Dodaj do ulubionych

Jaki to cud, że Arni nie wybrał się do Łodzi

21.10.07, 11:52
Kiedy u progu swojej kariery mięśniaka, czyli gdzieś tak na początku lat
siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, napakowany Austriak postanowił podbić
świat, to wybrał do tego celu inny kontynent.
I całe szczęście!
Wyobraźmy sobie, że Schwarzenegger zamiast w słonecznej Kalifornii,
zacumowałby w naszym zapyziałym mieście i tu, pod okiem trenerów z sekcji
kulturystycznej klubu sportowego "Społem", wyrzeźbił swoje kaloryfery oraz
bicepsy. Z dusznej sali treningowej hellenowskiego klubu, jest całkiem
niedaleko do naszej Hollyłodzi. Młodego Herkulesa wypatrzyłby jakiś Wajda czy
inny Piwowski i gość, tak jak i w zamorskiej Fabryce Snów, gotów zrobić prócz
kulturystycznej, także karierę filmową. Później, już pod koniec XX wieku, Arni
zapragnąłby zostać jakąś polityczną szychą. Jak na nasze warunki, urząd
prezydenta jeszcze do niedawna drugiego miasta Polski, to łakomy kąsek. I tak,
zamiast zacofanego Kropy, mielibyśmy nowoczesnego Terminatora. A ten, w ramach
światowego postępu, uraczyłby naszych milusińskich odpowiednimi
rozporządzeniami, podręcznikami i wytycznymi. Żegnajcie mamo i tato, adieu
mężu i żono! A kysz zdemenciała ciemnoto!!!

tiny.pl/16hv
Potaśtało się już lewactwu w głowach całkowicie.
Trzydzieści lat temu JEDNYM głosem przegłosowali, że homoseksualizm nie jest
zaburzeniem, teraz chcą dzieci zbałamucić do cna:/
Obserwuj wątek
    • aaa202 Nie wiem, jak dzieci w Kaliforni, 21.10.07, 12:53
      ale ja modelu rodziny nie uczyłam się z podręczników.
      Była jakaś książka do nauki pisania, tam był As, Ala ("Ala ma Asa i
      As ma Alę" - propaganda zoofilii?), mama też była, fakt, ale nie
      przypuszczam, żebym przesadnie się przejęła tym, że tata pojawiał
      się dopiero 3 lekcje później.

      Czytałam kiedyś nieautoryzowaną biografię Arnolda, którą dostałam w
      nagrodę za pierwsze miejsce w międzyszkolnych zawodach w koszykówkę.
      I tam stało w tej biografii, że ojciec Arnolda bił i głodził, a mama
      ocierała łzy fartuchem. Może to był zaczyn do jego poglądów
      na "tradycyjną" rodzinę?
      • big_news Re: Nie wiem, jak dzieci w Kaliforni, 21.10.07, 13:14
        Nie wiem jak to tam z dzieciństwem Arniego było, czy dostawał od ojca smary czy
        nie. Książka, którą czytałaś, jak sama zaznaczyłaś, nie była autoryzowana, więc
        na jej podstawie też nie bardzo można sobie o tym wyrobić pogląd.
        Nie o to jednak idzie. Czy uważasz, że gdyby Arni zwracał się do rodziciela nie
        per ojciec, a np. po imieniu albo, jeszcze bardziej dostojnie, po nazwisku, to
        starszy pan nie prał by go pod byle pozorem?
        Wciąż i niezmiennie zdumiewają mnie przemycane tu i ówdzie treści, poddające w
        wątpliwość fakt, że tradycyjna rodzina nie jest najlepszym miejscem do
        wychowywania ludzi.
        Z jednej strony słusznie zauważasz, że pewne rzeczy wynosi się z domu, kilka
        akapitów dalej powątpiewasz w rodzinny model edukacji.
        Oczywiście, można bez trudu znaleźć mnóstwo przykładów na to, że gdzie nie gdzie
        w tradycyjnej rodzinie źle się dzieje, ale nikt i nigdzie nie znajdzie dowodów
        na to, że inny wzór będzie lepszy. Szkoła, a także podręczniki, powinny podążać
        za tym co się dzieje w naturalnym otoczeniu młodego człowieka, czyli za
        wychowaniem w rodzinie, a nie narzucać dzieciom jakieś bzdurne i szkodliwe idee.
        Jeżeli świat pośpieszy w tym amoralnym kierunku, to za parę lat wyskoczy jakiś
        pajac, który zechce wyplenić ze słowników słowo człowiek jako wyróżnik, bo w
        jego łepetynie zaświta myśl, iż jesteśmy ulepieni z tej samej gliny co,
        powiedzmy, Crocuta crocuta, zatem precz z wyszczególnianiem Homo sapiens.
        O to chodzi?
        • aaa202 Książka była pasjonująca, 21.10.07, 13:41
          najbardziej w pamięci utkwiło mi to, jakiego fortelu użył Arni, by
          wygrać w zawodach kulturystycznych ze swoim odwiecznym czarnoskórym
          rywalem. Mianowicie zażądał, by prezentacje ciała prowadzono na
          ciemnym tle. I z Murzyna widać było tylko oczy:)

          Nie rozumiem takich pociągnięć gubernatora, nie wierzę, by cokolwiek
          mogły zmienić w sposobie myślenia dzieci terminy występujące w
          elementarzu "matka", "ojciec", lub ich brak. Zastanawiam się
          ponadto, jaka będzie skala przeróbek książek.
          Mam książkę "100 zakazanych książek", coś o dziejach cenzury, ale
          mało konsekwentnie rozumianej. Słabo skonstruowana książka. Nieważne
          zresztą. Opisano tam kilkadziesiąt, kilkaset może nawet, zdarzeń w
          Ameryce, gdzie rada rodziców żądała wycofania jakiejś lektury,
          zniszczenia egzemplarzy bibliotecznych. Ciekawy obraz się z tego
          wyłania. Władze stanowe, władze szkoły, wreszcie wspomniani rodzice,
          chcieli zakazać kontaktu dzieci z "Kandydem", "Lolitą", "Panią
          Bovary", "Ulissesem", "Wyznaniami" Rousseau, "Zwrotnikiem
          Raka", "Zwrotnikiem Koziorożca", "451 stopni
          Fahrenheita", "Buszującym w zbożu", "Lotem nad kukułczym
          gniazdem", "Myszami i ludźmi", "Szklanym kloszem" i wieloma, wieloma
          innymi książkami. Powód zawsze ten sam: 7 razy słowo 'penis', scena
          gwałtu, masturbacja, samobójstwo, Murzyn, Żyd, wariat w zbyt dużym
          nasileniu.
          Teraz ich wzięło na 'tatę' i 'mamę'. To Stany, ojczyzna political
          correctness, a przy tym i przeginki wszelakiej.

          p.s.
          Ja do matki mówię 'matko' i jedna sprzedawczyni w sklepie
          poinstruowała mnie ostatnio, że zwracam się nieładnie. Była to
          pewnie orędownica myśli szwarcenegerowskiej.
          • Gość: lavinka z nielogu Zapomniałaś o Harrym Poterze ;-) nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.07, 17:30
            • miejskie_narty No, to co zrobiła autorka 21.10.07, 17:41
              to dopiero paranoja:/

              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80279,4596380.html
              • longeta Re: No, to co zrobiła autorka 21.10.07, 17:56
                Na szczęście nigdy mnie, nie opanowała ta głupia potteromania,z daleka
                śmierdziała pedalstwem........;-)
        • miejskie_narty Ech, Biggi:) 21.10.07, 16:35
          Szukam i szukam tego njusa na kalifornijskich stronach i nie mogę znaleźć. Redaktor Lisicki też ani się nie zająknie, kiedy Arni miałby podpisać to "prawo", ani skąd o tym się dowiedział.

          I dziwię się, że czujności nie zachował dziannikarz tak renomowanej gazety, jaką jest Rzepa, ani że Ty jej nie zachowałeś (a przecież gdy chodzi o autobiografię Arniego od razu zauważasz, że nieautoryzowana, więc niewiarygodna;)

          Nic nie ma o tym "prawie" w LA Timesie (przynajmniej w ciągu ostatnich paru dni), nic nie ma na stronie gubernatora, milczy też o tym jego blog. Natomiast można znaleźć takie ciekawostki : www.truthorfiction.com/rumors/c/california-code.htm (podaję za komentarzami do cytowanej przez Ciebie blogonotki) czy www.urbandictionary.com/define.php?term=schwartzeneger :)

          A co do PC (to nie o wyborach - chodzi o poprawność polityczną) w USA, to rzeczywiście dość specyficznie jest pojmowana: pamiętam takiego ogórkowego newsa, że sąd któregoś stanu (właśnie sądownictwo stanowe jest źródłem najśmieszniejszych absurdów prawnych) zabronił mieszkańcowi tego stanu używać tablicy rejestracyjnej o brzmieniu ATHEIST. Powodem miały być liczne skargi mieszkańców, którzy uznali, że obraża to ich uczucia religijne. Sąd miał przychylić się do tej opinii, a żeby móc prawnie zabronić wykorzystania słowa ateista na rejestracji, po prostu uznał je za obelżywe:)

          Stany, Stany fajowa jazda:)
          • brite Czyli, mówiąc krótko: LIPA /nt 21.10.07, 17:43

            • miejskie_narty A nawet: lipa w rzepie:)/nt 21.10.07, 17:46

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka