hanya Zakochałam się :-) w wieku (22) lat w Italli 12.05.03, 14:24 a dzisiaj w Finlandii dla odmiany :) ale nie w wódce ;) zakochałam się w kraju, w którym na 1 kilometr kwadratowy przypada tylko 17 osób. Lasy zajmują trzy czwarte powierzchni kraju i mają tam około 190 000 jezior. Toż to prawdziwy raj dla mnie... Jeszcze tam oczywiście nie byłam, ale kiedyś będę :) A jutro też się gdzieś zakocham ;) pozdrawiam, hanya nowa pseudo-sygnaturka, kreaturka na dziś: "była sobie raz Chinka, co chciała wyjść za Finka, była też raz Polka z Pyrlandii, co chciała zamieszkać w Finlandii" Odpowiedz Link Zgłoś
hanya per primo, per 2, per 3 czyli (23) 12.05.03, 14:42 per primo: double "ll" w Italii ;) jakież to banalne, oczywiście pomyłak niezamierzony ;) ale Włosi faktycznie kiepsko znają angielski, tak jak ja włoski :) per secondo: jest to niezbity powód do założenia kolejnego postu ;) per terzo: jest to już mój półmetek, więc taki połówkowy (ale proszę znowu nie mylić z wódką ;) post jest jak najbardziej na miejscu i tym bliżej do per quatro e per quinto: czyli (45) ciao, ciao, e vado nell giardino, hanya pseudo-sygnaturka bez zmian, albo i nie, tak a'propos moich miłości po włosku: "L'amore che economizza non e mai vero amore" - a że o miłości mówią wszyscy jednym językiem, myślę że tłumaczonko jest niekonieczne, no chyba że na privie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Zakochałam się :-) w wieku (22) lat w Italli 12.05.03, 14:47 Polisz your Englisz po Finisz, bo w Kanadzie jest jeszcze mniej ludzi, a więcej lasów! Odpowiedz Link Zgłoś
hanya nie chcę za wielką wódę iść, mam (24) lata 12.05.03, 14:57 jestem zakochana w Finlandii i chcę za Fina ;) a zresztą ja jestem z Czarnkowa i nie umiem pływać - p.s. - czy któś ?????? (np Neochółan ;) wie, z jakiego to filmu cytacik? no chyba że popłynę kanadyjką :) pozdrawiam z ogródka, w którym już dawno powinnam być, hanya nowa pseudo-sygnaturka brzmi: "trzeciej sygnaturki na dziś nie będzie, nie dam rady ;)" Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: nie chcę za wielką wódę iść, mam (24) lata 12.05.03, 15:05 Nie wiem, bo filmy mi się zazwyczaj urywają gdzieś w połowie, gdyż jestem sobie mistrz formy krótkiej, a co finka, to nie kanadyjka, choć patrząc bardziej globalnie-kontynentalnie, to takoż od finki polec, co na amerykance lec i jedząc angielkę pogrywać w chińczyka lub rosyjską ruletkę na tem szwedzkiem stole. Klucz tkwi we Francuzie... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Mokra Włoszka 12.05.03, 15:12 Mokra Włoszka chciała udawać Greka. Patrzy tatu to tam, a tam ich troje. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Mokra Włoszka 12.05.03, 15:22 I z tego wszystkiego Ima jej Hiszpanka W boleściach i kolkach Wieczora i Ranka Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Serial 12.05.03, 15:25 Bardzo wysoko mniemam, że serial ten o szpitalu Dokładnie opisują te stany fizyczne i psychiczne oni Też i bolączki społeczne Naszego narodu u progu Wejścia Jebut no to Lewa tywa Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Pozdrowienia z Warszawy :) (25) 18.05.03, 18:30 Tak, tak, to, prawda, wiatr aż tutaj mnie rzucił :) Czekając sobie na pociąg, korzystam z okazji wypuszczenia pozdrowień dla Łodzi - (z Dworca Centralnego) a zwłaszcza tej smutnej części, która legła wczoraj nieco w walce ;) Ale ja z tym nic wspólnego nie mam, zresztą nie było mnie w tych stronach jeszcze nawet. Tymczasem ruszam w dalszą drogę, mój cel ostateczny to BP - jakkolwiek to rozumieć... hanya nowa pseudo-sygnaturka, warszawska na dziś: "sygnaturka stołeczna, bardzo słoneczna" Odpowiedz Link Zgłoś
hubar Re: Pozdrowienia z Warszawy :) (25) 18.05.03, 18:56 hanya napisała: > Tak, tak, to, prawda, wiatr aż tutaj mnie rzucił :) Czekając sobie na pociąg, korzystam z okazji wypuszczenia pozdrowień dla Łodzi - (z Dworca Centralnego) a zwłaszcza tej smutnej części, która legła wczoraj nieco w walce ;) -- To chyba taże dla mnie? Piszę, co by nie było, że nie czytam ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Tośmy się o tydzień rozminęli :-( 19.05.03, 09:44 Warszawo, oczekuj mnie w najbliższy piątek! Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Podróż za jeden uśmiech (26) 26.05.03, 00:07 Ostatnie 10 dni żywota mego świetnego spędziłam w podróży... Przejechałam 1010km - wedle informacji na bilecie kolejowym - swoją drogą kolejową, tak na bocznicy pytanko, co było pierwsze koleje losu, czy los(y) kolei? Jechałam, jechałam, jechałam, jak Fileas Fogg na wschód. W przedziale kolejowym przeważnie komplet pasażerów. Pociąg nr 1. Młodzieniec w jasnej koszuli w kratkę czytał instrukcję obsługi PHP2, pan naprzeciwko łykał Newsweeka, pan po lewej wertował Biblię, dziewczyna w czerwonych włosach magazyn kobiecy Look, chłopak obok dziewczyny czytał o pięknej Waszawie, pani w różowym sweterku z chorą nogą nic nie czytała, pani w czarnym sweterku (ze zdrowymi nogami :) też nie czytała. Tak było w pociągu nr 1, pasażerów w przedziale 8, uśmiechów 0, poza moimi, ale te do statystyki nie wchodzą. Nadjeżdzą kolejny pociąg, tymczasem pasażerów prosimy o odsunięcie się od torów i zwrócenia uwagi na bagaż osobisty (czy bagaż doświadczeń też?) - jesteśmy w końcu w Warszawie Centralnej. W przedziale prawie komplet z tendencją rotacyjną, pan z okularami na czubku nosa czytał jakiś fantastyczny kryminał, pani w zielonej garsonce nic nie czytała, tylko narzekała na koleje (czyżby koleje losu?), starszy pan nie czytał, dwie panie z reklamówkami również narzekały, że pociąg się wlecze i staje na każdej stacyjce, pan przy drzwiach nie czytał nic, ale chociaż nie narzekał, dziewczyna w fioletowym sweterku czytała notatki. Statystycznie w pociągu nr 2 podobnie z jedną rónicą... Na którejś kolejnej stacyjce pociąg stoi nieco dłużej. Zaciekawiona wychylam głowę z okna, obserwując koleje losu. Witają się serdecznie kolejowi pracownicy, chwilka miłej pogawędki, wreszcie rozlega się głośny i długi dźwięk kolejowego gwizdka - ja wpatrzona i wsłuchana w zjawisko uśmiecham się zalotnie do konduktora (nie, żebym jechała na gapę ;) - on sam chwali się jak pięknie gwiżdże, a ja w nagrodę posyłam mu uśmiech szczery. Mija chwil kilka, przychodzi chwila prawdy, kontrola biletów. Zagląda znajoma postać konduktora. Podaję mu z uśmiechem bilet, by go zaraz dostać wraz z jedynym uśmiechem w tej podróży :) Za ten właśnie uśmiech przejechałam taki szmat drogi, ale było warto. W drodze powrotnej, pociąg nr 3, również rotacyjnie komplet pasażerów. Usmiechów: 2, ale nie wiem, czy zaliczyć, bo były to uśmiechy podziękowania, pani za odkręcenie wody i chłopaka, upewniającego się, czy wsiadł w dobry wagon. A teraz coś o wartości uśmiechu, spisane przez Przyjaciela: - Nic nie kosztuje, ale wiele daje. - Wzbogaca tych, którzy go otrzymują, nie zubażając tych, którzy go dają. - Trwa tylko chwilę, a pamięta się go czasem przez całe życie. - Nikt nie jest na tle bogaty, by mógł bez niego żyć i nikt nie jest na tyle biedny, by nie móc sobie nań pozwolić. - Przynoosi szczęście do domu, decyduje o powodzeniu w interesach i jest hasłem dla przyjaciół. - Jest odpoczynkiem zmęczonych, światłem zniechęconych, słońcem smutnych i najlepszym, danym przez Naturę, środkiem na kłopoty. - Jednak nie można go kupić, wyżebrać, pożyczyć ani ukraść, ponieważ dla nikogo nie stanowi żadnej wartości, dopóki się go nie podaruje. - Nikt bowiem nie potrzebuje się śmiać tak bardzo jakci, którym nie zostało już nic do dania! - Uśmiech jest światłem, które ukazuje się w otwartym oknie oblicza i oznajmia, że serce jest w domu. hanya nowa uśmiechnięta pseudo-sygnaturka na dziś (ale uśmiechajmy się zawsze, nie tylko dnia 26-ego :) "i nastał dzień 26-ty i przyszedł czas na post 26-ty" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Pociąg do uśmiechu... 26.05.03, 13:21 Uśmiech w podróży się bardzo przydaje :-)))) Wczoraj w drodze powrotnej z Warszawy poznałem pewną przeuroczą dziewczynę właśnie dlatego, że w odpowiedniej chwili się do siebie usmiechnęliśmy :-) Potem to już była formalność... Uśmiechu życzę! Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Zaczęło się całkiem niewinnie...(27) 26.05.03, 19:35 Właśnie świętowałyśmy (Mama i ja, i Siostra ma) 26-ty dzień maja i już za chwilę miałam poczuć się jak w niebie za sprawą pewnego smakołyku (tak przynajmniej głosi reklama:), gdy nagle spadłam z bielutkiej chmurki w szarą rzeczywistość, za sprawą słów mojej Mamy: - Dziewczynki*, wyniesiecie ten dywan w piłki** ze strychu***. Może komuś się jeszcze przyda, a może damy go do jakiegoś przedszkola. * Dziewczynki - to ja i Siostra ma ** dywan w piłki - to dywan w piłki, czyli w ośmiokątne czerwone piłki *** strych - to zabudowany dawny taras, wielkości mniej więcej małego M1, może i M2, obecnie przechowalnia sprzętu wszelakiego, np. nieudanych prezentów (o których zresztą na forum już pisałam), mebli, pustaków, okien, żelastwa i drewna w postaci różnistej, itp. itd. Cóż, cel szczytny, więc tak jak siedziałyśmy, wstałyśmy i udałyśmy się na strych. Po odkopaniu sterty kartonów, przestawieniu 8 krzeseł (4 to kolejny nietrafiony zakup, 4 to już wysłużone krzesła ;), pseudo-ławy, okna, desek, anteny TV i sprzętów innych jeszcze, dokopałyśmy się do dywanu - zakurzonego wcale nie z lekka, ale z grubsza. Wytargałyśmy go i dalej przez mały tarasik górny został spuszczony na tarasik dolny. Ale na tym nie koniec. Zakurzona a raczej wkurzona już dość istotnie złapałam miotełkę i wzięłam się za sprzątanie, które na strychu naszym sprowadza się do zamiatania i przestawiania sprzętów wszelakich. Już byłam skłonna tym razem urządzić tam nawet mały kącik relaksowy, akurat nadałyby się nogi od dawnej ławy (wystarczy tylko blat odpowiedni położyć) i 4 nietrafione krzesełka. Ale, ale, to tylko kiepski żart. Krzesełka w liczbie sztuk 8 złożyłam więc w stertę, ławę zdekompletowaną postawiłam pod oknem. Zapanował jako taki ład nijaki. Siostra w międzyczesie walczyła z tarasikiem dolnym, który zakurzył się od dywaniku. Wreszcie zmęczona i wkurzona już na maksa uznałam, że coś mi się jeszcze od życia należy, tym razem tylko powrót na chmurkę :) Gorąco polecam w chwili relaksu, mała przerwę porządkową, daje dużo do myślenia. I myślę, że w najbliższym czasie uda mi się poprzestawiać jeszcze parę sprzętów na tzw. strychu górnym (który kiedyś był dachem naszego domu ;), w piwnicy, tudzież garażu. Zatem niech żyją letnie porządki!!!!!!! hanya i tym samym powstaje nowa pseudo-sygnaturka na dziś: "Hurrrra, Święto Mamy - Porządki!" Odpowiedz Link Zgłoś
aard A ja mamę zaskoczyłem :-) 27.05.03, 08:59 Najpierw odwiedziłem Matkę-Założycielkę Rezerwatu Utopia i, w toku wizyty, w Szprocim ogrodzie ogołocenia z chabrów za łaskawym przyzwoleniem a nawet własnoręczną pomocą Szprociej Mamy dokonałem. Następnie z naręczem ww. chwastów do własnej Rodzicielki się udałem, by ją kompletnie swoją poniedziałkową (po niedzielnej również odbytej) wizytą zaskoczyć. Mama była uradowana! Ja też :-) Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Pani Haniu, proszę włączyć kierunkowskaz (28) 29.05.03, 10:42 To z egzaminu na prawo jazdy... Akurat mi się przypomniał mój, przy okazji radiowej reklamy. Ło matko, kiedy to było, w maju 1996 r. Uczyłyśmy się z Siostrą na trawniku, ja na prawko, ona na maturę. Zdałam testy gładko, jazdę na palcu mniej gładko, bo pamiętam że z bólami 3 razy poprawiałam garaż boczny chyba. Na ręcznym też jakoś dziwnie mi maluch zawarczał. A w mieście jakoś poszło. Ogólnie jednak po egzaminie miałam niesmak i nieprzyjemne uczucie, że albo ja albo mój instruktor popełniliśmy w czasie nauki jazdy jakieś istotne błędy. Ale co tam... Zapomniałam i prawko odłożyłam na półkę. Sporadycznie gdzieś tam jeździłam, ale zawsze w asyście. Dopiero od powiedzmy 2, może 3 lat jeżdżę i o dziwo ostatnio dostałam nawet samochód od rodziców na cały weekend :) Wiem, że jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale najważniejsze że myślę i jeżdżę odpowiedzialnie i czuję się pewnie. Nie patrzę na kierowcę pod kątem płci, tylko z ograniczonym zaufaniem traktuję go jak każdego innego, uczestnika ruchu, siebie również ;) A gdy wiozę kogoś wiem, że ten ktoś mi zauufał (albo przynajmniej tak mu się wydaje ;) i muszę zrobić wszystko, by nie siedział wciśnięty w fotel i skulony. Ale bez obaw, jeszcze nikt zawału ze mną nie dostał. A Siostra to nawet mnie chwali, że ładnie parkuję :) Szerokiej drogi wszystkim życzę! hanya nowa pseudo-sygnaturka na dziś, motoryzacyjna: "Baba z wozu, koniom lżej" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z drucianego osiołka na stalowego rumaka 29.05.03, 11:09 się niedługo przesiądę :-) Nie na stałe, bo rower na pewno nie pójdzie w odstawkę, ale when I get my motor runing and head out on the highway... A dziś mam kolejne dwie godziny jazdy. Egzamin pewnie za kilka tygodni :-) Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Dlaczego św. M. przychodzi tylko raz w roku? (29) 30.05.03, 00:18 chroń przed chłodem i zamiecią, drogi Mikołaju Święty baloniki przynieś dzieciom, starszym zabierz mankamenty, niech się ludzie dogadają... a tym, którzy go nie mają, daj na Święta święty spokój To z zeszłorocznego "Karpika". Właśnie moje ulubione radio przypomniało świąteczne życzenia :) I co, spełniły się Wam? hanya pseudo-sygnaturka będzie przekornie zimowa: "ta zima kiedyś musi wrócić" Odpowiedz Link Zgłoś
aard (że sparafrazuję swoją sygnaturkę): Zima precz! 30.05.03, 09:15 św. Mikołaj to mój imienik, więc zimą nawet odpocząć nie dadzą, bo wciąż o te cholerne prezenty pytają, no a przede wszystkim jest ZIMNO, brrr... Może tym razem w listopadzie wyjadę wreszcie na ten Mauritius? Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Wypijmy za błędy, z o,(30) litra 30.05.03, 13:37 Tak to jest, jak się robi 3 rzeczy na raz. 3 rzeczy, które wymagają skupienia się tylko na jednym. Jak się gotuje, szyje i pisze na forum równocześnie. Tak, właśnie tak, przypaliłam mięso :( - dymi się teraz w całej kuchni. Przeszycia idą tak sobie, bo mi szpulka z nitką tańcuje. A pisanie to już w ogóle ;) Dobrze, że chociaz piwko jakieś w skrytce znalazłam. Na pociechę chociaż to. hanya nowa pseudo-sygnaturka na dziiejsze spalone popołudnie: "Boguś, co Ty wiesz o gotowaniu" Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Mazowsze śpiewa na żywo :-) (31) 31.05.03, 23:38 Naprawdę, widziałam :) Właśnie wróciłam z koncertu, który odbył się w naszym miejskim amfiteatrze. Było przeslicznie, przekolorowo, przejaskrawo, przezłotawo, przecudnie... I oczywiście wszystko na żywo, śpiewy, muzyka. Po prostu cudo. Perfekcyjnie przygotowane i wykonane. Bez żadnego ściemniania i odwalania. Po prostu klasyka! Polska kultura i tradycja muzyczna, w najlepszym wydaniu. Miasto oszalało, a tylu ludzi to dawno nie widziałam w naszym parku. I dlatego na rzecz takiej rozrywki odpuszczam wszelakie formy muzyki z TV, te niby "na żywo". Aha, a wczoraj wyszalałam się na koncercie IRY, też było super. Niby taka dziura to nasze miasto, ale jednak dbają o poziom kultury mieszkańców. Jestem Czarnkowianka, hej! hanya nowa, jeszcze majowa pseudo-sygnaturka na dziś, z repertuaru Mazowsza, tyle ile zdołałam zapamiętać: "znudziło mi się to panieństwo, pójdę choć za dziada" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Dzierżbór Czarnków! 02.06.03, 08:56 hanya napisała: > "znudziło mi się to panieństwo, > pójdę choć za dziada" Dziadzie, do Boroty! Odpowiedz Link Zgłoś
dziad_borowy Okej, okej, nie ma sprawy:-)))) 02.06.03, 13:32 Martwi mnie tylko jedno. To "choc". Czy mi to aby nie ubliza? Czy nie jestem rozwazany jako ostatecznosc najostatniejsza z ostatecznosci? No, naprawde nie wiem jak sie ustosunkowac do tego "choc". Dzierżbór Czarnków! Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Wreszcie w sejczentotrentadue wpisie (32) 03.06.03, 22:50 wyjaśniło się :) Ja tymczasem wracam na swój wątek z podkulonym ogonkiem :) Po krótkiej przebieżce plażowej po forach różnych i spływie Wisłą po Łodzi dobijam do portu (a raczej postu), gdzie boso można brodzić. Nikt tu nikomu nie mruczy, nie warczy nie miauczy. Można spokojnie posiedzieć, popatrzeć, pomyśleć i napić się z literatką szampana mróżonego. Można powąchać bzów, bo choć konwalie już przekwitły, wiosna w pełni. Można spojrzeć prosto w oczy duszy. Można wreszcie zastanowić się, co by tu napisać na tym murze. Mam 2 puszki sprayu, mało ciekawe kolory, bo czarny i czerwony, ale zawszze to coś. Mam też chęć wielką namalowania czegoś na murze. Ba, mam nawet upatrzony mur - taki smutny, szary, długi. Ale mam chyba za dużo wątpliwości. I tak swoją drogą za mało talentu malarskiego, by coś fajnego stworzyć. Ale tak mnie korci. Na razie ćwiczę na sucho w garażu. Łażę z tą puszką i szukam miejsca na próbę. Znalazłam dziś jakąś dziwną skrzyneczkę, ale nie ma to jak posprayować po murze. Poczuć tę wolność i wymalować jakieś obrazki. Wszak pismo pisane rozwinęło się z obrazkowego. Więc to obrazy były pierwsze a nie literatura np. hanya nowa pseudo-sygnaturka na dziś i jutro, pojutrze i potem, specjalnie dla Dziada :) "ta panna wcale z dziadem dobrze mieć nie miała, ale nie wiedzieć czemu i tak za niego pójść chciała" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Popiół we włosach rozdmuchał wiatr... 04.06.03, 09:33 hanya napisała: > wyjaśniło się :) A jednak, nie dość jasny byłem, żeby dać ci pewnośc, że nie o Twoje posty mi chodziło. Za moją niejasność przpraszam. > Ja tymczasem wracam na swój wątek z podkulonym ogonkiem :) > Po krótkiej przebieżce plażowej po forach różnych i spływie Wisłą po Łodzi > dobijam do portu (a raczej postu), gdzie boso można brodzić. > Nikt tu nikomu nie mruczy, nie warczy nie miauczy. Jak wyżej. Jeśli kiedyś jeszcze uznasz za stosowne zajrzeć, będize mi bardzo miło. > Mam 2 puszki sprayu, mało ciekawe kolory, bo czarny i czerwony, To sa najlepsze kolory! Pomyśl nad flagą AC MILAN :-) Więc to obrazy były pierwsze a nie literatura np. > hanya Mam już kompletnie szarą fryzurę. aA Rd PS. Jest mi Hubardzo przykro. Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Oby nam się wio, wiodło (33) 09.06.03, 12:05 To historyczna chwila, więc i krótki wpis historyczny musi być :-) Zakończmy wszelkie spory, waśnie porzućmy. Jesteśmy w UE! Ja się osobiście cieszę, choć smuci mnie wynik frekwencji. Cóż poradzić, Polacy jednak jeszcze trochę muszą dorosnąć do odpowiedzialności. może dokupię niebieski i żółty i wymaluję flagę unijną ;-) Europeyka hanya sygnaturka na dziś: "oby nam się!" Odpowiedz Link Zgłoś
lavinka Re: Oby nam się wio, wiodło (33) 10.06.03, 14:13 Po pierwsze - jaka odpowiedzialność. Mój głos teoretycznie dużo znaczy. Teoretycznie. Nie powiem ile wyników podobnych głosowań sfałszowano. Zresztą to bez znaczenia. Unia też. Mnie tam rybka, wejście do Unii niczego nie zmieni prócz jednej rzeczy. Jak nazywa się grosz w EURO? lav Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Chyba się dziś nie kładę spać (34) 11.06.03, 00:02 To był dzień... Po południu przechadzałam się z laską po mieście. Laska była smukła, rączkę miała gładką, ładnie wykształconą, w sam raz do chwycenia w mą dłoń. Ludzie dziwnie się co prawda na mnie patrzyli, ale co tam. W końcu wzięłam laskę pod pachę i wróciłyśmy do domu. Wieczorem nad jeziorem a raczej "w" spotkałam wyśmienitego pływaka. Jest tak wyśmienity, że wystarcza mu zaczerpnąć powietrza tylko 4 do 7 razy na godzinę. Do tego pięknie nurkował ze swoją towarzyszką, jak sądzę, życia. Aha, a rano, znaczy już dziś rano, mam zamiar wykąpać się w jeziorze ok. 6.00 rano. Siostra mi proponuje, by to zrobić w toplessie, czyli raczej bez niż z, ale sama nie wiem, w końcu jacyś wędkarze o tej porze mogą wypłynąć zza trzcin. Lavinko, wybacz mi, że nie podejmuję na mym wątku szerszej dyskusji o Unii, ale teoretycznie możemy kiedyś o tym porozmawiać :-) przy piwie. A z tym groszem, to chyba eurocent będzie, nie? p.s. na szczęście placek rośnie ładnie, a zapowiadał się kiepsko. Może jednak nauczę się kiedyś piec i gotować ;-) z pamiętnika hanyi sygnaturka na dziś: "raz, dwa, 3, 4, maszerują bulterriery, a za nimi Pixi Dixi, co się myje w proszku Ixi i dobrze, że Vizir tego nie widział" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Hanyu, a o jakim jeziorze mowa? 11.06.03, 10:02 Czy to aby jezioro z jesiotrami? Koło Czarnkowa? Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Jest z siostrami jezioro 11.06.03, 12:32 aard napisał: > Czy to aby jezioro z jesiotrami? To jezsiostrami zioro. Przeca pisza! Odpowiedz Link Zgłoś
ileana Re: Moje 45 postów...(0) 11.06.03, 10:50 Jak tak dalej pojdzie to ja z torbami ...nie widze mnie dobrze.... Chyba przestane pracowac ha,ha. Czuje sie jak w labiryncie watkow ,postow ,mysli ,zartow.. Szok. Hanya gratuluje..nastepna lektorka do poduszki,ha,ha, I jeszcze te upaly..Mam prosbe,wyslijcie kochani troche chmurek na niebie,moga byc ciezkie czarne i zwaliste,,jeziorko,w miare zimne,wicher jakis,slote,mgle,i deszcz w zamian duzo slonca (tu nawet w nocy grzeje) morza cieplego(za cieplego)i mojej radosci jaka mnie napawa Lodzka Fratreria pozdrawiam slonecznie i goraco ileana Odpowiedz Link Zgłoś
the_borg Borgi odnotowują swoją obecność 11.06.03, 11:27 Na tym zanczącym wątku. Tak się tworzy historię, wystarczy się wychylić przed kamerą zza ramienia premiera i już :-) Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Róbmy swoje a nie stroje (35) 11.06.03, 23:10 Jednak nasi piłkarze najwyraźniej nie wiedzą, co mają robić na boisku :( Szkoda tych 3 piw w lodówce, już przy pierwszej połowie odechciało mi się patrzeć w ekran TV, a do lustra pić nie zwykłam. Co do jeziora to chyba nie sądzicie, że zdradzę Wam, w którym jeziorze kąpią się półnagie (aha, je)siostry ;-) Jezioro jest w niedalekiej okolicy, małe, zarośniete, schowane w lesie. Ale jakby co, chętnie pokażę, jak mnie tu ktoś nawiedzi. I fakt, faktem, a raczej akt, aktem, kapiel była super. Woda o 5.35 nad ranem jest naprawdę ciepła. Wędkarzy jeszcze nie ma, tylko łabędzie, ale te nie należą do gatunku podglądaczy. Aha, generalnie, ten kto wymyślił stroje kapielowe, ten się mocno pomylił... hanya pseudo-sygnaturka nastrojowa na dziś: "na stroje nas troje nastroje się skończyły" Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Porozmawiaj z nią...- odcinek (36), w kinie 15.06.03, 22:30 Byłam dziś po kilkuletniej przerwie w moim kinie w MDK (Miejskim Domu Kultury :) Właściwie moja ostatnia tam wizyta związana była z ukończeniem przeze mnie liceum i wręczeniem świadectw maturalnych, bo właściwie to nasze kino pełni taką wieloraką funkcję. Zasadniczo jest tam więc scena widowiskowa, a kino stanowi ekran zawieszany, w miarę potrzeby. Kino jest małe, ale jeszcze mniej ma widzów, dzisiaj było 19-tu, choć pamiętam czasy, że był i komplet, ale pewnie było to przy okazji obowiązkowych muzycznych audycji jeszcze w podstawówce. A swoją drogą, szkoda, że nasze kino upadło, aczkolwiek w ostatnich miesiącach następuje jego reaktywacja. Tylko pewnie na Matrixa przyjdzie czekać do Gwiazdki, jak już w wielkomiejskich kinach zaczną grać III część ;-) Ale mimo słabszej kopii, niewygodnych krzeseł moje kino ma swój urok. Po pierwsze nie ma wszechobecnego smrodu pop-cornu, nie walają się butelki po coli czy pepsi, nie ma 20 minutowego bloku reklamowego, nie ma wreszcie tłoku, a tomipasi najbardziej :) Klimat małomiasteczkowego kina sprzyja refleksji i prawdziwej zadumie, naprawdę. Przytłaczają mnie osobiście molochy kinowe, szczerze mówiąc byłam w takim raz jeden, jedyny. Nawet w Poznaniu wybierałam kina mniejsze a seanse późniejsze, np. o 23.59 A teraz o filmie :) Piękny, niby o prostych sprawach ale uwikłanych w gęsty splot zdarzeń. Taki życiowy, można powiedzieć. Wiem, wiem, że filmy są do oglądania, a noce i dnie do przeżywania (to z ostatnich Wysokich obcasów ;) Ale czyż film nie jest obrazem, wizją życia, które zrodziło się w żyjącym przecież ludzkim umyśle? Skoro tak, to nie jest on już tylko prowokacją, jest rozmową, podobną do tej, która ja np. prowadzę tu i teraz. Opowiadamy sobie przeróżne historie, prawdziwe, mniej prawdziwe, zmyślone. Czasem stąpamy po ziemi twardo, innym razem bujniemy sie gdzieś w chmurki. I o to chodzi. Wiem, Ameryki tu nie odkrywam, ale czasem trzeba sobie samemu takie proste rzeczy powiedzieć. Kocham kino :) bo kocham życie. O TV opowiem w następnym odcinku :) hanya pseudo-sygnaturka przeprasza, ale została w kinie po godzinach ;) Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Dlaczego były, a teraz ich nie ma ? (37) 16.06.03, 23:58 Było forum dla sztuki przyjemnej rozmowy, na którym wszystko się zaczęło. Było forum od spojrzenia w nicość, na którym mogłam napisać o zatkanym nosie. I nagle ich nie ma :( Czy mogę po raz drugi w moim wątku powiedzieć, że jest mi chwilowo smutno. Ale zaznaczam, tylko chwilowo ;) Kiedyś napiszę pewnie, było forum Łódź... hanya pseudo-sygnaturka ma kłopot, boli ją głowa i chyba położy się spać Odpowiedz Link Zgłoś
aard Smutne to... 17.06.03, 10:42 Aric zamknął Spojrzenie z braku ruchu na nim. Tylko ja pisałem przez ostatni miesiąc jego istnienia. Ale szkoda, ze to zrobił tak nagle, bo wiele fajnych postów przepadło chyba bez wieści... Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Ulubione, rzeczy proste i złożone (38) 23.06.03, 18:06 ulubione - bardzo wygodna opcja nie tylko do przeglądania stronek -ulubione forum - Łódź (po prostu łatwiej się otwiera :) -ulubiony kubek, kiedyś - zielony, skończył marnie - bo zaklinowała sie w nim caffetierka i po kubku, bo by ją wykręcić musiałam ulubiony kubek poświęcić -ulubiony kubek obecnie - żółty, nastał po zielonym, ale aktualnie ma złamane uszko i żaden klej nie chce uszka trzymać (właśnie odpadło już sklejone) -ulubione posty - własne i nieścisłe ;) -ulubione wątki - jw. -ulubione zajęcie - żyć -ulubiona czynność - pić (kawę np.) -ulubione nie/zajęcie - nie umierać za wcześnie hanya nowa pseudo-sygnaturka na dziś, to moja ulubiona ale musiałabym ją komus skraść, a chyba nie zapytałam o zgodę ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: med_max Re: Ulubione, rzeczy proste i złożone (38) IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.06.03, 20:11 hanya napisała: > ulubione - bardzo wygodna opcja nie tylko do przeglądania stronek > -ulubione forum - Łódź (po prostu łatwiej się otwiera :) > -ulubiony kubek, kiedyś - zielony, skończył marnie - bo zaklinowała sie w nim > caffetierka i po kubku, bo by ją wykręcić musiałam ulubiony kubek poświęcić > -ulubiony kubek obecnie - żółty, nastał po zielonym, ale aktualnie ma złamane > uszko i żaden klej nie chce uszka trzymać (właśnie odpadło już sklejone) > -ulubione posty - własne i nieścisłe ;) > -ulubione wątki - jw. > -ulubione zajęcie - żyć > -ulubiona czynność - pić (kawę np.) > -ulubione nie/zajęcie - nie umierać za wcześnie > hanya > > nowa pseudo-sygnaturka na dziś, to moja ulubiona > ale musiałabym ją komus skraść, a chyba nie zapytałam o zgodę ;) Moja ulubiona Forumowiczka: Hanya Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Odkryłam dziś tajemnice mojego niepowodzenia (39) 26.06.03, 22:06 w kuchni ;) Do tej pory długo sie zastanawiałam, co sprawia, że przypalam mięso, że zapominam o jakimś arcyważnym składniku zupy, że sos, który wg opisuu miał być daniem dnia, okazuje się zawiesiną dziwnego i niesprecyzowanego smaku. Tajemnica ta odkryta została przeze mnie dziś przez przypadek... Zaprawiałam dzisiaj z Siostrą kompoty z czereśni, zajęcie może nie typowo kuchenne, bo z gotowaniem sensu stricte niewiele ma wspólnego, ale. Ostatecznie pominąwszy wszelkie zabiegi przedkuchenne, tj. przyszykowanie słoików i zakrętek, zerwanie 3 koszyków czereśni połączone ze wspinaczką na drzewo, z którego roztacza sie piękny widok na moje miasto... itp.itd. powróćmy zatem do kuchni. Jak robimy kompot, każda gospodyni domowa wie. Nie wymaga on kunsztownego doprawiania, ani pieszczotliweo mieszania, ani też próbowania, którego nawiasem mówiąc w kuchni nie znoszę (dlatego zawze gotuję na oko i potem nie zawsze smak jest zgodny z przepisem, jak w przypadku wspomnianego już sosu ;), ale wracamy do kompotu. Więc (nie zaczynamy zdania od więc, tak wiem...) ten kompot się już gotuje w słoikach, a ja nie mam już nic do gotowania i co robię? Tańczę, tak właśnie, tańczę swój taniec kuchenny. Radio gra akurat fajne kawałki, a ja tańczę swoje. To jest mój taniec, obserwatorami są Mama i Siostra i chyba są tak zafascynowane ;), że nie mogą wydobyć słowa, jedynie mój Tata trzeźwo ocenia sytuację, zaglądając do kuchni: - Co to kick boxing?????, a ja mu na to - Tato, to mój taniec :) Tata dalej próbuje dociec prawdy, - To może to rock? A ja sobie myślę, przecież rock to nie taniec, rock, to rock i upieram sie przy swoim: - Tato to mój taniec, taniec współczesny... I tańczę tak sobie dalej, kompot się gotuje, oczywiście pod moim czujnym okiem :) I tu właśnie dochodzę do sedna tajemnicy. Tkwi ona w moim tańcu. Ja po prostu w kuchni zamiast gotować, tańczę. Tańczę ze szklankami, z talerzami, żongluję sztućcami, macham serwetkami i kuchennymi łapkami, jakby to były wachlarze. Naprawdę tak robię. A gdy już usiądę przy stole, tańczę na siedząco :) Co do gotowania, to schodzi ono na drugi plan. Ta nieożywiona materia bulgotająca w garnku nie jest w stanie oderwać mnie od ruchu. Nie mam cierpliwości do ślęczenia nad skomplikowanymi gramaturowo przepisami, do przeliczania masy łyżki masła itp. Jeśli już, to nawet wolę przygotowywać dania zimne, typu sałatki, z gatunku "co się nawinie", galaretki - bo to proste w wykonaniu. No dobrze, jeszcze ciasta nienajgorsze piekę. Ale z takich typowych dań to aktualnie mam w menu: kawę z ekspressu, herbatę, wodę z cytryną, budyń z papierka, makaron, ryż i inne nieskomplikowane. Z bardziej skomplikowanych potrafię zrobić wybiórczo schabowe, rosół, pomidorową. Ale obiecuję, kiedyś się nauczę gotować. hanya, tańcząca z widelcami pseudo-sygnaturka myśli, że nastąpi ciąg dalszy :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: med_max Re: Odkryłam dziś tajemnice mojego niepowodzenia IP: *.lodz.dialog.net.pl 26.06.03, 22:14 ja znam takiego, co od rana tańczy w pracy;) teraz juz wiem skąd te niepowodzenia:) Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Syndrom jednego dnia (40) 27.06.03, 00:45 Objawia(ł) się u mnie wielorako ;) W czasie sesji wiadomo, zawsze brakowało tego jednego dnia przed egzaminem, projektem, zaliczeniem. Żeby jeszcze coś powtórzyć, coś przedyskutować, zrobić ściągi. Jednego dnia brakuje też nie tylko na naukę, ale aby pójść na regeneracyjny spacer, zjeść spokojnie normalny obiad, wreszcie wyspać się przed egzaminem. Odwieczny problem niezorganizowania nauki mnie przynajmniej dotyczył i dotyczy nadal. Natomiast inna sprawa to syndrom jednego dnia tuż przed wyjazdem. Tak się składa w moim życiu, że nie lubię pakowania, gdziekolwiek i w cokolwiek. Jakoś nie mam daru do kompletowania bagażu na kilka dni przed wyjazdem. Owszem przeglądam rzeczy, myślę, co wziąć, czasami robię nawet listę szczegółową. Generalnie jednak pakowanie i wszelkie towarzyszące czynności zostawiam na ostatnią chwilę. Zresztą tak mi najlepiej wychodzi. Jak np. dzisiaj. Dodatkowo problem pakowania związany jest jednak u mnie z potrzebą pozostawienia lub też wysłania w świat ważnych informacji. Nagle w obliczu rozłąki ze stałym miejscem pobytu dają o sobie znać wszelkie sprawy niecierpiące zwłoki ;) W noc poprzedzającą wyjazd, zamiast wyspać się porządnie, układam papiery na biurku, wysyłam zaległe sms-y, maile, a odkąd piszę na forum , to piszę na forum ;), no i jeszcze oczywiście czytam, co się da. Zresztą i tak jeszcze rano dopiero zapinam plecak na ostatni guzik zwany zamkiem. I nie jest to tylko objaw uzależnienia od netu, czy nagłej potrzeby wypowiedzenia się na jakiś tam głupkowaty temat. Jest to potrzeba chwili, tak jakby od tego miało zależeć następne kilka dni. To dziwne uczucie wyzwala jednak we mnie podwójny zapał do działania. Jak mam coś jeszcze posprzątać to sprzątam 2 razy szybciej, jak mam coś jeszcze napisać, to z marszu długaśne posty, wszystko kosztem zdrowego snu. Robię to teraz i akurat teraz. Dlaczego tak się dzieje? Chyba dlatego, że nagle odczuwam potrzebę wyrzucenia z siebie nagromadzonych informacji, emocji, przeżyć i jakby podświadomie czuję, że jeśli nie zrobię tego tu i teraz, to nie zrobię tego nigdy. To bzdura pewnie, bo w sumie ja to wszystko wiem a przecież nie mam pewności, że do kogoś to dotrze, jednak sama świadomość spełnienia jakiejś swojej zachcianki już mnie uspokaja ;) Im bliżej mojego końca tym bardziej sentymentalna się robię. Ale wracając do kwestii samozorganizowania się, to dodatkowo zawsze myślę o dzieciach. Ale nie w kontekście ich braków (czyli braku organizacji w samych dzieciach ;) tylko w kontekście mnie, jako dajmy na to organizatorki czasu i życia dzieci. Chcę wierzyć, że to wszystko ogarnia tzw. instynkt macierzyński, bo jeśli nie, to ja w życiu dziecka mieć nie będę ;) Przecież o dziecko trzeba się troszczyć non-stop, nie można dziecku powiedzieć, że czegoś tam nie ma, bo mnie się zapomniało, bo nie zdążyłam czegoś zrobić, bo nie wymierzyłam dobrze potrzebnego czasu. Czy takie życie na wariackich papierach, z pozornym jedynie spokojem nie powoduje u dziecka nerwicy np., poczucia niepewności losu i dnia następnego. Troszkę chyba odbiegłam od tematu, ale chodzi mi toto po głowie od jakiegoś czasu. Nie dziecko, tylko organizacja czasu ;) Więc tak, na dzień dzisiejszy np. mam wstać za 6 godzin, a mam jeszcze trochę do zrobienia, więc pożegnam się. Na szczęście mam w zapasie jeszcze godzinę w samochodzie, na przejrzenie papierów, ustalenie drobiazgów w stylu, gdzie pójść, co załatwić, co kupić. A żeby było śmieszniej wyjazd nie jest jakiś tam super skomplikowany, czy odległy w czasie i przestrzeni. Normalny wyjazd, na 3 dni do innego miasta :) hanya, niezorganizowana podróżniczka pseudo-sygnaturka na dziś domaga się jeszcze kolejnego postu, ale chyba nie ma już siły na więcej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: med_max Re: Syndrom jednego dnia (40) IP: *.lodz.dialog.net.pl 27.06.03, 07:33 Hany, jestes jak najbardziej poukładana. dedykuje Ci fragment listu chorego na raka G Marqueza: "Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej, jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę..." Fakt, że wszyscy coś robią jakoś tam nie oznacza wcale, że czynią właściwie. Warto czasem ufać swoim 5 zmysłom Odpowiedz Link Zgłoś
hanya to ja nie w temacie (41) 29.06.03, 23:51 przytoczę damską rozmowę znad Malty: - Co robimy? - Nie wiem, mnie wszystko jedno. A Ty chcesz gdzieś iść? - Mnie też wszystko jedno, ty jesteś młodsza, to decyduj. - No ale co chcesz robić? Ty chyba jesteś zmęczona, więc może wracamy? - Mnie wszystko jedno. - A chcesz coś zjeść? - Nie, w sumie to nie jestem głodna, zresztą tak późno to niezdrowo jeść. - Masz rację, będziemy zdrowsze i szczuplejsze. A napijesz się czegoś. - Coś Ty, piwo na pusty żołądek, to niezdrowo. - Wiesz co? Ja to bym się napiła dobrej herbatki, tylko nie wiem jakiej. - No, a jaka to jest wg Ciebie dobra? - No nie wiem, raz piłam taką, miętową Liptona. Chyba była dobra. - A wiesz co, ja bym się napiła gorącej herbatki z cytryną. - A ja w ogóle to najchętniej napiłabym się..., wiesz czego? - No, pewnie ciepłego mleka. Tak, mleko jest dobre na sen. - No właśnie, to co? Jedziemy do rynku, bo tam są sklepy 24h, a u nas nie ma. - Ale wiesz, przez rynek to będziemy musiały potem pieszo na rondo iść. - No fakt, to chyba zrezygnujemy. - Ale zostało trochę mleka w domu. - Kapinkę. - To zrobimy bawarkę, na bawarkę wystarczy. - No dobra, jak chcesz. hanya p.s. bawarka była pyszna :) a gdyby ktoś w Łodzi nie wiedział :), bawarka=herbata z mlekiem pseudo-sygnaturka powróciwszy z Malty idzie spać i brzmi: "a jam tam była, bawarkę piłam" Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Przyjechały dzieci na wakacje (42) 30.06.03, 21:52 dzieci nie moje ;) ale mojego rodzeństwa liczba "sztuk": 4 wiek dzieci: 6,10,11,15 w roli opiekunów: Babcia, Dziadek, ciocia Hania zainteresowania dzieci: książki, bajki, gry komputerowe-ostatnio Robin Hood Dzisiaj dyżur łazienkowy przypadł Babci. Mój jutro. Czeka mnie też prawdopodobnie wyprawa z wesołą czwóreczką na basen, o zgrozo. Nie, no może jakoś przetrwam, to przecież zaledwie tydzień. Jeżelibym jednak nie odezwała się za tydzień, tzn. że poległam na polu walki z kretesem i zapadłam na głuchotę, mam połamane palce, albo zostałam przez dzieci zadeptana i zmasakrowana, albo wywieźli mnie do wariatkowa. hanya pseudo-sygnaturka nieuchronnie zmierza do kresu swojej żywotności i pomysłowości, wszelkie reklamacje po terminie nie będą uwzględniane: "odliczanie dociera do fazy ostatecznej, już tylko 43,44,45 a raczej 3,2,1 i STOP" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Nasze 100 po1ó0w na tym wątku (100) 01.07.03, 11:29 Niech żyje wątek hanyowy! I niech Hanya niezadeptana tupotem małych nóżek żyje! Odpowiedz Link Zgłoś
hanya Nie ma ideałów... (43) 01.07.03, 23:05 naprawdę nie ma... Bo nie ma idealnego człowieka,mężczyzny, kobiety, męża, żony, dziecka, kochanki. Są tylko prawie-ideały. Prawie ideał jest OK, jest prawie taki, jak go sobie wymarzyliśmy, wyśniliśmy. Jest i już. Wiele byśmy w nim zmienili, ale wiemy, że to i tak nic nie zmieni, bo ideałem się nie stanie, ale jako prawie-ideał nam pasuje. Jestem wolna, nieograniczona, zakodowana, spoko jak na mnie, prawie idealna ciocia ;) Idealna ciocia nie istnieje jednak, bo idealna ciocia nie pije vermoutha, choć go nie lubi wcale a tylko dlatego, że tokaj się skończył. Idealna ciocia kładzie się wcześnie, by wcześnie wstac i wygrać w konkursie o czekoladkę ;) Chrzanić plany i schematy! Idealna ciocia zakochuje się w idealnym wujku i wiedzie idealne życie, które nie istnieje. A prawie idealna ciocia prawie się zakochuje w prawie idealnym wujku :) i prawie idealnie żyją na prawie idealnym świecie... hanya pseudo-sygnaturka i ciocia naprawdę chyba się prawie upiły ;) i tylko nie wiedzą jeszcze czy to prawnie dozwolone... p.s. Nasze posty Med_maxie, Aardzie, Teuf(e)lu, Dziadu_borowy, Eyemakku, Neochułanie, Lavinko, Neochuanie (po raz drugi, jednakże tym razem zalogowany :), Hubarze, Ileano, The borg i wszyscy inni też są prawie idealne :) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Prawie idealne pawie prawnie dozwolone 02.07.03, 09:39 Ja tam wierzę w ideały. Bardzo mocno wierzę i bardzo bardzo bardzo mocno ich poszukuję. George Bernard Shaw powiedział kiedyś, że "ideały są jak gwiazdy: nie można ich osiągnąć, ale można się według nich orientować". Ładne to i zgodne z Twoją, Hanyu, opinią, ale do mnie bardziej przemawiają słowa marszałka Pisudskiego: "Nieprawdą jest, że głową muru nie przebijesz". Moim zdaniem chcieć to móc, a ideały istnieją i ja je znajduj i znajdywać będę. A kompromis boli... Odpowiedz Link Zgłoś
hanya The mystery number "czterdzieści cztery" (44) 02.07.03, 20:53 Macie swoje największe tajemnice życia? Ja mam takich kilka ;) Ostatnia największa nosi imię "44". Choc za jakiś czas pewnie pojawi sie kolejna większa. Tylko, czy większa może być większa od już największej? ;) Jedno jest tylko prawie pewne, to jest moja najpiękniejsza tajemnica, jak do tej pory ;) hanya pseudo-sygnaturka wypisuje podanie o urlop wypoczynkowy i pakuje się na wycieczkę do archiwum Odpowiedz Link Zgłoś
hanya This is the end my beautiful friend (45) 02.07.03, 22:10 Nigdy nie napisałam żadnej mowy pożegnalnej, więc i ta taką nie będzie ;) Zjawiłam się na tym forum zupełnie tego nie planując, ot spontanicznie zaczęłam pisać. Szczęśliwym trafem poznałam tu bardzo fajnych i przyjaznych ludzi. Poznając innych poznałam siebie. I nie są to tylko patetyczne słowa rzucone na wiatr. Wiem, do kogo to mówię, wiem, z kim rozmawiam. Anonimowości na forum stanowczo mówimy nie :) Forum Łódź dla mnie przynajmniej jest miejscem szczególnym, wyjątkowym. Nie zdążyłam opowiedzieć Wam o wszystkim i sobie o wielu rzeczach. I nie zdążę też przeczytać o wszystkim. Zadałam sobie kiedyś pytanie, w ilu obrazach, w ilu słowach można ukazać siebie, swój świat, w ilu obrazach i słowach można wreszcie dostrzec innych. Nierzadko myślałam, "przecież nie mam o czym pisać, co ciekawego mogę powiedzieć", a jednak... Dla mnie była to nie tylko fajna zabawa, ale też nauka. Liczby obrazów i słów nie określiłam, jednak ten rozdział zamykam. Dopisuję ostatni post, zamykam wątek jak książkę, odkładam na półkę. Kiedyś na pewno ją jeszcze otworzę :) A jutro napiszę nową książkę i będę sławna ;) Mam tu kilka typów ;), które chciałabym jeszcze bliżej poznać, jeśli tylko mi na to pozwolą. Jednak nie dziś, nie jutro, ale kiedyś... Było mi bardzo miło :) hanya pseudo-sygnaturka urlopuje się proszę nie przeszkadzać ;) Odpowiedz Link Zgłoś
med_max rzecz raczej... 02.07.03, 23:34 "Rzecz taka jakby zwykła Zjawiłaś się i znikłaś A ja już mam depresję I już za Tobą tęsknię" Z pamięci napisałem, ale te słowa najlepiej wyrażą co czuje przyjaciel gdy łódź oddala się od brzegu. A im Łódź jest dalej, tym wieksza jest samotność i na nic zdadzą się rzucane na fale kamyki pocieszenia. Odpowiedz Link Zgłoś