Dodaj do ulubionych

To se ne vrati...

29.11.01, 00:47
Wątek lekko nostalgiczny.
Dziś jechałem Tuwima i patrzyłem sobie na leżące w bruku szyny. Pamiętam
jeszcze, jak pomykał po nich 24 - rzadko go widywałem, ale zawsze marzyło mi
się, aby się tamtędy przejechać tramwajem. Już wiem, że nigdy mi się to
marzenie nie spełni.
Czy macie coś podobnego w pamięci, czym chcielibyście się podzielić?
Pozdrawiam :)
Obserwuj wątek
    • Gość: Prawy Re: To se ne vrati... IP: *.Astral.Lodz.PL 29.11.01, 02:21
      To ja tez tramwajowo
      Nie lubie jeżdzić na cmentarz, ale do dziadka zawsze jechalem 13, albo jak ja
      potem zlikwidowali do 29 lub 17.
      Co do 24 to pamietam jak wracając z religii (tak tak, kiedys byla ona poza
      szkola) od św. Krzyża jechalem jeden przystanek od Piotrkowskiej do Gdańskiej.
      Zawsze na linii 24 jeździły te stare składy z twardymi drewnianymi siedzeniami
      (forumowi experci zaraz pewnie podadzą nazwy kodowe i numery boczne).

      Wiecie co... tak sobie przypomniałem teraz ze moze w Łodzi dałoby przeforsować
      pomysł poznański - tzn linia tramwajowa-jednokierunkowa, przytulona do jednej z
      krawędzi jezdni. Nie myślę żeby aż na Wydawniczą, ale np jako łącznik między
      Kilińskiego a powiedzmy Gdańską.
      Projekt rzuczony "na rybkę"... ale można pomyśleć

      Pozdrawiam
      Prawy
      • rafgeo Re: To se ne vrati... 30.11.01, 17:08
        Gość portalu: Prawy napisał(a):

        > Zawsze na linii 24 jeździły te stare składy z twardymi drewnianymi siedzeniami
        > (forumowi experci zaraz pewnie podadzą nazwy kodowe i numery boczne).

        Tramwaje typu 5N+5ND :o) Ale numerów bocznych nie jestem w stanie podać :o( :)

        A co do tego co se ne wrati. Ja najbardziej żałuję okresu kiedy dzieckiem tuż po
        kolebce będąc, wybierałem się uczepiony maminej spódnicy do Centralu. To było coś
        niesamowitego. Central wydawał mi się okropnie tajemniczym miejscem. Manekiny
        dziwnie spoglądające na mnie, ruchome schody (te w Uniwersalu były stale
        nieczynne) Mnóstwo towarów na półkach :o) Takim mi się wtedy to jawiło.

        A drugą rzeczą jaką wspominam z rozrzewnieniem są napoje niegazowane w foliowych
        torebkach. (Hit szkolnych sklepików.) Przebijało się folię słomką i można było
        pić. Jak chciałem się podzielić z kumplem, to on wbijał słomkę drugą. A po
        skończeniu można było pustą torebkę wybuchnąć :o) Pamiętam, że początkowo napoje
        były tylko o smaku cytrynowym, później weszła cola i malinowy. A później się
        skończyły :o(

        Pozdrawiam

        • Gość: mch Re: To se ne vrati... IP: *.pai.net.pl 03.12.01, 18:46
          Na ulicach stały tzw. saturatory. W gorące dni mocno gazowana woda z sokiem
          była super.
          • Gość: mch Re: To se ne vrati... IP: *.pai.net.pl 03.12.01, 18:48
            Aha, co do tramwajów. To mogły być także wozy 2N. :-) To tak dla uzupełnienia.
    • Gość: korek Re: To se ne vrati... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.01, 21:06
      Lody u Granowskiej ....
    • p8 Re: To se ne vrati... 29.11.01, 21:23
      Cukiernia Turecka,
      saturator....

