nakole
11.12.07, 20:48
...co pamiętacie z tego dnia, jeśli już wtedy żyliście?
Kiedy zwlokłem się z łóżka i wyjrzałem przez okno z siódmego piętra
bloku , w ktorym zamieszkiwałem zobaczyłem milicyjne gaziki
podjeżdzajace pod sąsiedni blok. Nikogo nie zabierano. Oni
przyjechali po swoich. Ten blok był w większości zamieszkany przez
funkcjonariuszy MO i pewnie SB. Coś się dzieje!
Żona włączyła OTV i było już wiadomo co się stało. Ślepowron
beznamiętnym głosem odczytywał tzw. dekret o wprowadzeniu stanu
wojennego. Tego dnia odtwarzano ten spektakl powielokroć. Wrażenie
było piorunujące mimo, że wszyscy raczej do takie ciągu wydarzeń
byli jakoś przygotowani. Uczucie uwięzienia, przepaści bez dna,
gniewu i bezsiły, strachu. Telefon? Rozmowa kontrolowana. Chyba na
początku to nawet wcale nie działały. Informacje o tysiącach
internowanych. Czy to koniec? Od TV rzuciliśmy się do
radioodbiornika. Co mówi zagranica? RWE, Głos Ameryki. Słowa otuchy
i nadziei, cóż mogli więcej powiedzieć.
Późnym rankiem postanowiliśmy dotrzec pod Zarząd Regionu
Solidarności na Piotrkowskiej. Już było po wszystkim. Bydynek
zamknięty, bezmyslnie zdewastowany straszył pustką przez wiele,
wiele lat. Dwa szpalery ZOMO w pobliżu. Czerwone mordy (od gazu
łzawiacego? wódy?) wypasionych byczków, walących dla postrachu
długimi pałami w przezroczyste tarcze, tupiących buciorami w
zmarziety asfalt. To było na postrach niedużej grupie, starszych
wiekiem osób, głównie kobiet wrzeszczących zapamiętale w ich
kierunku: gestapo, bandyci, łobuzy... Nie mogli tego słuchać więc
wystrzelili dwie puszki z gazem. I to było na tyle.
W domu, po powrocie trochę goraczkowo. Ojciec zapakował co było
politycznie, a teraz już kryminalnie trefnego w plastik, walnął na
to kiszoną kapustę i z torbą powędrował boczkiem tam gdzie wiedział,
że można to zostawić. Pamiętam, że był bardzo zdenerwowany. Wypalił
zdecydowanie więcej papierochów niż zwykle...
Po latach zajrzeliśmy tam, nic się nie zniszczyło.
Do końca dnia robiliśmy nasłuch radiowych wieści o Polsce płynących
z Wolnego Świata.
Rezimowa TV ustami zmilitaryzowanych spikerow podawała różne info.
Np.: w Aleksandrowie Łódzkim rozjuszony emeryt zabytkową szablą
zaatakował patrol ZOMO. Naród nie tracił ducha ;)
W nocy mało spałem. Miałem ciągle wrażenie, że słyszę jadące czołgi.
Taka sobie psychoza. Łódź była uśpiona, ale to był pozór. Dokoła
rozgrywały się ludzkie dramaty. To się czuło.
W pracy ponury nastrój. Nosy na kwintę. Rozmowy zdawkowe.
Kierownictwo jeszcze siedziało cicho. Biegało na zebrania partyjne.
Nieprzyjemnie w pracy zrobiło się dopiero po 17 grudnia.