paliwoda
14.07.09, 16:01
Kropa się zużył.
Kropa na urlopie a tu coraz więcej czarnych chmur nad jego głową.
Właściwie już nie ma w mediach i internecie artykułu dotyczącego
spraw miasta, po którym internauci by nie wylewali kubłów pomyj, lub
czegoś jeszcze obrzydliwszego na głowę nieszczęśnika.
Głosowałem dwa razy na Kropę, bo stawał przeciw marniutkim
kandydatom do tego urzędu. Przed siedmiu laty jego przeciwnikiem
było łódzkie postpezetpeerowskie towarzystwo wzajemnej adoracji z
kandydatem o wątpliwym dyplomie i w każdym aspekcie zerowym
dorobkiem. Podobnie zresztą, jak i poprzedni prezydenci z tego
towarzycha. Jak pamiętam nie było wtedy Kropie łatwo zwyciężyć,
zważywszy zawsze żywe w Łodzi resentymenty komunistyczne. W
następnych wyborach kontrkandydatem był młokos o również żałosnym
dorobku zawodowym i politycznym – jak poprzedni kontrkandydat. Miał
on jednak – pamiętam - pewne cech osobowościowe, które dały mu wtedy
przydomek „silicon”, co świetnie go charakteryzowało; dzisiaj
zapewniło dwie znakomite posady we władzach: senatora i ministra.
Swoją drogą, jak można równocześnie sprawować władzę wykonawczą i
ustawodawczą? To tajemnica dzisiejszego systemu politycznego. Takie
rzeczy się filozofom nie śniły. Mamy jednak w polityce czas
silikonów i to jest fakt.
Przypominam przeszłość, bo jak obserwacja polityki wskazuje pamięć
wyborców sięga tylko kilku miesięcy wstecz.
Głosowałem więc na Kropę i patrząc jak wygląda dziś miasto w
porównaniu z początkami jego kadencji jeszcze nie żałuję. Dlaczego
jeszcze? Otóż rzeczywiście, to co się w tej chwili dzieje nie napawa
optymizmem. Funkcjonowanie miasta – przedsiębiorstw komunalnych,
służb, urzędników, rady miejskiej – czyli jego całości jako
metropolii - zaczyna gwałtownie zwalniać i przypomina objawy
zacierania się silnika.
Przyczyny tego są różnorakie. Między innymi negatywny PR Kropy
pokrzywdzonych nim urzędników i – wszystko na to wskazuje - sabotaż.
Już po kilku miesiącach funkcjonowania Kropa zyskał powszechną
nienawiść urzędników. I to nie tylko z powodu wydania w magistracie
wojny powszechnej wtedy korupcji. Po prostu zaczął bezczelnie żądać
wyników pracy i rozliczał z niej a jak ktoś nie wykazał się,
to „leciał”. Od czasu śp. Palki nie było w naszym mieście
prezydenta, który by tak gracko urzędniczą mierzwę batożkiem pogonił.
Niestety, po kilku latach zasoby personalne Kropie się skończyły.
Świadczy o tym obecne skandaliczne funkcjonowanie służb i
przedsiębiorstw służących miastu. Nie ma komu sprawować funkcji
managerskich w wydziałach magistratu, a oparte od zawsze na
nepotyzmie zasady rekrutowania kadr w UMŁ nie pozwalają na
zaangażowanie prawdziwych managerów przy pomocy agencji head-
catcherskich.
Urzędnicy magistraccy nie spotkali się również dotychczas z
prezydentem władającym językami. Kilku poprzednich prezydentów znało
trochę langłydż, ale nigdy z tej umiejętności za względów
oczywistych nie robili użytku. Aż tu nagle Krop wybiera się za
granicę i to bez tłumacza! Takiej odwagi i bezczelności dawno
magistrat i rada miejska nie widzieli. Na dobitkę zaczyna prowadzić
łódzką politykę zagraniczną, co już się w pale nie mieści żadnemu
urzędasowi, nie mówiąc o strażnikach miejskich. Nie pomagają żadne
tłumaczenia, że nie było co liczyć na ówczesną minister
Annę „Poranioną”-Fotygę – zwaną również „Jutro”. W mentalności
niektórych Łodzian za granicę wyjeżdża się tylko na urlop a nie w
delegację do pracy na negocjacje biznesowe.
No i jeszcze ci cholerni Żydzi!
Okazywanie sympatii Żydom w takim mieście jak nasze, gdzie na murach
do dzisiaj pojawiają się gwiazdy Dawida na szubienicach jest już
oznaką dość straceńczej odwagi. Tej jednak Kropie nie brakuje.
Gorzej ostatnio z umiejętnościami managerskimi.
Zarzucają urzędasy prezydentowi wymagania przewyższające
umiejętności i rozumki podwładnych, opieprzanie bez ceregieli oraz w
ogóle rządy twardej ręki. Nie wyobrażacie sobie, ile krzywd i
podłości prezydenckiej krąży w międzyurzędniczych mailach!
A propos ręka. O zgrozo - w kieszeni.
Kiedy już brakuje zarzutów – to sprawa z ręką w kieszeni. Obśmiałem
się jak kukułka, kiedy usłyszałem, że przemawiając kiedyś do
podwładnych bezczelnie trzymał rękę – po amerykańsku - w kieszeni.
Ale gdyby ją włożył za klapę marynarki? – jak Napoleon?
No więc co z tą ręką? W du...? Boże, co za ciemnogród!
Bronię Kropy. Ale... jednak nie będę już na niego głosować, gdyby –
co nie daj Boże – znów wystawi swoją kandydaturę do stolca
prezydenckiego.
Kropa się zużył. Zresztą – czas już chyba na emeryturę. Prawda,
zasłużoną. Ale czas na nowego, pełnego sił, energii i odrobiny
naiwności, która pozwala wierzyć na początku każdej kadencji, ze
można coś zrobić dla miasta wbrew panującemu wśród dworzan
marazmowi. Po Kropiwnickim powinien przejąć jego wizjonerstwo.
Pamiętajmy jednak, że fachowcom nie płaci się orzechami. Henry Ford
II powiedział: ”if you pay peanuts – you employ monkeys”.
To ostatnie a propos anegdoty o profesorze Belce, który podobno
tylko uśmiał się serdecznie, kiedy mu powiedzieli, za jakie
późniejsze pieniądze miałby kandydować na urząd prezydenta Łodzi,.
Kandydata na prezydenta naszego miasta należy wybierać długo i
starannie. Nie chcę nieudaczników, nieuków, „silikonów”. Łodzi
potrzebny jest manager i wizjoner.
No i nie może być to Żyd!
Żyjemy przecież w Łodzi!
Co Wy na to - szanowni Przyjaciele Łodzianie??