kropka
15.07.03, 21:06
No to zaczynam, bo własnie skończyłam urlop :(
Będzie w odcinkach, bo historia długa, ale fajna :)
Od rana jakiś drozd latał po ogrodzie i śpiewał nieprzytomnie wciąż tę samą
melodyjkę. Bezczelnie siadał na najbliższych i najniższych gałęziach, na
balustradzie ganku, na patykach od grochu i wrzeszczał ile sił. Olewał nas,
olewał psa, niczego się nie bał. Śpiewał ile sił swą jednostajną piosenkę.
- Pewnie szuka dziecka, zauważyła słusznie Karolina
Zaczęliśmy się rozglądać, żeby nie rozdeptać i ewentualnie wyprowadzić na
teren bardziej widoczny dla matki. Nic z tego. Malucha nie było. Pewnie
wypadł z gniazda i zginął. Byliśmy świadkami jeszcze jednej ptasiej tragedii.
Późnym wieczorem siedzieliśmy przy kolacji, gdy z krzaków dobiegł nas jakiś
pisk. Powtarzał się dość regularnie, więc zaczęliśmy szukać. Na brzegu lasu,
pod jałowcem siedziało skulone ptasie nieszczęście i darło mordę ile sił w
piersiach.
- No to znaleźliśmy, wołał Jasiek. Pewnie głodny. Ale co się daje takim
pisklakom?
- A co to jest? Drozd? pytałam o konkrety.
- Czort wie. Ciemno. Jeszcze nieopierzony.
No i problem. Według wskazań fachowców piskląt nie należy ruszać, bo matka
wyczuje zapach człowieka i odrzuci. Ale po ciemku w krzakach nic nie widać,
więc jak rozpoznać ptaszka? A trzeba wiedzieć, czy mięsożerny, czy jarosz, bo
można zaszkodzić.
- Jak go tutaj zostawimy, to coś go pożre w nocy.
- Ale jak go weźmiemy, to mamy go na dożywociu
- To mamy tak zostawić biedne maleństwo kunom na pożarcie??? Marysia miała
łzy w oczach
- Dajcie latarkę, może nie dostanie zawału, a coś się da zobaczyć.
Odeszłam w stronę domu i ku zdumieniu wszystkich, maluch dziarsko podążył za
mną drąc się bez przerwy i potykając o każdą gałązkę. Zwolniłam, żeby mógł
nadążyć. Dotarliśmy do światła, i za pomocą atlasu doszliśmy do wniosku, że
jednak to jest drozd.
- No fajnie. Piszą, że drozdy jedzą owady i łapią je w locie. Ale nie piszą,
co jedzą małe drozdy. Ma być rozpaćkane, czy w całości? I jak mu dać? Machać
przed nosem? Wepchnąć do gardła? Jasiek stał z pęsetą w garści gotowy do
karmienia
- Poczekaj chwilę, bo go zadławimy. Upewnię się.
Zadzwoniłam do fachowca i dowiedziałam się, że drozdy jedzą owady.
Byliśmy uratowani, bo much ci u nas latoś obrodziło. Dziewczyny zabrały się
za tłuczenie, Marysia klapką, Karolina gipsem, Jaś donosił, a ja wsadzałam
pensetką do dzioba. Maluch wsuwał, aż mu się uszy trzęsły. Po 10 muchach
uznałam, że ma dość.
- Do rana chyba mu starczy, stwierdziłam
- To natrzepiemy na zapas, zaproponowała rozochocona Marysia.
- I może jeszcze do zamrażarki wsadzisz? Taki pisklak musi jeść świeże!
Umościliśmy gniazdko w kącie ganku, maluch przytulił się do ciepłej szmatki i
zdawał się być całkiem zadowolony. Odetchnęliśmy z ulgą. Jutro pojawi się
pani drozdowa i zabierze sobie swoje maleństwo...
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Nie, nie zepsuł mi się komputer. Tak to właśnie wyglądało.
Oby do świtu! Rano przyleci matka i weźmie sobie to nienażarte bydlę!!!
c.d.n.