Dodaj do ulubionych

odwiedziny chorych w szpitalu

10.11.08, 16:04
jestem zbulwersowana.Mama przebywała w jednym ze szpitali, dodam -
na oddziale dla kobiet.W pokoju 3 osobowym 2 panie po poważnej
operacji, trzecia ,młódka koło 27, problemy z zostaniem matką /
mówiąc oględnie/.Nie trzeba chyba mówić,ze pobyt w szpitalu to stres
dla wszystkich, w szczególności dla pacjentów.Do rzeczy - panie po
zabiegach, nie mogą w spokoju dochodzić do zdrowia, gdyz do młodej,
w sumie zdrowej kobiety juz od 8 rano odwiedziny gości.
Od 8 do 16 przeszczęśliwy mąż - śmichy, chichy, pokładanie się na
łózku, głośne rozmowy.Pół metra obok zwinieta z bólu starsza
pani.Żadnej reakcji na prośby o spokojne rozmowy.
O 17 przyjechali teściowie, zabawili do 20.Atmosfera rozmów
podobna,szykowanie prowiantu i wspólna konsumpcja.I tak dzień po
dniu.
....
Kiedyś obowiązywały ścisłe pory odwiedzin w szpitalu.Teraz można o
każdej porze i kto chce.Be zwracania uwagi na potrzeby innych
chorych.
Sprawa wymaga szybkiego załatwienia,ograniczenia dzikiego i
pozbawionego taktu odwiedzin.

Rozumiem,że są sytuacje nieustannego pielęgnowania chorego przez
rodzinę, ale urzadzanie pikników w szpitalu jest conajmniej nie na
miejscu.
Obserwuj wątek
    • kol.3 Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 16:30
      Nie można było złożyć zażalenia w tym szpitalu, w którym to wszystko
      się działo?
    • bogusia_my Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 16:36
      rozmawiałam z pielegniarką - od kilku dni lekarzy praktycznie w
      szpitalu nie ma.Odpowiedziała,że nie ma prawa ograniczac wizyt.I
      tyle.
      • Gość: lavinka z nielogu Re: odwiedziny chorych w szpitalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.08, 16:50
        Trudno się dziwić rodzinie,że chce umilić pobyt w szpitalu
        dziewczynie. Ale wizyty w okolicach godz. 20tej to faktycznie żenua.
        Z drugiej strony to efekt "cudownego" przepełnienia szptali po wielu
        "cudownych" reformach w naszym "cudownym" kraju.
        Mam zły dzień.
        Sory.
    • jazzman1979 Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 16:53
      szpital to nie więzienie, nie róbmy z tych miejsc umieralni, są oddziały na
      których jest ograniczony wstęp, jak widać na ten nie. Weź 3 dni urlopu posiedź z
      mamą cały dzień , będzie jej przyjemniej ...
    • aaa202 Ja tu widzę kilka skandali. 10.11.08, 16:57
      Pierwszy to ten, że w 21. wieku pacjent po zabiegu odczuwa ból. Ból
      służy sygnalizowaniu istnienia choroby. Kiedy wypełni tę rolę nie
      powinno go być. Udowodniono wręcz, że pacjent cierpiący dłużej
      dochodzi do siebie, nie współpracuje, nie ma motywacji do zdrowienia.

      Drugi to to, że w jednej sali położone są osoby tuż po zabiegach
      operacyjnych i czekające na nie bądź wcale nie mające być im
      poddane. Chociażby ze względów septycznych jest to niewskazane.

      Trzeci skandal: pacjenci w szpitalach głodują. Rodziny muszą im
      urządzać pikniki!

      Nie jestem za ścisłym reglamentowaniem wizyt u pacjentów
      nieoperacyjnych. Gdybym to ja leżała w szpitalu byłabym zadowolona,
      że ktoś ze mną siedzi, że mnie zabawia, że wprawia mnie w dobry
      nastrój, że zapewnia mi "śmichy chichy" w tych ogromnie
      niekomfortowych warunkach.
      Rodziców też bym nie wygnała, zwłaszcza, gdyby mama przyniosła mi
      prowiant.
      Gdy ktoś z moich bliskich jest w szpitalu również staram się być
      dyspozycyjna i pomocna.

      Zastanawiam się też, czy każdej zwiniętej z bólu pani potrzebna jest
      cisza. Może niektóre lubią, kiedy ktoś w pobliżu się śmieje?

      Rozumiem wzburzenie, zwłaszcza, że piszesz, że prosiłaś o spokój i
      nie spełniono Twojej prośby. Ale nie wydaje mi się, że problem jest
      w tych wizytach. Ja obarczałabym winą raczej warunki panujące w
      szpitalu, inercję personelu i niedostatek sal, by każdemu choremu
      zapewnić intymność.

      Przy niedostatku terapii przeciwbólowej w polskich szpitalach,
      śmichy chichy są jedyną nadzieją i uważam, że są jak najbardziej na
      miejscu.
    • k_az Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 17:03
      Tak się złożyło, że w tym roku wiekszość czasu spędziłem w szpitalu.
      Byłem w zagrożeniu życia. Przebywałem nawet w pokoju 8 osobowym z
      różnymi ludźmi, byli tacy co pili i palili na sali. A ja walczyłem
      sam ze sobą w bólu i cierpieniu, nie miałem siły aby zwracać im
      uwagę, godziłem się świadomie na zło konieczne. Wszystko było niczym
      wobec mojej walki. Wygrałem. Nigdy nie potępiałem tych ludzi,
      wiedziałem, że oni właśnie w taki sposób także walczą, wszak byli
      tak jak i ja po poważnych operacjach. Pili i palili bo na ten czas
      mniej ich bolało. Nigdy nie ubolewałem nad głośnymi zachowaniami
      odwiedzających. Miło było po kilku miesiącach pobytu w szpitalu
      słyszeć śmiech zdrowego człowieka a nie tylko jęczenie cierpiących
      czasem umierających ludzi. Ja złych zachowań już nie zauważam.
      Powiem Tobie tak: Łatwo jest oceniać innych gdy się nie cierpi.
      Trudno zrozumieć wtedy zachowania naganne. Życzę Twojej Mamie dużo
      zdrowia. Pewnie za kilka dni Jej uśmiech rozjaśni szarość minionych
      dni. Uśmiech Matki to skarb.
      Serdecznie pozdrawiam.kaz.
      • szprota Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 17:40
        Nie wiem, jak Państwo, ale ja zaniemówiłam z wrażenia.
        K_az, dziękuję za mądrego posta i dużo zdrowia życzę.
      • bogusia_my Życzę Twojej Mamie dużo zdrowia 10.11.08, 17:51
        serdeczne dzięki, mnie też wzruszył Twój post; jestem spokojniejsza
        B.
      • big_news Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 18:00
        Jesteś super fajnym gościem.
        Wszystkiego najlepszego Ci życzę.
      • Gość: Emigrant Re: odwiedziny chorych w szpitalu IP: *.watf.cable.ntl.com 11.11.08, 22:33
        Szacunek dla Ciebie! Twoje slowa sa jak miod... :)
    • miejskie_narty NP. na oddziałach położnicznych są dwa podeścia 10.11.08, 17:38
      (przynajmniej z tego co wiem).

      W Matce Polce można siedzieć ile dusza zapragnie, co skutkuje tym, że odwiedzanej jest miło, a reszta czuje się skrępowana, gdy obce rodziny zerkają kątem oka na kobiety po porodzie, uczące się karmić piersią, leżące zbolałe w różnych pozach itd.

      W szpitalu im. Rydygiera wstęp do sal w ogóle jest zabroniony, więc rodzny czatują na korytarzu, siłą rzeczy widując świeże matki, gdy marynarskim krokiem w zaplamionych koszulach nocnych, z rolką papieru toaletowego pod ręką, drepczą powoli w stronę WC.

      Znam kobiety, które rodziły i tu i tu, i narzekały (każda z osobna) na obydwa systemy.

      Wydaje się, że w szpitalach powinny być jakieś świetlice, gdzie można swodobnie porozmawiać z mniej obłożnie chorymi. Do chorych bardziej obłożnie goście powinni mieć wstęp za pozwoleniem pielęgniarki/lekarza (czyli jednocześnie jako wyjątek od reguły, czyli pod określonymi warunkami).

      Tako rzecze laik!

      PS. Anegdotka z oddziału ginekologicznego. Na poranny obchodzie lekarz zwraca się do dopiero co przyjętej pacjentki: "Co masz dzisiaj dla mnie?" Zdumiona pacjentka: "Eee, a co mam mieć, eee, nie wiem, nic nie mam...". Lekarz: "Taaa? Zaraz zobaczymy - ściągaj majtki!".
      • aaa202 Wydaje się, 10.11.08, 18:02
        że proste rozwiązanie - zasuwanie lub ustawianie najzwyklejszej,
        szmacianej, prześcieradlanej zasłonki pomiędzy łóżkami ułatwiłoby
        położnicom zachowanie minimum prywatności podczas badań, nauki
        karmienia, polegiwania w zboleniu i innych ceregieli, jakie są
        oczywiste dla personelu, a koszmarnie krępujące dla pacjentki, kiedy
        na sali są goście sąsiadki, czy same sąsiadki.

        Już nawet mi się nie chce pisać, że przy każdej sali powinien być
        wucet i prysznic.
        • miejskie_narty Re: Wydaje się, 10.11.08, 18:17
          Mniej więcej pół roku temu miałem trochę do czynienia ze szpitalami, na szczęście jako odwiedzający.

          Najbardziej mi, i odwiedzanej, przeszkadzał brak ustalonej formy komunikacji personelu szpital z pacjentami (o czym właśnie jest przytoczona anegdota) i ludźmi z zewnątrz. Nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać po danym lekarzu. Jeden żartuje, drugi pokrzykuje, raz wiadomo, kiedy będzie, innym razem nikt nic nie wie. Raz można odwiedzać, innym razem jest awantura. Do tego dochodzi cały ten lekarki teatr: nieczytelny charakter pisma, sroga mina, syndrom Boga, całość osadzona w czymś pomiędzy scenerią Na Dobre i Na Złe, a moralnymi koszmarami Zanudziego. Brrrr
          • aaa202 A propos formy komunikacji 10.11.08, 18:35
            to często, i chyba oddziały ginekologiczne i położnicze w tym
            celują, spotyka się problemy personelu w wyborze formy, w jakiej
            mają się zwracać do pacjenta. Raz jest to bezosobowo: stolec był?
            lekarstwa wzięła? (nasuwa się pytanie, gdzie był i kto wziął, ale
            kwestia jest skierowana wprost do ciebie, więc dopiero znajomość tej
            poetyki może skłonić do udzielenia odpowiedzi). Drugi sposób to
            infantylizacja pacjenta. Nie jesteś już "panią" (panem). Stajesz
            się "kochaniem", "złotkiem", "cipcią". Dosyć to trudne, zwłaszcza
            gdy w cywilu jest się właśnie panią, może ma się jakieś stanowisko,
            może jakieś litery ekstra na wizytówce, używane nawet zamiast
            nazwiska, a do tego samemu nie ma się trudności w
            mówieniu "pani/pan" do innych, w tym lumpów, oberwańców, nastolatków
            proszących o zyla na wino.

            ..nie choruj, omijaj szpitale.
    • chiton Re: odwiedziny chorych w szpitalu 10.11.08, 18:14
      Bogusia masz rację-odwiedziny w szpitalach to horror dla innych
      cierpiących pacjentów.Zmorą szpitali są również cały dzień włączone
      telewizory.Włączenie telewizora poprzedzone jest zbiórką
      pieniędzy/każdy musi dać czy chce czy nie chce,bo kiedy nie da
      atmosfera staje się nieprzyjemna/.Poza tym ile można siedzieć na
      korytarzu,przed operacją wychodziłam z sali,ale po operacji nie
      miałam siły.Chętnie bym płaciła każde pieniądze,aby chore nie
      włączały tego telewizora.Po za tym telewizor włączony na full,a
      chore i tak nie oglądają,tylko przekrzykują się w rozmowie.Chore
      oglądają 'Modę na sukces''/nazywają to arcydziełem/,te wszystkie''M
      jak...'',Klany itd,Wiadomościami,programami informacyjnymi nie są
      zainteresowane.Telewizor w sali szpitalnej to horror.
      • Gość: fanzdrowia Re: odwiedziny chorych w szpitalu IP: *.pools.arcor-ip.net 10.11.08, 18:27
        Kurde a to nie ma sluchawek do tv albo radia? Proste jak konstrukcja
        mlota i sierpa. I niech kontaktuja z arcydzielem non-stop. Parawany
        tez nieznane w tych obiektach?
      • nett1980 Re: odwiedziny chorych w szpitalu 11.11.08, 15:02
        Kiedys z intensywnej terapii, trafilam na oddzial, gdzie nie bylo
        tv, ale panie mialy swoje "jamniki" i tlukly w kolko "Krazek, zloty
        krazek", "Bialy mis" i hity discopolo. Nadmienie, ze ja bylam troche
        po 20, a one ok. 50. W perspektywie mialam przelezec tydzien bez
        jedzenia, pod kroplkowka w tym koszmarze. Na szczescie ja bylam z
        wypadku, a one po probach samobojczych, ja moglam wyjsc na zadanie,
        a one musialy sie kiscic w tym koszmarze.
        Wniosek mam jeden, niech na salach beda tylko ksiazki lub czasopism;
        tv, radio itp. w swietlicy.
        • przyslowie Re: odwiedziny chorych w szpitalu 11.11.08, 21:38
          Z tym się zgadzam.
    • nefnef Kultura jest taka jaką widzimy 10.11.08, 20:38
      Kultura jest taka jaką widzimy. I nie liczmy, że nagle się poprawi – przeciwnie!
      Zakazy może i pomogą, ale czy zmienią pozytywnie mentalność społeczeństwa
      konsumpcyjnego nakarmionego reklamami?
      • Gość: fanzdrowia Re: Kultura jest taka jaką widzimy IP: *.pools.arcor-ip.net 11.11.08, 14:06
        Opisywane stany sa spadkiem pobolszewickiej "kultury" i w do-pie
        mania czlowieka i jego problemow. Pamietam salowe, ktore kasowaly za
        podanie czystego kubka,basenu, pomoc choremu przy jedzeniu i nic
        poza obietnica od krowy potrzebujacy nie dostawal. Wejscie do
        szpitala przez "bramke" mimo zakazu kosztowalo odwiedzajacych
        banknot albo flaszke, udobruchanie siostrzyczek cos tam... Lekarz
        byl poza zasiegiem i do lepszych bran. Reklam w tych czasach nie
        bylo, spoleczenstwo bylo bardzo stesknione za podstawowymi srodkami
        konsumpcji.:(
    • oliwija Re: odwiedziny chorych w szpitalu 11.11.08, 08:29
      bogusia_my napisała:


      > Rozumiem,że są sytuacje nieustannego pielęgnowania chorego przez
      > rodzinę, ale urzadzanie pikników w szpitalu jest conajmniej nie na
      > miejscu.

      to o czym piszesz to mały pikuś. Moja córka miala wyccinany
      migdalek w szpitalu na spornej... oj juz dawno bo t bylo 6 lat temu.
      w pokoiku z nią była jeszcze dziewczyna, ktora tego samego dnia
      miała zabieg i w dniu zabiegu przyjeli chłopca ( zabieg dnia
      nastepnego) rodzice tego dzieciaka plus dwie babcie plus dziadkowie
      non stop siedzieli z nim w pokoju ( przed zabiegiem i sie próli nie
      pomogly prośby ze nasze dziewczynki sa po zabiegu i potrzebują
      spokoju. No troche im przeszlo gdy ta druga dziewczynka zwymiotowała
      po narkozie. ale jak ten gnojek był po zabiegu to oczywiście my
      musialyśmy byc cuicho i wogóle sie nie ruszac nawet do tolaety z
      pokoju bo synek musi odpocząc. nie wytrzymalm wtedy i powiedzialm
      co o tym myśle....... co było dalej wole nie mówić
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka