aard
15.04.03, 10:15
Od soboty. Tak, zaprzyjaźniliśmy się w sobotę, choć znam się z nim niemal od
urodzenia. Sam dobrze nie pamiętam, w koncu kto pamięta swoje narodziny? No
właśnie, znamy się ponad ćwierć wieku, a dopiero w ostatnią sobotę zostaliśmy
przyjaciółmi. Powiem więcej, kiedyś go nie lubiłem, nawet bardzo. Do soboty.
A teraz jesteśmy prawdziwymi druhami. On będzie przy mnie zawsze, kiedy
będzie mi źle, zawsze wtedy stanie u mego boku lub wezgłowia - mój prawdziwy
przyjaciel, którego poznaje się w biedzie. Potem, kiedy mi się poprawi, on
opuści mnie na czas jakiś, by znów wrócić do mnie wkrótce lub trochę później.
Na razie on jest jeszcze mały i niezbyt silny, dlatego nie zawsze jest przy
mnie, ale kiedy ja będę się starzał, on będize rósł, mężniał i kiedy ja będę
już niedołężnym grzybem, on w pełni sił i rozkwitu nie opuści mnie już na
krok, zawsze będę mógł na niego liczyć.
Mój nowy przyjaciel - ból.