Dodaj do ulubionych

Moje 45 postów...(0)

    • hanya Zakochałam się :-) w wieku (22) lat w Italli 12.05.03, 14:24
      a dzisiaj w Finlandii dla odmiany :) ale nie w wódce ;)
      zakochałam się w kraju, w którym na 1 kilometr kwadratowy przypada tylko 17
      osób. Lasy zajmują trzy czwarte powierzchni kraju i mają tam około 190 000
      jezior. Toż to prawdziwy raj dla mnie...
      Jeszcze tam oczywiście nie byłam, ale kiedyś będę :)
      A jutro też się gdzieś zakocham ;)
      pozdrawiam, hanya

      nowa pseudo-sygnaturka, kreaturka na dziś:
      "była sobie raz Chinka, co chciała wyjść za Finka,
      była też raz Polka z Pyrlandii, co chciała zamieszkać w Finlandii"
      • hanya per primo, per 2, per 3 czyli (23) 12.05.03, 14:42
        per primo:
        double "ll" w Italii ;) jakież to banalne, oczywiście pomyłak niezamierzony ;)
        ale Włosi faktycznie kiepsko znają angielski, tak jak ja włoski :)
        per secondo:
        jest to niezbity powód do założenia kolejnego postu ;)
        per terzo:
        jest to już mój półmetek, więc taki połówkowy (ale proszę znowu nie mylić z
        wódką ;) post jest jak najbardziej na miejscu i tym bliżej do
        per quatro e per quinto: czyli (45)
        ciao, ciao, e vado nell giardino, hanya

        pseudo-sygnaturka bez zmian, albo i nie, tak a'propos moich miłości po włosku:
        "L'amore che economizza non e mai vero amore"
        - a że o miłości mówią wszyscy jednym językiem, myślę że tłumaczonko jest
        niekonieczne, no chyba że na privie ;)
      • neochuan Re: Zakochałam się :-) w wieku (22) lat w Italli 12.05.03, 14:47
        Polisz your Englisz po Finisz, bo w Kanadzie jest jeszcze mniej ludzi, a więcej
        lasów!
        • hanya nie chcę za wielką wódę iść, mam (24) lata 12.05.03, 14:57
          jestem zakochana w Finlandii i chcę za Fina ;)
          a zresztą ja jestem z Czarnkowa i nie umiem pływać - p.s. - czy któś ??????
          (np Neochółan ;) wie, z jakiego to filmu cytacik?
          no chyba że popłynę kanadyjką :)
          pozdrawiam z ogródka, w którym już dawno powinnam być, hanya

          nowa pseudo-sygnaturka brzmi:
          "trzeciej sygnaturki na dziś nie będzie, nie dam rady ;)"
          • neochuan Re: nie chcę za wielką wódę iść, mam (24) lata 12.05.03, 15:05
            Nie wiem, bo filmy mi się zazwyczaj urywają gdzieś w połowie, gdyż jestem sobie
            mistrz formy krótkiej, a co finka, to nie kanadyjka, choć patrząc bardziej
            globalnie-kontynentalnie, to takoż od finki polec, co na amerykance lec i
            jedząc angielkę pogrywać w chińczyka lub rosyjską ruletkę na tem szwedzkiem
            stole. Klucz tkwi we Francuzie...
            • aard Mokra Włoszka 12.05.03, 15:12
              Mokra Włoszka chciała udawać Greka. Patrzy tatu to tam, a tam ich troje.
              • neochuan Re: Mokra Włoszka 12.05.03, 15:22
                I z tego wszystkiego
                Ima jej Hiszpanka
                W boleściach i kolkach
                Wieczora i Ranka
              • neochuan Serial 12.05.03, 15:25
                Bardzo wysoko mniemam, że serial ten o szpitalu
                Dokładnie opisują te stany fizyczne i psychiczne oni
                Też i bolączki społeczne
                Naszego narodu u progu
                Wejścia
                Jebut no to
                Lewa tywa
    • hanya Pozdrowienia z Warszawy :) (25) 18.05.03, 18:30
      Tak, tak, to, prawda, wiatr aż tutaj mnie rzucił :)
      Czekając sobie na pociąg, korzystam z okazji wypuszczenia pozdrowień dla Łodzi -
      (z Dworca Centralnego) a zwłaszcza tej smutnej części, która legła wczoraj
      nieco w walce ;)
      Ale ja z tym nic wspólnego nie mam, zresztą nie było mnie w tych stronach
      jeszcze nawet. Tymczasem ruszam w dalszą drogę, mój cel ostateczny to BP -
      jakkolwiek to rozumieć...
      hanya

      nowa pseudo-sygnaturka, warszawska na dziś:
      "sygnaturka stołeczna, bardzo słoneczna"
      • hubar Re: Pozdrowienia z Warszawy :) (25) 18.05.03, 18:56
        hanya napisała:
        > Tak, tak, to, prawda, wiatr aż tutaj mnie rzucił :)
        Czekając sobie na pociąg, korzystam z okazji wypuszczenia pozdrowień dla Łodzi -
        (z Dworca Centralnego) a zwłaszcza tej smutnej części, która legła wczoraj
        nieco w walce ;)
        --
        To chyba taże dla mnie?
        Piszę, co by nie było, że nie czytam ;-)
      • aard Tośmy się o tydzień rozminęli :-( 19.05.03, 09:44
        Warszawo, oczekuj mnie w najbliższy piątek!
    • hanya Podróż za jeden uśmiech (26) 26.05.03, 00:07
      Ostatnie 10 dni żywota mego świetnego spędziłam w podróży...
      Przejechałam 1010km - wedle informacji na bilecie kolejowym - swoją drogą
      kolejową, tak na bocznicy pytanko, co było pierwsze koleje losu, czy los(y)
      kolei?

      Jechałam, jechałam, jechałam, jak Fileas Fogg na wschód. W przedziale kolejowym
      przeważnie komplet pasażerów.
      Pociąg nr 1. Młodzieniec w jasnej koszuli w kratkę czytał instrukcję obsługi
      PHP2, pan naprzeciwko łykał Newsweeka, pan po lewej wertował Biblię, dziewczyna
      w czerwonych włosach magazyn kobiecy Look, chłopak obok dziewczyny czytał o
      pięknej Waszawie, pani w różowym sweterku z chorą nogą nic nie czytała, pani w
      czarnym sweterku (ze zdrowymi nogami :) też nie czytała. Tak było w pociągu nr
      1, pasażerów w przedziale 8, uśmiechów 0, poza moimi, ale te do statystyki nie
      wchodzą.
      Nadjeżdzą kolejny pociąg, tymczasem pasażerów prosimy o odsunięcie się od torów
      i zwrócenia uwagi na bagaż osobisty (czy bagaż doświadczeń też?) - jesteśmy w
      końcu w Warszawie Centralnej. W przedziale prawie komplet z tendencją
      rotacyjną, pan z okularami na czubku nosa czytał jakiś fantastyczny kryminał,
      pani w zielonej garsonce nic nie czytała, tylko narzekała na koleje (czyżby
      koleje losu?), starszy pan nie czytał, dwie panie z reklamówkami również
      narzekały, że pociąg się wlecze i staje na każdej stacyjce, pan przy drzwiach
      nie czytał nic, ale chociaż nie narzekał, dziewczyna w fioletowym sweterku
      czytała notatki. Statystycznie w pociągu nr 2 podobnie z jedną rónicą...
      Na którejś kolejnej stacyjce pociąg stoi nieco dłużej. Zaciekawiona wychylam
      głowę z okna, obserwując koleje losu. Witają się serdecznie kolejowi
      pracownicy, chwilka miłej pogawędki, wreszcie rozlega się głośny i długi dźwięk
      kolejowego gwizdka - ja wpatrzona i wsłuchana w zjawisko uśmiecham się zalotnie
      do konduktora (nie, żebym jechała na gapę ;) - on sam chwali się jak pięknie
      gwiżdże, a ja w nagrodę posyłam mu uśmiech szczery.
      Mija chwil kilka, przychodzi chwila prawdy, kontrola biletów. Zagląda znajoma
      postać konduktora. Podaję mu z uśmiechem bilet, by go zaraz dostać wraz z
      jedynym uśmiechem w tej podróży :) Za ten właśnie uśmiech przejechałam taki
      szmat drogi, ale było warto.

      W drodze powrotnej, pociąg nr 3, również rotacyjnie komplet pasażerów.
      Usmiechów: 2, ale nie wiem, czy zaliczyć, bo były to uśmiechy podziękowania,
      pani za odkręcenie wody i chłopaka, upewniającego się, czy wsiadł w dobry
      wagon.

      A teraz coś o wartości uśmiechu, spisane przez Przyjaciela:
      - Nic nie kosztuje, ale wiele daje.
      - Wzbogaca tych, którzy go otrzymują, nie zubażając tych, którzy go dają.
      - Trwa tylko chwilę, a pamięta się go czasem przez całe życie.
      - Nikt nie jest na tle bogaty, by mógł bez niego żyć i nikt nie jest na tyle
      biedny, by nie móc sobie nań pozwolić.
      - Przynoosi szczęście do domu, decyduje o powodzeniu w interesach i jest hasłem
      dla przyjaciół.
      - Jest odpoczynkiem zmęczonych, światłem zniechęconych, słońcem smutnych i
      najlepszym, danym przez Naturę, środkiem na kłopoty.
      - Jednak nie można go kupić, wyżebrać, pożyczyć ani ukraść, ponieważ dla nikogo
      nie stanowi żadnej wartości, dopóki się go nie podaruje.
      - Nikt bowiem nie potrzebuje się śmiać tak bardzo jakci, którym nie zostało już
      nic do dania!
      - Uśmiech jest światłem, które ukazuje się w otwartym oknie oblicza i oznajmia,
      że serce jest w domu.
      hanya

      nowa uśmiechnięta pseudo-sygnaturka na dziś (ale uśmiechajmy się zawsze, nie
      tylko dnia 26-ego :)
      "i nastał dzień 26-ty
      i przyszedł czas na post 26-ty"
      • aard Pociąg do uśmiechu... 26.05.03, 13:21
        Uśmiech w podróży się bardzo przydaje :-))))
        Wczoraj w drodze powrotnej z Warszawy poznałem pewną przeuroczą dziewczynę
        właśnie dlatego, że w odpowiedniej chwili się do siebie usmiechnęliśmy :-)
        Potem to już była formalność...

        Uśmiechu życzę!
    • hanya Zaczęło się całkiem niewinnie...(27) 26.05.03, 19:35
      Właśnie świętowałyśmy (Mama i ja, i Siostra ma) 26-ty dzień maja i już za
      chwilę miałam poczuć się jak w niebie za sprawą pewnego smakołyku (tak
      przynajmniej głosi reklama:), gdy nagle spadłam z bielutkiej chmurki w szarą
      rzeczywistość, za sprawą słów mojej Mamy:
      - Dziewczynki*, wyniesiecie ten dywan w piłki** ze strychu***.
      Może komuś się jeszcze przyda, a może damy go do jakiegoś przedszkola.

      * Dziewczynki - to ja i Siostra ma
      ** dywan w piłki - to dywan w piłki, czyli w ośmiokątne czerwone piłki
      *** strych - to zabudowany dawny taras, wielkości mniej więcej małego M1, może
      i M2, obecnie przechowalnia sprzętu wszelakiego, np. nieudanych prezentów (o
      których zresztą na forum już pisałam), mebli, pustaków, okien, żelastwa i
      drewna w postaci różnistej, itp. itd.

      Cóż, cel szczytny, więc tak jak siedziałyśmy, wstałyśmy i udałyśmy się na
      strych. Po odkopaniu sterty kartonów, przestawieniu 8 krzeseł (4 to kolejny
      nietrafiony zakup, 4 to już wysłużone krzesła ;), pseudo-ławy, okna, desek,
      anteny TV i sprzętów innych jeszcze, dokopałyśmy się do dywanu - zakurzonego
      wcale nie z lekka, ale z grubsza. Wytargałyśmy go i dalej przez mały tarasik
      górny został spuszczony na tarasik dolny. Ale na tym nie koniec.
      Zakurzona a raczej wkurzona już dość istotnie złapałam miotełkę i wzięłam się
      za sprzątanie, które na strychu naszym sprowadza się do zamiatania i
      przestawiania sprzętów wszelakich. Już byłam skłonna tym razem urządzić tam
      nawet mały kącik relaksowy, akurat nadałyby się nogi od dawnej ławy (wystarczy
      tylko blat odpowiedni położyć) i 4 nietrafione krzesełka. Ale, ale, to tylko
      kiepski żart. Krzesełka w liczbie sztuk 8 złożyłam więc w stertę, ławę
      zdekompletowaną postawiłam pod oknem. Zapanował jako taki ład nijaki.
      Siostra w międzyczesie walczyła z tarasikiem dolnym, który zakurzył się od
      dywaniku.
      Wreszcie zmęczona i wkurzona już na maksa uznałam, że coś mi się jeszcze od
      życia należy, tym razem tylko powrót na chmurkę :)

      Gorąco polecam w chwili relaksu, mała przerwę porządkową, daje dużo do
      myślenia. I myślę, że w najbliższym czasie uda mi się poprzestawiać jeszcze
      parę sprzętów na tzw. strychu górnym (który kiedyś był dachem naszego domu ;),
      w piwnicy, tudzież garażu. Zatem niech żyją letnie porządki!!!!!!!
      hanya

      i tym samym powstaje nowa pseudo-sygnaturka na dziś:
      "Hurrrra, Święto Mamy - Porządki!"
      • aard A ja mamę zaskoczyłem :-) 27.05.03, 08:59
        Najpierw odwiedziłem Matkę-Założycielkę Rezerwatu Utopia i, w toku wizyty, w
        Szprocim ogrodzie ogołocenia z chabrów za łaskawym przyzwoleniem a nawet
        własnoręczną pomocą Szprociej Mamy dokonałem. Następnie z naręczem ww. chwastów
        do własnej Rodzicielki się udałem, by ją kompletnie swoją poniedziałkową (po
        niedzielnej również odbytej) wizytą zaskoczyć. Mama była uradowana! Ja też :-)
    • hanya Pani Haniu, proszę włączyć kierunkowskaz (28) 29.05.03, 10:42
      To z egzaminu na prawo jazdy... Akurat mi się przypomniał mój, przy okazji
      radiowej reklamy. Ło matko, kiedy to było, w maju 1996 r. Uczyłyśmy się z
      Siostrą na trawniku, ja na prawko, ona na maturę.
      Zdałam testy gładko, jazdę na palcu mniej gładko, bo pamiętam że z bólami
      3 razy poprawiałam garaż boczny chyba. Na ręcznym też jakoś dziwnie mi maluch
      zawarczał. A w mieście jakoś poszło. Ogólnie jednak po egzaminie miałam niesmak
      i nieprzyjemne uczucie, że albo ja albo mój instruktor popełniliśmy w czasie
      nauki jazdy jakieś istotne błędy.
      Ale co tam... Zapomniałam i prawko odłożyłam na półkę. Sporadycznie gdzieś tam
      jeździłam, ale zawsze w asyście. Dopiero od powiedzmy 2, może 3 lat jeżdżę i o
      dziwo ostatnio dostałam nawet samochód od rodziców na cały weekend :)
      Wiem, że jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale najważniejsze że myślę i jeżdżę
      odpowiedzialnie i czuję się pewnie. Nie patrzę na kierowcę pod kątem płci,
      tylko z ograniczonym zaufaniem traktuję go jak każdego innego, uczestnika
      ruchu, siebie również ;) A gdy wiozę kogoś wiem, że ten ktoś mi zauufał (albo
      przynajmniej tak mu się wydaje ;) i muszę zrobić wszystko, by nie siedział
      wciśnięty w fotel i skulony. Ale bez obaw, jeszcze nikt zawału ze mną nie
      dostał. A Siostra to nawet mnie chwali, że ładnie parkuję :)
      Szerokiej drogi wszystkim życzę!
      hanya

      nowa pseudo-sygnaturka na dziś, motoryzacyjna:
      "Baba z wozu, koniom lżej"
      • aard Z drucianego osiołka na stalowego rumaka 29.05.03, 11:09
        się niedługo przesiądę :-) Nie na stałe, bo rower na pewno nie pójdzie w
        odstawkę, ale when I get my motor runing and head out on the highway...
        A dziś mam kolejne dwie godziny jazdy. Egzamin pewnie za kilka tygodni :-)
    • hanya Dlaczego św. M. przychodzi tylko raz w roku? (29) 30.05.03, 00:18
      chroń przed chłodem i zamiecią, drogi Mikołaju Święty
      baloniki przynieś dzieciom, starszym zabierz mankamenty,
      niech się ludzie dogadają...
      a tym, którzy go nie mają, daj na Święta święty spokój

      To z zeszłorocznego "Karpika". Właśnie moje ulubione radio przypomniało
      świąteczne życzenia :) I co, spełniły się Wam?
      hanya

      pseudo-sygnaturka będzie przekornie zimowa:
      "ta zima kiedyś musi wrócić"


      • aard (że sparafrazuję swoją sygnaturkę): Zima precz! 30.05.03, 09:15
        św. Mikołaj to mój imienik, więc zimą nawet odpocząć nie dadzą, bo wciąż o te
        cholerne prezenty pytają, no a przede wszystkim jest ZIMNO, brrr...
        Może tym razem w listopadzie wyjadę wreszcie na ten Mauritius?
    • hanya Wypijmy za błędy, z o,(30) litra 30.05.03, 13:37
      Tak to jest, jak się robi 3 rzeczy na raz. 3 rzeczy, które wymagają skupienia
      się tylko na jednym.
      Jak się gotuje, szyje i pisze na forum równocześnie.
      Tak, właśnie tak, przypaliłam mięso :( - dymi się teraz w całej kuchni.
      Przeszycia idą tak sobie, bo mi szpulka z nitką tańcuje.
      A pisanie to już w ogóle ;)

      Dobrze, że chociaz piwko jakieś w skrytce znalazłam. Na pociechę chociaż to.
      hanya

      nowa pseudo-sygnaturka na dziiejsze spalone popołudnie:
      "Boguś, co Ty wiesz o gotowaniu"
    • hanya Mazowsze śpiewa na żywo :-) (31) 31.05.03, 23:38
      Naprawdę, widziałam :)
      Właśnie wróciłam z koncertu, który odbył się w naszym miejskim amfiteatrze.
      Było przeslicznie, przekolorowo, przejaskrawo, przezłotawo, przecudnie...
      I oczywiście wszystko na żywo, śpiewy, muzyka. Po prostu cudo. Perfekcyjnie
      przygotowane i wykonane. Bez żadnego ściemniania i odwalania. Po prostu
      klasyka! Polska kultura i tradycja muzyczna, w najlepszym wydaniu. Miasto
      oszalało, a tylu ludzi to dawno nie widziałam w naszym parku.
      I dlatego na rzecz takiej rozrywki odpuszczam wszelakie formy muzyki z TV, te
      niby "na żywo".
      Aha, a wczoraj wyszalałam się na koncercie IRY, też było super.
      Niby taka dziura to nasze miasto, ale jednak dbają o poziom kultury mieszkańców.
      Jestem Czarnkowianka, hej!
      hanya

      nowa, jeszcze majowa pseudo-sygnaturka na dziś, z repertuaru Mazowsza, tyle ile
      zdołałam zapamiętać:
      "znudziło mi się to panieństwo,
      pójdę choć za dziada"
      • aard Dzierżbór Czarnków! 02.06.03, 08:56
        hanya napisała:

        > "znudziło mi się to panieństwo,
        > pójdę choć za dziada"

        Dziadzie, do Boroty!
        • dziad_borowy Okej, okej, nie ma sprawy:-)))) 02.06.03, 13:32
          Martwi mnie tylko jedno. To "choc". Czy mi to aby nie ubliza? Czy nie jestem
          rozwazany jako ostatecznosc najostatniejsza z ostatecznosci? No, naprawde nie
          wiem jak sie ustosunkowac do tego "choc".
          Dzierżbór Czarnków!
          • aard Choćki - kloćki 02.06.03, 13:59
            Chodźże, kiń tę chmurność w głąb flaszy.
    • hanya Wreszcie w sejczentotrentadue wpisie (32) 03.06.03, 22:50
      wyjaśniło się :)

      Ja tymczasem wracam na swój wątek z podkulonym ogonkiem :)
      Po krótkiej przebieżce plażowej po forach różnych i spływie Wisłą po Łodzi
      dobijam do portu (a raczej postu), gdzie boso można brodzić.
      Nikt tu nikomu nie mruczy, nie warczy nie miauczy. Można spokojnie posiedzieć,
      popatrzeć, pomyśleć i napić się z literatką szampana mróżonego.
      Można powąchać bzów, bo choć konwalie już przekwitły, wiosna w pełni.
      Można spojrzeć prosto w oczy duszy.
      Można wreszcie zastanowić się, co by tu napisać na tym murze.
      Mam 2 puszki sprayu, mało ciekawe kolory, bo czarny i czerwony, ale zawszze to
      coś. Mam też chęć wielką namalowania czegoś na murze. Ba, mam nawet upatrzony
      mur - taki smutny, szary, długi. Ale mam chyba za dużo wątpliwości. I tak swoją
      drogą za mało talentu malarskiego, by coś fajnego stworzyć. Ale tak mnie korci.
      Na razie ćwiczę na sucho w garażu. Łażę z tą puszką i szukam miejsca na próbę.
      Znalazłam dziś jakąś dziwną skrzyneczkę, ale nie ma to jak posprayować po
      murze. Poczuć tę wolność i wymalować jakieś obrazki. Wszak pismo pisane
      rozwinęło się z obrazkowego. Więc to obrazy były pierwsze a nie literatura np.
      hanya

      nowa pseudo-sygnaturka na dziś i jutro, pojutrze i potem,
      specjalnie dla Dziada :)
      "ta panna wcale z dziadem dobrze mieć nie miała,
      ale nie wiedzieć czemu i tak za niego pójść chciała"
      • aard Popiół we włosach rozdmuchał wiatr... 04.06.03, 09:33
        hanya napisała:

        > wyjaśniło się :)
        A jednak, nie dość jasny byłem, żeby dać ci pewnośc, że nie o Twoje posty mi
        chodziło. Za moją niejasność przpraszam.

        > Ja tymczasem wracam na swój wątek z podkulonym ogonkiem :)
        > Po krótkiej przebieżce plażowej po forach różnych i spływie Wisłą po Łodzi
        > dobijam do portu (a raczej postu), gdzie boso można brodzić.
        > Nikt tu nikomu nie mruczy, nie warczy nie miauczy.
        Jak wyżej. Jeśli kiedyś jeszcze uznasz za stosowne zajrzeć, będize mi bardzo
        miło.

        > Mam 2 puszki sprayu, mało ciekawe kolory, bo czarny i czerwony,
        To sa najlepsze kolory! Pomyśl nad flagą AC MILAN :-)
        Więc to obrazy były pierwsze a nie literatura np.
        > hanya
        Mam już kompletnie szarą fryzurę.
        aA
        Rd

        PS. Jest mi Hubardzo przykro.
      • neochuan Come Back! 04.06.03, 10:47
        Hanyu wróć!
        Się nie smuć!
        Czeka Łódź!
    • hanya Oby nam się wio, wiodło (33) 09.06.03, 12:05
      To historyczna chwila, więc i krótki wpis historyczny musi być :-)
      Zakończmy wszelkie spory, waśnie porzućmy. Jesteśmy w UE!
      Ja się osobiście cieszę, choć smuci mnie wynik frekwencji. Cóż poradzić, Polacy
      jednak jeszcze trochę muszą dorosnąć do odpowiedzialności.
      może dokupię niebieski i żółty i wymaluję flagę unijną ;-)
      Europeyka hanya

      sygnaturka na dziś:
      "oby nam się!"
      • lavinka Re: Oby nam się wio, wiodło (33) 10.06.03, 14:13
        Po pierwsze - jaka odpowiedzialność. Mój głos teoretycznie dużo znaczy.
        Teoretycznie. Nie powiem ile wyników podobnych głosowań sfałszowano. Zresztą to
        bez znaczenia. Unia też. Mnie tam rybka, wejście do Unii niczego nie zmieni
        prócz jednej rzeczy. Jak nazywa się grosz w EURO?

        lav
    • hanya Chyba się dziś nie kładę spać (34) 11.06.03, 00:02
      To był dzień...
      Po południu przechadzałam się z laską po mieście. Laska była smukła, rączkę
      miała gładką, ładnie wykształconą, w sam raz do chwycenia w mą dłoń. Ludzie
      dziwnie się co prawda na mnie patrzyli, ale co tam.
      W końcu wzięłam laskę pod pachę i wróciłyśmy do domu.
      Wieczorem nad jeziorem a raczej "w" spotkałam wyśmienitego pływaka. Jest tak
      wyśmienity, że wystarcza mu zaczerpnąć powietrza tylko 4 do 7 razy na godzinę.
      Do tego pięknie nurkował ze swoją towarzyszką, jak sądzę, życia.
      Aha, a rano, znaczy już dziś rano, mam zamiar wykąpać się w jeziorze ok. 6.00
      rano. Siostra mi proponuje, by to zrobić w toplessie, czyli raczej bez niż z,
      ale sama nie wiem, w końcu jacyś wędkarze o tej porze mogą wypłynąć zza trzcin.
      Lavinko, wybacz mi, że nie podejmuję na mym wątku szerszej dyskusji o Unii, ale
      teoretycznie możemy kiedyś o tym porozmawiać :-) przy piwie.
      A z tym groszem, to chyba eurocent będzie, nie?
      p.s. na szczęście placek rośnie ładnie, a zapowiadał się kiepsko. Może jednak
      nauczę się kiedyś piec i gotować ;-)
      z pamiętnika hanyi

      sygnaturka na dziś:
      "raz, dwa, 3, 4, maszerują bulterriery,
      a za nimi Pixi Dixi,
      co się myje w proszku Ixi
      i dobrze, że Vizir tego nie widział"
      • aard Hanyu, a o jakim jeziorze mowa? 11.06.03, 10:02
        Czy to aby jezioro z jesiotrami? Koło Czarnkowa?
        • neochuan Jest z siostrami jezioro 11.06.03, 12:32
          aard napisał:

          > Czy to aby jezioro z jesiotrami?
          To jezsiostrami zioro. Przeca pisza!
    • ileana Re: Moje 45 postów...(0) 11.06.03, 10:50
      Jak tak dalej pojdzie to ja z torbami ...nie widze mnie dobrze....
      Chyba przestane pracowac ha,ha.
      Czuje sie jak w labiryncie watkow ,postow ,mysli ,zartow..
      Szok.
      Hanya gratuluje..nastepna lektorka do poduszki,ha,ha,
      I jeszcze te upaly..Mam prosbe,wyslijcie kochani troche chmurek na niebie,moga
      byc ciezkie czarne i zwaliste,,jeziorko,w miare zimne,wicher
      jakis,slote,mgle,i deszcz w zamian duzo slonca (tu nawet w nocy grzeje) morza
      cieplego(za cieplego)i mojej radosci jaka mnie napawa Lodzka Fratreria
      pozdrawiam slonecznie i goraco ileana
      • the_borg Borgi odnotowują swoją obecność 11.06.03, 11:27
        Na tym zanczącym wątku.
        Tak się tworzy historię, wystarczy się wychylić przed kamerą zza ramienia
        premiera i już :-)
    • hanya Róbmy swoje a nie stroje (35) 11.06.03, 23:10
      Jednak nasi piłkarze najwyraźniej nie wiedzą, co mają robić na boisku :(
      Szkoda tych 3 piw w lodówce, już przy pierwszej połowie odechciało mi się
      patrzeć w ekran TV, a do lustra pić nie zwykłam.
      Co do jeziora to chyba nie sądzicie, że zdradzę Wam, w którym jeziorze kąpią
      się półnagie (aha, je)siostry ;-) Jezioro jest w niedalekiej okolicy, małe,
      zarośniete, schowane w lesie. Ale jakby co, chętnie pokażę, jak mnie tu ktoś
      nawiedzi. I fakt, faktem, a raczej akt, aktem, kapiel była super. Woda o 5.35
      nad ranem jest naprawdę ciepła. Wędkarzy jeszcze nie ma, tylko łabędzie, ale te
      nie należą do gatunku podglądaczy. Aha, generalnie, ten kto wymyślił stroje
      kapielowe, ten się mocno pomylił...
      hanya

      pseudo-sygnaturka nastrojowa na dziś:
      "na stroje nas troje nastroje się skończyły"



    • hanya Porozmawiaj z nią...- odcinek (36), w kinie 15.06.03, 22:30
      Byłam dziś po kilkuletniej przerwie w moim kinie w MDK (Miejskim Domu
      Kultury :) Właściwie moja ostatnia tam wizyta związana była z ukończeniem
      przeze mnie liceum i wręczeniem świadectw maturalnych, bo właściwie to nasze
      kino pełni taką wieloraką funkcję. Zasadniczo jest tam więc scena widowiskowa,
      a kino stanowi ekran zawieszany, w miarę potrzeby. Kino jest małe, ale jeszcze
      mniej ma widzów, dzisiaj było 19-tu, choć pamiętam czasy, że był i komplet, ale
      pewnie było to przy okazji obowiązkowych muzycznych audycji jeszcze w
      podstawówce. A swoją drogą, szkoda, że nasze kino upadło, aczkolwiek w
      ostatnich miesiącach następuje jego reaktywacja. Tylko pewnie na Matrixa
      przyjdzie czekać do Gwiazdki, jak już w wielkomiejskich kinach zaczną grać III
      część ;-) Ale mimo słabszej kopii, niewygodnych krzeseł moje kino ma swój urok.
      Po pierwsze nie ma wszechobecnego smrodu pop-cornu, nie walają się butelki po
      coli czy pepsi, nie ma 20 minutowego bloku reklamowego, nie ma wreszcie tłoku,
      a tomipasi najbardziej :) Klimat małomiasteczkowego kina sprzyja refleksji i
      prawdziwej zadumie, naprawdę. Przytłaczają mnie osobiście molochy kinowe,
      szczerze mówiąc byłam w takim raz jeden, jedyny. Nawet w Poznaniu wybierałam
      kina mniejsze a seanse późniejsze, np. o 23.59
      A teraz o filmie :) Piękny, niby o prostych sprawach ale uwikłanych w gęsty
      splot zdarzeń. Taki życiowy, można powiedzieć. Wiem, wiem, że filmy są do
      oglądania, a noce i dnie do przeżywania (to z ostatnich Wysokich obcasów ;) Ale
      czyż film nie jest obrazem, wizją życia, które zrodziło się w żyjącym przecież
      ludzkim umyśle? Skoro tak, to nie jest on już tylko prowokacją, jest rozmową,
      podobną do tej, która ja np. prowadzę tu i teraz. Opowiadamy sobie przeróżne
      historie, prawdziwe, mniej prawdziwe, zmyślone. Czasem stąpamy po ziemi twardo,
      innym razem bujniemy sie gdzieś w chmurki. I o to chodzi. Wiem, Ameryki tu nie
      odkrywam, ale czasem trzeba sobie samemu takie proste rzeczy powiedzieć.
      Kocham kino :) bo kocham życie.
      O TV opowiem w następnym odcinku :)
      hanya

      pseudo-sygnaturka przeprasza, ale została w kinie
      po godzinach ;)
    • hanya Dlaczego były, a teraz ich nie ma ? (37) 16.06.03, 23:58
      Było forum dla sztuki przyjemnej rozmowy, na którym wszystko się zaczęło.
      Było forum od spojrzenia w nicość, na którym mogłam napisać o zatkanym nosie.
      I nagle ich nie ma :(
      Czy mogę po raz drugi w moim wątku powiedzieć, że jest mi chwilowo smutno.
      Ale zaznaczam, tylko chwilowo ;)
      Kiedyś napiszę pewnie, było forum Łódź...
      hanya

      pseudo-sygnaturka ma kłopot,
      boli ją głowa i chyba położy się spać
      • aard Smutne to... 17.06.03, 10:42
        Aric zamknął Spojrzenie z braku ruchu na nim. Tylko ja pisałem przez ostatni
        miesiąc jego istnienia. Ale szkoda, ze to zrobił tak nagle, bo wiele fajnych
        postów przepadło chyba bez wieści...
    • hanya Ulubione, rzeczy proste i złożone (38) 23.06.03, 18:06
      ulubione - bardzo wygodna opcja nie tylko do przeglądania stronek
      -ulubione forum - Łódź (po prostu łatwiej się otwiera :)
      -ulubiony kubek, kiedyś - zielony, skończył marnie - bo zaklinowała sie w nim
      caffetierka i po kubku, bo by ją wykręcić musiałam ulubiony kubek poświęcić
      -ulubiony kubek obecnie - żółty, nastał po zielonym, ale aktualnie ma złamane
      uszko i żaden klej nie chce uszka trzymać (właśnie odpadło już sklejone)
      -ulubione posty - własne i nieścisłe ;)
      -ulubione wątki - jw.
      -ulubione zajęcie - żyć
      -ulubiona czynność - pić (kawę np.)
      -ulubione nie/zajęcie - nie umierać za wcześnie
      hanya

      nowa pseudo-sygnaturka na dziś, to moja ulubiona
      ale musiałabym ją komus skraść, a chyba nie zapytałam o zgodę ;)
      • Gość: med_max Re: Ulubione, rzeczy proste i złożone (38) IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.06.03, 20:11
        hanya napisała:

        > ulubione - bardzo wygodna opcja nie tylko do przeglądania stronek
        > -ulubione forum - Łódź (po prostu łatwiej się otwiera :)
        > -ulubiony kubek, kiedyś - zielony, skończył marnie - bo zaklinowała sie w nim
        > caffetierka i po kubku, bo by ją wykręcić musiałam ulubiony kubek poświęcić
        > -ulubiony kubek obecnie - żółty, nastał po zielonym, ale aktualnie ma złamane
        > uszko i żaden klej nie chce uszka trzymać (właśnie odpadło już sklejone)
        > -ulubione posty - własne i nieścisłe ;)
        > -ulubione wątki - jw.
        > -ulubione zajęcie - żyć
        > -ulubiona czynność - pić (kawę np.)
        > -ulubione nie/zajęcie - nie umierać za wcześnie
        > hanya
        >
        > nowa pseudo-sygnaturka na dziś, to moja ulubiona
        > ale musiałabym ją komus skraść, a chyba nie zapytałam o zgodę ;)
        Moja ulubiona Forumowiczka: Hanya
    • hanya Odkryłam dziś tajemnice mojego niepowodzenia (39) 26.06.03, 22:06
      w kuchni ;)
      Do tej pory długo sie zastanawiałam, co sprawia, że przypalam mięso, że
      zapominam o jakimś arcyważnym składniku zupy, że sos, który wg opisuu miał być
      daniem dnia, okazuje się zawiesiną dziwnego i niesprecyzowanego smaku.
      Tajemnica ta odkryta została przeze mnie dziś przez przypadek...
      Zaprawiałam dzisiaj z Siostrą kompoty z czereśni, zajęcie może nie typowo
      kuchenne, bo z gotowaniem sensu stricte niewiele ma wspólnego, ale. Ostatecznie
      pominąwszy wszelkie zabiegi przedkuchenne, tj. przyszykowanie słoików i
      zakrętek, zerwanie 3 koszyków czereśni połączone ze wspinaczką na drzewo, z
      którego roztacza sie piękny widok na moje miasto... itp.itd. powróćmy zatem do
      kuchni. Jak robimy kompot, każda gospodyni domowa wie. Nie wymaga on
      kunsztownego doprawiania, ani pieszczotliweo mieszania, ani też próbowania,
      którego nawiasem mówiąc w kuchni nie znoszę (dlatego zawze gotuję na oko i
      potem nie zawsze smak jest zgodny z przepisem, jak w przypadku wspomnianego już
      sosu ;), ale wracamy do kompotu.
      Więc (nie zaczynamy zdania od więc, tak wiem...) ten kompot się już gotuje w
      słoikach, a ja nie mam już nic do gotowania i co robię? Tańczę, tak właśnie,
      tańczę swój taniec kuchenny. Radio gra akurat fajne kawałki, a ja tańczę swoje.
      To jest mój taniec, obserwatorami są Mama i Siostra i chyba są tak
      zafascynowane ;), że nie mogą wydobyć słowa, jedynie mój Tata trzeźwo ocenia
      sytuację, zaglądając do kuchni:
      - Co to kick boxing?????, a ja mu na to
      - Tato, to mój taniec :)
      Tata dalej próbuje dociec prawdy, - To może to rock?
      A ja sobie myślę, przecież rock to nie taniec, rock, to rock i upieram sie przy
      swoim:
      - Tato to mój taniec, taniec współczesny...
      I tańczę tak sobie dalej, kompot się gotuje, oczywiście pod moim czujnym
      okiem :)
      I tu właśnie dochodzę do sedna tajemnicy. Tkwi ona w moim tańcu. Ja po prostu w
      kuchni zamiast gotować, tańczę. Tańczę ze szklankami, z talerzami, żongluję
      sztućcami, macham serwetkami i kuchennymi łapkami, jakby to były wachlarze.
      Naprawdę tak robię. A gdy już usiądę przy stole, tańczę na siedząco :)
      Co do gotowania, to schodzi ono na drugi plan. Ta nieożywiona materia
      bulgotająca w garnku nie jest w stanie oderwać mnie od ruchu. Nie mam
      cierpliwości do ślęczenia nad skomplikowanymi gramaturowo przepisami, do
      przeliczania masy łyżki masła itp. Jeśli już, to nawet wolę przygotowywać dania
      zimne, typu sałatki, z gatunku "co się nawinie", galaretki - bo to proste w
      wykonaniu. No dobrze, jeszcze ciasta nienajgorsze piekę.
      Ale z takich typowych dań to aktualnie mam w menu: kawę z ekspressu, herbatę,
      wodę z cytryną, budyń z papierka, makaron, ryż i inne nieskomplikowane. Z
      bardziej skomplikowanych potrafię zrobić wybiórczo schabowe, rosół, pomidorową.

      Ale obiecuję, kiedyś się nauczę gotować.
      hanya, tańcząca z widelcami

      pseudo-sygnaturka myśli, że nastąpi ciąg dalszy :)
      • Gość: med_max Re: Odkryłam dziś tajemnice mojego niepowodzenia IP: *.lodz.dialog.net.pl 26.06.03, 22:14
        ja znam takiego, co od rana tańczy w pracy;) teraz juz wiem skąd te
        niepowodzenia:)
    • hanya Syndrom jednego dnia (40) 27.06.03, 00:45
      Objawia(ł) się u mnie wielorako ;)
      W czasie sesji wiadomo, zawsze brakowało tego jednego dnia przed egzaminem,
      projektem, zaliczeniem. Żeby jeszcze coś powtórzyć, coś przedyskutować, zrobić
      ściągi. Jednego dnia brakuje też nie tylko na naukę, ale aby pójść na
      regeneracyjny spacer, zjeść spokojnie normalny obiad, wreszcie wyspać się przed
      egzaminem. Odwieczny problem niezorganizowania nauki mnie przynajmniej dotyczył
      i dotyczy nadal.
      Natomiast inna sprawa to syndrom jednego dnia tuż przed wyjazdem. Tak się
      składa w moim życiu, że nie lubię pakowania, gdziekolwiek i w cokolwiek. Jakoś
      nie mam daru do kompletowania bagażu na kilka dni przed wyjazdem. Owszem
      przeglądam rzeczy, myślę, co wziąć, czasami robię nawet listę szczegółową.
      Generalnie jednak pakowanie i wszelkie towarzyszące czynności zostawiam na
      ostatnią chwilę. Zresztą tak mi najlepiej wychodzi. Jak np. dzisiaj.
      Dodatkowo problem pakowania związany jest jednak u mnie z potrzebą
      pozostawienia lub też wysłania w świat ważnych informacji. Nagle w obliczu
      rozłąki ze stałym miejscem pobytu dają o sobie znać wszelkie sprawy
      niecierpiące zwłoki ;) W noc poprzedzającą wyjazd, zamiast wyspać się
      porządnie, układam papiery na biurku, wysyłam zaległe sms-y, maile, a odkąd
      piszę na forum , to piszę na forum ;), no i jeszcze oczywiście czytam, co się
      da. Zresztą i tak jeszcze rano dopiero zapinam plecak na ostatni guzik zwany
      zamkiem. I nie jest to tylko objaw uzależnienia od netu, czy nagłej potrzeby
      wypowiedzenia się na jakiś tam głupkowaty temat. Jest to potrzeba chwili, tak
      jakby od tego miało zależeć następne kilka dni. To dziwne uczucie wyzwala
      jednak we mnie podwójny zapał do działania. Jak mam coś jeszcze posprzątać to
      sprzątam 2 razy szybciej, jak mam coś jeszcze napisać, to z marszu długaśne
      posty, wszystko kosztem zdrowego snu. Robię to teraz i akurat teraz. Dlaczego
      tak się dzieje?
      Chyba dlatego, że nagle odczuwam potrzebę wyrzucenia z siebie nagromadzonych
      informacji, emocji, przeżyć i jakby podświadomie czuję, że jeśli nie zrobię
      tego tu i teraz, to nie zrobię tego nigdy. To bzdura pewnie, bo w sumie ja to
      wszystko wiem a przecież nie mam pewności, że do kogoś to dotrze, jednak sama
      świadomość spełnienia jakiejś swojej zachcianki już mnie uspokaja ;) Im bliżej
      mojego końca tym bardziej sentymentalna się robię.
      Ale wracając do kwestii samozorganizowania się, to dodatkowo zawsze myślę o
      dzieciach. Ale nie w kontekście ich braków (czyli braku organizacji w samych
      dzieciach ;) tylko w kontekście mnie, jako dajmy na to organizatorki czasu i
      życia dzieci. Chcę wierzyć, że to wszystko ogarnia tzw. instynkt macierzyński,
      bo jeśli nie, to ja w życiu dziecka mieć nie będę ;) Przecież o dziecko trzeba
      się troszczyć non-stop, nie można dziecku powiedzieć, że czegoś tam nie ma, bo
      mnie się zapomniało, bo nie zdążyłam czegoś zrobić, bo nie wymierzyłam dobrze
      potrzebnego czasu. Czy takie życie na wariackich papierach, z pozornym jedynie
      spokojem nie powoduje u dziecka nerwicy np., poczucia niepewności losu i dnia
      następnego. Troszkę chyba odbiegłam od tematu, ale chodzi mi toto po głowie od
      jakiegoś czasu. Nie dziecko, tylko organizacja czasu ;)
      Więc tak, na dzień dzisiejszy np. mam wstać za 6 godzin, a mam jeszcze trochę
      do zrobienia, więc pożegnam się. Na szczęście mam w zapasie jeszcze godzinę w
      samochodzie, na przejrzenie papierów, ustalenie drobiazgów w stylu, gdzie
      pójść, co załatwić, co kupić. A żeby było śmieszniej wyjazd nie jest jakiś tam
      super skomplikowany, czy odległy w czasie i przestrzeni. Normalny wyjazd, na 3
      dni do innego miasta :)
      hanya, niezorganizowana podróżniczka

      pseudo-sygnaturka na dziś domaga się jeszcze kolejnego postu,
      ale chyba nie ma już siły na więcej
      • Gość: med_max Re: Syndrom jednego dnia (40) IP: *.lodz.dialog.net.pl 27.06.03, 07:33
        Hany, jestes jak najbardziej poukładana. dedykuje Ci fragment listu chorego na
        raka G Marqueza:
        "Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi
        odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej, jak potrafię.
        Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno
        przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
        Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym
        mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60
        sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni
        śpią.
        Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku
        słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę..."
        Fakt, że wszyscy coś robią jakoś tam nie oznacza wcale, że czynią właściwie.
        Warto czasem ufać swoim 5 zmysłom
      • aard Miłego wyjazdu, Peathar! 27.06.03, 11:39
        Dzierżbór Malta!
    • hanya to ja nie w temacie (41) 29.06.03, 23:51
      przytoczę damską rozmowę znad Malty:
      - Co robimy?
      - Nie wiem, mnie wszystko jedno. A Ty chcesz gdzieś iść?
      - Mnie też wszystko jedno, ty jesteś młodsza, to decyduj.
      - No ale co chcesz robić? Ty chyba jesteś zmęczona, więc może wracamy?
      - Mnie wszystko jedno.
      - A chcesz coś zjeść?
      - Nie, w sumie to nie jestem głodna, zresztą tak późno to niezdrowo jeść.
      - Masz rację, będziemy zdrowsze i szczuplejsze. A napijesz się czegoś.
      - Coś Ty, piwo na pusty żołądek, to niezdrowo.
      - Wiesz co? Ja to bym się napiła dobrej herbatki, tylko nie wiem jakiej.
      - No, a jaka to jest wg Ciebie dobra?
      - No nie wiem, raz piłam taką, miętową Liptona. Chyba była dobra.
      - A wiesz co, ja bym się napiła gorącej herbatki z cytryną.
      - A ja w ogóle to najchętniej napiłabym się..., wiesz czego?
      - No, pewnie ciepłego mleka. Tak, mleko jest dobre na sen.
      - No właśnie, to co? Jedziemy do rynku, bo tam są sklepy 24h, a u nas nie ma.
      - Ale wiesz, przez rynek to będziemy musiały potem pieszo na rondo iść.
      - No fakt, to chyba zrezygnujemy.
      - Ale zostało trochę mleka w domu.
      - Kapinkę.
      - To zrobimy bawarkę, na bawarkę wystarczy.
      - No dobra, jak chcesz.

      hanya
      p.s. bawarka była pyszna :)
      a gdyby ktoś w Łodzi nie wiedział :),
      bawarka=herbata z mlekiem

      pseudo-sygnaturka powróciwszy z Malty idzie spać i brzmi:
      "a jam tam była, bawarkę piłam"
    • hanya Przyjechały dzieci na wakacje (42) 30.06.03, 21:52
      dzieci nie moje ;) ale mojego rodzeństwa
      liczba "sztuk": 4
      wiek dzieci: 6,10,11,15
      w roli opiekunów: Babcia, Dziadek, ciocia Hania
      zainteresowania dzieci: książki, bajki, gry komputerowe-ostatnio Robin Hood

      Dzisiaj dyżur łazienkowy przypadł Babci. Mój jutro.
      Czeka mnie też prawdopodobnie wyprawa z wesołą czwóreczką na basen, o zgrozo.
      Nie, no może jakoś przetrwam, to przecież zaledwie tydzień.
      Jeżelibym jednak nie odezwała się za tydzień, tzn. że poległam na polu walki z
      kretesem i zapadłam na głuchotę, mam połamane palce, albo zostałam przez dzieci
      zadeptana i zmasakrowana, albo wywieźli mnie do wariatkowa.
      hanya

      pseudo-sygnaturka nieuchronnie zmierza do kresu swojej żywotności
      i pomysłowości, wszelkie reklamacje po terminie nie będą uwzględniane:
      "odliczanie dociera do fazy ostatecznej,
      już tylko 43,44,45
      a raczej 3,2,1 i STOP"
      • aard Nasze 100 po1ó0w na tym wątku (100) 01.07.03, 11:29
        Niech żyje wątek hanyowy!
        I niech Hanya niezadeptana tupotem małych nóżek żyje!
    • hanya Nie ma ideałów... (43) 01.07.03, 23:05
      naprawdę nie ma...
      Bo nie ma idealnego człowieka,mężczyzny, kobiety, męża, żony, dziecka, kochanki.
      Są tylko prawie-ideały. Prawie ideał jest OK, jest prawie taki, jak go sobie
      wymarzyliśmy, wyśniliśmy. Jest i już. Wiele byśmy w nim zmienili, ale wiemy, że
      to i tak nic nie zmieni, bo ideałem się nie stanie, ale jako prawie-ideał nam
      pasuje.
      Jestem wolna, nieograniczona, zakodowana, spoko jak na mnie, prawie idealna
      ciocia ;) Idealna ciocia nie istnieje jednak, bo idealna ciocia nie pije
      vermoutha, choć go nie lubi wcale a tylko dlatego, że tokaj się skończył.
      Idealna ciocia kładzie się wcześnie, by wcześnie wstac i wygrać w konkursie o
      czekoladkę ;) Chrzanić plany i schematy!
      Idealna ciocia zakochuje się w idealnym wujku i wiedzie idealne życie, które
      nie istnieje. A prawie idealna ciocia prawie się zakochuje w prawie idealnym
      wujku :) i prawie idealnie żyją na prawie idealnym świecie...
      hanya

      pseudo-sygnaturka i ciocia naprawdę chyba się prawie upiły ;)
      i tylko nie wiedzą jeszcze czy to prawnie dozwolone...

      p.s. Nasze posty Med_maxie, Aardzie, Teuf(e)lu, Dziadu_borowy, Eyemakku,
      Neochułanie, Lavinko, Neochuanie (po raz drugi, jednakże tym razem
      zalogowany :), Hubarze, Ileano, The borg i wszyscy inni też są prawie idealne :)
      • aard Prawie idealne pawie prawnie dozwolone 02.07.03, 09:39
        Ja tam wierzę w ideały. Bardzo mocno wierzę i bardzo bardzo bardzo mocno ich
        poszukuję. George Bernard Shaw powiedział kiedyś, że "ideały są jak gwiazdy:
        nie można ich osiągnąć, ale można się według nich orientować". Ładne to i
        zgodne z Twoją, Hanyu, opinią, ale do mnie bardziej przemawiają słowa marszałka
        Pisudskiego: "Nieprawdą jest, że głową muru nie przebijesz". Moim zdaniem
        chcieć to móc, a ideały istnieją i ja je znajduj i znajdywać będę.
        A kompromis boli...
    • hanya The mystery number "czterdzieści cztery" (44) 02.07.03, 20:53
      Macie swoje największe tajemnice życia? Ja mam takich kilka ;)
      Ostatnia największa nosi imię "44".
      Choc za jakiś czas pewnie pojawi sie kolejna większa.
      Tylko, czy większa może być większa od już największej? ;)
      Jedno jest tylko prawie pewne, to jest moja najpiękniejsza tajemnica,
      jak do tej pory ;)
      hanya

      pseudo-sygnaturka wypisuje podanie o urlop wypoczynkowy
      i pakuje się na wycieczkę do archiwum
    • hanya This is the end my beautiful friend (45) 02.07.03, 22:10
      Nigdy nie napisałam żadnej mowy pożegnalnej, więc i ta taką nie będzie ;)
      Zjawiłam się na tym forum zupełnie tego nie planując, ot spontanicznie zaczęłam
      pisać. Szczęśliwym trafem poznałam tu bardzo fajnych i przyjaznych ludzi.
      Poznając innych poznałam siebie. I nie są to tylko patetyczne słowa rzucone na
      wiatr. Wiem, do kogo to mówię, wiem, z kim rozmawiam.
      Anonimowości na forum stanowczo mówimy nie :)
      Forum Łódź dla mnie przynajmniej jest miejscem szczególnym, wyjątkowym. Nie
      zdążyłam opowiedzieć Wam o wszystkim i sobie o wielu rzeczach. I nie zdążę też
      przeczytać o wszystkim. Zadałam sobie kiedyś pytanie, w ilu obrazach, w ilu
      słowach można ukazać siebie, swój świat, w ilu obrazach i słowach można
      wreszcie dostrzec innych. Nierzadko myślałam, "przecież nie mam o czym pisać,
      co ciekawego mogę powiedzieć", a jednak... Dla mnie była to nie tylko fajna
      zabawa, ale też nauka. Liczby obrazów i słów nie określiłam, jednak ten
      rozdział zamykam. Dopisuję ostatni post, zamykam wątek jak książkę, odkładam na
      półkę. Kiedyś na pewno ją jeszcze otworzę :)
      A jutro napiszę nową książkę i będę sławna ;)
      Mam tu kilka typów ;), które chciałabym jeszcze bliżej poznać, jeśli tylko mi
      na to pozwolą. Jednak nie dziś, nie jutro, ale kiedyś...
      Było mi bardzo miło :)
      hanya

      pseudo-sygnaturka urlopuje się
      proszę nie przeszkadzać ;)
      • med_max rzecz raczej... 02.07.03, 23:34
        "Rzecz taka jakby zwykła
        Zjawiłaś się i znikłaś
        A ja już mam depresję
        I już za Tobą tęsknię"
        Z pamięci napisałem, ale te słowa najlepiej wyrażą co czuje przyjaciel gdy łódź
        oddala się od brzegu. A im Łódź jest dalej, tym wieksza jest samotność i na nic
        zdadzą się rzucane na fale kamyki pocieszenia.
        • neochuan Hanyiu - wróc! 03.07.03, 13:29
          Czeka Łódź!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka