Dodaj do ulubionych

Wakacyjne przygody

15.07.03, 21:06
No to zaczynam, bo własnie skończyłam urlop :(
Będzie w odcinkach, bo historia długa, ale fajna :)

Od rana jakiś drozd latał po ogrodzie i śpiewał nieprzytomnie wciąż tę samą
melodyjkę. Bezczelnie siadał na najbliższych i najniższych gałęziach, na
balustradzie ganku, na patykach od grochu i wrzeszczał ile sił. Olewał nas,
olewał psa, niczego się nie bał. Śpiewał ile sił swą jednostajną piosenkę.
- Pewnie szuka dziecka, zauważyła słusznie Karolina
Zaczęliśmy się rozglądać, żeby nie rozdeptać i ewentualnie wyprowadzić na
teren bardziej widoczny dla matki. Nic z tego. Malucha nie było. Pewnie
wypadł z gniazda i zginął. Byliśmy świadkami jeszcze jednej ptasiej tragedii.
Późnym wieczorem siedzieliśmy przy kolacji, gdy z krzaków dobiegł nas jakiś
pisk. Powtarzał się dość regularnie, więc zaczęliśmy szukać. Na brzegu lasu,
pod jałowcem siedziało skulone ptasie nieszczęście i darło mordę ile sił w
piersiach.
- No to znaleźliśmy, wołał Jasiek. Pewnie głodny. Ale co się daje takim
pisklakom?
- A co to jest? Drozd? pytałam o konkrety.
- Czort wie. Ciemno. Jeszcze nieopierzony.
No i problem. Według wskazań fachowców piskląt nie należy ruszać, bo matka
wyczuje zapach człowieka i odrzuci. Ale po ciemku w krzakach nic nie widać,
więc jak rozpoznać ptaszka? A trzeba wiedzieć, czy mięsożerny, czy jarosz, bo
można zaszkodzić.
- Jak go tutaj zostawimy, to coś go pożre w nocy.
- Ale jak go weźmiemy, to mamy go na dożywociu
- To mamy tak zostawić biedne maleństwo kunom na pożarcie??? Marysia miała
łzy w oczach
- Dajcie latarkę, może nie dostanie zawału, a coś się da zobaczyć.
Odeszłam w stronę domu i ku zdumieniu wszystkich, maluch dziarsko podążył za
mną drąc się bez przerwy i potykając o każdą gałązkę. Zwolniłam, żeby mógł
nadążyć. Dotarliśmy do światła, i za pomocą atlasu doszliśmy do wniosku, że
jednak to jest drozd.
- No fajnie. Piszą, że drozdy jedzą owady i łapią je w locie. Ale nie piszą,
co jedzą małe drozdy. Ma być rozpaćkane, czy w całości? I jak mu dać? Machać
przed nosem? Wepchnąć do gardła? Jasiek stał z pęsetą w garści gotowy do
karmienia
- Poczekaj chwilę, bo go zadławimy. Upewnię się.
Zadzwoniłam do fachowca i dowiedziałam się, że drozdy jedzą owady.
Byliśmy uratowani, bo much ci u nas latoś obrodziło. Dziewczyny zabrały się
za tłuczenie, Marysia klapką, Karolina gipsem, Jaś donosił, a ja wsadzałam
pensetką do dzioba. Maluch wsuwał, aż mu się uszy trzęsły. Po 10 muchach
uznałam, że ma dość.
- Do rana chyba mu starczy, stwierdziłam
- To natrzepiemy na zapas, zaproponowała rozochocona Marysia.
- I może jeszcze do zamrażarki wsadzisz? Taki pisklak musi jeść świeże!
Umościliśmy gniazdko w kącie ganku, maluch przytulił się do ciepłej szmatki i
zdawał się być całkiem zadowolony. Odetchnęliśmy z ulgą. Jutro pojawi się
pani drozdowa i zabierze sobie swoje maleństwo...
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.
Po kilku minutach z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia,
ja do karmienia. Po 5 muchach maluch wtulił się w szmatkę, zamknął oczy i
zasnął.

