hubar
20.05.03, 20:30
Nie ma takich argumentów, które przekonałyby władze portu w Balicach do
wpuszczenia tam tanich linii lotniczych, czego bardzo chcą małopolscy
samorządowcy. Miasto jednak nie składa broni: chce dać pieniądze na nowy
terminal i uniezależnić się od warszawskiej firmy.
- Tanie linie to szansa! - przekonywał poseł Bogdan Klich.
- Przestańmy traktować Balice jak lotniskowego giganta, któremu tanie linie
nie przystoją. To niepoważne! - wtórował małopolski radny Kazimierz Czekaj.
- Ich obecność rozwinęłaby turystykę w całym regionie. Ale potrzeba wreszcie
konkretów! - podkreślała Grażyna Leja, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds.
turystyki.
W jednostce wojskowej w Balicach zjawili się wczoraj reprezentanci
parlamentu, Urzędu Lotnictwa Cywilnego, sejmiku wojewódzkiego i zarządu
Małopolski, miasta, a także wojska i - oczywiście - zarządu samego lotniska.
Cel zgromadzenia był jeden: po miesiącach dyskusji (wywołanej przez "Gazetę)
uzgodnić stanowiska w sprawie tanich linii lotniczych, które - by wejść do
Krakowa - oczekują niskich opłat lotniskowych. W praktyce oznaczać by to
miało przełamanie oporu spółki PP Porty Lotnicze, niechętnej wpuszczaniu
takiej konkurencji.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, polskie niebo będzie otwarte już tej
jesieni. Jeśli nie, stanie się to dopiero po wejścia Polski do Unii. Wtedy
każdy przewoźnik będzie mógł latać z Balic na dowolnej trasie. Tanie linie
również. Nie mam nic przeciwko - wspierał stanowisko samorządowców prezes ULC
Marek Sidor.
Wygląda jednak na to, że tanie linie będą omijały Kraków. Argumenty przeciwko
ich wpuszczeniu wyłożył szef portu w Balicach Czesław Jarosz. - Poza Okęciem,
jesteśmy jedynym polskim lotniskiem, które wypracowuje zysk. Nie możemy sobie
pozwolić na obniżenie poziomu obsługi przez obniżenie opłat lotniskowych -
tłumaczył. Mówił też o kosztach zapewnienia bezpieczeństwa, oświetlenia,
administracji i dzierżawy terenu od wojska. Podkreślał, że port musi być
rozbudowywany, co wyklucza niższe wpływy.
Wątpliwościami związanych z tanimi liniami podzielił się też dyrektor
wydziału rozwoju urzędu wojewódzkiego Krzysztof Mikołajewski. - Dlaczego
niskie ceny naprawdę mają być największym atutem? - dziwił się.
Na upór zarządu portu odpowiedź przygotowało miasto.
- Myślimy o budowie drugiego terminalu - zakomunikowała reprezentująca
prezydenta Grażyna Leja. - Obsługiwałby nie tylko tanie linie, ale też małe
prywatne samoloty, których lata coraz więcej - tłumaczyła.
Miasto planuje wydanie na ten cel około 20 mln zł. Konkurencyjny terminal
wymagałby powołania spółki do jego obsługi i dzierżawy od wojska pasa
startowego. Pozostaje tylko pytanie: czy wojsko się na to zgodzi?
- W myśl starej ustawy moglibyśmy taki pas drugiej spółce wydzierżawić, ale
prawo się zmieniło. Brakuje jednak wszystkich aktów wykonawczych, lepiej więc
poczekać... - mówił ostrożnie rzecznik wojska porucznik Wiesław Grzegorz.
Wojsko nie musi być tu jednak głównym rozgrywającym, bo - jak poinformował
poseł Klich - wiceminister obrony narodowej Janusz Zemke zapewnił go, że może
przenieść jednostkę wojskową z Balic do Wrocławia.
Burza wokół pomysłu sprowadzenia do Krakowa tanich przewoźników rozpętała się
po fiasku negocjacji irlandzkiej firmy Ryanair z krakowskim portem,
zarządzanym przez spółkę PP Porty Lotnicze. Sztywne stanowisko portu
wzburzyło nie tylko radnych wojewódzkich i miejskich, ale też lokalnych
przedsiębiorców związanych z turystyką, zwłaszcza hotelarzy.
www1.gazeta.pl/krakow/1,35798,1487010.html