Dodaj do ulubionych

Nowy witraż w pałacu Biedermanna

04.10.03, 21:49
Brawo państwowa uczelnia a "Efekt na razie mogą podziwiać tylko
specjalni goście UŁ."
Świetnie, że ten pałac odzyskał świetność, ale może UŁ mógły
pakowac kasę w coś bardziej dostępnego.
Czy są szanse, że choć ktos zrobi zdjęcie, czy to tez zakazane?
Obserwuj wątek
    • jasam witraż w pałacu Biedermanna 04.10.03, 22:49
      Jak to się dzieje, że wykonawcą witrazu w zabytkowym pałacu
      podlegającym nadzorowi Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków jest
      jego pracownik ?

      ciekaaaaaaaaaaaaawe
      pozdr
      • hubar Re: witraż w pałacu Biedermanna 04.10.03, 22:55
        Coś insynujesz? ;-) cieeeekawe

        PS Na takie prace jest rozpisywany przetarg?
        • jasam Re: witraż w pałacu Biedermanna 04.10.03, 23:06
          hubar napisał:

          > PS Na takie prace jest rozpisywany przetarg?

          A ile kosztował witraż ?

          pozdr.
        • ixtlilto tekst z DŁ 30.10.03, 19:24
          hubar napisał:

          > Coś insynujesz? ;-)
          Hubar to nie insynuacje:

          Źródło: lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/311942.html

          Dwa wcielenia urzędnika, (Czwartek, 30 października 2003r.)

          Firma należąca do urzędnika biura wojewódzkiego konserwatora zabytków w Łodzi
          wykonała prace w obiekcie nadzorowanym przez jego urząd.

          – To ewidentny konflikt interesów – uważa Maciej Wnuk z Transparency
          International Polska, organizacji walczącej z korupcją w Polsce.

          Jan D. jest historykiem sztuki, zatrudnionym w biurze wojewódzkiego
          konserwatora zabytków na ćwierć etatu. Do jego obowiązków należy kontrolowanie
          prac konserwatorskich i budowlanych, prowadzonych w zabytkowych obiektach.
          Ostatnio biuro konserwatora nadzorowało renowację pałacu Biedermanna przy ul.
          Franciszkańskiej w Łodzi.

          W ramach tych prac Jan D. wykonał trzy witraże nad głównym wejściem. Twierdzi,
          że jako urzędnik był wyłączony z nadzoru nad pałacem.

          Także Bronisław Podgarbi, wojewódzki konserwator zabytków, zapewnia, że jego
          podwładny nie uczestniczył w postępowaniu administracyjnym dotyczącym pałacu
          Biedermanna. – Wykonywał prace witrażowe za moją zgodą, więc wszystko odbyło
          się zgodnie z prawem – mówi Bronisław Podgarbi. Maciej Wnuk uważa jednak, że
          Jan D. występuje w podwójnej roli: jako urzędnik ma strzec interesu
          publicznego, jako przedsiębiorca walczy o zlecenia.

          – Nawet jeśli sam nie nadzorował prac w tym pałacu, robili to jego koledzy z
          pracy. Mamy tu do czynienia z ewidentnym konfliktem interesów, który może, choć
          nie musi, prowadzić do korupcji – uważa Maciej Wnuk. Jego zdaniem, kontrola
          wewnętrzna Urzędu Wojewódzkiego powinna zbadać, czy nie doszło do
          nieprawidłowości ze strony tego pracownika lub jego przełożonego.

          – Nie możemy kontrolować tego urzędnika, takie uprawnienia ma jego przełożony,
          czyli wojewódzki konserwator zabytków. Jeżeli wyraził on zgodę na jego pracę
          dodatkową, to pod względem formalnym ten urzędnik jest w porządku. My
          moglibyśmy sprawdzić, czy wojewódzki konserwator zabytków, gdy wydawał zgodę na
          dodatkową pracę swego podwładnego, nie naruszył ustawy o służbie cywilnej, ale
          dopiero po wpłynięciu skargi w tej sprawie – powiedział Józef Frankiewicz,
          kierownik oddziału kadr w Urzędzie Wojewódzkim.

          *****

          Urząd wojewódzkiego konserwatora zabytków ma sporą władzę nad inwestorem. Już
          na etapie przetargów akceptuje on (lub nie) projekt i wykonawcę prac
          konserwatorskich, a potem kontroluje ich przebieg. Czy artysta, który chce
          pracować jako urzędnik, nie powinien zdobywać zleceń poza obszarem jurysdykcji
          swojego urzędu?

          Paweł Spodenkiewicz - Dziennik Łódzki
    • jasam Zanim zniknie w archiwum 08.10.03, 21:22
      treść artykułu:

      - Starałem się wcielić w autora, który otrzymał zlecenie od Biedermanna.
      Chodziło mi o to, by witraż wiernie nawiązywał do wystroju z epoki - opowiada
      Jan Dominikowski, historyk sztuki i autor witrażu. Jest łodzianinem, ukończył
      historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podczas studiów dorabiał w
      słynnej firmie witrażowej Żeleńskich. Tam zapoznał się z technologią. Od 10 lat
      wykonuje witraże na własne konto. Ostatnio ozdobił nimi zabytkowy pałac
      Biedermanna przy ul. Franciszkańskiej, który należy teraz do Uniwersytetu
      Łódzkiego. Nad głównym wejściem są trzy niewielkie witraże nawiązujące do
      nowego przeznaczenia pałacu. Na jednym - symbole naukowe: globus, ekierka,
      cyrkiel. Na drugim - symbole mądrości: sowa i otwarta księga. Na trzecim -
      gołąbek z gałązką oliwną (pokój).

      Nad kolejnymi drzwiami jest szklany obraz z płynącym żaglowcem - alegoria
      podróży. Największy witraż znajduje się na klatce schodowej I piętra, tuż obok
      mahoniowych schodów. Jest na nim piękna kobieta - bogini Flora, symbolizująca
      rozkwit i rozwój.

      - Korzystałem z ikonografii XIX-wiecznej. Można przypuszczać, że autor, który
      miałby zamówienie od Biedermanna, poszedłby podobną drogą - uważa Dominikowski.

      Materiały, z których robione były witraże, są takie jak te, z których robiono
      je przed I wojną światową. Pochodzą z amerykańskich hut Wissmach, Armstrong i
      Uroboros, z których korzystał też słynny Tiffany. Ornamenty są nakładane metodą
      malarską, a potem wypalane w piecu.

      Efekt na razie mogą podziwiać tylko specjalni goście UŁ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka