Gość: Marcin
IP: *.gwarant.lodz.tpnet.pl
20.07.01, 12:58
Śmierć rok po roku
Życie Warszawy, 20.07.01
Puerto Cabello. 12 lipca 2001 roku. W
katastrofie samolotu skytruck ginie prezes
PZL Mielec. Rok wcześniej, 14 czerwca 2000
r.,
Baranów Sandomierski. Prezentacja skytrucka
dla kontrahentów. W wypadku samochodowym
ginie wiceprezes PZL Mielec. Co łączy
oba wypadki? Wenezuelska firma Overtec. W
wypadku M-28 skytruck zginęło 13 osób.
Oprócz pięciu Polaków również szefowie firmy
Overtec, z którą Mielec współpracuje na
rynku wenezuelskim. Z opisu wypadku wynika,
iż wydarzyło się coś dziwnego. Zrobienie
tzw.
świecy po starcie to samobójstwo.
Wenezuelski pilot był doświadczonym
lotnikiem. Ponad rok temu w Baranowie
Sandomierskim
odbywał się kurs dotyczący skytrucka. Na
trasie do Mielca, w Padwi Narodowej,
zdarzył się wypadek. Na poboczu znaleziono
zgniecionego seata toledo, prowadzonego
przez kierowcę zarządu mieleckich zakładów
Zenona Budaja. Był w nim główny prawnik
Overtecu Rafael Aldereguia. Śledztwo w tej
sprawie umorzono. Prokuratura ustaliła, że
przyczyną wypadku był błąd kierowcy. Seat
miał
jechać 150 km na godzinę. - Znałem Budaja -
mówi nasz informator. - Jak widział znak
ograniczający prędkość do 60, jechał 59 km
na
godzinę. Prezes Aeroklubu Mieleckiego
Wiesław Cena mówi: - Przeraża mnie fakt, że
rok temu miał miejsce wypadek drogowy, który
powalił PZL Mielec na ziemię. Pytany o
ostatnią katastrofę dodaje - Biorąc pod
uwagę absolutny brak sentymentów w świecie
biznesu,
powinno się wziąć pod uwagę także i taką
ewentualność, że samolot runął na ziemię, bo
ktoś stymulował taki przebieg wydarzeń. Pech
przypomniał znowu o sobie 12 lipca 2001
roku. W wypadku M-28 skytruck w Puerto
Cabello w Wenezueli zginęło 13 osób. Pięciu
Polaków: prezes PZL Mielec, Daniel Romański,
Jan Sęk, Andrzej Koper i Piotr Bień z PZL
oraz Stanisław Padykuła, wiceprezes Agencji
Rozwoju Przemysłu. Zginęli też: wenezuelski
pilot, szefowie firmy Overtec i
przedstawiciele armii wenezuelskiej oraz
rządu. Jedynym,
który przeżył, jest pilot oblatywacz Czesław
Żywocki, który został na płycie lotniska.
Pierwsze reakcje mówiły o prawdopodobnym
błędzie
pilota, choć zaznaczano też, że to bardzo
doświadczony pilot. Do Wenezueli udała się
6-osobowa polska delegacja, która na miejscu
miała pomóc wyjaśnić, co było przyczyną
katastrofy. Nasz informator twierdzi, że z
opisu wypadku wynika, iż musiało wydarzyć
się coś
dziwnego. Jeśli ktoś zna ten typ samolotów,
wie, że zrobienie tzw. świecy po starcie
musi skończyć się tragicznie. - Wiem, że to
tylko
durne plotki, ale podobno ktoś, kto widział
na miejscu wypadek, uważał, że albo pilot
chciał popełnić samobójstwo, albo szaleju
się
najadł - mówi. Przerażający zbieg
okoliczności - To straszne - mówi Czesław
Żywocki. - Przecież to byli moi przyjaciele.
Znałem ich
wszystkich, także tego pilota. Wenezuelscy
piloci są bardzo dobrymi fachowcami, są
ostrożni, każdy z nich ma na koncie kilka
tysięcy
przelatanych godzin. Także ten skytruck
przeleciał bodaj 18 tys. godzin. Nie
potrafię tego wytłumaczyć. Zygmunt Mazan,
szef polskiej
ekipy badającej na miejscu przyczyny
wypadku, dodaje, że dopiero dzisiaj może
dojść do przewiezienia czarnej skrzynki do
laboratorium. - Wszystko zależy od decyzji
wenezuelskiej prokuratury, która nadzoruje
śledztwo - mówi. - Badane są różne wątki.
Jednym z nich jest błąd pilota, innym udział
osób trzecich. Z kolei #prezes Aeroklubu
Mieleckiego, pilot doświadczalny, Wiesław
Cena,
który wylatał na M-28 skytruck kilkaset
godzin, w rozmowie z rzeszowskimi
dziennikarzami powiedział: - Przeraża mnie
fakt, że rok temu
miał miejsce wypadek drogowy, który powalił
PZL Mielec na ziemię. Zginął wówczas członek
zarządu, drugi był o krok od śmierci. Wśród
ofiar był także główny prawnik Overtecu,
firmy, która pośredniczyła przy podpisaniu
kontraktu na dostawę skytrucków do
Wenezueli.
Teraz zginęła cała czwórka Overtecu.
Właściwie przestał on istnieć. Biorąc pod
uwagę absolutny brak sentymentów w świecie
biznesu,
zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże pieniądze,
powinno się przeprowadzić śledztwo, by
sprawdzić, czy to na pewno był wypadek.
Należy brać pod uwagę wszelkie
ewentualności, także i taką, że samolot
runął na ziemię, bo ktoś stymulował taki
przebieg wydarzeń".
Rzecznik wie, że nie wie W dniu ukazania się
rozmowy w rzeszowskiej gazecie
skontaktowaliśmy się z Wiesławem Ceną. -
Dzisiaj
zabroniono mi rozmawiać na ten temat -
usłyszeliśmy i prezes Cena odłożył
słuchawkę. Na temat wypadku nie chciał
wypowiadać się
także jeden z wiceprezesów, dyrektor
finansowy PZL Mielec, Andrzej Szortyka. Alex
Saldano z największego wenezuelskiego
dziennika
"El Universal", który napisał, że w Puerto
Cabello zginęło ośmiu Polaków, uważa, że
śledztwo w tej sprawie będzie długie i
żmudne. -
Uczestniczą w nim przedstawiciele Sił
Powietrznych, Obrony Cywilnej, prokuratorzy
i tzw. Bomberos, czyli siły
antyterrorystyczne,
specjaliści od ładunków wybuchowych -
powiedział. Grzegorz Kruszyński, rzecznik
prasowy PZL, pytany o pecha prześladującego
mielczan, odpowiedział, że nie dostrzega
niczego, co mogłoby połączyć trzy ostatnie
zarządy zakładów. - Nic nie łączyło tych
ludzi -
twierdzi. Rzecznik odesłał nas do Krzysztofa
Dubińskiego, głównego doradcy handlowego
PZL. On też uważa, że łączenie wszystkich
faktów z ostatnich lat jest bezcelowe. -
Przecież stary zarząd poszedł siedzieć -
mówi. Pytany o cudzoziemca, który zginął w
wypadku
samochodowym, odpowiedział, że nie pamięta,
skąd był, ale, dodaje nie pytany, na pewno
nie z firmy Overtec. Mylił się, co dziwi tym
bardziej, że wszyscy wiedzą, kim był zmarły
cudzoziemiec, tylko nie główny doradca PZL i
rzecznik prasowy. Aż strach myśleć... Ponad
rok temu w należącym do Agencji Rozwoju
Przemysłu zamku w Baranowie Sandomierskim
odbywał się kurs dotyczący skytrucka. Na
pożegnalnej kolacji spotkało się kilkanaście
osób. Prezesi, piloci, Wenezuelczycy. Był
też główny prawnik Overtecu, tłumacz z
angielskiego i hiszpańskiego, 35-letni
Rafael Aldereguia, Amerykanin pochodzenia
wenezuelskiego. Po godz. 23 ktoś powiadomił
policję i pogotowie, że na trasie z Baranowa
do Mielca, w Padwi Narodowej, zdarzył się
wypadek. Okazało się, że seat toledo,
prowadzony przez kierowcę zarządu PZL, 43-
letniego Zenona Budaja, leży zgnieciony na
poboczu. Poza kierowcą, którego ciało
znaleziono obok, na miejscu zginęli
wiceprezes Aleksander Palej i Rafael
Aldereguia. Wiceprezes Andrzej Szortyka w
stanie ciężkim
trafił do szpitala. - Nic nie pamiętam -
mówi dzisiaj. Śledztwo w tej sprawie
umorzono. Prokuratura i policja ustaliły, że
przyczyną wypadku
był błąd kierowcy, który nie dostosował
prędkości do warunków jazdy. Biegli
stwierdzili, że prędkość seata w momencie
wypadku
wynosiła ok. 150 km na godz. Uznano także,
że informacje o rzekomym drugim samochodzie,
który wyjechał z Baranowa, a także o
uczestnictwie osób trzecich nie są
prawdziwe. - Znałem człowieka, który
prowadził auto mówi nasz informator. - To
taki typ kierowcy,
który, jak widzi obok drogi znak
ograniczający prędkość do 60., jedzie 59 km
na godzinę. Słyszałem od jednego z
dyrektorów, że prosił
Zenka, żeby przyspieszył, bo mu odjedzie
pociąg. Ten skwitował, że następny jest za
trzy godziny i na pewno zdąży. Kierowcę znał
także pilot Czesław Żywocki, który w zeszły
czwartek obserwował upadek skytrucka w
Puerto Cabello i w dalszym ciągu przebywa w
Wenezueli. Przeprowadziliśmy z nim krótką
rozmowę telefoniczną. - Czy pamięta Pan
wypadek sprzed roku w Padwi? - Tak. Ciężko
mi o
tym wszystkim mówić. Teraz ten samolot,
wcześniej samochód... Jechałem wtedy do
Baranowa na kolację tym seatem. Prowadził
Zenek. - Miał Pan szczęście. Przecież mógł
Pan nim także wracać. - Tak miało być.
Miałem wracać razem