Dodaj do ulubionych

112 a sprawa polska

11.08.07, 22:25
Kręciliście ostatnio numerek 112 będąc w potrzebie? Ja czasem kręcę i opadają
mi ręce kiedy czekam, czekam i nic się nie dzieje. Dużo się tu rozmawia o
wielkich projektach mających zmienić miasto, a ja sobie nie wyobrażam jak Łódź
ma nie zejść na psy kiedy coraz większej liczbie osób zwyczajnie nie chce się
czekać aż ktoś odbierze telefon. To takie proste postawić większą centralę i
więcej o kilka osób (garnizon łódzki liczy się w tysiącach), a jednak od
długiego czasu sprawia to problem Policji i włodarzom.

Jest to żenująca przywara miasta a najbardziej boli mnie bezradność. Siedzimy
na tym forum i sobie gadamy, obrzucamy się błotem, żartujemy, ale stanowimy
mniej niż promil mieszkańców. Zgromadzenie prawdziwej siły dla jakiejś
inicjatywy wymaga niestety wyjścia z domu, a na to wiele osób nie może sobie
pozwolić z uwagi na ogrom zajęć. Politycy mają nas w dupie, bo to nie gromadka
wykształciuchów ich wybiera tylko ciemne masy, dla których być może i
wygodniej byłoby, gdyby numer 112 nie istniał. Nasze forum to co najwyżej loża
szyderców tudzież gromadka dziwaków obok której każdy przejdzie ostrożnie się
oglądając. A wkrótce wybory samorządowe.

Już się wyżaliłem. Teraz sobie w kilka osób popiszemy i g... to da, więc do
dzieła!

PS: Wczoraj zadzwoniłem też na 986 (zadenuncjować jakieś 100 osób zajmujących
miejsca dla niepełnosprawnych na wielkim parkingu) i dyżurny odebrał po trzech
dzwonkach. Wprawdzie nikt nie przyjechał, ale to pierwsze wrażenie!
Obserwuj wątek
    • brite Re: 112 a sprawa polska 11.08.07, 22:41
      Dzwonię od czasu do czasu na 986, dodzwaniam się w jakichś 30% przypadków,
      zawsze po paru próbach.
      • staryglina Re: 112 a sprawa polska 12.08.07, 16:41
        Widać w Łodzi niewiele się zmieniło.
        Z przeszłości -
        997 dla wytrwałych
        16.07.2001
        Pogotowie policji proszę czekać, pogotowie policji proszę czekać,
        pogotowie policji proszę czekać, pogotowie policji proszę czekać,
        pogotowie....
        Mieszkanka Łodzi zauważyła przez okno, że na ulicy mężczyzna katuje
        kobietę. Chciała wezwać policję, ale nie mogła. Przez kilka minut
        wykręcała alarmowy numer 997 i wciąż słyszała tylko, że musi czekać.
        To nie pierwszy przypadek, że łodzianie skarżą się na kłopoty z
        uzyskaniem połączenia z policją. Numer alarmowy 997 jest wciąż
        zajęty, nikt nie podnosi słuchawki albo automat informuje o
        połączeniu i powtarza: „pogotowie policji, proszę czekać”.
        – To dlatego, że telefony są blokowane przez mało ważne sprawy,
        które może załatwić komisariat albo Straż Miejska – tłumaczą
        policjanci.
        – Często zamiast alarmować oficera dyżurnego, ludzie mogliby iść do
        dzielnicowego. Efekt byłby ten sam, a telefon służyłby tym, którzy
        naprawdę potrzebują pilnej pomocy. Taka jest rola telefonu
        alarmowego – pilny kontakt z policją w nagłych wypadkach.
        Kiedy widzimy przestępstwo, potrzebujemy natychmiastowego przyjazdu
        radiowozu, chcemy poinformować o zdarzeniu, które nie może czekać.
        – W praktyce bywa i tak, że rozmówcy traktują to połączenie jako
        bezpłatny telefon zaufania i całymi godzinami blokują go,
        opowiadając historię swojego życia – mówi Witold Kozicki z KWP w
        Łodzi. – Pewien mężczyzna kilkadziesiąt razy w ciągu nocy łączył się
        z numerem 997 i opowiadał ze szczegółami swój życiorys. Kiedy oficer
        się rozłączył, tamten dzwonił ponownie. Zgłoszeń przybywa, a sieć
        alarmowa nie wytrzymuje obciążenia.
        – Telefon alarmowy 997 obsługuje dwóch operatorów, a kolejnych kilku
        rozmówców czeka w kolejce – tłumaczy Tomasz Klimczak z Komendy
        Woejwódzkiej Policji w Łodzi.
        – Jeśli trafi się kilka osób, które drobnostkami zajmą linię, nikt
        inny się nie połączy. W dodatku centrala łączy sztywno do
        konkretnego operatora i jeśli ten akurat rozmawia, trzeba czekać,
        nawet jeśli jego kolega jest wolny. Sytuacja ma się zmienić od
        sierpnia. W Łodzi wprowadzany jest system wspomagania dowodzenia
        Comand Control.
        Stanowisko oficera dyżurnego będzie miało kilkunastu operatorów
        (teraz jest ich dwóch, czasem ktoś do pomocy), a centrala alarmowa
        ma łączyć rozmowy z miasta na pierwsze wolne stanowisko.
        (maj)  -  Dziennik Łódzki

        Można też inaczej

        Zgłosiłeś przestępstwo i nie mogłeś doczekać się na radiowóz?
        Policja zapowiada koniec takiego traktowania pokrzywdzonych. Teraz
        funkcjonariusze będą telefonicznie informowali kiedy przyjedzie
        patrol i dlaczego się spóźnia.
        Od kilku dni na łamach "Gazety" opisujemy tragiczną sytuację
        niedoinwestowanej śląskiej policji. W komendach brakuje radiowozów i
        funkcjonariuszy do patrolowania ulic. Przy głodowych pensjach
        chętnych do pracy w niebieskim mundurze nie widać.

        Najgorsza sytuacja panuje w stolicy Górnego Śląska, gdzie brakuje
        pełnej obsady dwóch komisariatów. Oficerowie dyżurni muszą wybierać
        do kogo w pierwszej kolejności wysyłać patrol - męża bijącego żonę,
        nastolatków awanturujących się na osiedlu, czy kierowcy, któremu
        ktoś zarysował zderzak. Radiowóz najpierw jedzie tam, gdzie zachodzi
        największe zagrożenie życia. Pozostałe osoby muszą uzbroić się w
        cierpliwość i czekać na swoją kolej. Czasami ponad trzy godziny.

        Inspektor Arkadiusz Pawełczyk, szef śląskiej policji zapowiedział,
        że czas skończyć z takim traktowanie ludzi czekających na pomoc.
        Teraz oficerowie dyżurni będą ich na bieżąco przez telefon
        informowali kiedy przyjedzie patrol i jakie są przyczyny zwłoki. -
        To oczywiście nie przyśpieszy interwencji, ale spowoduje, że ludzie
        nie będą się już czuli lekceważeni - tłumaczy komendant Pawełczyk.
        Zdaje sobie sprawę, że kierowcę, który miał kolizję nie interesuje,
        że w innej części miasta był karambol. - Chce szybkiej interwencji.
        Wierzę jednak, że ciągły kontakt z dyżurnym stłumi rosnącą w nim
        frustracje - dodaje szef śląskiej policji.

        Jego zdaniem taki system działa w większości krajów zachodnich,
        gdzie patrole też nie przyjeżdżają na każdą interwencję w pięć
        minut. - Ludzie to jednak rozumieją, bo policja daje im odczuć, że
        ich problem jest dla niej ważny - podkreśla inspektor Pawełczyk.


        Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka