big_news
09.04.08, 15:55
Mogli w dniu wolnym od pracy (wpierw w niedzielę, a jak wprowadzono wolne
soboty, to w te dni) zgromadzić się oficjalnie w określonych, acz zaniedbanych
miejscach, by w czynie społecznym zrobić coś pożytecznego. Z uśmiechem i
śpiewem na ustach, z otwartą przyłbicą, w blasku dnia, kamer tv i promieni
słonecznych, bez skrywania głowy kapturem, bez obawy o identyfikację, z pełną
otwartością kopali trawniki, malowali płoty, grabili skwery, a nawet budowali
bloki. Co prawda nader często (żeby nie powiedzieć, że zawsze) okazywało się,
iż dany_skopany_i_obsiany trawnik w dwa dni po jego zrenowaniu został
rozkopany przez miejskie wodociągi albo innych elektryków lub, że pomalowany w
pocie czoła płot został rozebrany, bo już nie był potrzebny albo, że trzeba
było burzyć (to właściwie zawsze) postawione krzywo, przez pełnych energii
gości ściany w blokach, a ogólnie, że ta kupa wykonanej społecznie roboty,
zdawała się psu na... buty, to jednak niezrażeni niczym ludzie cyklicznie
rwali się do darmowej roboty.
Teraz, żeby zrobić dobry uczynek, trzeba go wykonać pod osłoną nocy, skrycie,
anonimowo, z drżeniem łydek. Niemal w konspiracji. Prawie jak te dzieciaki, co
to za namową śp. redaktora Zimińskiego, twórcy gomułkowskiego "Ekranu z
bratkiem", telewizyjnego programu dla najmłodszych, pod hasłem "Niewidzialna
ręka" przeprowadzali staruszki przez jezdnie (nader często wbrew ich woli, nie
mówiąc już o tym, że ruch samochodowy był wówczas nie bardzo natężony, średnio
na godzinę przejeżdżały ze dwa, góra trzy auta, więc obawa o zagrożenie życia
tych babin była mocno przesadzona), rąbali nie pytani cudze drewno na opał
(zdarzało się, że wyrywna młodzież potraktowała siekierą pozostawiony na
chwilkę przed domem zabytkowy kredens lub pociachała przeprowadzane właśnie
pianino), chcieli zrobić dobrze różnym pieskom i kotkom, zatem wywozili za
miasto te zwierzaki, żeby się tam do woli wyhasały, tyle, że później
zapominali je na powrót przywieźć, itp, itd, etc.
Dzisiejsi Judymowie nie mają więc lekko. I za to należy ich podziwiać. Mimo
piętrzących się trudności machają łopatami i pędzlami, piętnują niechlujstwo,
nazywają odpowiednio brud i nie oczekują za to wszystko zapłaty od
niewdzięcznych współmieszkańców, nie mówiąc już o ukłonach ze strony
zapyziałej władzy. Zarywając noce, poświęcając prywatny czas, należny choćby
bliskim, robią swoje. Przypominają trochę w tym wszystkim owe dzieciaki z lat
sześćdziesiątych. Czy to jednak nie jest cudowne? Dziecięca dusza jest
przecież czysta, niezmanierowana, szczera i piękna.
I tak jak dzisiejsi możnowładcy, którzy za młodu po skończonej,
nieprzymuszanej przez nikogo entuzjastycznej robocie, naklejali kartkę z
charakterystyczną, bo z rozczapierzonymi palcami dłonią, tak Pewne Osoby
pewnikiem będą nami za pewien czas rządzić. Nie wątpię, iż będą robiły to
równie dobrze co ci dzisiejsi decydenci. Z TAKIMI doświadczeniami musi być
tylko dobrze;)