakuje trzech milionów mieszkań, a w dorosłe życie wchodzi wyż
      demograficzny. Ten argument jednak łatwo obalić. Po pierwsze przed
      2004 r. też brakowało mieszkań, a jednak nie drożały. Po drugie,
      brak trzech mln mieszkań nie oznacza, że ogromny popyt nie znajduje
      ujścia w podaży. Popyt bowiem kształtuje nie tyle chęć zakupu, co
      możliwość jego dokonania.

      A ta, w dobie drożejących kredytów i znacznego wzrostu cen, znacznie
      spadła w porównaniu z rokiem 2004. Do tego dochodzi jeszcze fakt
      rosnącej podaży. Lata 2004 – 2007 był to okres żniw dla firm
      deweloperskich, które rosnące zyski z budowy domów przeznaczają na
      nowe projekty. Według danych GUS ilość oddanych mieszkań w 2008 r.
      znacznie wzrośnie w porównaniu z la- tami poprzednimi, a w 2009 r.
      ma być większa o kolejne kilkadziesiąt procent.

      Nie liczmy na wyż

      Na koniec wypada obalić wpływ wyżu demograficznego. Obecny wyż
      demograficzny w sporej części siedzi w Londynie, lub Dublinie i w
      większości ani myśli wracać do Polski. Ci, którzy wyjechali, by
      zarobić na własne M3 zastanawiają się nad sensem powrotu, skoro
      nasze ceny dogoniły, a nawet przegoniły ceny w bogatych krajach
      Zachodu. Nie ma, co się dalej oszukiwać. Nie jest pytaniem czy, ale
      kiedy dojdzie do spadku cen.

      Artur Skoneczko

      finanse.wp.pl/kat,69476,wid,9595268,raportwiadomosc.html?rfbawp=1201287085.183

      • Gość: alonso wiekszych bzdur nie czytalem IP: *.toya.net.pl 25.01.08, 22:26
        "Ceny u nas są wyższe od
        tych w Zachodniej Europie. Przeciętne mieszkanie w Berlinie można
        kupić taniej niż w Warszawie. Podobnie jest np. we Wrocławiu, gdzie
        średnio metr kosztuje więcej niż w porównywalnym Dortmundzie w
        Niemczech lub Glasgow w Szkocji".
        To jest stek bzdur.Mieszkałem 4 lata w Dublinie,mam znajomych w
        wielu krajach-Hiszpania,GB,Szkocja itd.Ceny nieruchomosci w Dublinie
        przewyzszaja Warszawskie znacznie,sadze ze przez nastepne kilka lat
        nasza stolica nie dogonni cenowo ani Dublina tym bardziej Londynu.
        Teraz na tych rynkach panuje korekta po 13 latach ciaglych
        wzrostow,wiec tylko ona jest w stanie zminimalizowac roznice.
        Przyklad?-3 bedroom apartment-penthouse max 105 m2 w peryferyjnej
        dzielnicy Dublina 1.5mln euro.Jest to apartament w komleksie okolo
        450 mieszkan 4 lub 5 pietro czesciowo z widokiem na dziedziniec i
        inne mieszkania.Cena domu daleko od centrum 90m2 380-420tys euro
        Porownania do Berlina to pomylka i jakis shiz-w tym miescie nikt nie
        chce mieszkac wiec nieruchomosci sa tanie-w czesci wschodniej miasta
        gdzie jest super niebezpiecznie jest jeszcze taniej.
        W Polsce owszem ceny dogonily zachodnie, ale za taka sama sume mozna
        kupic luksusowe duze mieszkanie lub dom a nie zwylka klite z karton
        gipsu. Wiec dajcie juz spokoj z tymi groznymi przepowiedniami.
        Nie daliscie rady kupic nieruchomosci i zarobic,trudno nie jestescie
        pierwszymi ani ostatnimi.
        • Gość: gosc ale z ciebie leń alonso vel pandur IP: *.adsl.inetia.pl 26.01.08, 12:54
          biznes.onet.pl/1,12,8,39680778,107888284,4475063,0,forum2.html
          • Gość: alonso Re: ale z ciebie leń alonso vel pandur IP: *.toya.net.pl 26.01.08, 16:33
            No jestem-przepraszam cie za to bardzo.
            • Gość: munnari Ale to i tak oznacza kres marzeń IP: *.toya.net.pl 26.01.08, 16:58
              Marzenia o Nowym Manhattanie w wydaniu ŚSM.
              Marzenia o "Copernicusie".
              Przezacne lofty,
              i wszelkie inne megainwestycje mieszkaniowe należałoby podzielić przez 3.
      • Gość: deVille Pęka mieszkaniowa bańka IP: *.gprs.plus.pl 25.01.08, 22:36
        W największych miastach zacznie przybywać tańszych mieszkań -
        pisze "Gazeta Wyborcza".

        Skąd przewidywane spadki cen mieszań? Specjaliści oceniają, że wiele
        osób wstrzymało się z zakupem nowego lokum w oczekiwaniu na niższe
        ceny. Z rynku zniknęli także nabywcy spekulacyjni.

        Analitycy firmy Reas oceniają nową te zmany jako powrót do
        normalności - pisze "Wyborcza". Jak mówią, nienormalna była
        sytuacja, kiedy mieszkania były wyprzedanie jeszcze zanim je
        wybudowano. "Teraz sprzedaż może potrwać nawet trzy lata od
        rozpoczęcia budowy"- mówią specjaliści.

        "W najbliższym okresie deweloperzy będą także dostosowywać oferty do
        swoich klientów" - czytamy w gazecie. Wzrośnie zatem podaż mieszkań
        tam, gdzie ziemia jest tańsza, a więc na obrzeżach większych miast.
        Spadnie zatem średnia cena mieszkań - oceniają analitycy, jednak
        dodają, że na tańsze mieszkania w centrach miast nie ma co liczyć.

        dom.money.pl/wiadomosci/artykul/peka;mieszkaniowa;banka,183,0,314295.html#
        • Gość: let Pryskają mity IP: *.toya.net.pl 26.01.08, 22:10
          o nieuchronności trwania boomu.
          Opinie o stabilizacji cen to tylko zaklinanie deszczu.
        • Gość: wPolu Re: Pęka mieszkaniowa bańka IP: *.adsl.inetia.pl 29.01.08, 19:20
          do niby dla kogo te mieszkania deweloperzy mają budowac jak została
          tylko gównażeria , rento-emerycja i niedojdy życiowe


          • Gość: proces narasta Re: Pęka mieszkaniowa bańka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.08, 14:34
            Na rynku panuje niepewność. To definitywny koniec hossy na rynku mieszkaniowym,
            załamanie i bankructwa deweloperów. Korekta jest nieunikniona w miastach, w
            których doszło do „przegrzania" rynku.
            • Gość: proces narasta Re: Pęka mieszkaniowa bańka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.08, 14:41
              Rynek łódzki jest bardzo płytki, dlatego dość silnie reaguje na zmiany podaży.
              Największe niedopasowanie występuje w strukturze popytu i podaży - większość
              ofert kierowana jest do klientów inwestycyjnych polskich i zagranicznych.
              Dramatycznie brakuje mieszkań dostosowanych do potrzeb i możliwości mieszkańców
              Łodzi. Główną winą jest celowa działalność władzy samorządowej (brak planu
              zagospodarowania przestrzennego) i ślepa wiara w działalność firm deweloperskich.
              Firmy kompletnie nie trafiły w głęboko zróżnicowany rynek łódzki i uległy magii
              propagandowego rozkwitu miasta w oparciu o napływ inwestycji zagranicznych.
              Zaprzepaszczono dobrą koniunkturę, która odchodzi już w przeszłość.
              • Gość: prix Spadające ceny mieszkań IP: *.toya.net.pl 20.02.08, 14:20
                Komunikat Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego
                z dnia 20 lutego 2008 r. w sprawie ceny 1m2 powierzchni użytkowej budynku
                mieszkalnego za IV kwartał 2007 r.

                Na podstawie art. 3b ust. 4 ustawy z dnia 30 listopada 1995 r. o pomocy państwa
                w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, udzielaniu premii gwarancyjnych
                oraz refundacji bankom wypłaconych premii gwarancyjnych (Dz. U. z 2003 r. Nr
                119, poz. 1115, z późn. zm.[1]) ogłasza się, że cena 1m2 powierzchni użytkowej
                budynku mieszkalnego za IV kwartał 2007 r.
                wyniosła 2890 zł.
                • Gość: prix Spadające ceny mieszkań w pękającej bańce IP: *.toya.net.pl 24.02.08, 20:03
                  Poważny spadek cen na "napompowanym" rynku nieruchomości?

                  Banki nie chcą już kredytować zbyt drogich mieszkań, a biura nieruchomości nie
                  przyjmują zbyt drogich ofert. To wyraźny sygnał, że w 2008 r. czeka nas nie
                  stabilizacja, lecz poważny spadek cen na wciąż "napompowanym" rynku nieruchomości.
                  Pozornie wszystko jest po staremu - względna równowaga. Z danych portalu
                  Oferty.net wynika, że za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie sprzedający
                  żądają średnio 9,556 zł, o 0,5 proc. więcej niż miesiąc temu. W Krakowie 8,248
                  zł (plus 2,4 proc.), w Poznaniu 6,278 zł (plus 0,2 proc.), tylko w Łodzi jest
                  taniej o,3 proc. (4,760 zł).
                  Mimo że obroty biur nieruchomości spadły aż o 70 proc. w porównaniu z przełomem
                  lat 2006 i 2007, ich klienci coraz częściej odprawiani są z kwitkiem.
                  Właściciele mieszkań i domów słyszą: albo pan opuści cenę, albo szkoda naszej
                  fatygi i tak nabywca nie dostanie kredytu na tak dużą kwotę.

                  - Sprzedający ciągle żyją przeszłością, nie chcą opuszczać cen. Część kupujących
                  nie ma rozeznania w rynku i godzi się na postawione warunki. Banki jednak
                  wiedzą, że mamy korektę. Nieruchomości nie są już tyle warte, co trzy miesiące
                  temu i że za trzy miesiące będą warte jeszcze mniej - mówi Michał Macierzyński,
                  ekspert portalu Bankier.pl.

                  Jak tłumaczy, coraz mniej banków skłonnych jest pożyczyć 500 tys. zł na
                  nieruchomość, która lada chwila może kosztować 400 tys. zł. Mieszkanie jest
                  bowiem zabezpieczeniem, na wypadek gdyby klient nie spłacił pożyczki. Dlatego
                  banki zaczynają zaniżać wartości nieruchomości i, co za tym idzie, kwoty
                  udzielanych kredytów.

                  Macierzyński podkreśla, że z tego samego powodu skończyło się udzielanie
                  kredytów nawet do 130 proc. wartości mieszkania. Na to instytucje finansowe
                  mogły sobie pozwolić tylko wtedy, gdy ceny nieruchomości szły z miesiąca na
                  miesiąc średnio o 10 proc. do góry.

                  Dla przykładu, w Łodzi, gdzie średnie ofertowe ceny wciąż utrzymują się na
                  poziomie 4,7 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania, rzeczoznawcy wyceniają
                  przeciętnie lokale na 3,8 do 4,3 tys. zł, a więc 10-20 proc. mniej. W rezultacie
                  sprzedający staje przed alternatywą: albo sprzeda taniej, albo będzie tygodniami
                  czekał na kolejnego kupca. Coraz więcej osób wybiera to pierwsze rozwiązanie.
                  Dlatego, obok ostrożnych prognoz zapowiadających stabilizację, pojawiają się też
                  opinie specjalistów rynku przewidujące, iż wiosną może dojść do krachu i spadku
                  cen niektórych lokali nawet o 30 proc.

                  - Problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokiego kredytu są głównie w tych bankach,
                  które obligatoryjnie żądają wyceny rzeczoznawcy - wyjaśnia Krzysztof Iwan, szef
                  łódzkiego oddziału Goldenegg, firmy doradzającej w inwestycjach.

                  - Biegli sporządzają operaty szacunkowe na podstawie aktów notarialnych
                  sporządzanych w ostatnim czasie w okolicy. Powszechną zaś praktyką jest
                  zaniżanie w tych dokumentach wartości mieszkań, by zaoszczędzić nieco na
                  podatkach - mówi Iwan.

                  W opinii ekspertów, za banki łagodnie podchodzące do wyceny nieruchomości
                  uchodzą m.in. MultiBank, Lukas, Nordea czy Dom Bank. Po środku stawki lokuje się
                  Pekao SA. Opinię najbardziej restrykcyjnych mają niezmiennie Millenium, PKO BP,
                  GE Bank.

                  Jakub Królikowski, specjalista ds. kredytów hipotecznych w MultiBanku, mówi, że
                  w przypadku mieszkań praktycznie się nie zdarza, by bank kwestionował ustaloną
                  cenę. Przyznaje natomiast, że jeśli chodzi o działki i domy, w 20-30 proc.
                  przypadków ceny te są podważane, a ewentualne kredyty opiewają na niższe kwoty.

                  - Chronimy w ten sposób nie tylko siebie, ale tak-że klienta. Często jest tak,
                  że nie zna się on na nieruchomościach, nie wie, że przepłaca - mówi Krzysztof Iwan.

                  4700 zł - chcą sprzedający za 1 mkw. mieszkania w Łodzi. Banki wyceniają metr na
                  4300 zł

                  30 proc. - mogą stracić na wartości najmniej atrakcyjne mieszkania w blokach

                  POLSKA Gazeta Opolska
                  Piotr Brzózka
                  • Gość: lot Spadające ceny Domy czekają na ludzi IP: *.toya.net.pl 28.02.08, 07:41
                    a podobno rynek miał się stabilizować...

                    www.rp.pl/artykul/99247.html
                    • Gość: w realu Spadające ceny Domy czekają na ludzi IP: *.toya.net.pl 02.03.08, 06:49
                      media.reas.pl/notatka_91817.html?rss=true
                      • Gość: w realu Koniec mieszkaniowego szaleństwa IP: *.toya.net.pl 03.03.08, 07:19
                        news.money.pl/artykul/jak;zmienia;sie;ceny;mieszkan;w;2008;roku,1,0,324865.html
                        • Gość: money Fakty nie kłamią IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.08, 16:46
                          Gwałtownie spadła sprzedaż kredytów hipotecznych

                          www.money.pl/banki/raporty/artykul/gwaltownie;spadla;sprzedaz;kredytow;hipotecznych,55,0,326711.html
                          • Gość: money To już koniec boomu IP: *.toya.net.pl 12.03.08, 07:15
                            dom.money.pl/wiadomosci/artykul/polskie;nieruchomosci;drozaly;najszybciej,140,0,327564.html
                            • Gość: suplement Początek ciężkich czasów IP: *.toya.net.pl 25.03.08, 07:51
                              Interesującą analizę przedstawiła "Rzeczpospolita" w dniu 25 marca 2008 r.

                              – Pewne mechanizmy, które nakręcały bańki spekulacyjne na zagranicznych rynkach
                              nieruchomości, a później doprowadzały do zahamowania ich rozwoju, można
                              zaobserwować także u nas. Problemy na rynku nieruchomości dotknęły nie tylko
                              USA, ale też Wielką Brytanię, Hiszpanię, Portugalię i wiele innych krajów. Czy
                              Polska jest o krok od załamania na rynku mieszkaniowym? Czy sytuacja w USA,
                              Wielkiej Brytanii albo w Hiszpanii może się powtórzyć w naszym kraju? Spójrzmy,
                              jaki był scenariusz załamania rynków.

                              www.rp.pl/artykul/111252.html
                              • Gość: 9 fala Słowo na k... krach! IP: *.gprs.plus.pl 05.04.08, 16:02
                                Powiedzmy to sobie szczerze. W tym roku czeka nas krach na rynku nieruchomości.
                                • madox44 Re: Słowo na k... krach! 09.04.08, 19:45
                                  tu i ówdzie piszą, mówią o tym na k., ale jednocześnie zaklinają ,
                                  że Polskę wszystko co złe ominie.
                                  Cóż za piekny kraj !
                                  • Gość: stan To nieprawda, że mieszkania tanieją IP: *.toya.net.pl 23.04.08, 18:13
                                    Mamy na szczęście stabilizację!

                                    biznes.onet.pl/0,1735861,wiadomosci.html
                                    • Gość: agitare Między fikcją a realnością IP: 212.2.99.* 22.05.08, 20:29
                                      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33209,5234481.html
                                  • madox44 Krach nieruchomościowy. Czy trzeba się bać? 20.06.08, 20:18
                                    Spadają ceny mieszkań i domów. Raty kredytów duszą właścicieli
                                    nowych, nagle tracących na wartości mieszkań. Spadają zyski firm
                                    budowlanych, indeksy giełdowe, za tym idzie recesja i wzrost
                                    bezrobocia. Taki dramat spotkał niedawno USA i Hiszpanię - dwa
                                    kraje, które uwierzyły, że dobra koniunktura na mieszkania może
                                    trwać wiecznie. Właśnie okazało się, że po raz pierwszy od lat w
                                    Polsce rośnie liczba bankructw firm budowlanych. Czy to początek
                                    domina i powtórka czarnego scenariusza w Polsce?

                                    - Wczoraj dostałam pismo z banku. Piszą po prostu, że mój dom idzie
                                    na licytację - raty urosły tak mocno, że nie mam wyboru - takie
                                    opowieści jak ta, której Pamela Dorsey, mieszkanka miasteczka
                                    Inglewood w Kalifornii przedstawiła radiu BBC, nie są w USA rzadkim
                                    przypadkiem. "Największy kryzys jaki pamiętają żyjący" - czyli
                                    amerykańskie problemy z "subprime mortgage" i spadkiem wartości
                                    nieruchomości, dotknęły już miliony ludzi. Czy Polacy mogą
                                    doświadczyć podobnej traumy?

                                    W XXI wiek Amerykanie wchodzili z optymizmem. Alan Greenspan,
                                    ówczesny szef banku centralnego FED, obniżał stopy procentowe,
                                    taniały więc pożyczki, a wraz z nimi, w zadziwiającym tempie, rosła
                                    zdolność kredytowa amerykańskich rodzin. Niezależnie od dochodów
                                    zawsze znajdował się jakiś pożyczkodawca, skłonny podać pomocną
                                    dłoń. Już prawie każdego było stać na własny, wymarzony biały domek
                                    na przedmieściach.

                                    Co się stało w Ameryce?

                                    Na przykład pracowników sezonowych Alberto i Rosy Ramirezów z
                                    Kalifornii, których szeroko opisywany przez media przypadek stał się
                                    symbolem krachu na rynku nieruchomości. Para zarabiając na zbieraniu
                                    truskawek 300 dolarów tygodniowo, uzyskała wspólnie z drugą rodziną
                                    o podobnych dochodach pożyczkę o wartości 720 tys. dolarów na dom z
                                    czterema sypialniami i dwiema łazienkami. Tymczasem roczne dochody
                                    pana Ramireza, na którego został udzielony kredyt, wynosiły tylko 15
                                    tys. dolarów! Z grubsza biorąc oznacza, że umowę pożyczki na
                                    apartament za 1,6 mln złotych podpisał Kowalski zarabiający niecałe
                                    3 tys. złotych miesięcznie.

                                    Kiedy Ramirezowie wprowadzili się do nowego domu raty kredytu, który
                                    miał wynieść 4,8 tys. dolarów na dwie rodziny, skoczyły od razu do
                                    5,3 tys. dolarów. Agent nieruchomości zapewniał ich, że mimo niskich
                                    dochodów, dzięki refinansowaniu pożyczki będą w stanie spłacać
                                    raty. - Czasami nie dojadaliśmy - mówiła Rosa Ramirez portalowi
                                    SFGate. Okazało się, że ani nowe pożyczki, ani praca na kilka zmian,
                                    nie wystarczały na rosnące raty kredytu. Rodzina Ramirezów przestała
                                    płacić, a prośby o renegocjowanie warunków pożyczki spotykały się z
                                    chłodną odmową tych samych firm, które wcześniej tak gorąco
                                    zachęcały do kupna domu. Wkrótce komornik zajął nieruchomość.

                                    Teraz co miesiąc, wobec grubo ponad 200 tysięcy domów w USA,
                                    wszczynana jest egzekucja komornicza. Niegdyś wygodne, tętniące
                                    życiem przedmieścia zamieniają się w najlepszym razie w pustynie.
                                    Częściej jednak w slumsy.

                                    Rozbite okna, zarastające trawniki, niszczejące i opuszczone domy -
                                    obrazki dotychczas oglądane tylko w filmach katastroficznych, to
                                    nowa twarz przedmieść. W podmiejskim Lee County na Florydzie, gdzie
                                    już jedna czwarta domów stoi pusta, rozbojów jest prawie o 60 proc.
                                    więcej, włamań o 35 proc.

                                    Problemy ze ściągnięciem należności od szerokiej rzeszy
                                    pożyczkobiorców potężnie zachwiały finansami takich gigantów jak
                                    CitiBank, który na kredytach "subprime" stracił prawdopodobnie od 8
                                    do 11 miliardów dolarów.

                                    W USA na kryzys wywołany nieodpowiedzialnymi decyzjami kredytowymi
                                    instytucji finansowych nałożyła się fala drożyzny wywołana wysokimi
                                    cenami ropy naftowej. Firmy nie mogą sprzedać domów. To może
                                    doprowadzić do fali bankructw, nie tylko samych deweloperów, ale
                                    ściśle ze sobą powiązanych firm branży budowlanej, czyli np.
                                    przedsiębiorstw produkujących materiały budowlane i wyposażenie
                                    domów. Pracę tracą robotnicy, handlowcy i pośrednicy nieruchomości.
                                    Bezrobocie w USA wzrosło w maju do 5,5 proc. - to aż o pół procenta
                                    więcej niż w kwietniu. Jest to największy jednorazowy skok
                                    bezrobocia od ponad dwudziestu lat.

                                    Hiszpańskie memento

                                    Zdawałoby się, że statecznej Europie nie grozi szaleństwo na podobną
                                    skalę. Ale spójrzmy na Hiszpanię. Przez 14 lat należała do
                                    najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie. Budowano tam co
                                    roku więcej mieszkań niż w Niemczech i Włoszech razem wziętych. Ten
                                    wzrost Hiszpanie zawdzięczali m.in. Niemcom i Brytyjczykom, których
                                    porwała wizja własnego domku pod gorącym hiszpańskim słońcem.

                                    Hiszpanie pławili się w efektach gospodarczej prosperity aż do
                                    ubiegłego roku, kiedy po 14 latach wzrostu cen nieruchomości bańka w
                                    końcu pękła. Od razu w górę ruszyła inflacja, a bezrobocie wzrosło o
                                    2,3 procenta w ciągu zaledwie jednego miesiąca, kiedy pracę straciły
                                    dziesiątki tysięcy pracowników firm budowlanych i współpracujących z
                                    nimi producentów i usługodawców.

                                    Spadek cen nieruchomości dotkliwie uderzył po kieszeni ludzi, którzy
                                    wierzyli, że wzrost gospodarczy będzie trwał wiecznie. Teraz nie
                                    mogą ani sprzedać, ani spłacić przewartościowanych nieruchomości, bo
                                    rynkowa cena kupionej na kredyt nieruchomości spadła poniżej
                                    wartości zaciągniętej pożyczki. Kredytobiorca nie może uwolnić się
                                    od długu nawet sprzedając posiadane mieszkanie lub dom.

                                    Akcje hiszpańskiego dewelopera Astroc poleciały w dół aż o 60 proc.
                                    Właściciel firmy Enrique Banuelos, który miał stać się hiszpańskim
                                    Abramowiczem, z dnia na dzień wyleciał z listy multimiliarderów
                                    miesięcznika Forbes. "Kraj ma za dużo nieruchomości, domy są ponad
                                    miarę zadłużone, a deweloperzy wciąż budują" - tak analitycy z
                                    Lombard Street Research opisali hiszpańską bańkę.

                                    Czy tak może być w Polsce?

                                    W przebiegu kryzysu nieruchomościowego można wymienić kilka typowych
                                    elementów. Najpierw stagnacja i obniżki cen mieszkań i domów.
                                    Później można się spodziewać reakcji giełdy. Firmy budowlane są
                                    raczej obowiązkowym walorem w portfelach inwestorów giełdowych, więc
                                    prawie wszyscy tracą. Kłopoty firm budowlanych oznaczają zwolnienia.
                                    Osoby, które kupiły mieszkania w szczycie "szału zakupów" tracą
                                    nawet połowę zainwestowanych pieniędzy i mają problemy ze spłatą rat
                                    kredytowych. Ludzie ograniczają konsumpcję i spada produkcja w
                                    innych branżach. W stanie gospodarczej stagnacji, lub nawet recesji
                                    w końcu zaczyna rosnąć bezrobocie.

                                    Czy taki czarny scenariusz może się spełnić u nas?. Właśnie firma
                                    ubezpieczeniowa Euler Hermes opublikowała raport o polskim rynku
                                    nieruchomości. Twierdzi, że bańka nieruchomościowa powoduje już
                                    bankructwa mniejszych firm budowlanych.

                                    - Zahamowanie wzrostu cen mieszkań oraz nieuwzględnienie - zwłaszcza
                                    przez nowych inwestorów - wyższych niż prognozowane wzrostów cen
                                    materiałów, energii i robocizny spowodowało kłopoty z płynnością
                                    finansową. Uderza to przede wszystkim w mniejsze firmy wykonawcze -
                                    tłumaczy Tomasz Starus z Euler Hermes.

                                    Raport wskazuje, że w pierwszym kwartale 2008 roku liczba sądowo
                                    zakończonych upadłości firm budowlanych wzrosła o 80 proc. w
                                    stosunku do roku ubiegłego! Przez lata upadłości co roku było mniej.

                                    gospodarka.gazeta.pl/firma/1,31560,5326124,Krach_nieruchomosciowy__Czy_trzeba_sie_bac_.html


                                    • Gość: ja Re: Krach nieruchomościowy. Czy trzeba się bać? IP: *.pai.net.pl 20.06.08, 20:21
                                      pękła bańka.. i jak każda, jest w srodku pusta...
                                      nieruchomości drożały, bo spekulatów sie wysypało jak nigdy..
                                      kupowali, kupowali, żeby potem sprzedać.. no i tanie kredyty.. i co
                                      widzę w ogłoszeniach?? wciąż, od ROKU!!!, te same ogłoszenia
                                      sprzedaży, ze stopniowo malejącymi cenami.. co można było
                                      przewidzieć.
                                      • presse123 Re: Krach nieruchomościowy. Czy trzeba się bać? 20.06.08, 23:53
                                        Niezła zwałka nam się szykuje. Drżyjcie kredytobiorcy. Redaktor Han napisze, że
                                        to tylko stabilizacja cen.
                                        • Gość: z bloga Re: Krach nieruchomościowy. Czy trzeba się bać? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.08.08, 13:24
                                          bartoszstawiarski.blox.pl/2008/08/Nieruchomosci-a-spadajacy-noz.html
                                          • Gość: pytajnik stabilizacja a może zapaść IP: *.toya.net.pl 09.09.08, 08:24
                                            Zapaść na rynku mieszkaniowym coraz głębsza

                                            biznes.onet.pl/0,1821643,wiadomosci.html
                                            • Gość: memento Zapaść na rynku mieszkaniowym IP: *.toya.net.pl 17.09.08, 15:59
                                              Nie uchwalono miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Nie odrolniono
                                              działek pod budowę. Nie poszukano olbrzymiego potencjału drzemiącego w ludziach
                                              tu mieszkających.
                                              Zamiast tego oddano pola kapitałowi spekulacyjnemu. Zawierzono tajemniczym
                                              inwestorom obiecującym złote góry i mieszkania za darmo. Zmarnowano dobre lata
                                              koniunktury i wzrostu gospodarczego.
                                              Powinno się ustanowić Samorządowy Trybunał Stanu.
                                              Ech, szkoda gadać!
                                              "Gazeta Łódzka" też nakręcała spiralkę fałszywego popytu. Pora uderzyć się we
                                              własne piersi.
                                              • Gość: gw przeczytane w GW IP: *.toya.net.pl 09.10.08, 17:20
                                                gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,35895,5790901,Ceny_nieruchomosci_za_granica_ida_w_dol.html
                                                • Gość: gw Re: przeczytane w GW IP: *.gprs.plus.pl 16.10.08, 22:48
                                                  gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5818041,Prezes_Polnordu__popyt_na_mieszkania_moze_spasc_o.html
                                                  • Gość: uml Problemy rynku nieruchomości już uderzają IP: *.uml.lodz.pl 22.10.08, 11:12
                                                    Zaczną się bankructwa, zaczną się procesy o odszkodowania.
                                                  • Gość: gosc Re: Problemy rynku nieruchomości już uderzają IP: *.toya.net.pl 26.10.08, 17:06
                                                    Nie ma pieniędzy, nie będzie mieszkań. Giełdowe spółki zawieszają inwestycje.
                                                    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5848089,Nie_ma_pieniedzy__nie_bedzie_mieszkan__Gieldowe_spolki.html
                                                  • Gość: gosc Dramatyczny spadek sprzedaży mieszkań IP: *.toya.net.pl 27.10.08, 07:07
                                                    Sprzedaż mieszkań spadła o 70 proc.
                                                    "Gazeta Prawna" 27 października 2008 r.
                                                    Sprzedaż mieszkań w tym roku stanowi zaledwie 30 proc. ubiegłorocznej sprzedaży.
                                                    Choć ceny mogą spadać, to ruch na rynku blokuje trudniejszy dostęp do kredytów.
                                                    Krzysztof Kieszkowski, Polanowscy Doradcy ds. Nieruchomości

                                                    Dla wielu osób zainteresowanych kupnem mieszkania zaostrzenie polityki
                                                    kredytowej przez banki to prawdziwy dramat. W najlepszym wypadku kończy się
                                                    kupnem mniejszego mieszkania, ale czasem do transakcji nie dochodzi i klient
                                                    traci wpłaconą zaliczkę.

                                                    - Na pewno będzie teraz mniej transakcji - twierdzi Artur Walczak z redNet 24.

                                                    Kryzys finansowy wpływa też na sytuację tych klientów, którzy kupowali
                                                    nieruchomości za gotówkę. Nigdy nie było ich wielu, ale z powodu spadków na
                                                    giełdzie liczba ta jeszcze się zmniejszy. Największym problemem jest
                                                    podniesienie przez banki wkładu własnego nawet do 35 proc.

                                                    - Jeśli założymy, że średnia wielkość mieszkania dwupokojowego to 50 mkw., to
                                                    wkład własny wyniesie powyżej 100 tys. złotych. Młodych ludzi nie stać na
                                                    wyłożenie tak dużej kwoty - mówi Jerzy Sobański z Warszawskiego Stowarzyszenia
                                                    Pośredników w Obrocie Nieruchomościami.

                                                    Zwłaszcza że trzeba jeszcze zapłacić za wykończenie i urządzenie mieszkania,
                                                    zapłacić wszystkie podatki, taksę notarialną i często także wnieść opłatę dla
                                                    pośrednika. Według Sobańskiego w tej chwili wielkość sprzedaży na rynku to
                                                    raptem 30 proc. tego, co się sprzedawało przed rokiem.

                                                    - Należy spodziewać się, że w ciągu kolejnych miesięcy uwidoczni się zacięta
                                                    walka o klientów pomiędzy deweloperami a sprzedającymi na rynku wtórnym - uważa
                                                    z kolei Mariusz Kania, prezes Metrohouse.

                                                    Na pewno mamy więc rynek klienta, który może przebierać w ofertach mieszkań, ale
                                                    niestety nie może przebierać w ofertach kredytowych banków.

                                                    Tak jak kilkanaście miesięcy temu działania banków polegające na łatwiejszym
                                                    dostępnie do kredytów spowodowały hossę na rynku nieruchomości, tak teraz
                                                    dokręcenie śruby spowoduje mniejszy popyt na nieruchomości.

                                                    - Jeśli sprzedający spotka się z kilkoma kupującymi i usłyszy od nich, że nie
                                                    dostaną kredytu w odpowiedniej wysokości, by zamknąć transakcję, że bank da
                                                    mniej, więc mogą zapłacić za mieszkanie mniej, to ceny nieruchomości mogą
                                                    jeszcze spaść - uważa Artur Walczak.

                                                    To będzie jednak także duży problem dla banków, gdy nałoży się na to
                                                    spowolnienie gospodarcze i problemy wielu osób ze spłatą kredytów.

                                                    - Duży spadek wartości nieruchomości do 30 proc. jest jednak mało prawdopodobny
                                                    - twierdzi Jerzy Sobański.

                                                    Według niego, gdyby jednak do tego doszło, banki miałyby problemy z odzyskaniem
                                                    pożyczonych pieniędzy nawet po sprzedaży obciążonej hipoteką nieruchomości.
                                                    Warto pamiętać, że jeszcze niedawno banki udzielały kredytów na 130 proc.
                                                    wartości nieruchomości, a od tego czasu ich ceny spadły nawet o 10-20 proc.

                                                    OPINIA. Krzysztof Kieszkowski/ Polanowscy Doradcy ds. Nieruchomości

                                                    Zwiększa się zainteresowanie mniejszymi lokalami - przede wszystkim
                                                    dwupokojowymi. W poszukiwaniu oszczędności coraz więcej osób szuka również
                                                    mieszkań w starych blokach z wielkiej płyty, które mogą być rozwiązaniem dla
                                                    młodych nabywców nieposiadających wymaganych oszczędności. Spadek popytu
                                                    powinien spowodować też spadek cen ofertowych na rynku wtórnym. Należy się
                                                    spodziewać, że kwoty ofertowe w niedługim czasie będą systematycznie obniżane.
                                                    Mogą to być opusty do około 20 proc. dzisiejszej ceny.
                                                    Autor: Roman Grzyb
                                                  • Gość: pb Dramatyczny spadek cen! 40% IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.08, 13:44
                                                    Roubini: USA potrzebują 400-500 mld USD
                                                    PB 28.10.2009

                                                    Amerykańskiej gospodarce potrzebny jest kolejny pakiet stymulujący rozwój o
                                                    wartości 400-500 mld USD - ocenia Nouriel Roubini, profesor ekonomii New York
                                                    University cytowany za PAP przez serwis GPW Infostrefa.

                                                    Ten profesor ekonomii New York University uważa, że "USA potrzebny jest potężny
                                                    rządowy pakiet". Dotychczas FED i Kongres USA wyasygnowały prawie 1 bln USD.
                                                    Teraz liderzy Demokratów w Kongresie zastanawiają się nad kolejnym mocnym
                                                    pakietem stymulującym gospodarkę.

                                                    W wywiadzie radiowym ekonomista stwierdził, że "ceny domów będą spadać rocznie o
                                                    16 proc., a do roku 2010 spadną łącznie o 40 proc.

                                                    www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=2227df22-b9c3-4d9b-8426-604e671effab
    • Gość: barnaba Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.lodz.msk.pl 28.10.08, 18:16
      Niniejszym pragnę ogłosić, że mamy pierwsze oznaki prosperity na rynku
      mieszkaniowym!!!!











      /jak już za kilka lat do niej dojdzie, to pamiętajcie, że to ja, barnaba,
      pierwszy ogłosiłem jej początek/
      • Gość: fred Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 29.10.08, 08:20
        Cierpienia deweloperów i cierpienie barnaby w jednym domu stoją
        • Gość: barnaba Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.lodz.msk.pl 29.10.08, 16:56
          Głupiś.

          Popatrz, jak ten "boom" nadmuchał ceny mieszkań- deweloperom opłacało się zerwać
          umowę, zapłacić karę umowną, a potem mieszkanie sprzedać po raz wtóry.
          I to pomimo drożejących materiałów budowlanych i robocizny (wytwórcy cegieł i
          cementownie zbijały fortuny!).

          Koniunkturę przegrzano, interes się rypnął, a popyt... pozostał.
          • Gość: fred Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 29.10.08, 18:33
            Można by rzec:
            - O sobie prawisz, barnabo? (Głupiś) Ale możesz być spokojny, nie użyję tego zwrotu.
            Mitem okazały się drożejące materiały, a robocizna ma niewielki udział w
            kosztach budowy mieszkania.
            Mitem jest także ów pozostający popyt. W Polsce nie ma katastrofy mieszkaniowej,
            co najwyżej mamy do czynienia ze złą strukturą techniczną i funkcjonalną mieszkań.
            A popyt to może i był, choć w niewielkiej części efektywny; bardziej
            spekulacyjny i techniczny.

            Apropo,s, coś złego dzieje z budową loftów, nieprawdaż?
            • Gość: gosc Koniec boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 29.10.08, 21:32
              Eksperci o mieszkaniach: możliwe bankructwa i eksmisje!
              (PAP 29.10.2008

              Nawet o 30-40% może spaść w Polsce popyt na mieszkania, a to spowoduje spadek
              ich cen - uważa główny ekonomista Business Centre Club (BCC) prof. Stanisław
              Gomułka.
              "Zaostrzenie warunków kredytowych oraz czynniki psychologiczne, mogą spowodować
              bardzo silny spadek popytu w najbliższych miesiącach" - powiedział profesor na
              środowej konferencji, zorganizowanej przez Polską Izbę Przemysłowo-Handlową
              Budownictwa.

              Gomułka ocenił, że w najbliższym czasie nie spadnie podaż mieszkań. "Dojdzie
              więc do nagromadzenia ilości niesprzedanych mieszkań i do spadku ich cen" -
              zaznaczył.

              W opinii profesora, w drugiej połowie 2009 r. popyt w Polsce może ponownie
              wzrosnąć, ale nie do takiego poziomu, jak przed kryzysem.

              "W skali całego roku oznaczałoby to spadek popytu o ok. 15-20 proc., (...) a
              później mniej dynamiczny wzrost - o ok. 10 proc. rocznie" - podkreślił.

              Kazimierz Kirejczyk z firmy doradztwa strategicznego REAS podkreślił, że kryzys
              obserwowany na światowym rynku z pewnością niesie ze sobą negatywne konsekwencje
              dla polskiego rynku mieszkaniowego.

              Ocenił, że przyszły rok może przynieść kilkadziesiąt tysięcy przejęć
              nieruchomości z powodu niespłacalnych kredytów. "Konsekwencją tego mogą być
              eksmisje" - podkreślił.

              Zaznaczył, że dla deweloperów zahamowanie udzielania kredytów oznacza groźbę
              utraty płynności. Może to spowodować upadek wielu firm deweloperskich.

              "Dla firm deweloperskich jest to sytuacja trudna, a jeśli potrwa dłużej, to
              będzie dramatycznie. Przetrwają ci, którzy będą mieli dostęp do finansowania" -
              powiedział.

              Prof. dr Zofia Bolkowska z Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa poinformowała, że
              w okresie styczeń-wrzesień 2008 r. oddano do użytku o ponad 23 proc. więcej
              mieszkań, niż w tym samym okresie rok wcześniej (odpowiednio 107 i 87 tys.).
              Ostatnio jednak - jak zaznaczyła profesor - nastąpiło pogorszenie koniunktury na
              rynku mieszkaniowym, głównie deweloperskim.

              "Wybudowane mieszkania nie sprzedają się" - podkreśliła.
              Jej zdaniem, szanse na wyraźne przyspieszenie wzrostu w budownictwie w
              najbliższych miesiącach są niewielkie. "Wszystko wskazuje na to, że zrealizują
              się ostrożne prognozy - 15 proc. wzrostu lub niewiele więcej" - oceniła Bolkowska.
              • Gość: bon Kryzys branży IP: *.toya.net.pl 13.11.08, 23:00
                gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33209,5925402,Budowlancy_juz_odczuwaja_kryzys.html
                • Gość: PB Kryzys branży i spadki cen IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.11.08, 16:33
                  www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=16572810-2f27-40e5-88e1-8a48af2a16cf&open=sec
                  • Gość: reas Re: Kryzys branży i spadki cen IP: *.toya.net.pl 03.12.08, 17:34
                    Katarzyna Kuniewicz - REAS firma consultingowa i doradcza. Guru rynku nieruchomości.
                    - Dwa miesiące temu nie przypuszczaliśmy, że w październiku wybuchnie kryzys
                    finansowy, a w efekcie banki mocno zaostrzą warunki kredytowe. Znamienne, że ta
                    targach jesiennych miałam kłopot z zaparkowaniem samochodu, dziś - żadnego.

                    Można tylko wybuchnąć śmiechem na takie dictum. W tej rubryce od dwóch lat mówi
                    się o kryzysie tylko Pani Kasia nie wiedziała.
                    dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73497,6018880,Rok_2009_pod_znakiem_spadku_cen_mieszkan.html
            • Gość: barnaba Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.lodz.msk.pl 03.12.08, 18:15
              > Mitem okazały się drożejące materiały, a robocizna ma niewielki
              > udział w kosztach budowy mieszkania.

              I mitem zapewne było, że cementownie nie nadążają z produkcją...

              > Mitem jest także ów pozostający popyt. W Polsce nie ma katastrofy > mieszkaniowej,
              > co najwyżej mamy do czynienia ze złą strukturą techniczną i
              > funkcjonalną mieszkań.

              Czyli z ruderami wymagającymi rozbiórki lub generalnego remontu oraz mieszkaniem
              w pod jednym dachem kilku rodzin. Nazywajmy rzeczy po imieniu.

              > Apropo,s, coś złego dzieje z budową loftów, nieprawdaż?

              Jak widać budowa stoi:
              www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=350371&page=33
              hehe
              • Gość: jk Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 03.12.08, 22:50
                stan surowy otwarty ,czyli ok. 30% zawansowania
                he,he,he
                • Gość: aol Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.gprs.plus.pl 03.12.08, 23:25
                  Branża pada i to widać gołym okiem. To być może jest pozytywne zjawisko bo
                  dzięki temu rynek się oczyści ze złych praktyk zarządzania projektami.
                  • Gość: lot W końcu i "Gazeta Łódzka" to dostrzegła IP: *.toya.net.pl 20.12.08, 12:46
                    dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73506,6085897,Rynek_mieszkan__zle_jak_nigdy_dotad.html
                    • Gość: ad rem Re: W końcu i "Gazeta Łódzka" to dostrzegła IP: *.toya.net.pl 21.12.08, 18:23
                      Wielkie liczenie ubranych w niebotyczne kredyty hipoteczne zacznie się w
                      początkach 2009 r.
                      • Gość: lot Mieszkania będą jeszcze tańsze IP: *.toya.net.pl 25.12.08, 11:34
                        2008-12-25 06:09:06
                        Rok 2008 w nieruchomościach - czas korekty

                        Rok 2008 zapamiętamy jako ten, w którym definitywnie zakończył się boom
                        mieszkaniowy w Polsce.

                        Ostatnie miesiące to czas korekty na rynku nieruchomości. O ile w pierwszych
                        miesiącach kończącego się właśnie roku ceny utrzymywały się na mniej więcej
                        stałym poziomie, a kupujący i sprzedający wyczekiwali na dalszy rozwój wydarzeń,
                        to - głównie za sprawą zaostrzenia polityki kredytowej przez banki - druga
                        połowa roku jest czasem obniżek cen mieszkań i to zarówno tych z rynku
                        pierwotnego jak i wtórnego.
                        Zdecydowana większość kupujących - według szacunków jest to nawet 90 procent -
                        wspomaga się kredytem hipotecznym. Często pożyczki były brane na 100 i więcej
                        procent wartości nieruchomości. Gdy w wyniku załamania na światowych rynkach
                        finansowych, banki przykręciły kurek z najpopularniejszymi kredytami w
                        szwajcarskim franku i zaczęły od klientów wymagać wkładu własnego w wysokości 20
                        - 30 proc. wartości nieruchomości, liczba potencjalnych kupców drastycznie się
                        zmniejszyła.

                        Nałożyło się na to zwiększenie podaży. Na rynek trafiły bowiem mieszkania w
                        inwestycjach, których realizacja zaczęła się w czasie boomu oraz te, które
                        kupowano w celach spekulacyjnych z myślą o szybkim i dużym zysku. Efekt mógł być
                        tylko jeden - korekta cen.

                        Co prawda deweloperzy długo się przed nią bronili. I pomimo tego, że - jak mówił
                        Gazecie Wyborczej szef Polskiego Związku Firm Deweloperskich - sprzedaż w
                        ostatnich miesiącach całkowicie się załamała i spadła o 90 proc., niezbyt
                        chętnie decydowali się na obniżki w oficjalnych cennikach.
                        więcej:
                        dom.money.pl/wiadomosci/artykul/rok;2008;w;nieruchomosciach;-;czas;korekty,100,0,409700.html
                        • Gość: dzien Dodatek nieruchomości "DŁ" s.4 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.08, 14:37
                          wtorek 30 grudnia 2008 r. Cudzoziemcy masowo sprzedają swoje zakupione
                          nieruchomości w Łodzi.
                          • Gość: przegląd Nieruchomości GRATKA IP: *.toya.net.pl 31.12.08, 07:58
                            Sytuacja w Łodzi nie odbiega zbytnio od krajowej. Choć nie ma dokładnych danych
                            mówiących o tym, jaki jest udział zagranicznych firm i obcokrajowców na polskim
                            rynku nieruchomości, wiadomo, że najwięcej pieniędzy w Polsce do tej pory
                            zainwestowali Hiszpanie, Irlandczycy i Brytyjczycy. Wiadomo też, że od kilku
                            miesięcy na rynku łódzkim obserwujemy spadek zainteresowania inwestorów spoza
                            granic naszego kraju zakupem nieruchomości.
                            Wielu inwestorów zagranicznych, którzy kupili mieszkania dwa, trzy lata
                            ternu, teraz chce je sprzedać, bo nie można się spodziewać dalszych szybkich
                            wzrostów cen na rynku nieruchomości. Od września obserwujemy obniżkę cen
                            mieszkań przede wszystkim na rynku pierwotnym. Panuje obecnie duża podaż
                            mieszkań odsprzedawanych przez indywidualnych inwestorów, którzy oczekiwali
                            szybkiego zysku. Teraz przychodzi czas na ich odsprzedaż na zasadzie odstąpienia
                            nabywcy cesji prawdo tej nieruchomości lub, w przypadku oddanych już mieszkań,
                            odsprzedaż własności. W tej chwili trudno jest znaleźć nabywców z kilku powodów:
                            kryzys na rynkach światowych, zaostrzone warunki udzielania kredytów
                            hipotecznych. Inwestorzy chcący szybko sprzedać mieszkanie zaniżają ceny. Taka
                            sytuacja bardzo cieszy indywidualnych nabywców, ale smuci deweloperów.
                            Zastój na rynku pierwotnym spowodował zatrzymanie popytu na grunty
                            inwestycyjne. Obserwujemy dużą podaż gruntów pod budownictwo wielorodzinne i
                            jednorodzinne z gotowymi projektami i pozwoleniami na budowę, ale niestety
                            chętnych na zakup brak. Odzwierciedla to kondycję finansową firm deweloperskich.
                            Ciekawa sytuację można za¬obserwować również na rynku wynajmu mieszkań. I
                            tutaj duża liczba obcokrajowców oferuje swoje nabyte przed okresem wzrostu cen
                            nieruchomości na wynajem - zwy¬kle mieszkania 2-3-pokojowe w dobrych
                            lokalizacjach, łatwo skomunikowane z centrum miasta. Klienci ci są najczęściej w
                            posiadaniu kilku inwestycji mieszkaniowych, które, na wzór zachodni, wykańczają
                            w wysokim standardzie.
                            ws
                            • citoyen Pozytywne zmiany rozłożone w czasie 09.01.09, 13:39
                              1. Uwłaszczenie spółdzielców (brawo).
                              2. Odrolnienie gruntów w miestach.
                              3. Równoważenie praw podaży, popytu i ceny.
                              4. Rozszerzenie kręgu operatorów inwestujących we włąsny kąt.
                              5. Większa refleksja nad budową domów pasywnych z uwzględnieniem odnawialnych
                              źródeł energii, analiza kosztów i zrównoważonego rozwoju siedzib ludzkich.
                              Polecam uwagi Jeremiego Rifkina.

                              A teraz to... podaję za "Rzeczpospolitą"

                              Łatwiej będzie wybudować dom
                              Renata Krupa-Dąbrowska 09-01-2009, ostatnia aktualizacja 09-01-2009

                              Budować będzie można bez pozwolenia. Wystarczy zgłosić swój zamiar. Sąsiedzi nie
                              będą mieli nic do powiedzenia. O swoje będą mogli walczyć tylko w sądach.
                              To rewolucja – twierdzą posłowie i eksperci. Mają na myśli projekt nowelizacji
                              prawa budowlanego, który zaakceptowały wczoraj sejmowe komisje. Wkrótce ma być
                              uchwalony. Budzi skrajne emocje. Przewiduje bowiem, że będzie można budować bez
                              pozwolenia i jakiejkolwiek decyzji. Te przepisy mają szansę wejść w życie
                              jeszcze w tym roku.
                              Samo zgłoszenie.
                              – Wystarczy zgłosić zamiar budowy staroście, przedstawiając niezbędne dokumenty,
                              m.in. projekt budowlany – wyjaśnia Aldona Młyńczak, poseł sprawozdawca projektu.
                              – Jeżeli ten w ciągu 30 dni nie zgłosi sprzeciwu, można rozpocząć budowę. Nie
                              będzie też żadnego postępowania z udziałem stron. Jedyna forma protestu to
                              skarga do sądu powszechnego. Wyjątkiem będzie rejestracja budowy mającej wpływ
                              na środowisko lub obszar Natura 2000.
                              Prosta rejestracja ma obowiązywać także przy odbiorze budynku. Znikną więc
                              pozwolenia na użytkowanie od powiatowych inspektorów nadzoru budowlanego. I w
                              tym wypadku decyzje będą wydawane wyjątkowo. Mianowicie: gdy wcześniej doszło do
                              samowoli budowanej albo gdy w trakcie budowy dopuszczono się istotnych odstępstw
                              od projektu.
                              Takie zasady obowiązują już dzisiaj, ale tylko gdy chodzi o proste budowy i roboty.

                              Przekroczone granice
                              Projekt nie podoba się wielu posłom i ekspertom. Wśród nich jest Andrzej
                              Adamczyk z PiS.
                              – Sąsiad zarejestrowanej inwestycji nie będzie miał żadnej szansy obrony przed
                              inwestorem. Postępowanie sądowe jest drogie i ciągnie się wiele lat – twierdzi.
                              Posłowi Andrzejowi Szczepańskiemu z Lewicy nie podoba się to, że inwestor nie
                              będzie musiał wykazywać we wniosku o rejestrację, że ma zapewnioną dostawę
                              mediów oraz dostęp do drogi publicznej.
                              – Oznacza to możliwość budowania w szczerym polu, bez prądu i gazu – uważa.
                              – Zapewnienie infrastruktury ma wynikać z decyzji ustalającej warunki zabudowy,
                              a gdy jest plan, to z niego – wyjaśnia Młyńczak.

                              www.rp.pl/artykul/245631.html
                              • zonard2 Re: Pozytywne zmiany rozłożone w czasie 16.01.09, 10:01
                                Jak wykupić mieszkanie od spółdzielni
                                Renata Krupa-Dąbrowska 16-01-2009, ostatnia aktualizacja 16-01-2009 07:30

                                Co zrobić, jeśli spółdzielnia nie chce przenieść własności mieszkania na spółdzielcę na dotychczasowych, ciągle jeszcze obowiązujących zasadach? Wiele spółdzielni, korzystając z grudniowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, gra bowiem na zwłokę. Podpowiadamy, jak się temu przeciwstawić Jeszcze przez rok można tanio wykupić mieszkanie spółdzielcze (lokatorskie, własnościowe). Potem obowiązujące przepisy dotyczące przekształceń utracą moc obowiązującą. To efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 17 grudnia 2008 r. (sygn. P16/08, opublikowany w DzU nr 235, poz. 1617).
                    • Gość: Kaczus (Tomek) Re: W końcu i "Gazeta Łódzka" to dostrzegła IP: *.dialog.net.pl 13.01.09, 09:17
                      Nie tylko gazeta: www.lodz.naszemiasto.pl/gospodarka/946426.html
                      • Gość: gość "DŁ" też dostrzegł IP: *.gprs.plus.pl 13.01.09, 14:21
                        I chwała "Dziennikowi Łódzkiemu". Nieruchomościowy kataklizm zbierze swoje żniwo.
                        • Gość: gość "GŁ"dostrzegła kolejny raz IP: *.gprs.plus.pl 09.02.09, 16:19
                          piórem Aleksandry Hac, że "Ceny mieszkań spadają i będą spadały", "Gazeta
                          Łódzka" s.2.
    • madox44 Deweloperzy tną marże niemal do zera 16.02.09, 16:53
      Kłopoty z płynnością zmuszają mniejszych deweloperów do wyprzedaży
      mieszkań. Część z nich obniża swoje marże niemal do zera. Naciskają
      na to banki, którym zależy na odzyskaniu kredytów. W efekcie ceny
      spadają
      cd.
      www.rp.pl/artykul/19417,263976_Deweloperzy_tna_marze_niemal_do_zera.html


      • Gość: gosc Prof. Zyta Gilowska o kryzysie IP: *.toya.net.pl 11.03.09, 08:10
        "Rzeczpospolita" pyta:
        - Ale skąd pani właściwe wiedziała, że kryzys będzie?

        - Już był. Początkiem kryzysu w Europie było pęknięcie bańki spekulacyjnej na
        rynku nieruchomości w Hiszpanii. To był 2006 rok. Część tego towarzystwa
        przeniosła się do Warszawy i podbiła ceny na naszym rynku. Stąd zaczęła się
        hossa na rynku warszawskich nieruchomości, a potem innych dużych polskich miast.
        Z półrocznym opóźnieniem zaczęły pękać spekulacyjne bańki na rynkach
        nieruchomości brytyjskich. Wtedy zaczęły tam plajtować banki hipoteczne"
        www.rp.pl/artykul/10,274718_Rzad_Tuska_ma_budzet_z_ksiezyca.html
    • madox44 M jak Marks 14.03.09, 18:38
      "Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej na
      coraz większe ilości towarów, mieszkań i wytworów techniki.
      Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów na
      zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być spłacane.
      Niespłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków, które z kolei
      zostaną znacjonalizowane.

      To w rezultacie doprowadzi do powstania komunizmu".

      Karol Marks, 1867 rok.
      • Gość: kalka Czarna wizja budownictwa w Polsce IP: *.toya.net.pl 13.05.09, 20:25
        Apel: bez pomocy budownictwo mieszkaniowe w Polsce upadnie!
        (IAR, tm/13.05.2009
        Przedstawiciele branży budowlanej alarmują: bez pomocy państwa
        budownictwo mieszkaniowe w Polsce upadnie. Budowlańcy argumentują, że
        nasz kraj jest na końcu w Europie pod względem oddawanych do użytku
        mieszkań, choć do niedawna nasz Produkt Krajowy Brutto należał do
        najwyższych na
        kontynencie.biznes.onet.pl/0,1969899,wiadomosci.html
        • Gość: Kaczus (Tomek) Re: Czarna wizja budownictwa w Polsce IP: 78.8.192.* 13.05.09, 20:30
          Żadnej pomocy z moich podatków! Mam tego dosyć! Pomagać, tylko po to
          by mieć zaszczyt zapłacić za bardzo niskiej jakości mieszkanie więcej
          niż w innych europejskich krajach? A gdzie tu interes?
          • Gość: z ubocza Czarna wizja budownictwa w Polsce - krach!!! IP: *.chello.pl 15.05.09, 20:54
            gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,93545,6613042,Krach_w_mieszkaniowce.html
            • Gość: Kaczus (Tomek) Re: Czarna wizja budownictwa w Polsce - krach!!! IP: 78.8.192.* 15.05.09, 22:33
              No i?
              • Gość: Boria Re: Czarna wizja budownictwa w Polsce - krach!!! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 22.05.09, 15:47

                biznes.onet.pl/5,1558341,prasa.html
                • Gość: czytajacy Re: Czarna wizja budownictwa w Polsce - krach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.09, 09:00
                  www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=BA7695BE-86C1-4E07-8D85-10ACF4C4C6E3
                  • Gość: czytający Re: Czarna wizja budownictwa w Polsce - krach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.09, 07:59
                    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6665155,Budimex_Dromex__W_najlepszym_wypadku_sytuacja_na_rynku.html
    • Gość: czytający Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 09:21
      Prognozy cen mieszkań - spadki nawet o 25%
      (Rzeczpospolita, tm/08.06.2009, godz. 08:49)

      Spadek popytu jest mocno zauważalny w większości krajów świata, także w Polsce. Ceny mieszkań spadły nawet o ponad 24% - informuje "Rzeczpospolita".
      Gorące tematy!

      Kryzys w Polsce
      i na świecie
      Polska droga do euro
      Euro 2012
      Ceny ropy i paliw



      W 2009 r. ceny mieszkań w największych polskich aglomeracjach spadną w sumie o kilkanaście procent, ocenia Katarzyna Kuniewicz, senior consultant w firmie REAS.

      Jak zaznacza gazeta, należy przy tym pamiętać, że chodzi o średnie ceny mieszkań w ofercie, a nie o spadkach cen w poszczególnych inwestycjach.

      W największych polskich miastach średnie ceny ofertowe w I kw. 2009 r. były o 13 proc. niższe niż w analogicznym okresie 2008 r. Dodatkowo ceny transakcyjne są przeciętnie o 10 – 15 proc. niższe od ofertowych. – Przy tak obniżonym poziomie cen w Warszawie i Krakowie sprzedaż wiosną tego roku zaczęła rosnąć, w porównaniu z przełomem grudnia i stycznia.
      Warszawa +0,36
      Kraków -3,4
      Łódź -8,85
      Poznań -15,73
      Trójmiasto -16,79
      Wrocław -24,96


      Zmiana średnich cen nieruchomości mieszkaniowych w okresie I kw. 2008 do I kw. 2009 w proc.
    • Gość: czytający Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.09, 07:48
      Rok pękniętej bańki mieszkaniowej
      (Rzeczpospolita, pw/12.06.2009, godz. 08:12)

      W ubiegłym roku sprzedaż mieszkań załamała się, ceny wciąż spadają. A firmy wstrzymują budowy. Rynek deweloperski od kilku kwartałów tkwi w zawieszeniu. Na razie widać tylko delikatne sygnały ożywienia, ale optymistów jeszcze nie ma - czytamy w "Rzeczpospolitej".

      Rok 2008 przyniósł prawdziwe załamanie na rynku deweloperskim. Zarówno w sprzedaży mieszkań, jak i w wycenach spółek z branży. To też czas spadku cen mieszkań, ale i kosztów ich budowy. I wreszcie czas, kiedy deweloperzy zatrzymali swoje inwestycje - wylicza "Rzeczpospolita".

      Zatrzymało się finansowanie inwestycji mieszkaniowych. Deweloperzy nie mogą już ruszać z pracami, licząc na pieniądze od klientów. Ci bowiem przestali kupować, zwłaszcza na etapie tzw. dziury w ziemi. Z drugiej strony banki, choć w Polsce nie ucierpiały z powodu złych kredytów hipotecznych, zablokowały kredytowanie inwestycji. Z powodu braku klientów, ale i ogólnej atmosfery wokół branży.
      • Gość: pb Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.toya.net.pl 22.06.09, 14:01
        A będzie jeszcze gorzej...
        www.pb.pl/2/a/2009/06/22/Ceny_mieszkan_spadna_o2
        • Gość: czytający Re: Początek końca boomu mieszkaniowego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.09, 08:45
          Sobota, 4 lipca (05:00)

          W budownictwie mieszkaniowym i na rynku nieruchomości zapowiadana jest wielka i rzekomo nieuchronna katastrofa. Deweloperzy kończą rozpoczęte w okresie boomu inwestycje, nie zaczynają nowych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka