kropka
17.10.03, 11:46
- Wyszłam z zimowej kurtki, oświadczyła Karolina usiłując bezskutecznie
dopiąć starą.
- Zaczyna się, powiedziałam zrezygnowana. Ktoś coś jeszcze?
- Mnie by się przydał płaszcz. Chyba znów urosłam, bo zeszłoroczny jakiś
krótki, zgłosiła Marysia. I nie mam ciepłych spodni.
- Mnie też ciepłe spodnie potrzebne, bo tych sprzed dwóch lat nie dopnę,
wyjaśniła Karolcia
- Jasne. Łatwiej naciągnąć matkę na nowe spodnie, niż się gimnastykować,
zauważyłam zgryźliwie.
Reszta rodziny milczała. Nie oznaczało to, że zimowa męska garderoba była
kompletna i bez zarzutu. Oznaczało jedynie, że panowie nie zajmują się tak
przyziemnymi sprawami i ktoś o cieple ich ciał powinien pomyśleć.
Umówiłyśmy się pod Gean i spotkałyśmy się wjeżdżając na parking.
Nawet udało nam się zaparkować oba auta dokładnie naprzeciwko siebie.
W pierwszym sklepie kupiłyśmy parę kilo ciepłych skarpet w wymiarach różnych.
Do następnego weszłyśmy po spodnie, a wyszłyśmy z flanelowymi koszulami dla
chłopaków. Do trzeciego wpadłyśmy tak sobie, tylko zobaczyć torebki, a
wyszłyśmy z plecakiem dla Jaśka. W kolejnym Marysia zobaczyła sweter.
- Muszko, zobacz, w sam raz dla Bruneta. Zrzucimy się. Będziemy miały z głowy
prezent urodzinowy
- Dla kogo Brunet, dla tego Brunet. Dla ciebie Jaśnie Pan Ojciec,
powiedziałam wściekła wyciągając kartę. Sweter był rzeczywiście śliczny, ale
drogi jak jasna cholera.
Dziewczyny przymierzyły kilka kurtek, kilka płaszczy i kilkanaście par
spodni. Te były za jasne, tamte za cienkie, inne bez kaptura, a te to
zupełnie badziewne. Tylko jedna kurtka podobała nam się bardzo, ale była w
rozmiarze XXL. W sam raz dla Maćka. Po drodze kupiłyśmy jeszcze perfumy,
cienie do powiek, ziarno dla papugi, puszki dla kota i obrożę dla psa.
Wyszłyśmy ostatnie poganiane przez ochronę, obładowane jak wielbłądy.
Na parkingu stały jedynie nasze dwa auta.
Ruszyłyśmy jednocześnie, obie do tyłu.
- Jak to jest z tymi babami, zastanawiał się Maciek nakładając zaprawkę na
błotnik Nissana. Pojechały po kurtkę i płaszcz, wróciły bez pieniędzy,
rozwaliły dwa samochody, a kurtki i płaszcza jak nie było, tak nie ma. Jakie
to kobiece, prawda?
- Nie marudź. Mamy szczęście, że nie pojechały w trzy auta, sapał Jasiek
prostując kopniakiem zderzak Renault.