      panBozia
    • jasam Re: To se ne vrati... 29.11.01, 23:29
      Robicie wątek niezrozumiały dla młodzieży.
      Lody u Granowskiej - co w tym niezwykłego ?
      Lody, jak lody. Mozna je kupic w tysiacu miejsc. Czyżby dawniej w jednym
      miejscu w Łodzi były lody ????
      pozdr.
      • kropka. Re: To se ne vrati... 30.11.01, 01:11
        No to nieco współczesności.
        Ulica Pabianicka. Kino Roma (?). A w nim kościół.
        W miejscu ekranu - ołtarz. Wierni siedzący na kinowych, drewnianych,
        składających się krzesłach. I pochylona podłoga.
        Chodziłam tam do kina i chodziłam na msze.
        Za kazdym razem miałam dziwne wrażenie, że jednak jestem w kinie.
        A całe misterium nabożeństwa - to wielki spektakl.
        I coś w tym było na rzeczy...
        Dzis wspaniała wylotowa arteria, nie ma kina, nie ma spektaklu :(
        • Gość: flip Re: To se ne vrati... IP: *.p.lodz.pl 30.11.01, 11:27
          Czy kropka. moglaby wyjasnic co ma na mysli piszac: wspaniala wylotowa arteria?
          • kropka. Re: To se ne vrati... 30.11.01, 16:49
            nooo... wylatuje się z al.Włókniarzy i dolatuje do wiaduktu.
            Z wiaduktu zlatuje się do Chocianowic. Prawda, że tu trzeba gwałtownie hamować,
            bo się dalej nie poszaleje, ale do Chocianowic - wylotówka pełną gębą!
            A co to Flipy, moja Pabianicka wam się nie podoba??????
            Pozdrawiam
            • Gość: flip Re: To se ne vrati... IP: *.p.lodz.pl 30.11.01, 22:27
              A nie podoba nam sie, oj nie! Typowy przyklad degrengolady uczyniony przez
              samochod na przedmiesciu. Kliniczny przypadek jak sie nie powinno robic.
              • zamek POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 30.11.01, 22:31
                Kropka., on w czapę chce, co?
                • Gość: flip Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej IP: *.p.lodz.pl 30.11.01, 23:07
                  Och zamek, zamek - do Pernsztajnu to ty nie dorastasz.
                  • zamek Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 30.11.01, 23:11
                    Ale przynajmniej nie jestem Wartburgiem :))
                    • Gość: flip Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej IP: *.p.lodz.pl 30.11.01, 23:12
                      A co ma zamek do Lutra i jego pomieszkania? Nieladny czy co?
                      • kropka. Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 01.12.01, 00:07
                        tyle samo, co pardwa do W.Pardubickiej :P
                • kropka. Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 01.12.01, 00:03
                  Chce jak nic! Trzymasz, czy walisz?
                  • zamek Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 01.12.01, 00:33
                    Najpierw - Ty trzymasz, ja tłukę; jak nie da rady - ja trzymam, Ty rzucasz
                    uroki... :)
                    • kropka. Re: POP: Podwątek Obrony Pabianickiej 01.12.01, 01:10
                      Dobra. Tylko musisz uważać, żeby cię jakiś rikoszet nie trafił :))
        • m..m Re: To se ne vrati... 30.11.01, 11:34
          Malutka poprawka. Chodzi o kino Muza.
          Roma bylo na Rzgowskiej przy Gagarina/Paderewskiego. Teraz czly czas probuja tam wynajac
          pomieszczenia.
          A jezeli chodzi o nostalgiczne wspomniena, to nic nie przebije wagarow w kinie Gdynia. Dzialalo na
          zasadzie kina Non-Stop. Wchodzilo sie w dowolnym momencie seansu ktory lecial "na okraglo".
          Pozdrawiam
          M..M
          • kropka. Re: To se ne vrati... 30.11.01, 16:52
            m..m napisał(a):

            > Malutka poprawka. Chodzi o kino Muza.
            Fakt. Muza. A coś mi nie grało!
            Pozdrawiam
    • Gość: MarcinK Re: To se ne vrati... IP: *.gwarant.lodz.tpnet.pl 30.11.01, 17:20
      Witam

      Tramwajem 24 po Tuwima i Andrzeja jechalem. Ale jesli chodzi o to co lubilem
      to pojsc na do kina Swit na Godzille. Swit byl przy Baluckim Rynku.

      Pozdrawiam, MarcinK
      • Gość: mg-w Re: To se ne vrati... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.01, 21:36
        Wychowałam sie na Chojnach i z tym miejscem najmilsze wspomnienia. Kino
        Łączność - tam wpuszczano wszystkich na dorosłe od lat 18 filmy .
        Teraz zima - więc przypomniałam sobie jak na zamarzniętym stawie (Stawy Jana)
        jeździłam na łyżwach albo obok na CHKS na sztucznym niewielkim lodowisku przy
        jednej latarni i muzyce . A łyżwy były cudne - zwykłe buty a do nich na śrubach
        przykręcone łyżwy .
        pozdrowienia
    • Gość: flip Re: To se ne vrati... IP: *.p.lodz.pl 30.11.01, 22:40
      W zamierzchlych czasach flipy przebrane za niewiniatka ciagaly Starszych
      Panstwa na Dworzec Kaliski. Pamietaja nawet jakis pieknie odmalowany parowoz
      jak stal na peronie 1 z pociagiem do Kutna. Peron 1 mial cudowna zeliwna wiate,
      a pociag byl chyba zlozony z wagonow "boczniakow". Przed dworcem byla kolejna
      atrakcja - petla tramwajowa z przystankami pod wielkimi dachami wypuszczonymi
      na wspornikach z murow oporowych nasypow. W co sie tam wsiadalo? - chyba w
      dwunastke.
      flipy przebrane jak wyzej lubily tez wystawac na rogu Kosciuszki i Andrzeja i
      wyczekiwac na 24 i 12, ktore wtedy skrecaly tam wlasnie. Atrakcja byla zdalnie
      sterowana zwrotnica. Rzecz rozgrywala sie zwykle po lekcjach angielskiego.
      Szczytem atrakcji bylo, jak przyjechal akurat tramwaj o numerach 106 i 531 -
      taki "zmodernizowany", z miekkimi siedzeniami i "lamanymi" drzwiami. W latach
      szescdziesiatych MPK przerobilo tak tylko jeden pociag.
      Wowczas tez chadzaly flipy na bezy w "Bezie". ta chyba jeszcze sie trzyma, pod
      postacia spelunki.
      • kropka. Re: To se ne vrati... 01.12.01, 00:20
        Gość portalu: flip napisał(a):

        > W zamierzchlych czasach flipy przebrane za niewiniatka ciagaly Starszych
        To śliczne flipy musiały być :)) Czy flipy modliły się, takie czyste i
        eleganckie, żeby czasem kolegi jakiegoś nie spotkać?

        > Atrakcja byla zdalnie
        > sterowana zwrotnica. Rzecz rozgrywala sie zwykle po lekcjach angielskiego.
        > Szczytem atrakcji bylo, jak przyjechal akurat tramwaj o numerach 106 i 531 -
        I wjechał na ten kalichlorek misternie wsypywany w szyny :)) Ale było BUM!!!
        Tylko to kalichlorek był, czy saletra z cukrem, bo coś zapomniałam.

        > Wowczas tez chadzaly flipy na bezy w "Bezie".
        I jak zwykle świniły kremem śliczne ubranka. Oj flipy, flipy, co z was wyrosło!

        Flipy, czy my się czasem nie znamy? Czy my nie dawne sąsiady?
        • Gość: flip Re: To se ne vrati... IP: *.p.lodz.pl 01.12.01, 19:14
          Nie zdradzilismy polozenia naszej pieczary wiec trudno cokolwiek wnioskowac o
          znajomosci. Na razie, zwazywszy watek Pabianickiej wycofujemy sie w poplochu
          przez kropkowanym zamczyskiem w sobie tylko znane arkadie.
          • kropka. Re: To se ne vrati... 01.12.01, 20:44
            ZAMEK! ZWYCIĘŻYLIŚMY!
            Jak myślisz, czy groźba twoich ciosów, czy moich uroków tak podziałała?
            Pozdrowionka dla zwyciężonych i zwycięsców
            • kropka. Re: To se ne vrati... 01.12.01, 23:53
              zwycięZZZZców, oczywiście.
              Musiałam, sie upic, żeby to zauwazyć?
              Pozdrowienia lekko wstawione
            • zamek To se vrati - Pabianickà to je ono!!! 02.12.01, 02:36
              KROPECZKO! JESTEŚMY NIEPOKONANI!!!
              W jedności Twoich uroków i moich ciosów siła nie do przebicia!
              PABIANICKA GAGNE!!!
    • chrisbto Re: To se ne vrati... 01.12.01, 00:13
      PLAC:
      Czas - gdzieś między Generalissimusem a Odwilżą.
      Miejsce: ul. Południowa, obecnie Rewolucji 1905.

      Mieszkałem pod nr. 20, w kamienicy o dwóch podwórkach
      - studniach. My w tym drugim, głębiej. Od frontu i w
      pierwszym podwórku było Studium Wojskowe którejś z
      uczelni. Mówiliśmy: "wojsko". Wojsko miało ćwiczenia
      polowe i musztrę na placu po sąsiedzku, po nr. 22.
      Plac był ogromny, siegał gdzieś hen, aż na tyły sądów
      od strony Nowotki. Teraz jest tu szkoła.
      Od strony ulicy Południowej był drewniany płot ale my,
      chłopaki, znaliśmy wszystkie dziury. Teren był przez
      to wojsko zryty okopami i innymi transzejami. Chociaż
      można było spokojnie bawić się cały dzień na
      wybrukowanej kocimi łbami jezdni (średnio przejeżdżały
      trzy furmanki i jedna ciężarówka dziennie), my
      woleliśmy na PLACU.
      Wykopane rowy i przedpiersia prowokowały do wojen:
      PLAC był NASZ, chłopaków spod 20-tego, jego obrona
      była naszym lokalnopatriotycznym obowiązkiem. Ile
      guzów, siniaków i podartych ubrań przynieśliśmy
      stamtąd, trudno zliczyć. Agresorów było wielu:
      mówiliśmy np. "chłopaki spod dwudziestego ósmego" i
      było wiadomo, że to obcy. Jeden spod 28 miał nicka
      Kalaput.
      Wszyscy z Naszej Ulicy jednoczyliśmy się jednak, kiedy
      nadciągali nasi odwieczni wrogowie: chłopaki z
      Kamiennej (dzisiaj Włokienicza). Inna wroga armia
      miała leże na Wschodniej.

      Wojsko ćwiczyło przed południem. Z pajdą chleba
      posypaną cukrem w ręce (próbowaliście - pycha!),
      godzinami przyglądalismy się jak jakiś Ważny Wojskowy
      gania po placu Mniej Ważnych. Ćwiczenia obejmowały
      między innymi zachowanie przy ataku atomowym -
      imperialiści nie śpią. Wojsko miało w chlebakach
      ciasno złożone pakiety, po rozwinięciu były to ogromne
      torby z cienkiego brązowego papieru. Ćwiczenie
      polegało na tym, żeby w razie ataku atomowego położyć
      się na ziemi głową w kierunku grzyba i przykryć od
      stóp do głów tą papierową torbą. Ćwiczenia nie
      wychodziły, bo Torby Przeciwatomowe były z
      cieniutkiego papieru i byle wietrzyk zwiewał je,
      szeleszczące, z leżącego Wojska.
      Były też inne Ćwiczenia: z Wojskowymi Telefonami Na
      Korbę, z Maskami Na Gaz a też MUSZTRA z BRONIĄ i bez.

      Ważny Wojskowy zawsze strasznie się na tych Zwykłych
      Wojskowych złościł. Zawsze. Krzyczał wtedy jakieś
      Specjalne Wojskowe słowa: durak, bliadź, iobat' twoju
      mat' i wiele innych, których nie rozumieliśmy. Te
      Wojskowe Słowa musiały być Ważne, bo krzyczał je
      strasznie głośno.
      Gilz tam nie było - nie strzelali, ale jak któryś z
      nas znalazł oberwany Wojskowy Guzik czy Sprzączkę albo
      podartą Torbę Przeciwatomową, zabierał do domu jako
      cenne trofeum.
      WSZYSTKO NA NASZYM PLACU BYŁO FANTASTYCZNE!
      Książkę Molnara 'Chłopcy z Placu Broni' przeczytałem
      wiele lat później. Była w szkolnej lekturze.

      A na moje stare drugie podwórko pod 20-tym zajrzałem
      niedawno: nic się nie zmieniło, tylko zrobiło się
      takie malutkie i ciasne...
      ChrisBTO
      • Gość: kuba Re: To se ne vrati... IP: *.interkam.pl 01.12.01, 08:29
        W jednym nasz jednoznaczną prawdę.Gdy wracamy po latach do miejsc gdzie w szczenięcych latach
        przeżywaliśmy wspaniałe zabawy to rzeczywiście miejsca te kurczą się i kurczą do bardzo małych. A
        wtedy były dla nas olbrzymie.To ciekawe zjawisko.
    • Gość: chrisbto Re: To se ne vrati... IP: *.lodz-marysin.sdi.tpnet.pl 01.12.01, 10:27
      MOJE POŻYCIE Z ŻYDAMI:
      Do pierwszej klasy poszedłem w Roku Poździernikowej
      Odwilży. Szkoła TPD nr. 155, która była w podwórzu ul.
      Południowej 8 już dawno nie istnieje. Na dyrektora
      szkoły mówiło się 'Krala'. Pisaliśmy Maczanymi
      Piórami ze Stalką, w ławkach były w specjalnych
      dziurach Kałamarze. Bardzo rzadkie i drogie Wieczne
      Pióra były tępione BO PSUJĄ CHARAKTER. O długopisach
      jeszcze nikomu się nie śniło.

      W mojej klasie było z dziesięciu chłopców z rodzin
      żydowskich, siedziałem w jednej ławce z Emilem L.,
      ktory mieszkał w ogromnym mieszkaniu na drugim piętrze
      kamienicy na rogu Południowej i Piotrkowskiej, tam
      gdzie da Vinci.
      (w ławkach umieszczono nas według listy obecności,
      pamiętam tę listę od początku DO MNIE, wyczytywana
      ostro, po wojskowemu przez naszą panią Darską:
      Bankowiak!, Bigosiński!, Chrząstek!, Cichończyk!,
      Jasiński!.. - trzeba było stanąć na Baczność i
      powiedzieć: Tutaj! - nie jakieś tam Jestem czy
      Obecny).
      Starozakonni chłopcy nie chodzili do szkoły w soboty,
      plan lekcji był specjalnie przystosowany. To było
      normalne.

      W porównaniu do biedy, jaka wówczas panowała, rodzice
      Emila L. byli STRASZNIE bogaci. Emil dostał raz
      prezent - francuski rower: PRAWDZIWĄ KOLARKĘ! Z
      WYŚCIGOWĄ KIEROWNICĄ i PRZERZUTKĄ! Ta kolarka z
      przerzutką śniła mi się po nocach, pamiętam nawet
      markę: Heliett Special. (niektórzy chłopcy też mieli
      rowery, ale były to jakieś przedwojenne machiny z
      kołami na drewnianych obręczach, mówiło się na to
      'balonówy', były też nowsze polskie firmy PaFaRo, z
      Dynamem i wielkim Reflektorem, ale żeby taki kupić
      trzeba było mieć TALON).
      Emil wcale nie jeździł na KOLARCE, nie umiał. Stała
      sobie u niego w pokoju, można ją było oglądać do woli,
      ale Nie Dotykać Bo Się Zepsuje. Bywałem u niego
      często, wspólne odrabianie lekcji itd., i zawsze byłem
      przez jego rodziców przyjmowany bardzo życzliwie.

      Innym kolegą z klasy był Adzik R. Ten był moim
      sąsiadem z Południowej 20, znaliśmy się od dziecka.
      Jego z kolei rodzice mieli Pierwszy Telewizor, jaki
      widziałem na oczy: olbrzymia szafa z mnóstwem gałek i
      malutkim ekranikiem. To był jakiś kombajn, zawierał
      też Radio a na górze Gramofon na Igły.
      Samej Telewizji nie widziałem, jeszcze w Łodzi nie
      nadawano, ale Telewizor stał na centralnym miejscu w
      salonie.
      Ojciec Adzika opowiadał raz mojemu ojcu, że cała
      rodzina Ukrywała Się gdzieś w Nowosolnej. Byłem przy
      rozmowie i zastanawiałem się, po co się ukrywali.
      Jakiś rodzaj - umiłowanej przez nas - gry 'w
      chowanego'? Ale czemu cała rodzina? Jak może pan R.
      grać w chowanego, przecież on jest okropnie stary, ma
      ze czterdzieści lat! I jak by się schował, taki gruby,
      na CZWARTAKU?
      (inną ulubioną dziecięcą Grą było KIPLO, ale o tym
      przy innej okazji. To był nałóg!).

      Jakoś w drugiej - trzeciej klasie chłopcy żydowscy
      zaczęli ZNIKAĆ. Nie wiedzieliśmy czemu, dopóki nie
      wyprowadzili się nasi sąsiedzi - rodzina R. z
      Adzikiem. Okazało się, że oni wszyscy wyjeżdają do
      jakiejś Palestyny. To był bardzo tajemniczy kraj, bo
      nie było go w naszym atlasie. Ale był: parę razy
      przyszły od nich listy ze znaczkami, za które kolega
      Brągol z mojego podwórka, filatelista, dawał SKARB:
      Prawdziwą Mosiężną Gilzę (były też żelazne gilzy
      pomalowane na zielono, bez wartości wymiennej).

      Adzika odszukałem po latach w TelAviv. Jest wojskowym
      wysokiej rangi (skutek naszych zabaw na PLACU
      zapewne). O inych żydowskich chłopcach z klasy nic nie
      wiem. Pewnie nadal bawią się w chowanego. Albo w tego
      Ostatniego, Najostatniejszego CHOWANEGO.
      • Gość: geograf Re: To se ne vrati... IP: 10.0.219.* 01.12.01, 18:22
        ty to się christbo potrafisz rozpisać...
        a tak poza tym to nigdy nie zapomnę jak po raz pierwszy wszedłem do pierwszego
        w Łodzi hipermarketu Carrefour:))) TO było dla mnie taaaaakie duuuże. Ponieważ
        wcześniej nie byłem w żadnym innym hipermarkecie (ani w Polsce ani za granicą)-
        jakoś nigdy mnie tam nie ciągnęło... Ale na prawde pamiętam jakie to było
        wrażenie... niezapomniane:)))
    • Gość: flip Re: To se ne vrati... IP: *.p.lodz.pl 02.12.01, 22:28
      A pamietacie obwoznych handlarzy?
      Jeden taki objezdzal okolice ulicy Gagarina (gdzie to, Koteczku, gdzie?) na
      wozie konnym i wrzeszczal "smoooot, smooot! Stare smaty skupuje, smoot, smoot!"
      Dzisiaj wydaje sie zupelnie absurdalne, ale tak bylo! Zreszta trudno powiedziec
      z cala pewnoscia co wreszczal, bo dykcje mial nietega. Troche sie go flipy baly
      (jak dzisiaj kropko.-zamkow).
      Byl tez naostrzca nozy, ktory raz na miesiac (?) dawal koncert pukajac
      metalicznie o wielka ostrzalke. I byla mleczarka, ktora co rano dostarczala
      mleko prosto ze wsi (podobno), zeby flipy mialy znienawidzona melzupe. Czasami
      podsluchiwaly nad ranem z glebi flipich pieleszy, jak mleczarka sie kolacze za
      drzwiami.
      Och, doloż...
      • Gość: geograf Re: To se ne vrati... IP: *.toya.net.pl 03.12.01, 17:09
        a u mnie na osiedlu to nawet teraz od czasu do czasu pojawia sie pan, ktory
        ostrzy noże:))) a u was??
        • chrisbto Re: To se ne vrati... 03.12.01, 17:21
          Csłkiem niedawno widziałem jednegp na Retkini, ze dwa
          lata temu. Przyrząd do ostrzenia miał jakoś zręcznie
          zintegrowany z motorowerem.
          Za moich mlodych lat nosili cały majdan na plecach, na
          podwórzu mówiło się na nich 'nożownik'.
          Chodzili jeszcze Lutowacze Garnków i Połykacze Ognia a
          Sztukmistrze przeróżni.
          Z rzadka bardzo malownicze postacie Żebraków z
          Widocznym Kalectwem (Oscar za efekty specjalne
          murowny).
          ChrisBTO
          • Gość: mch Re: To se ne vrati... IP: *.pai.net.pl 03.12.01, 18:55
            "Oszczałki Motorowe" pojawiają się też na Dąbrowie. :-)
            • geograf Re: To se ne vrati... 03.12.01, 21:30
              ten pan z połącznonym moterem i ostrzałką pojaiwasie prawie w całej Łodzi:))))
              • saper_ Re: To se ne vrati... 26.02.02, 21:47
                Odkurzam, bo warto.
                Moje wspomnienia wydają mi się przy tych jakieś takie malutkie. Ale dam coś od
                siebie. Jako dziecię zdarzało mi się, że jeździłem razem z ojcem ciężarówką.
                To nie była byle jaka ciężarówka - to była żółta wywrotka, pamiętam jak dziś -
                Berliet. Parę razy zdarzyło się , że mój tata przyjechał po mnie do
                przedszkola - właśnie ciężarówką. Wyobrażacie sobie, co się działo ze
                wszystkimi chłopakami w przedszkolu? A ja wtedy specjalnie powoli wchodziłem
                (podsadzany przez tatę) do szoferki. Eh, aż się łezka w oku kręci :) Kilka razy
                to nawet spędziłem cały dzień jeżdżąc z tatą aż do Bełchatowa, a tam te
                wszystkie maszyny, koparki i w ogóle cuda dla małego chłopca.
                Tak, to se ne vrati, to se tak ne da.
                • kropka. Re: To se ne vrati... 26.02.02, 22:14
                  A kto pamięta sprzedawcę spinaczy do włosów? :))))))) Zawsze w drelichowym,
                  długim płaszczu i kapeluszu chodził po Piotrkowskiej
                  "Pani... dobre, mocne, stalowe.... kup pani, nic nie idzie... pani, dobre,
                  mocne, stalowe...." :-)))
                • tulka Re: To se ne vrati... 26.02.02, 22:28
                  Jedno z najwspanialszych moich wspomnień o ludziach, którzy juz nie wrócą i
                  miejscach, które nigdy nie będą takie, jak kiedyś, wiąże się z Uniejowem, gdzie
                  często jeździłam do Dziadków (Babcia mieszka tam do dziś). Dziadek był
                  naczelnikiem poczty. Mieszkali oboje w malutkim mieszkanku w budynku poczty,
                  więc miałam pod ręką miejsce, które mnie fascynowało: centralę telefoniczną.
                  Centrala była obsługiwana ręcznie (trudno mi opisać językiem osoby
                  zupełnie "nietechnicznej" jak to wyglądało, ale może ktoś kiedys widział). A
                  telefonistki miały olbrzymie słuchawki z mikrofonem, które- nie wiem dlaczego-
                  wydawały mi sie czymś wspaniałym i bardzo chciałam mieć takie. Czasami mogłam
                  sobie posiedzieć w centrali z takimi słuchawkami na głowie. I nawet zdarzyło mi
                  się łączyć jakąś rozmowę (pod scisłą kontrolą oczywiście). Było to dla mnie
                  wielkie przeżycie...
                  Ta centrala funkcjonowała jeszcze niedawno, kilka lat temu. Kiedy dzwonilismy
                  do Babci, najpierw trzeba było zamówić rozmowę międzymiastową, potem odczekać
                  (bywało, że i parę godzin), aż oddzwoni pani z Łodzi, połączy z Uniejowem i
                  dopiero tamtejsza telefonistka łączyła z Babcią (która miała dwucyfrowy numer
                  telefonu :-))
                  A dziś w Uniejowie jest automatyczna centrala, mieszkanko "na poczcie" nie
                  istnieje (a to zupełnie osobny rozdział...) I Dziadka też nie ma...
    • p94.b Re: To se ne vrati... 26.02.02, 23:43
      :-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka