sliwka.prosto.z.drzewa
26.03.07, 01:23
bo cos ze mna ostatnio nie tak. Mam jakiegos dola.
Za bardzo sie przejmuje moimi studiami, one staja sie dla mnie prawie
najwazniejsze, a tak przeciez nie moze byc... Rozstalam sie z facetem bo nie
mialam dla niego czasu, a jak wiadomo o zwiazek trzeba dbac. Chociaz szczerze
mowiac z jego strony mogloby byc troche wiecej tolerancji dla faktu ze nie
moge isc na piwo bo mam zaliczenie itp. Ale niewazne.
Jest mi samej niezbyt dobrze, potrzebuje kogos kto by o mnie myslal, komu
bylabym potrzebna i kto by mnie rozumial. Ale ja nikogo takiego nie mam
okazji poznac bo ciagle siedze w pokoju i cos czytam. Na brak znajomych mimo
wszystko nie narzekam bo mieszkam w akademiku ale jakos nie moge z nimi sie
dogadac, nie chce mi sie ciagle pic i imprezowac. Jedynie z moja
wspollokatorka moge pozwolic sobie na glebszy kontakt bo z nia jestem ciagle.
Co ja mam ze soba zrobic? Meczy mnie ta sytuacja, nie wiem juz co o sobie
myslec, glupia jestem czy co? Czy to jakis "kryzys wieku stosunkowo
mlodego";p?