Nie, nie zepsuł mi się komputer. Tak to właśnie wyglądało.
Oby do świtu! Rano przyleci matka i weźmie sobie to nienażarte bydlę!!!
c.d.n.

Obserwuj wątek
    • kropka Re: odcinek 2 15.07.03, 21:09

      Nie doczekaliśmy świtu. Padliśmy gdzieś koło 3.00. Jaś zasnął na ganku na
      leżaku pilnując, aby żaden grożny, drapieżny zwierz nie zjadł naszego
      podopiecznego.
      Już niektóre ptaki wstawały, już rozpoczynały swój koncert, ale widocznie
      drozdy śpią dłużej. Nasz też spał albo go zatkało z przeżarcia.
      O 7.00 z kąta ganku rozległ się przeraźliwy pisk. Podnieśliśmy się
      automatycznie każdy do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia, ja
      do karmienia. Po 5 muchach maluch NIE wtulił się w szmatkę, NIE zamknął oczu i
      NIE zasnął. Przeciwnie. Stanął na środku ganku, zachwiał się lekko na strasznie
      cienkich nóżkach, łypnął oczkiem w moją stronę i ruszył na złamanie karku.
      Stanął przy mojej nodze i rozdarł dziób. Automatycznie każdy ruszył do swojej
      roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia, ja do karmienia. Po pięciu
      muchach dziób się zamknął i wraz z resztą ciała dziarsko ruszył do przodu. Tym
      razem za Jaśkiem.
      Tymczasem rozglądaliśmy się szukając matki. Początkowo wypatrywaliśmy drozdów,
      z czasem patrzyliśmy z nadzieją na każdego ptaka, który siadał lub przelatywał
      w pobliżu naszego domu. Ale żaden nie był zainteresowany naszym podrzutkiem.
      Mniej więcej co 10 minut rozlegał się rozdzierający pisk. Automatycznie każdy
      ruszał do swojej roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia, ja do
      karmienia. Po pięciu muchach dziób się zamykał i wraz z resztą ciała dziarsko
      ruszał do przodu.
      W południe zbuntowała się Karolina.
      - Ja mam SWOJE dziecko do wykarmienia. Wprawdzie nie drze się tak przeraźliwie
      i jest znacznie mniej upierdliwe, ale przepraszam – ja wysiadam z tego
      tramwaju! Mogę wam na zapas much natrzepać i to wszystko. I uprzedzam: po
      obiedzie idę spać z Boberem. I żeby mi się nikt nie darł pod oknem!!! zawołała
      groźnie w stronę pisklaka.
      - No to trzep, póki są. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy sąsiadom muchy
      wybijać, słusznie stwierdziła Marysia.
      - Możemy założyć skup zużytych lepów na muchy, zasugerował Jaś.
      - A to jest pomysł! Maleństwo będzie miało gumę do rzucia! Może na dłużej mu
      starczy, Marysia była pełna nadziei, bo nadal co 10 minut rozlegał się
      rozdzierający pisk. Automatycznie każdy ruszał do swojej roboty: dziewczyny do
      much, Jaś do donoszenia, ja do karmienia. Po pięciu muchach dziób się zamykał i
      wraz z resztą ciała dziarsko ruszał do przodu.
      Z coraz mniejszą nadzieją rozglądaliśmy się za panią drozdową. Widocznie
      straciła nadzieję i przestała szukać dziecka.
      W obliczu groźby wybicia wszystkich much w okolicy, zaproponowałam naszemu
      podrzutkowi urozmaicenie menu. Obrzydliwą, czarną larwę wchłonął z entuzjazmem.
      Dobra nasza, pomyślałam i poszłam w grządki. Maluch dzielnie pomaszerował za
      mną. Ja pieliłam, drozd wyżerał każdego robaka, który pojawiał w jego polu
      widzenia. Jeśli przeczytacie kiedyś, że drozdy jedzą wyłącznie w locie, włóżcie
      to między bajki. Wpieprzają z ziemi ino gwizd!
      Po południu przyszedł sms: „drozdy jedzą jagody”. Świetnie. Jagód jest w bród,
      więc maluchowi śmierć głodowa nie grozi. Poza tym mieliśmy problem z podaniem
      małemu wody. Kiedyś usiłowaliśmy napoić jaskółkę, ale jak się później okazało,
      utopiliśmy ją, tzn zadławiła się kroplą wody nieumiejętnie wlaną do dzioba. Na
      wszelki wypadek nasz drozd wcale nie dostawał wody. Jagody były więc znakomitym
      wyjściem.
      Ha! Ha! Ha! Nawet spojrzeć nie chciał! Ani całych, ani roztartych, ani z ziemi,
      ani z pensety, ani nawet z cukrem.
      - Drozd nie krowa i zielska jeść nie będzie. Trzeba wymyśleć jakiś inny sposób,
      bo nam ptaszysko wyschnie, powiedział Jaś i wymyślił. Podetknęliśmy pisklakowi
      kroplę wody na liściu. Zjadł jak muchę.
      Mieliśmy więc rozwiązany problem karmienia i pojenia pisklaka. Należało jeszcze
      uporać się ze spaniem. NASZYM spaniem.

      Jednak udało się nam zachowac resztki zdrowego rozsądku, bo uświadomiliśmy
      sobie, że przecież ptaki też śpią i nie karmią swoich małych całą noc.
      Wprawdzie chodzą spać z kurami, a wstają skoro świt, ale jakąś przerwę mają,
      więc nie dajmy się zwariować. „Gniazdko” zostało przeniesione do koszyka i
      stanęło koło kuchni.
      O 10-tej wieczorem drozd dostał swoje ostatnie 5 much, wsadziliśmy go do
      koszyka, życzyliśmy mu słodkich snów i poszliśmy spać.
      O 5-tej obudził nas rozpaczliwy pisk. Automatycznie każdy ruszył do swojej
      roboty: dziewczyny do much, Jaś do donoszenia, ja do karmienia. Po pięciu
      muchach dziób się zamknął i wraz z resztą ciała dziarsko ruszył do przodu.
      - Czy wszystkie pisklęta składają się wyłącznie z przewodu pokarmowego, czy
      tylko nam trafił się taki egzemplarz? zastanawiała się zaspana Maryśka.
      O 6-tej obudził się głodny wnuk, więc o spaniu nie było już mowy. Dobre i te
      parę godzin.
      Drozd tuptał za nami jak pies. Czasem przysypiał gdzieś w trawie, ale gdy się
      budził, a nikogo nie było w polu jego widzenia, podnosił takie larum, że
      zbiegaliśmy się wszyscy, jak do pożaru. Trzeciego dnia pisklę było już całkiem
      samodzielne. To znaczy – łaził za nami, ale już nie chwiał się jak po pół
      litrze i nie wpadał w panikę
      z byle powodu. Bez stresu pozwalał brać się w ręce, jadł za trzech, pił z
      liścia jak zawodowiec. Na widok osoby zdążającej w stronę warzywniaka dostawał
      niebywałego przyspieszenia.
      Jedno było zastanawiające: miał swoją stałą porcję jedzenia – pięć much, lub
      trzy larwy i pięć kropli wody. Ani grosza więcej. Umiał liczyć, czy jak?
      Przerwy w jedzeniu też były coraz dłuższe. Zauważyliśmy też, że kilka włosków
      pierza na głowie zmienia się w niby-piórka, a skrzydełka nabierały wyraźnie
      drozdowych kropek. I gdy wydawało się, że nic nie zmąci naszego spokoju,
      Karolina zadała elektryzujące pytanie:
      - a kto go nauczy latać?
      - !!!!!!!!!??????????
    • kropka Re: odcinek 3 15.07.03, 21:12
      Ambitna Maryśka kucnęła przed ptaszkiem i zaczęła machać rękami.
      Jasiek postawił go na poręczy ganku i delikatnie popchnął. Maluch spadł nawet
      dość miękko, ale zarył dziobem w piach stawiając tzw. świecę.
      Zaczęliśmy straszyć malucha klaskaniem, żeby go zmusić do ucieczki i
      rozwinięcia skrzydeł. Jakiś instynkt przecież ma, nie? Nie. Maluch patrzył na
      nas jak na wariatów i sadowił się wygodnie na gołych stopach osoby stojącej
      najbliżej.
      - Poczekajmy jeszcze. Może jest za mały?
      - A może zostanie z nami na zawsze? marzyła Marysia nieśmiało.
      - Nie ma takiej możliwości, powiedziałam od razu stanowczo. Masuj mu skrzydła,
      strasz, goń, rób co chcesz. Ten ptak ma odlecieć!!!

      Powoli nabierałam obawy, że drozd rzeczywiście tak się do nas przywiąże, że nie
      zechce odlecieć, albo co gorsze, nie zostanie zaakceptowany przez inne ptaki,
      bo będzie pachniał człowiekiem.
      Przestaliśmy brać go na ręce. Koszyk z gniazdkiem został wyniesiony na ganek.
      Podczas spaceru po lesie zebraliśmy sporo ptasich piór i wyścieliliśmy nimi
      gniazdo. Niechże wreszcie pisklak dowie się, kim jest!
      A pisklak rósł w siłę. Niemal popłakaliśmy się ze wzruszenia, gdy sam złapał
      przelatującą muchę. Osiągnięcia drozda i wnuka przyjmowane były z równym
      entuzjazmem. Ale pomysłu na latanie nie było.
      Pewnego dnia szłam w stronę samochodu. Szłam szybko, żeby drozd za mną nie
      nadążył, bo musiałabym go zabrać do sklepu. Jasiek minął mnie biegnąc z tego
      samego powodu. A za nim... biegł drozd rozpościerając skrzydełka i drąc dziób
      ile sił w piersiach.
      Jasne, że odpuściliśmy sobie zakupy, nic to, że zostaliśmy bez chleba. Na
      zmianę uciekaliśmy przed drozdem, a on gonił nas, coraz sprawniej machając
      skrzydłami.
      „Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go”. Jaka ta Osiecka była
      mądra!
      Po dwóch dniach ostrego treningu drozd uniósł się samodzielnie do góry i usiadł
      zdyszany na gałęzi brzozy. Siedział tam dość długo sprawiając wrażenie zupełnie
      zdezorientowanego. Byliśmy zachwyceni i dumni.
      Na noc wylądował w swoim koszyku na ganku, ale gdy wstaliśmy, koszyk był pusty.
      Ptak siedział na brzozie i świrgolił całkiem zadowolony. Na robaki poleciał
      w grządki. Nie miałam pojęcia, czy mam go jeszcze dokarmiać, czy da sobie radę
      sam. Liczyłam jednak na jakiś zew krwi. Odetchnęliśmy z ulgą. Wreszcie można
      było normalnie chodzić, nie patrząc ciągle pod nogi, wreszcie można było
      przestać pilnować wnuka i psa, żeby niechcący nie zgnietli...
      - Muszko! Nasz drozd znalazł kumpli! zawołał szczęśliwy Jasiek
      - Świetnie, ale obserwuj, czy nie robią mu krzywdy. Nie wiemy przecież...
      - Muszko! One są znacznie większe i mają ciemne dzioby!!! I ciągle latają nad
      tym naszym!
      - Chyba mnie szlag trafi! zawołałam. Rodzice? Teraz???? Na gotowe
      przylecieli??? Zabieraj koszyk! Koniec zabawy! Kukuły przebrzydłe! Niech się
      trochę pomartwią o dach nad głową!!! Byłam wściekła.
      Wieczorem na poręczy ganku siedziały trzy przytulone do siebie drozdy. Baliśmy
      się poruszyć, żeby nie spłoszyć. Potem przeniosły się na brzozę i nocują tam
      regularnie.
      Coraz trudniej odróżnić, który jest nasz. Jest już niemal dorosłej wielkości,
      jedynie dziób ma znacznie jaśniejszy. I nie ucieka, gdy siadamy do stołu pod
      brzozą.

      • janior Re: odcinek 3 15.07.03, 21:40
        Piękne... po prostu piękne... Ja mógłbym tylko napisać jak mój kot zjada
        ptaszki, ale to już nie byłoby piękne.
      • Gość: fleurette Kropeczko! IP: 80.48.116.* 15.07.03, 21:53
        Masz duży talent. Zajmij się w nielicznych wolnych chwilach pisaniem. Świetnie
        Ci to idzie.
      • Gość: Dzidka Wspaniale IP: 193.128.25.* 16.07.03, 08:42
        Kropko, spłakałam się ze śmiechu i wzruszenia :-) Pozwolisz, że podam dalej :-)
      • Gość: kasia Kropko - jesteś wspaniała!!! IP: 195.117.159.* 18.07.03, 10:32
        Cóż za cudowna opowieść!!!!!!!!!!!!!
    • ixtlilto Re: Wakacyjne przygody 15.07.03, 22:20
      Wiedźmo przebrzydła! Ja chcę książkę z Twoimi historyjkami! Obowiązkowo!! :D
      • keltoi Re: Wakacyjne przygody 16.07.03, 07:57
        ixtlilto napisała:

        > Wiedźmo przebrzydła! Ja chcę książkę z Twoimi historyjkami! Obowiązkowo!! :D
        Ja też, ja też !!!
        :))
    • geograf Re: Wakacyjne przygody 16.07.03, 00:50
      Kropko!
      Dobrze, ze wróciłaś:-)
      Co też u Was się dzieje...
      Twoja książka będzie bestsellerem i najlepszym lekiem na
      smutki obok Prozacu
      :P
    • kasiaprim Powtórze moj stały komplement, jakiego... 16.07.03, 19:07
      ... uzywam zawsze w stosunku do Kropki: WIEEEEEEEEELKA KROOOOOOOOOPA !!!!
      -K'
    • border Niezle, qrcze, niezle...Pisz wiecej ! 17.07.03, 17:23
    • kasiaprim Podnosze watek, bo pyszny !!! 17.07.03, 20:10

    • aard Super styl - jak zwykle bomba 18.07.03, 11:16
      Temat jakoś mnie niem wciągnął, ale doceniam pisarstwo.
      Kropko, pisz więcej.
      • Gość: czujny zaleciało Masłowską/ Pawlikowską/Bursą/Sikiryckim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 12:27
    • Gość: Paul Re: Wakacyjne przygody IP: *.lodz.mm.pl 18.07.03, 11:25
      W kwestii formalnej....
      Ludzie......przeciez to grafomania, zwyczajna obsesja poslugiwania sie
      podmiotem, orzeczeniem, w morzu przydawek pelnym zupelnie przypadkowych
      dopelnien. To nie jest nawet zaden "strumien swiadomosci", to niekonczace sie
      pustoslowie, nudny slowotok. Kropka najwyrazniej jest osoba samotna, o kiepsko
      wyksztalconej wyobrazni, bez tej niezbednej "wrazliwosci", ktora zowia "iskra
      boza". Kropka "chce", kropce sie nudzi, kropka potrafi pisac "od niechcenia" i
      robi to poprawnie. Nic ponad to. Czy ktokolwiek na forum widzi "poprawna
      przecietnosc" textow kropki? Mysle, ze w "sprzyjajacych warunkach" kropka
      moglaby wydac jakis "tomik" dla nastolatek w pstrokatej oprawie, jakich pelno w
      ksiegarniach. Widac dlaczego tworczosc tego typu cieszy sie takim
      powodzeniem. To wlasnie, nie tworczosc kropki, przeraza mnie najbardziej.
      I.......
      Dla mnie kropka jes zupelnie obojetna. Zaryzykuje stwierdzenie, ze kropki
      wcale nie ma. Nie ma kropki, bo nie moze byc "antykropki". Kropka jest
      zupelnie nieokreslona i przez owa nieokreslonosc nuzaco nijaka. Taka meduza
      przynajmniej cie dotknie i ja poczujesz, jej odmiana moze cie poparzyc i z
      pewnoscia zapamietasz ja na cale zycie. Kropki doswiadczasz przez swiadomosc
      jej niebytu. Kropka jest pozbawiona rowniez wartosci etycznej. Jest ona tylko
      mianem, ktore czlowiek moze nadac strachom przed czyms takim jak smierc
      kliniczna. Uszanowanie,
      Paul
      • border Re: Wakacyjne przygody 18.07.03, 11:39
        Albo sie jąkasz, albo powtarzasz, co na jedno wychodzi.
        Ale bez względu na klasyfikacje twej czkawki - jedyne co do ciebie pasuje , to
        cytat z Aleksandra hr. Fredry:
        "Ot, co powiesz, wszystko głupio"

        -b
        • Gość: Paul Re: Wakacyjne przygody IP: *.lodz.mm.pl 18.07.03, 11:52
          border napisała:

          > Albo sie jąkasz, albo powtarzasz, co na jedno wychodzi.
          > Ale bez względu na klasyfikacje twej czkawki - jedyne co do ciebie pasuje ,
          to
          > cytat z Aleksandra hr. Fredry:
          > "Ot, co powiesz, wszystko głupio"
          >
          > -b
          Powtarzam sie. Powtarzam sie i bede to robil az do skutku, bowiem moge zniesc
          brutalna przemoc, ale brutalna obluda jest nieznosna. Poslugiwanie sie nia
          jest czyms nierzetelnym. To cios ponizej intelektu. Uszanowanie,
          Paul
      • geograf Re: Wakacyjne przygody 18.07.03, 13:21
        Paul-jeżeli jeszcze tego nie zauwazyłeś, to Kropka wcale
        nie pretenduje do Pani Mickiewicz, tudzież innej
        Sienkiewicz, tylko pisze lekko, prosto i bez głębszych
        przemyśleń-ot, humorystycznie i rozrywkowo.
        Może i grafomania, ale zabawna.
        Ty nie musisz tego czytać, tak samo jak nikt nie musi
        czytać Twoich wywodów politycznych, jak również nikt z
        tym nie musi się zgadzać.
        To jest FDorum, każdy może pisać i czytać-byle z sensem
        była ta pierwsza czynność.
        • Gość: Paul Re: Wakacyjne przygody IP: *.lodz.mm.pl 18.07.03, 13:29
          geograf napisał:

          > Paul-jeżeli jeszcze tego nie zauwazyłeś, to Kropka wcale
          > nie pretenduje do Pani Mickiewicz, tudzież innej
          > Sienkiewicz, tylko pisze lekko, prosto i bez głębszych
          > przemyśleń-ot, humorystycznie i rozrywkowo.
          > Może i grafomania, ale zabawna.
          > Ty nie musisz tego czytać, tak samo jak nikt nie musi
          > czytać Twoich wywodów politycznych, jak również nikt z
          > tym nie musi się zgadzać.
          > To jest FDorum, każdy może pisać i czytać-byle z sensem
          > była ta pierwsza czynność.
          Oczywiscie Geografie. Ale jak to na forum moge "sobie" polemizowac i wystawiac
          bardziej, lub mniej przemyslane oceny. Tak naprawde nie wiem kim kropka jest,
          ile ma lat, co robi, ale dobrze ze ma hobby. Tak jak pisalem na poczatku - to
          nie tworczosc kropki zwrocila moja uwage, ale towarzyszacy jej zachwyt. To
          mnie delikatnie rzecz biorac przygnebia. Uszanowanie,
          Paul
    • Gość: krochmal Re: Wakacyjne przygody IP: *.toya.net.pl 18.07.03, 12:09
      tez mialem fajna przygode.

      szedlem akurat z magla (odebralem stamtad poscielowe). traf chcial, ze zaczal
      padac deszcz. schowalem sie wiec w przystankowej wiacie i czekalem na
      sprzyjajacy moment aby moc wrocic do domu. po 15 minutach znudzilo mi sie
      czekanie. owinalem sie w poscielowe i szybko pobieglem do domu. na szczescie
      nie mialem daleko - jakies 50 metrow. mokre poscielowe powiesilem na sznurku na
      strychu. rano gdy wyschlo zanioslem je znow do magla.

      szkoda ze takie przygody zdarzaja sie tylko podczas wakacji :(

      Andrzej Krochmal
      • Gość: wiecier Ja co książek nie czytam a najwyżej mało IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 12:15
        wiem, że tak jest najlepiej,jak dawniej bywało
      • Gość: igrek Kto Ci dał skrzydła ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 12:22
        latać wzbronił ?
        pisuj, ale miej wzgląd na czytelnika
        dziś gdy kazdy może nadawać nie będzie wkrótce komu odbierać...
        jakieś streszczenia, skróty a może forum prywatne...
    • Gość: igrek Kto Ci dał skrzydła ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 12:24
      a potem latać wzbronił ?
      pisuj, ale miej wzgląd na czytelnika
      dziś gdy kazdy może nadawać nie będzie wkrótce komu odbierać...
      jakieś streszczenia, skróty a może forum prywatne...

      • Gość: Paul Kropka;-}!!! IP: *.lodz.mm.pl 18.07.03, 12:32
        Gość portalu: igrek napisał(a):

        > a potem latać wzbronił ?
        > pisuj, ale miej wzgląd na czytelnika
        > dziś gdy kazdy może nadawać nie będzie wkrótce komu odbierać...
        > jakieś streszczenia, skróty a może forum prywatne...
        >
        Alez drogi igreku. Prawdziwa sztuka obroni sie sama, bez ochydnych wyzwisk i
        wulgarnych epiterow. Nie skrywajcie jej wiec w zadnym bezpeiecznym zaciszu.
        Rozmaitosc zdan o "dziele sztuki" dowodzi, ze "dzielo jest nowe, skomplikowane
        i zdolne do zycia;-}}}}}}}}}}. Przepraszam, ale nie moge powstrzymac sie od
        wesolosci piszac te slowa w odniesieniu do belkotu kropki. Ale do rzeczy.
        Niezgodnosc krytykow miedzy soba dowodzi zgodnosci artysty z soba. Uszanowanie,
        Paul
    • kropka Re: Wakacyjne przygody 18.07.03, 13:41
      > Dla mnie kropka jes zupelnie obojetna. Zaryzykuje stwierdzenie, ze kropki
      > wcale nie ma. Nie ma kropki, bo nie moze byc "antykropki". Kropka jest
      > zupelnie nieokreslona i przez owa nieokreslonosc nuzaco nijaka. Taka meduza
      > przynajmniej cie dotknie i ja poczujesz, jej odmiana moze cie poparzyc i z
      > pewnoscia zapamietasz ja na cale zycie. Kropki doswiadczasz przez swiadomosc
      > jej niebytu. Kropka jest pozbawiona rowniez wartosci etycznej. Jest ona tylko
      > mianem, ktore czlowiek moze nadac strachom przed czyms takim jak smierc
      > kliniczna. Uszanowanie,
      > Paul

      Rewelacja! Dzięki, Paul.
      Wysyłam ten fragment do Urzędu Skarbowego. Niech się ode mnie odtniutniają!!!
      pozdrawiam
      • Gość: Paul Re: Wakacyjne przygody IP: *.lodz.mm.pl 18.07.03, 14:02
        kropka napisała:

        > > Dla mnie kropka jes zupelnie obojetna. Zaryzykuje stwierdzenie, ze kropki
        > > wcale nie ma. Nie ma kropki, bo nie moze byc "antykropki". Kropka jest
        > > zupelnie nieokreslona i przez owa nieokreslonosc nuzaco nijaka. Taka meduz
        > a
        > > przynajmniej cie dotknie i ja poczujesz, jej odmiana moze cie poparzyc i z
        >
        > > pewnoscia zapamietasz ja na cale zycie. Kropki doswiadczasz przez swiadomo
        > sc
        > > jej niebytu. Kropka jest pozbawiona rowniez wartosci etycznej. Jest ona ty
        > lko
        > > mianem, ktore czlowiek moze nadac strachom przed czyms takim jak smierc
        > > kliniczna. Uszanowanie,
        > > Paul
        >
        > Rewelacja! Dzięki, Paul.
        > Wysyłam ten fragment do Urzędu Skarbowego. Niech się ode mnie odtniutniają!!!
        > pozdrawiam
        A ja stwierdze powyzsze przed "odpowiednia instancja". Uszanowanie,
        Paul

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka