bolan80
06.09.09, 01:38
Witam wszystkich. Większość mieszkańców Naszego miasta odwiedziła ten piękny park zapewne nie raz. Nie o to mi chodzi, by wyliczać, kto kiedy tam był... . Mam inny ''problem''. Zwracam się ze szczególną prośbą do osób, które ''doświadczyły'' czegoś ''nadzwyczajnego'' w tym parku... . Nie chodzi mi o to, że ktoś miał tam swój 1-szy raz, pił tam z kumplami z wojska po wyjściu do cywila, czy też uciekł mu ostatni tramwaj i spedził tam noc na ławce... . Mieszkam na Retkini, w tymże parku bywam bardzo często ze swoją dziewczyną... wpadamy tam zazwyczaj na piwo w godzinach wieczornych... . Głównie ''przesiadujemy'' na ławkach nad stawem... konkretnie na ławce pod dębem przy kopule, lub kawałek dalej pomiędzy tymże drzewem a drugim mostkiem pod którym woda nie przepływa (takie 2 ławeczki obok siebie). Zaznaczam, że nie jestem osoba ćpajacą, pijącą nadmiernie, nie posiadam również choroby umysłowej. Zazwyczaj zasiadamy na tych ławkach po zmroku (okolice po 21:00). Pod samym drzewem, każdy, kto tam kiedykolwiek z Was siedział zauważył, że siedząc na tej ławce lampa za wami rzucająca na was blask daje wasz cień na prawą stronę... tak i też nasze cienie zawsze padaja... .Pierwszy raz (ok. 2 miesięcy temu ja siedząc od strony drzewa, dziewczyna od strony kosza na smieci) bardzo wyraźnie na alejce przed nami zauważyłem cień kogoś (czegoś) przechodzący przed nami z prawa na lewo i padajacy na lewa stronę. Ciężko to opisać tu słowami. Byłem w każdym razie przekonany, że ktoś stoi za nami za drzewem, tylko, że ze względu na to oswietlenie za naszymi plecami, cień również powinien padać na prawą stronę, jak nasze (to ewidentnie poszło z prawa na lewo padając na lewą strone). Oczywiście gdy wyszedłem, za drzewem nic nie było. Sytuacja ta miała miejsce pare dni później o podobnej (ok. 21:30- 22:00), tyle, ze wtedy moja dziewczyna również to zobaczyła. W tym czasie zrezygnowaliśmy z siadania po zmroku na tej ławce i zaczeliśmy chodzić na ławke wspomniana wcześniej. Sytuacja podobna. Przychodzimy ok 21:00 na ławke. Siadamy. Lampa, która pod drzewem rzucała na nasze plecy cień odbija sie idealnie po prawej krawędzi stawu. Cóż zaczynam widzieć. Raz na jakiś czas spoglądając na wodę widzę cień odbijający się w niej i przechodzący z lewa na prawą stronę. Po którymś razie zauważam czarna postać przechodzącą z lewej strony na prawą pod tymże drzewem i obok tej ławki na której 2 razy siedzielismy i doznalismy tego dziwnego przeświadczenia, że ktoś tam rzucał ten cień pare dni wcześniej. Dla sprostowania - pierwszego wieczora widziałem cień na wodzie przechodzący z lewej strony na prawą 15 razy... postać ''na lądzie'', która nie rzuciła cienia na wode raz. Po tym wieczorze zaczeliśmy sie zastanawiać co jest tam grane... . pare dni później o tej samej porze na tej ławce naprzeciwko drzewa sytuacja sie powtarza... 7 x cień na wodzie, raz postać na lądzie bez rzucenia cienia na wode. Zacząłem się zastanawiać, czy nie wariuje... . Minęło trochę czasu, znowu usiedlismy ''dla próby'' pod dębem po zmroku. Czulismy jakiś niepokój idąc do tej ławki, siadając na niej, tradycyjnie godzina była po 21, czyli prawie mrok. Piwko otworzyliśmy, siedzimy, gadamy, cos jest nie tak... Ja mam wrażenie czyjejś obecności po mojej prawej, dziewczyna po lewej (od strony kopuły). Jakieś ''szur szur'' słychać po tej nawierzchni ścieżki. Nagle moja Paulina mówi, Rysiek tam ktoś w krzakach jest, widziałam czarną postać. Szuka gazu w torebce... . Ja tam niewiele sie zastanawiając złapałem dziewczyne i jej torbe za ręce i biegiem do oswietlonej alejki za naszymi plecami i oby jak najbliżej skrzyzowania Włókniarzy/Mickiewicza. Dziś mamy 1:16 jak to piszę i wczoraj bylismy kolejny raz na tej ławce i wiem juz, że jak dla mnie był to mój ostatni tam raz. Jeszcze takiego przerażenia i strachu nie miałem z tym zwiazanego. Pokrótce... zachaczylismy o Real, zakupilismy piwko i usiedlismy pod dębem. Tym razem robiąc zamianę, ja od strony kosza na śmieci, dziewczyna od strony drzewa. Cienie tradycyjnie rzucamy na prawa stronę. Godzina 21. Niepokój wielki. Wypiłem pół piwka i wstałem, bo coś ''mi nie grało'', cos po lewo w krzakach... . Wstałem z ławki. Doszedłem do krawędzi alejki. Najpierw patrzę na staw, potem na kopułę, później na te krzaki. Czuję, że tam coś jest. Czuję bardzo mocno i dostaje gęsiej skórki na całym ciele... . Nagle słysze trzask, szurgot, jakby pęknięcie grubej gałęzi, nie byle patyka. Jedyne co powiedziałem to ''o kur...wa''... biegiem do ławki, dziewczyne za łape, jej torbe w drugę ręke i biegiem do alejki... zatrzymalismy sie dopiero na ławce ostatniej, przy samym rogu Włókniarzy/Mickiewicza... . Wierzcie mi, lub nie, ale mimo, że minęło od tego faktu już 4 godziny z kawałkiem, nadal do siebie nie doszedłem. Tam cos dzieje sie niedobrego. Cos tam sie wydarzyło, cos tam pokutuje... Moja dziewczyna sądziła, że coś z tych krzaków na mnie wyskakuje, cos mnie atakuje. Słyszała te trzaski i wiedziała, że może być nieciekawie. Dobrzy ludzie, którzy to czytacie, wszystko, co tu opisałem, nie jest wymysłem mojej chorej wyobraźni. Nigdy wcześniej nie miałem podobnych doswiadczeń. Nie drwijcie z tego. Osoby, które cokolwiek wiedzą lub miały jakiekolwiek podobne doświadczenia w tej okolicy parku proszę o kontakt tu na forum.