Gość: jothagie Co to znaczy 10% dla Ruchu Poparcia? IP: *.dynamic.mm.pl 11.10.11, 09:10 zamknięty Społeczeństwo zatrzymało się w połowie rewolucji i trzeba to uszanować, choć pojawia się problem, jak wykorzystać to, co się ma, bo na przyszłość można dostać więcej, ale można i tego nie dostać. Jak utrzymać poparcie w społeczeństwie, które zagłosowało na Ruch z powodów negatywnych – nie podoba im się to, co się dzieje, a czego utrwalaniem zajmują się obecne elity. Bez wątpienia jest tylko jedna droga – Ruch musi się stać drogowskazem pozytywnym, czyli niezadowolenie przekształcić w wartość ideową, a nie tylko w wartość wyborczą. Ideowość bardziej wiąże ludzi, niż akcyjność. Co więc znaczy 10% dla Ruchu? Powiedzmy sobie to szczerze, żeby potem nie mieć pretensji. Oznacza to trochę wątpliwych zaszczytów, typu wicemarszałek, czy klub parlamentarny. To są jednak istotne możliwości prezentacji problematyki, bez nakładów finansowych (również zaciekawione media). Problematyka będzie więc w obiegu i to musi być konsekwentnie wykorzystane. Istotne są także inne możliwości. Są to dotacje, które pozwolą spokojnie funkcjonować partii, jeśli znów ktoś nie zapomni o sprawozdaniu na czas. Jest to również gwarancja istnienia i działania dla sporej liczby osób bezpośrednio zainteresowanych ideami Ruchu. Prawdopodobnie nie chodzi tu o udział we władzy, czemu należy się pilnie przyglądać, czy nie jest się kupionym dla poszczególnych decyzji. Ruch musi się opowiedzieć „za” tylko wtedy, gdy staje problem z zakresu jego wartości – na inne zagadnienia lepiej, żeby wpływu nie miał. Palikot udowodnił, że reprezentuje część społeczeństwa, z którą należy się liczyć. Teraz powinien pokazać, że ta znacząca część w społeczeństwie jest zepchnięta do opozycji. Opozycja nie koniecznie musi być mądra (młodym nie koniecznie o to chodzi), ta opozycja musi być błyskotliwa, a w tym Palikot jest mistrzem. Broń Boże, żeby Ruch przyłożył rękę do czegoś, czego potem będzie się wstydził lub tłumaczył. Zawartość ideowa jest znana i żadnych zgniłych kompromisów. Żadna rezygnacja choćby z jednego postulatu – w takiej sytuacji wycofuje się do opozycji. Partia musi znać pojęcie „non possumus” jeśli daliśmy przyrzeczenia wyborcze. Do kompromisów musi być skłonny ten, który wygrał. A propos tego, który wygrał. Powtarzając koalicję w dawnym składzie nie stwarza nawet pozoru postępu. Proponując natomiast, choćby dla pozoru, koalicję Ruchowi tchnąłby w naród przkonanie o nowym duchu, o postępie, choć jestem przekonany, że Ruch nie powinien podjąć tego wyzwania. Są więc trzy elementy tej sytuacji powyborczej: Idea, działania, ludzie. To wszystko trzeba organizacyjnie spiąć i stworzyć nowoczesną partię ze sporym zapleczem młodzieżowym. Przypominam o możliwości stworzenia wolontariatu partyjnego i podniesienie go do rangi instytucjonalnej. To musi być partia lewicowa jako możliwość całkowitej wymiany sowieckiego socjalizmu. Chodzi o jednoznaczne oddzielenie od dawnego lewactwa, co zawsze istnieć będzie, czego istnienia się nie uniknie i co można zmniejszać odpowiednią polityką gospodarczą i socjalną. Partia opowiadająca się konsekwentnie za gospodarką rynkową uzupełniona o ideę państwa społecznego. Partia otwarta a nie mafijna. I w takiej sytuacji przetrwać do następnych wyborów. Czego Ruch i jego ludzie nie mogą robić, to doskonale wiemy, bo przecież za coś znienawidziliśmy ten układ. Jeśli dobrze przemyśli się problem, to już dziś należy myśleć i wszystko podporządkować następnym wyborom. Tam rozegra się zasadnicza batalia, która zadecyduje o istnieniu lub nieistnieniu Ruchu, jego przydatności lub nie, przy czym, jeśli społeczeństwo odrzuci pomysł, to będzie świadczyć, że Ruch nie dorósł – utopił się w betonie, lub że społeczeństwo zostało ogłupione. Na jedno i drugie możemy mieć zapobiegawczy wpływ. P.S. Doradzam ostrożność w angażowanie się w cudze akcje. Kościół i towarzystwo z nim związane odczytuje ruch Palikota jednoznacznie, jako swoje zagrożenie. Tu w żadnym wypadku nie można liczyć na tolerancję i przyjęcie do świadomości, że tak myśli część społeczeństwa. Ruch to dla Kościoła cel do zniszczenia, a potrafią to robić, co przez wieki udowadniali. Palikot nie może więc osłabić czujności i każdą decyzję oglądać parę razy. W takiej sytuacji widziałbym zwykłą burzę mózgów jako sposób odpowiedzi na akcje wobec Ruchu. Panie! Panowie! Utrzymanie ruchu i przeprowadzenie go w dobrym stanie do następnych wyborów to zadanie pierwszorzędne i najpilniejsze. Odpuście sobie wszystkie inne, jeśli to ma się odbywać kosztem rezygnacji z czegoś. Niech się PSL ośmiesza. PSL kocha się za to, jak niepełnosprawnego... Link Zgłoś
Gość: jothagie Postęp jest dziełem niezadowolonych IP: *.dynamic.mm.pl 12.10.11, 08:51 zamknięty Tę myśl Jean-Paul Sartre'a powinniśmy sobie przyswoić na najbliższe lata, bo w niej tkwi istota mądrości społecznej jako lekarstwo zarówno na trudne warunki, jak i głupią władzę, pod warunkiem jednak, że pojawi się również odwaga. Trochę tej odwagi bardziej z dodatkiem nonszalancji (to zasługa panujących elit) pojawiło się w ostatnich wyborach. Pojawienie się partii Palikota jest elementem takiej odwagi choć odsłania cały szereg zaniedbań, przekłamań naszej świadomości. I w tym tkwi katalityczna rola RP, że po akcie odwagi zmusi nas do przewartościowań w sferze demokratycznego myślenia, czyli myślenia o całości z należytymi i możliwymi do osiągnięcia prawami dla wszystkich. To poszerzy nam pojęcie wolności. Nie będziemy zakładnikami żadnego tabu. Zaufamy trochę sobie i własnym przemyśleniom. Będziemy tego uczyć się długo, ale w końcu osiągniemy zadowalający etap. Ale... albo tak się stanie, albo Ruch stanie się przedmiotem straszliwego ataku, nagonki i próby zniszczenia. To będzie cena istnienia wśród niedojrzałej społeczności. Będziemy więc mieć szansę naocznego sprawdzenia, czym jest nietolerancja. Teraz o czymś w powyższym aspekcie: Generalnie rzecz biorąc, to istnieją dwa sposoby politycznego gospodarowania w kraju, które jako nowe mogłyby do czegoś istotnego, w sensie zmian, prowadzić. Pierwszy, to lewica w stylu Palikota. Lewica bez esbeckich i pezetpeerowskich korzeni to jest coś w naszych warunkach. To jest ewidentny postęp. Dlatego zmiana jest możliwa nawet z tymi hasłami, z którymi Ruch szedł do wyborów. W którymś momencie mogłoby to okazać się niewystarczające, ale bez wątpienia byłby to krok w dobrą stronę, z poczuciem, że coś pozytywnego dzieje się w kraju. Druga to prawica na podobieństwo Nowej Prawicy. Koniecznie liberalna i laicka. Liberalność (liberalizm) i religijność (jako iunctim czy choćby jako element składowy) podniesione do rangi interesu partii już się nie przebiją po polskich doświadczeniach i powiedzmy szczerze, po Palikocie, czego jako przewrotu jeszcze nie całkowicie przyjęliśmy do świadomości. Żadna z tych partii nie ma ugruntowanej pozycji politycznej, choć Ruch jest na dobrej drodze, tzn. ma taką szansę. Ważne jest to, że społeczeństwo odważyło się, zaryzykowało i wiąże z tym nadzieje. Jeśli nie zostanie to w bezsensowny sposób roztrwonione, to taka możliwość może zostać wcielona w życie. Sytuacja jest inna w przypadku Nowej Prawicy lub czegoś podobnego. Jest to partia, która nie może wejść w obieg polityczny. Jest niestrawna i nie może przebić się do świadomości społecznej. Społeczeństwo nie jest skłonne do takiego ryzyka. Sytuację mógłby uratować Kościół, popierając taką partię. Błąd Kościoła polegający na bezpłodnym popieraniu PiS pogrąża i PiS i Kościół. Kościół jest w sprawie zbyt zachłanny. Powinien samoograniczyć się i wybrać inną wersję partyjności. Być może ta partia jeszcze nie istnieje, ale z pewnością nie może to być PiS lub jej przepoczwarzenie. Trzeba sobie zdawać sprawę, że ta strona sceny politycznej nie ma wielkich szans na powodzenie z dwóch powodów: doświadczeń i tęsknot lewicowych oraz z tego powodu, że Kościół, który po tej stronie mógłby ulokować „uczucia” rozwija się najwolniej we wszystkich występujących w kraju rodzajach świadomości. Wszyscy jednak powinni odnotować inną istotną myśl, że „wszystko, co doskonali się dzięki postępowi, także ginie od postępu” (B. Pascal). Trzeba więc rozwijać się nieustannie, bo stabilność idei zapewnia im miejsce tylko w książkach. P.S. Pamiętajmy jednak, że wskaźnikiem zmian w kraju jest korpus urzędniczy, choć takiego nie ma w sensie formalnym, a powinien być. To jest papierek lakmusowy, czy w kraju rzeczywiście coś się dzieje. Postęp w kraju jest zawsze związany z odbieraniem urzędnikom ich zabawek. To są główni hamulcowy wszelkiego postępu. Pod tym względem rząd PO i PSL wygląda fatalnie. Jest wręcz zaprzeczeniem jakiejkolwiek nadziei. Na pocieszenie można powiedzieć, że tylko Wilczek i Rakowski mieli odwagę zabrać urzędnikom ich zabawki. Mówię o tym, choć mam nadzieję, że nikt tego nie wykorzysta celem spowodowania pozornego wrażenia zmian. To musi wynikać z założeń, np. przyjaznego państwa. Raz premier Tusk usiłował rozbić urzędniczy beton, ale intencje miał nieczyste – zwolnić starych, przyjąć swoich. Uniemożliwiono mu to, ale i tak przyjął około 70 tys. swoich, co ostatecznie na głosy da się przeliczyć. Tu można by napisać traktat o roli pieniądza w pozbawianiu urzędników ideowości. W związku z tym urzędnicy są ostoją egoizmu. Dlatego trzeba elity chronić przed urzędniczeniem ich i nikogo, w tym przede wszystkim duchownych, nie wodzić na pokuszenie niezasłużoną dostępnością do dóbr materialnych. Czy ktoś sobie może wyobrazić Mojżesza, Chrystusa czy Gandhiego z workiem pieniędzy? Zaprzeczyłby postępowi, jaki ci ludzie wnieśli w rozwój ludzkości. Link Zgłoś
Gość: jothagie W tym rozdaniu tarota nie widzę Palikota IP: *.dynamic.mm.pl 13.10.11, 07:47 zamknięty Pewnie kryje się pod inną kartą, podobnie jak kiedyś Platforma, występowała jako służby specjalne po mieczu i jako Solidarność po kądzieli. Analogia bliska akceptacji? Nawet w przypadku Palikota? To by się dopiero działo... Oddałem Palikotowi zbyt wiele i to na kredyt. To dla mnie nie ulega wątpliwości, że zawierzyłem w niektórych miejscach całkowicie bez podstaw, ale taka „logika” była wymuszona przez brak możliwości. Teraz czekam. Poparcia będę udzielał w miarę realizacji planów tych bliższych i tych dalszych. Jeśli Palikot nie sprawdzi się, to zadzwonię do Wałęsy, niech go rzeczywiście nawraca. Boję się jeszcze czegoś, czego nie wypowiedziałem jeszcze dotąd, że Palikot to poprawka Służb Specjalnych. To miałby być rodzaj zabiegu hodowlanego, gdzie do stawu z karpiami wpuszcza się szczupaka. Wiadomo, będą ofiary, ale karpie nie będą zatłuszczone. Skorzystano z sytuacji, że władze z Kościołem przegięły bardzo istotnie (nie wiem czy to nie była prowokacja służb obliczona na pazernych duchownych) i zgodnie ze „społecznym gniewem” w sposób niezauważony zmieniono kierunek. Pierwsza inicjatywa, czyli PO nie udała się i sami się połapali w tym, ale cóż my możemy przeciwdziałać, jeśli alternatywy nie ma. Nie ma, proszę Państwa i niech to Wam wystarczy, bo rozwijanie tego tematu nie ma sensu dla nikogo. Za parę lat moglibyście się bać tego, co u mnie przeczytaliście. Palikot to jest rodzaj dziennej zmiany, choć jej faktycznie nie będzie. Musimy wiedzieć, że nie ma elit politycznych poza układem. Palikot też wywodzi się się z układu a nawet patologii III RP. Może iść w różnych kierunkach, co stwarza nadzieję, ale niczego nie gwarantuje. To było już jasne, gdy pojawiła się idea Przyjaznego Państwa. Komisja Przyjazne Państwo od początku była nie na rękę PO i ta skutecznie utrącała wszelkie inicjatywy zarzucając jednocześnie safandulstwo Palikotowi. To nie było słuszne, choć Palikot nie jest bez winy, bo zamiast kasować przepisy hamujące rozwój, to zaczął je naprawiać. W którymś momencie nastąpiło u Palikota olśnienie. Ewidentnie zauważył, że w sensie politycznym wchodzi w kategorię „poczciwy użyteczny idiota”, z akcentem na "poczciwy". Zebrał siły i zdecydował się na własne widzenie zadań polityka. Kiedyś może dowiemy się, czy sam, czy w ramach zadań. Panuje tu wieloznaczność, ale to nie jest źle. Musimy sobie zdawać sprawę, że demokracja jako sposób wyboru władz już dawno jest w odwrocie. Światem rządzą zupełnie inne siły, niż poznajemy po demokratycznych wyborach. Ci których poznaliśmy, są wykonawcami, choć mogą odcisnąć pozytywne piętno. I tylko na to możemy liczyć... Od dawna już funkcjonuje problem, ile jest władzy we władzy, a u nas dodatkowo, ile jest Watykanu we władzach. Sam zaś Palikot musi sobie uświadomić sprawę podstawową. Pewne rzeczy to już dziś są pewne, jak choćby ta, że RP będzie konkurował z PiS o wcześniejsze przejęcie władzy lub choćby za 4 lata. Mając to na uwadze trzeba bardzo dobrze przemyśleć i taktykę i strategię, rozsądnie podejmować wszelkie kroki na scenie politycznej. Nie wykonywać pustych gestów, typu koalicja z „dużym” lub wyciszenie w zamian za synekury. Teraz Palikot będzie zakładnikiem własnych wyborców, z których wielu glosowało pierwszy i może ostatni raz. W tej walce rozważyłbym i taką sprawę, że podstawą problemów RP nie jest zły wizerunek jego przywódcy, nagminnie i nieprawdziwie podawany w mediach. Problemem jest brak tego wizerunku dla Ruchu. Trzeba go dopiero stworzyć i zwycięstwo wyborcze jest zaledwie pierwszym tego elementem. Następne też muszą być pozytywne. Każdy negatyw będzie wymagał wielu pozytywnych działań, a i tak może być wyciągnięty w każdym dowolnym miejscu. Jeżeli warto rozmawiać o wyborach, to tylko o następnych! W przypadku Ruchu nie wierzę w sukcesy, które miałyby być uzyskane w wyniku oficjalnej kampanii wyborczej. Działania elit a przede wszystkim Kościoła dają gwarancję, że potrzeba Ruchu utrzyma się na niezmienionym poziomie. Większy wynik powinno się pozyskać z pracy na „dole” - budowa organizacji partyjnej z prawdziwego zdarzenia. Nie musi to być duża organizacja, ale musi być widoczna jako osoby i jako problematyka. Dalej to rozwinięcie zaplecza w postaci wolontariatu partyjnego, czyli zwykła „hodowla” następców. W tym względzie przydałaby się regulacja prawna na wzór Zachodu. Ruch nie może pozostawić po sobie ani pustki ideowej, ani pustki ludzkiej, czego dopuściło się wiele partii, jak np. SLD. Praca musi rozpocząć się od dziś. Pracować jest z kim, ale nie ma kim. Widzę natomiast, że to, co z kotła zaczyna się wynurzać, nie rokuje dobrze. Zwracajcie uwagę na tworzenie elit nowej partii. Widzicie, jak młodzieżówka SLD przejechała się na cynizmie i parciu do władzy. Władza jest dodatkiem do porządnej ideologii, a ta bez idei i ludzi wzorcowych nie jest możliwa. Gdyby dziś RP musiał napisać coś w rodzaju „Żywotów Świętych” swoich ludzi, to co z tego wyszło by? GW już dała tego próbkę. Chcę więc powiedzieć, że skuteczność owszem, ale moralność przede wszystkim. A w niej m. in.: wartości, normy i oceny, wzory osobowe. Bierzmy się więc za kompletowanie ludzi pod założone na przyszłość zadania. P.S. Kaczyński rozpoczynając wątek niemiecki (kondominium, ukryta opcja, Merkel) doskonale wiedział, co robi i wszyscy zainteresowani sprawą również, ale Niemcy powiedziały, co „zakręcą” i usiadł nawet Kaczyński, bo to tylko siadać i płakać. Po prostu przyśpieszył problem wcześniej niż to było planowane (a było planowane na górkę kryzysową, gdzieś 1,5 -2 lat) pokazano nam, gdzie jest nasze miejsce. To co jeszcze można w sprawie powiedzieć, żeby nie przegiąć i nie zrobić sobie lub rodzinie krzywdy? Zacytować może Francuza, że straciliśmy kolejną okazję, żeby pomilczeć... Link Zgłoś
Gość: jothagie Silva rerum (Palikot) IP: *.dynamic.mm.pl 14.10.11, 08:17 zamknięty Palikot zrobił na mnie tak spore wrażenie, że całkiem poważnie zastanawiałem się, czy nie poświęcić mu jakiegoś eposu poetyckiego w stylu Iliady (coś klasycznego - świat ludzi i świat bogów i gniew Achillesa – bohater ginie, bo słabe miejsce ma każdy), albo stworzyć coś prozą w stylu Táin Bó Cuailnge - Pędzenie Bydła w … Polsce (coś irlandzkiego – bohater sam powstrzymuje armię wrogów, ale ginie zdradzony przez swojego). Po tym zastoju i zabetonowaniu problematyki światopoglądowej nie miałem już nadziei, że coś się w tym kraju ruszy. Dlatego w pierwszej chwili potraktowałem go jako bohatera, który ma szansę spowodować wydarzenia przełomowe. Niestety, im dalej w las, tym więcej drzew. Okazuje się, że izolowałem problematykę, idealizowałem bohatera. Gdy się to natomiast umieści w kontekście realiów naszego kraju, to wyznaczona scena do tańca pod cudzą muzykę jest niezwykle mała i niekorzystna dla tego typu zespołu. Okazało się również, że aby dotrzeć do tematu, to trzeba pokonać jeszcze wiele nieprzewidzianych kłopotów. Nie straciłem nadziei, ale to już nie za mego życia dokona się desakralizacja tego kraju i uwolnienie go od przekleństwa tabu. Stanie się więc zadość wymaganiom starożytności, że epos o Palikocie stanie się zbiorem opowieści mitycznych. I oby tylko, bo Kościół dopilnuje, by epos ten miał charakter demoniczny, w stylu, np. Ramajany (coś z sanskrytu – książę Rama, siódme wcielenie boga Wisznu, jako konkurencja innych bogów), żeby był zbiorem opluwanym przez rządzących i wierzących, taki niesiolizm rządzących i antypalikotyzm wierzących. Konflikt po wsze czasy wynikający z głębi religijnego, dodajmy gołębiego serca. Palikot, a szczególnie decyzje, które wyniosły jego Ruch do sejmu może być porównywalny do aksamitnej rewolucji burżuazyjnej. Nie jest to jeszcze rewolucja klasy średniej, bo faktycznie jej nie ma, ale objawiła się jaskółka w postaci protestu aspirujących do klasy średniej, czyli ludzi młodych jeszcze mających nadzieję na pomyślny rozwój sytuacji. Protest, który objawił się w formie światopoglądowej, ale w istocie jest on protestem ekonomicznym. Załatwienie, jeśli takie nastąpi, postulatów światopoglądowych, nie załatwia problemu jako takiego, czyli buntu pokolenia Palikota. To nieco poprawi ekonomię, ale przede wszystkim wpłynie na świadomość i kondycję psychiczną społeczeństwa. Te rezultaty będą krótkotrwałe, bo jako załatwione przejdą do katalogu normalności. Problemy ekonomiczne pozostają wtedy jeszcze jako bardziej pilne i rzecz trzeba traktować łącznie, ale konsekwentnie i przy otwartej kurtynie. W innym przypadku to jest podpuszczanie społeczeństwa na wszystkich – na elity wszelkiego rodzaju, czego nie życzę, bo po takiej rewolucji społeczeństwo długo wraca do normalności, a normalność jest już na innym poziomie. Jeśli by tak spojrzeć na polityczną mapę Polski, to nasz kraj jawi się jako zlepek różnych Polsk. Przez jakiś czas wydawało się, że podział na wyborców PO i PiS jest prawie wyczerpujący. Jednak nie. Gdzieś głęboko tkwi niesamowita siła odrzutu. Dodajmy uzysk RP i SLD oraz tych, co tak myślą, ale skrewili. Ten trend może wzrastać, chociaż nie wiem, jakie miejsce (rolę) zajmie SLD, bo jego wyborcy będą ewoluować szybciej, niż partia. To zasługa RP. Ponieważ odruch trzeciej siły został wyraźnie sprowokowany przez nienasycenie Kościoła, więc nie jestem pewien, czy nie zapowiada to długiej wojny terytorialnej. Wojny, co najgorsza, partyzanckiej o każdego z osobna, gdzie o sprawach dobra i zła decyduje ten, kto ma broń. Ponieważ zaś będzie się to odbywać w absurdach sytuacji kryzysowych, to trudno jest dziś przewidzieć zwycięzców i ich nowe terytoria. Podejrzewam, że jak to w wojnach religijnych bywało, pojawią się nowi właściciele terytoriów. O nich trudno dziś cokolwiek powiedzieć. Z pewnością nie będzie to już tylko to, co dziś. Ta trzecia siła odciśnie swoje piętno i bez wątpienia zapiszemy to po stronie Kościoła jako „sprawca”. W czym rzecz z tym Palikotem? Otóż sprawa niezwykle skomplikowana. Propozycja Palikota w zakresie spraw światopoglądowych jest projektem cywilizacyjnym i dlatego budzi tak wściekłą reakcję. Nie jest to jakiś projekt czysto religijny, np. w sensie ateistycznym, jakim był komunizm. Palikot jest daleki od tego i od religii jako takiej powstrzymuje swój agnostycyzm i trzyma się z daleka od wpływania na coś takiego. Nie jest to projekt społeczny, w sensie jakiejś fobii wobec ludzi wierzących. Wprost przeciwnie jest to docenianie tej grupy ludzi i próba włączenia ich do odpowiedzialności za ich organizację religijną. Projekt Palikota jest cywilizacyjny, bo przydziela nowe miejsce, ale tylko organizacji społecznej, jaką jest Kościół, w całości życia społecznego. I niby tyle, choć konsekwencje są przesuwające społeczność polską na wyższy poziom cywilizacji zachodniej. Wręcz ze średniowiecza do czasów, które znamy z obserwacji innych lub sami możemy je dookreślić projektem. P.S. Przeczytałem coś takiego: „Wypowiadamy Januszowi Palikotowi totalną wojnę na śmierć i życie!” Cóż, będą winni rozlewu krwi. Zamiast leczyć rany, rozwiązywać problemy wywołane przez Kościół, stawia się na walkę. Najwyższej rangi kretynizm religijny! Ludzie młodzi skłonni myśleć jak Palikot mają dwa wyjścia: wziąć udział w tej walce lub w miarę szybko wyjechać z kraju. W takiej sytuacji obojętnym nie można zostać. Nas starych na pewno spacyfikują... Na czym polega problem? Nam „życie się sprawdza - śmierć się nie sprawdza”. Im odwrotnie... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Silva rerum (Palikot) IP: *.olsztyn.mm.pl 14.10.11, 09:50 zamknięty Moim zdaniem obie strony i mohery i Palikont beda odstawiac szopke zamiast zajmowac sie sprawami naprawde istotnymi. Oczywiscie moherowa nagonka na Paliknota tylko go wzmocni a nie oslabi podobnie jak walka z dwoma deskami w Sejmie zamiast oslabic moherow tez ich wzmocni. W kazdym razie bedzie wesolo, lud bedzie mial igrzyska. Jedni beda wychwalac moherow i ganic Paliknota inni dokladnie odwrotnie. O chleb nie troszczy sie nikt. Link Zgłoś
Gość: jothagie Nieobecni mogą mieć rację... IP: *.dynamic.mm.pl 15.10.11, 06:52 zamknięty I pewnie jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy to odwrotność klasycznego powiedzenia może się sprawdzić. Właśnie wybory. Co to się nie działo, żeby ostatecznie okazało się, że nic się nie zmieniło. Chociaż i tak i nie. Akurat to, co nie zmieniło się jest wynikiem najgorszych cech społeczeństwa, a więc koniunkturalizmem, sr... w gacie przed PiSem, doktryny „mienszewickiej”, „żeby gorzej nie było”, czy strachem o KRUS jakby to był szczyt sprawiedliwości społecznej. W tym bagnie cementującym te negatywne cechy, pojawił się nowy projekt cywilizacyjny – Palikot. Na razie nie ma szans, ale nie jest to ani człowiek, ani idea, którą, tak po prostu, można by wypchnąć drzwiami. Zdarzył się i już z nami pozostanie, bo znalazł zrozumienie, poparcie i pobudził wyobraźnie ludzi, którzy byli przekonani, że zmiana nie jest już możliwa. Jest możliwa. Nie czas, żeby przestać cieszyć się sukcesem wyborczym, ale czy nie martwi nas to, że ponad 50% procent tego społeczeństwa, która to większość nie poszła na wybory, ma wszystko w dupie? Wszystkie partie, wszystkie systemy, media i co jeszcze... Czy stosując optykę demokracji co do litery nie mamy podstaw powiedzieć, że to oni mają rację, bo ich jest dostateczna większość? Na szczęście nikt ich nie pyta o uzasadnienie, ale obawiam się, że nie pytamy, bo nie chcemy znać prawdy. Nie interesuje nas obraz, jaki oni mają na temat spraw ważnych. A w tym poza negacją, może tkwić bardzo bolesna prawda. I mam takie przeczucie, że istotnie tkwi. A prawda ta brzmi: ta upragniona przez nas demokracja to jedna wielka lipa. Jeśli tak, to nic nie zastąpi długotrwałego procesu naprawiania demokracji. Może obalimy demokrację, bo przy obalaniu socjalizmu byliśmy w 90 ciu paru procentach. Tych nieobecnych nie da się ująć w jedną kategorię i trudno powiedzieć do czego taka grupa ludzi może być wykorzystana lub da się wykorzystać. Jedno dla mnie jest pewne, że jeśli zlekceważy się sygnał od społeczeństwa, jaką jest 10% poparcia dla Palikota, a więc tych obecnych, to pozostaje tylko pytanie bez chwilowej odpowiedzi, kiedy kryterium uliczne. Wyczekując kryzysu trzeba przynajmniej parę spraw załatwić. Skanalizowanie tych 10% społeczeństwa (w wieku do 30 lat) to sprawa strategiczna, bo w przeciwnym wypadku w kryzysie będziemy musieli podejmować decyzje wagi humanitarnej, pozostające jako zadra na długo w świadomości i w historii, np. czy karać za wyrażenie niezgody na odrzucenie i brak szans w życiu. Nawet instytucjonalny brak zgody na to życie. Co do tej nieobecnej większości, to nie mam dokładnie przemyślanego zdania, bo nie planuję przy ich pomocy usiąść okrakiem na barykadach rewolucji. Tylko bowiem dla takich ludzi, jak pokazała historia, taka większość ma znaczenie i wartość. Trzeba sobie jednak uzmysłowić, że takich przywódców to się nie sieje – sami wschodzą, rosną i dojrzewają pod lokalnym niebem. A pojawiają się tam, gdzie jawi się potrzeba na nich. Czy obawiam się takiego scenariusza? Wszystko zależy od tego, czy PO, a więc zwycięzca, pozostanie cyniczna, czy rajd tuskobusem ją czegoś nauczył. Przecież to nawet premier Tusk jest w stanie pojąć, że życie jest o wiele podlejsze, niż widać to z okien luksusowego autobusu, że ludzie mogą być inni, niż ich się organizuje na spotkania. Nieobecni! Ogłaszam: Action Directe - Nergal na prymasa! Co Wy na to? Szamaństwo jest w natarciu. Wylali go z telewizji, pod wpływem czarnoksiężników. Nie wiem, czy mam płacić abonament. Wiem, ten procent, który będę mógł odpisać na Kościół, odpiszę na satanistów. Jedni i drudzy dokładnie mi powiewają, ale sprawiedliwość musi być. P.S. Jest gorzej, niż podejrzewałem! Zaledwie dwa dni po wyborach okazało się, że projekt budżetu na 2012 rok nie jest realistyczny. Do tej pory tak uważali tylko ekonomiści, teraz odkryli to również doradcy premiera Donalda Tuska. Premier Tusk robi wrażenie jakby świadomie aspirował na stanowisko syndyka masy upadłościowej. Okazuje się więc, że nowe wraca, a stare wita z zadowoleniem. To jest Polska właśnie! Dziękuję Ci Boże, że nie jestem idiotą, bo gojem i kobietą mógłbym być... I jeszcze coś, jako ostrzeżenie na przyszłość. Kiedy zbliża się kryzys, to trzeba się zdecydować na wybór zasady pomagania sobie. Może to być wolna amerykanka, ale źle temu wróżę, choć dobrze wiem, że tylko to potrafimy. Prawdopodobnie powinna to być jakaś forma solidarności, ale jedna i tylko jedna. Jeśli więc będzie to solidarność społeczna (coś w rodzaju tej pierwszej), to nie może to być także solidarność etniczna, plemienna, wyznaniowa, czy jakaś inna. Niestety jedna drugą unicestwia. I zamiast walczyć o chleb to będziemy walczyć o solidarności patrząc na namnażanie się ofiar kryzysu. To właśnie coś w naszym stylu. Link Zgłoś
Gość: jothagie Przejażdżka z przyjemnością i z morałem IP: *.dynamic.mm.pl 16.10.11, 06:42 zamknięty Słyszałem, że jest, ale dopiero wczoraj trafiłem na ulicę, której patronuje Taras Szewczenko. Poświęciłem temu faktowi nieco zadumy. Postać znana mi, bo koło pomnika Wieszcza przechodziłem wielokrotnie idąc na spotkania na Uniwersytet jego imienia w Kijowie. Zainteresowała mnie postać. Coś tam poczytałem, choć nie był to przedmiot moich zawodowych dociekań. T. Szewczenko – fantastyczny zmysł poetycki, ale głębokość refleksji była taka, jaka była. Przykładowo, wsławił się postulatem, żeby Żyd, Lach i pies jednako wisieli... Swoją drogą dlaczego nie zrusyfikowany Niemiec, Wasilij Engelhardt, właściciel wsi w której urodził się T. Szewczenko. Tylko Lach. Ulica mu się należy, bo przecież Lachy nie takie pamiętliwe. Na wszelki jednak wypadek IPN powinien postulować rekonstrukcję szubienicy gdzieś w środku ulicy plus tablica informująca, koniecznie z tekstem jakiegoś profesora. Trzeba poinformować, że św. Tomasz z Akwinu mylił się, to i T. Szewczenko mógł pobłądzić. Jeśli nienawidził Polaków, to z pewnością nie tych... Ja osobiście cenię sobie poetę z kilku powodów: Po pierwsze, bardzo mi przemawia jego historia życia i trud dojścia do tego, do czego doszedł. Ta historia zdaje mi się skądś znana, choć mnie nikt nie kupił wolności od komunizmu; Po drugie, człowiek ten żyjąc 47 lat tylko przez 9 lat zaznał wolności; Po trzecie, piękne były jego polskie przyjaźnie na zesłaniu. To zastanawiające jak Rosjanie potrafią zbliżyć Polaków i Ukraińców – aż do przyjaźni, co w najnowszej historii nie udało się Niemcom. Niemcy zrobili z nich naszych strażników. Czy teraz nie jest to wskazówka, że potrzebni są nam Rosjanie do pojednania „skrzywdzonych”?; Po czwarte, już po pierwszych przeczytanych wierszach byłem pewien, że to jest poeta. W pierwszej chwili myślałem, że to geniusz tłumacza, ale oryginał genialność potwierdził. Gdy przebywałem na Ukrainie, to zastanowił mnie problem, że Szewczenko niezbyt przemawiał do inteligencji, ale zdarzało się, że w chutorach cytowano spore urywki wierszy, śpiewano pieśni w nawiązaniu do tekstów i przejawiano zrozumienie tych tekstów. Spotkałem tam pewną polską nauczycielkę, którą właśnie przypomniałem sobie będąc na wspomnianej ulicy. 70cio letnia pani z niezwykłymi oznakami szlachectwa i urody na twarzy, cytowała mi podobne fragmenty Mickiewicza i Szewczenki. Byłem zachwycony wyczuciem smaku obu kultur. Na ulicy nie zabawiłem długo, ale ślad w świadomości pozostał... No cóż, niech T.S. dalej zagrzewa Ukraińców do walki wyzwoleńczej... ja idę na swoją ulicę, która zupełnie inne tradycje przypomina. Okopię się na wszelki wypadek. Może Olsztyn kiedyś doczeka się ulicy J. Palikota i oby tylko przyszłe pokolenia wiedziały, dlaczego, tzn. żeby rozumiały projekty kulturowe wielkich ludzi i wybierały to, co ich wzbogaca. Nie ma chyba sensu okładać się deskami ich trumien tylko dlatego, że do nich nie dorośliśmy. P.S. Czy zniesiecie Państwo chwilę mego starczego tumiwisizmu? Dziękuję... Życie jest diabła warte/poza Szopenem, Mozartem;/poza Słowackim i Mickiewiczem/jest w ogóle niczem. (Broniewski) Link Zgłoś
Gość: jothagie Życie Palikotem IP: *.dynamic.mm.pl 17.10.11, 07:46 zamknięty Z przedwyborczego napięcia wyszliśmy z 10cioma procentami. Pewnie to dużo zważywszy na datę Powstania Ruchu. Jest jednak pewien niedosyt, bo wprawdzie wzięliśmy wszystko, co mogliśmy zgarnąć SLD, PSLowi, PiSowi. Zgarnęliśmy również tych, co uwierzyli nam z rozpaczy, bo inaczej nie poszliby do wyborów. Jednak badania te niepublikowane i nasze wiadomości pozyskane pocztą pantoflową, wskazują, że około 7miu procent wyborców PO było z nami ideowo, ale wybrali coś, co wydało im się bardziej stabilne. A gdyby... 17% upoważniałoby nas do tego, żeby mieć wizję i władzę, przy naszym politycznym standardzie, że ma się władzę, a nie ma wizji (PO) lub jest się wizjonerem, ale o władzę specjalnie się nie zabiega (PiS), lub nie ma się wizji i nie będzie się mieć władzy (SLD). Palikot ma wizję klarowną i spójną i dotyczy ona Polski w wielu aspektach. Tego nie da się zlekceważyć, mimo nagonki. Na razie wszyscy owczym pędem odnoszą się do samego Palikota, ale przyjdzie czas, że trzeba będzie się odnieść do jego wizji. Trzeba będzie też przyznać, że jest to inteligentny człowiek, któremu o coś chodzi i tych planów nie da się sprowadzić do czegoś innego niż do Polski. To utrwali się jako kanon jego jako polityka. A to na polską skalę byłby ewenement, którego nie zechcą zaakceptować bezideowe elity. Cóż z tym mamy zrobić na co dzień? Wypada nam żyć Palikotem – niech on walczy za nas, ale ma naszą uwagę i gotowość. Bez zbędnego nabożeństwa, ale podążać za nim myślowo. Osiągniemy w ten sposób dwie korzyści: po pierwsze zrozumiemy zawiłości polityki, bo ten je wręcz wywali do oglądania; po drugie rozwiniemy się politycznie i to nie w stronę jakiegoś zaścianka, czy średniowiecza, ale w stronę nowoczesnego państwa. Nauczymy się też pokory, która w demokracji jest konieczna i stępimy w sobie idealizm i rewolucyjność, na rzecz racjonalnego podejścia do tego typu spraw. Idealizm i rewolucyjność są właściwością wieku młodego, z czego można nigdy nie wyrosnąć, a co może ewoluować w stronę „pożytecznego idioty” i „pierdzącego malkontenta”. Dlatego tak marzy mi się wolontariat polityczny, czyli po prostu, terminowanie u mistrzów, lub w ich cieniu. To byłaby dobra szkoła przygotowania także do biznesu, bo reguły osiągania celów są podobne. To są spore korzyści. Dlatego marzy mi się jakieś gromadzenie zwolenników samych idei, czyli jakby pracowanie „na sucho” i pozyskiwanie nowych zwolenników dla projektu cywilizacyjnego. Organizujmy się więc w struktury, szukajmy kontaktu i obserwujmy, co w sprawie dzieje się nowego. Nie załamujmy się jednym czy drugim projektem, który akurat nam nie odpowiada. Nigdy nie ma pełnej zgodności z „ideałem”. Zachowajmy własne zdanie, ale nie ono jest w tej sprawie ważne – ważne jest uzasadnienie. Otóż projekt cywilizacyjny Palikota jest bytem myślowym posiadającym system wartości, zbiór planowanych działań, przewidzianych narzędzi, wizję celów i inne. Wszystko to jest spójne, wywodzące się z jednego systemu wartości. To jest filozof, którego trzeba umieć czytać. I nasze uzasadnienia dla zdań odrębnych, jeśli chcemy się znaleźć w tym projekcie, muszą być spójne przynajmniej z systemem wartości, innymi słowy, muszą być konsekwencją tego systemu wartości. Takie myślenie projektem cywilizacyjnym nie przekracza możliwości średniej klasy licealisty. Dlatego zachęcam jeszcze raz, żyjmy Palikotem, bo jest to szansa na pewnego typu wolność osobistą i odpowiedzialność społeczną – wartości które są elementem przystosowania do pożądanej przez nas zmiany cywilizacyjnej. Nie zwracajmy uwagi na to, kto jest przeciw i jakich używa argumentów. To jest zasłona dymna, bo zasadnicza walka odbywa się „pod dywanem”. Tam gryzą się buldogi, czyli US, ZUSy, ABW, NIKi i wiele innych, które napuszczone na Palikota będą próbowały zniszczyć go. I co z tego, że Kluska, szef Optimusa po latach został uwolniony od zarzutów. Stracił kawał życia, impet i chęć na służenie Polsce. Machnął ręką...W polityce liczy się skuteczność i skuteczni okazali się przeciwnicy Kluski, Cimoszewicza i innych. A Polska? W d... mają Polskę. Dla nich liczy się wygrana, taktyka, osiągnięcie celu, upokorzenie przeciwników i ich zwolenników. Pamiętajcie, że w nas trudno uderzyć. Jest nas 1.5 miliona (a przybywa!). Uderzając skutecznie w Palikota można nas upokorzyć. I to jest celem władzy, na co mogę przysiąc. I niech mi jeszcze raz wolno będzie zacytować motto Privusa: ”Nie mylcie zwykłych odruchów serca poczciwych i na ogół dobrych ludzi z cyniczna polityką ich władz". P.S. Rano, jeszcze przed napisaniem powyższego tekstu dostałem wiadomość. Wiadomość, jak to wiadomość – została zaksięgowana i żyjemy dalej. W związku z nią przypomniał mi się cytat z Franciszka Rabelais (Gargantua i Pantagruel), a mianowicie: natura (ab)horret vacuum - natura nie znosi próżni. Otóż, po projekcie cywilizacyjnym Palikota przyszedł czas na niemniej cywilizacyjny projekt zwycięzcy, aby służby dokładnie przyjrzały się ludziom Palikota. To nic, że jest to metoda komuny – podstawić księdzu doopę, złapać go in flagranti a potem zrobić z niego tajnego współpracownika. Wszyscy ludzie Palikota! Liczcie się z tym i sami spoglądajcie sobie na ręce. Kroku(ów) też Wam nie będę pilnował. W związku z powyższym przypomina mi się radiowa dykteryjka, jak jest różnica między panem prezydentem a panem premierem? Odpowiedź taka sobie: prezydent jest myśliwym, premier wojownikiem. To ja trafniej odpowiem: prezydent idzie po tropach a premier po trópach (za sprawą naszego kochanego prezydenta, dziś przed Polakami stoi dramatyczny wybór - albo ortografia albo kariera). Jedną praktyczną Rade(k) Ci dam: jeśli nie wiesz, jak pisze się „przenica”(!) nawet gdyby z tej a nie z pszenicy zrobiono piwo, to pisz żyto, bo żyto nie jest w Polsce wyjątkiem. Jeśli na inauguracji roku akademickiego Pan Prezydent ogłosił uczelnię Uniwersytetem Stefana Karola Wyszyńskiego, to i ortografię może zmienić. Nie na darmo powiedziano: „Teraz to my k... możem wszystko”. Wersja oportunistyczna: „Teraz to oni k... mogą nam...naskoczyć”. Link Zgłoś
Gość: jothagie O zagrożeniach odpalikotnych IP: *.dynamic.mm.pl 18.10.11, 07:42 zamknięty Ludzka próżność to spore zagrożenie i dla ideałów, wizji i dla działania. Piszę to po przeczytaniu pewnego wywiadu, którego ogólnopolskiej gazecie udzielił poseł ze „stajni” Palikota. Nie wiem, czy wywiad był autoryzowany, czy dostawili mu, co chcieli. Kuva mać! Szpetnie zaklął hrabia po francusku. Nie wolno tak obnażać Ruchu poprzez obnażanie siebie! Ujmijmy to może tak, że zostając posłem nie dostępuje się zesłania Ducha św. czyli wcale nie jest się mądrzejszym, lepszym, nie przybywa znajomości języków obcych i rozeznania w sprawach. Jest się takim samym człowiekiem, jak było się przed wyborem. Próżność osobista podpowiada natomiast, że jest to moment istotnego przepoczwarzenia, po którym... to my możemy wszystko, a oni mam mogą … naskoczyć. Próżność podnieca nas na widok mikrofonu, kamery, dziennikarza i łapie się każde 5 minut. Niestety, przysłowiowe „5 minut” miało już miejsce przez sam wybór, a reszta to czas, który tak wykorzystywany może działać na niekorzyść. Powiem Wam, widziałem to i mogę uwierzyć, że „ku...ki w oczach” to stan nie tylko psychiczny, ale i fizjologiczny w zderzeniu: elekt - kamera. Zanim jednak próżność się nasyci można zepsuć wszystko. Nie tylko sobie, ale i idei. I przeciw temu protestuję – nie przenoście nam Waszej chorej próżności na nasze wyważone życie ideowe. W końcu reprezentujecie nas... Zastanówcie się, czy my aż na tak głupich wyglądamy? Wdzięczny jestem Palikotowi za obudzenie mnie i wielu podobnie myślących, którzy szli do tego zestawu pomysłów z różnych stron własnego politycznego i społecznego przemyśliwania. Bardzo konsekwentnie uważałem się kiedyś za człowieka lewicy i albo się na tej lewicy nie znajdowałem osobowościowo, albo nie znajdowałem lewicy. Dziś wiem, że poszukiwałem ujścia dla swego umiarkowanego radykalizmu, który mieściłby się w ramach demokratycznego buntu przeciw brakowi postępu, rozwoju w stronę tych wartości, które niesie z sobą gospodarka rynkowa i „rynkowe” wolne społeczeństwo. Osiągnęliśmy pewien stan nadziei, że tak może być oddając swoje głosy na Palikota. Teraz jego ludzie nie mogą tego zepsuć. Niech milczą, jeśli na czymś się nie znają. Milczenie w ich przypadku, to nasze złoto. Tylko Jarosław dostał misję „ zbawiania”, ale to jest niezwykle wytrawny polityk, ale in on powiedział o kilku takich sprawach, które odebrały mu zwycięstwo. W jego przypadku prawdopodobnie był to zabieg celowy, ale działający w sposób, przed którym przestrzegam. Niech mówi Palikot. Dlaczego? PO lekceważy Palikota i szybko będzie na tym tracić. Jeśli PO będzie lekceważyć listę i dacie ku temu powody, to może tylko zyskiwać. Palikot punktuje ich rzeczowością i klarowną wizją. Platforma gubi się, bo do tej pory była przyzwyczajona do bełkotu PiSu. Palikot niech tylko mówi, bo skutecznie zrobić niewiele będzie mógł, a to już wystarczy, żeby PO, PiS PSL i SLD wyszły na próżniaczo - pasożytnicze elity polityczne. Jestem pewien, że nie wytrzymają tego napięcia, a niesiolizm ośmieszy je dostatecznie. Ten niesiolizm stał się własnością wszystkich elit politycznych, co Palikot uwypukli przez swoją rzeczowość. Dlaczego o tym mówię? W najbliższym czasie przekonacie się Państwo, jaki błąd zrobiliście głosując na Platformę. Z tego, co się dowiedziałem z warszawskich pomruków wszystko jest przygotowane, żeby to społeczeństwo udupić totalną inwigilacją łączności i systemów porozumiewania się. GW i chwatit! Za listek figowy, może za element odwracający uwagę ma posłużyć Ruch Palikota, a dokładnie jego ludzie. Zlecone jest poszukiwanie wszystkich wiadomości na temat kandydatów i posłów. Zaangażowani są również dziennikarze. Totalna inwigilacja i dobowa „zbiórka moczu”. Do czego? Przykładowo do obowiązkowej inwigilacji internautów (dokumenty wszystkie przygotowane). Internet przestanie pełnić parę funkcji. Inne tematy, jak kataster, środki transportu też już są opracowane. Chciałeś Grzegorzu Dyndało, to masz... A w tym czasie full serwis wiadomości prawdziwych i zmyślonych na temat listy Palikota. Dowiecie się, że były ksiądz przeleciał obecną zakonnicę, ale ani śladu rzeczy, które zagrażają społeczeństwu. W świetle tego mam pytanie do tej listy: to po co do cholery się podkładacie? Zatraciliście instynkt nie tylko polityczny, ale i samozachowawczy? P.S. Tylko na marginesie: Bardzo mnie to śmieszy, jak A. Kwaśniewski ostrzega SLD przed zmarginalizowaniem, a przecież w duecie z L. Millerem rozkładali lewicę jak to tylko możliwe. Moim zdaniem trzeba skończyć z pitoleniem w stylu Napieralskiego i podobnych mu strategów władzy jako takiej, a także z józioleniem w stylu Oleksego i wrócić do lewicowego zestawu idei i skonstruować z tego obraz lewicowego społeczeństwa na lata kryzysu i wychodzenia z kryzysu. Na ewentualne lata prosperity lepiej nic nie planować, bo to nie jest dobry czas dla społeczeństwa, żeby nim rządziła lewica. Liczyłbym również na to, że w żadnym gronie decyzyjnym partii lewicowej nie pojawią się nazwiska związane z PZPRem czy SB a agenci dawnych WSI też ograniczą swoje apetyty. Już wystarczy tej podprogowej roboty, która degeneruje nawet świeżą, zdrową tkankę partyjności. To jednak nie jest moim problemem i zupełnie nie wiem, dlaczego to piszę... Może dlatego, że byłem tam kiedyś. Przyrzekam jednak, że jak zacznie się kształtować coś nowego, to ja bez słowa krytyki będę się temu życzliwie przyglądał. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: O zagrożeniach odpalikotnych IP: *.olsztyn.mm.pl 18.10.11, 08:01 zamknięty Obawiam sie ze nad znawca polityki naszych elit roztacza sie widmo totalnej politycznej pomylki o ktorej ostrzegali go najglupsi z najglupszych. Wypada miec nadzieje ze byli agenci SB masowo zasilajacy szeregi Paliknota nie dopuszcza do takiej kompromitacji. Moze wywalcza zdjecie krzyza tu albo tam zeby moznabylo powiedziec ze wybor Paliknota to bylo jednak dobre posuniecie. Link Zgłoś
Gość: jhg Pytanie do fachowca IP: *.dynamic.mm.pl 18.10.11, 08:52 zamknięty U Szekspira brzmiałoby to tak: Robić kupę albo nie robić, oto jest pytanie./Jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą/Znosić pociski zawistnego trolla/Czy też, stawiwszy czoło morzu nędzy,/Przez opór wybrnąć z niego? W związku z wizytami w tym wątku pewnego typu ludzi, choć wiem, że jest to jeden osobnik o wielu nickach, bo na człowieka mi on nie wygląda, mam pytanie z zakresu kryminalistyki. Jak nazywa się zboczenie (i czy to jest zboczenie?), że osobnik pozostawia swoje ekskrementy na miejscu, np. zbrodni. Przyjrzałem się temu w historii tego wątku i ta przyjemność wyrażana słowami, specyficznym zestawem wyrazów coś mi takiego przypomina. Cóż, kiedy zapomniałem, jak to się nazywa... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Pytanie do fachowca IP: *.olsztyn.mm.pl 18.10.11, 09:22 zamknięty Wbrew pozorom nie jestem zawistny. Nie traktuj tego tak powaznie, no chyba ze uwazasz ze pisanie na forum to wielka sprawa. Moim zdaniem jest dokladnie odwrotnie. :) Link Zgłoś
yadol Re: Pytanie do fachowca 18.10.11, 10:00 zamknięty Gieniu drogi, nie możesz pisać tu, nawet na tak niepoważnym forum , że większość posłów Palikota to agenci, bo to już nie jest niepoważne tylko wali kecawą, czyli wybacz jest chlapaniem odchodami Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Pytanie do fachowca IP: *.olsztyn.mm.pl 18.10.11, 10:21 zamknięty A wiesz ze niektorzy byli agenci moga byc duzo bardziej uczciwi niz nie jeden "zwykly" posel? Link Zgłoś
Gość: Aeystan Re: Pytanie do fachowca IP: *.torservers.net 18.10.11, 10:33 zamknięty Gienku, ja tam nie będę, jak Yadol, bawił w uprzejmości. Trollu piep...y, czep się drzwi od stodoły. Chwilowo nie ma na nie zapotrzebowania w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Może pofruniesz, albo odlecisz... Pobaw się trochę w zagniazdownika, przynajmniej na czas wietrzenia forum. Link Zgłoś
Gość: mk Re: Pytanie do fachowca IP: *.ip.netia.com.pl 18.10.11, 10:28 zamknięty A skąd tam Gieniuchna. Przecież Twoi przywódcy intelektualni to jak nie etatowy SB-ek to pedał albo inny nieszczęśnik, któremu wiecznie coś spadywuje. A gdyby co, to nie bierz tego poważnie, bo każdy przecież może być za albo nawet przeciw ;) Brak mi słów na tępotę, jaką tu odstawiasz. Link Zgłoś
Gość: jothagie Płyniemy Palikotem IP: *.dynamic.mm.pl 19.10.11, 09:01 zamknięty Taki dziwny traf, że wczoraj trzykrotnie musiałem się „spowiadać” z tego, co sądzę o awanturze o krzyż. Nie lubię tego sporu, bo gdzieś w podtekście zawsze wychodzi ludzka głupota i nietolerancja z jednej i z drugiej strony. W sporze tym nie da się również tolerować sensu absolutnej słuszności, której pożądają obie strony. Patrząc z boku, to krzyż w sejmie wydaje się być religijno – politycznym łajdactwem i niczym więcej. Cóż więc tu mówić? Dokopywanie się zaś do tego nie należy do najprzyjemniejszych rozumowań, tym bardziej, że denerwuje mnie lekceważenie prawa, które w sprawach światopoglądowych jest, po prostu, martwe. Pierwszy głos na życzenie znajomego księdza, który był poruszony samym faktem naruszenia sejmowej równowagi światopoglądowej. Zastosowałem czysto „prawicowe” rozumowanie: Czy powiesiłbyś krzyż w burdelu? Nie, stanowczo odpowiedział. A sejm to nie jest burdel? Może tylko Kamasutry nie stosują... ale występują tam znane rodzaje prostytucji. Czy nie jest więc właściwym miejscem dla krzyża kościół, gdzie ludzie przychodzą w określonym celu i spodziewają się go tam ujrzeć? Mój rozmówca nie umiał też odpowiedzieć, dlaczego godła Polski nie umieścił w ołtarzu czy nad nim. W tym wypadku poszło łatwo. Trudniej natomiast miałem z emerytowaną nauczycielką, której nie szło wytłumaczyć, że to wcale nie jest ta chwiejna równowaga światopoglądowa, ale normalny dyktat urzędników Pana B. I chyba poniosłem klęskę. Doszedłem więc do wniosku, że Kościół stoi takimi moherami. To jest gatunek odporny chyba także na bombę atomową. Tak dochodzę do wniosku, że Wałęsa to ma trochę racji mówiąc, że Kościół poprzez swój upór trwania za Toruniem, staje się prowokacją wobec społeczeństwa. Sukces natomiast, wracam do wątku, odniosłem u mojej sąsiadki, której udało mi się potwierdzić, że jest to typowy spór o dwie deski. Śmierć Jezusa wiąże się się z jednym krzyżem, którego nie ma. Pozostał tylko jako symbol wiary. Symbol psychiczny bez potrzeby ucieleśniania go z byle deskami. I o takie symbole nie toczy się walki, bo one są, albo ich nie ma. Sejm dobitnie pokazuje, że jeśli krzyż istnieje na ścianie, to niekoniecznie w świadomości posłów, czego dowodzą niemal codziennie. To tylko skłonność do bałwochwalstwa każe nam uwielbiać przedmioty. Sąsiadka - powiedziałem - to czymże jest Twój Bóg, jeśli bez takiego symbolu nie potrafisz być człowiekiem? Sąsiadka wreszcie odważ się, zapnij pasy, włącz myślenie... Nie przeczę, że w nagrodę zostałem poczęstowany wyśmienitą herbatą z USA. Opowiedziała mi przy tym, co proboszcz wyczynia w kościele. Pod wpływem tych opowieści zrodziła się we mnie wątpliwość, że humanizm bez Boga, przy braku nawet minimalnej kultury demokratycznej naszych duchownych, to jednak bardzo ryzykowny eksperyment na żywych organizmach. Dlatego dobrze, że Palikot trafia do ludzi młodych. Oni lepiej radzą sobie z dostosowaniem dwustronnym myślenia i rzeczywistości. A propos, Panie Wałęsa, o take Polske Pan walczył? Szkoda, że zadania Palikota ugrzęzną w jednym problemie, problemie krzyża. Wiąże się z tym parę niebezpieczeństw. Pierwsze, wynika z nierozwiązywalności problemu jako takiego. W temacie tzw. „jaja” muszą zadecydować, a takich brak w tym faryzejskim kraju. Kościół przez brak stanowczości bardzo dużo stracił, że z Krakowskiego Przedmieścia w porę nie zabrał krzyża, teraz będzie podobnie. Kościół nie ustąpi, choć ustawicznie będzie tracił na znaczeniu i będzie przyśpieszał proces sekularyzacji przede wszystkim społeczeństwa. Kościół nieświadomie działa na rzecz oswajania się społeczeństwa z „humanizmem bez Boga”, z czego na razie nie zdaje sobie sprawy. I tylko dlatego, że nie rozumie, iż rzecz dotyczy tylko instytucji życia publicznego. Nie ma przecież nawet paradygmatu (np. w rozumieniu Thomasa Kuhna) mówiącego, że krzyż powinien gdzieś wisieć, stać, być widoczny. Jest tylko subiektywna potrzeba. Raz jest, raz jej nie ma. Jest dla jednego a drugiego nie. I nie wolno subiektywnej potrzeby czynić normą dla wszystkich. Drugie, problematyki jako politycznego paliwa wystarczy na jakiś czas zaledwie. Można się na tym przejechać jak SLD i zniknąć wraz tematyką. Stanie się to rodzajem współczesnego „oburzenia” - kraj ukrzyżowany w każdym zaułku a społeczeństwo świeckie, bez ideologii i przywódców, a de facto pozbawione motywacji religijnej. Po prostu skansen. Czym życie uzupełni pustkę? Może Nergal, ale czy ambicjonalnie tego chcemy? W takiej sytuacji Palikot z oświeconym humanizmem i racjonalizmem może się już nie przebić. I wtedy, jak w dawnym ZSRR, będziemy zaczynać od czarów... (widziałem za Uralem). Poruszę jeszcze nieuświadamiane konsekwencje tego, że płyniemy Palikotem. Sam poruszyłem kiedyś wątpliwość, czy Palikot to aby nie poprawka służb specjalnych. Nie mam oczywiście na to żadnych dowodów. To tylko jedno z przypuszczeń. Teraz pojawiają się inne wraz z pojawieniem się „obok” Urbana, Michnika, stacji telewizji i radia. Otóż, Szanowni Państwo, my jesteśmy potrzebni Palikotowi, żeby zrealizował te idee, które nam przedstawił. On nam jest potrzebny w tym samym celu – żeby to zrealizował. Pamiętajmy jednak, że Palikot to mądry człowiek, inteligent i łatwiej mu wywieźć nas w pole, niż jakiemuś półinteligentowi, dlatego obowiązuje zasada jak na zawodach pływackich – płyniemy z nim i nawet jego stylem, ale przyglądamy się faworytowi. Będzie sporo czasu, żeby konsekwencje przewidzieć i dać sygnał do odwrotu, ale umówmy się, że dopiero przed wyborami. Teraz gromadzimy wiedzę na „tak” i na „nie”. P.S. Sądzę, że czas ogłosić koniec bylejakości w życiu społecznym. W każdej pojawiającej się sprawie podejmować szybko decyzje. Takie lub inne i szykować się na konfrontację wyborczą za 4 lata. Tak jest uczciwie i nas to włączy do obserwacji i świadomego wyboru, linii i kierunku, przede wszystkim. Ludzi też pamiętajmy, ale czas, żeby zacząć wyłączać z życia nieprzydatne ideologie. I niech wreszcie wybierze nieogłupione społeczeństwo. Jest nadzieja, że teraz już trudniej będzie je ogłupiać. Jest taka amerykańska (dokładnie żydowska) zasada, że mniejszość dobrze zorganizowana powinna trzymać za mordę niezorganizowaną większość, po naszemu przypadkowe społeczeństwo. Dlatego przyjęło się, że 12%wa mniejszość katolicka w USA decyduje o obrazie państwa jako katolickiego. I to jest ten wzór dla naszych duchownych i ich moherów, ale czy to już rozdzielone, że mniejszość żydowska będzie trzymać przynajmniej 60% bogactwa kraju? Dlatego obowiązkowo patrzmy, czy konflikt społeczeństwa z Kościołem nie jest wykorzystywany do ucierania się tego podziału... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Płyniemy Palikotem IP: *.olsztyn.mm.pl 19.10.11, 10:47 zamknięty Wlasnie dzis w Radiu Olsztyn mowiono ze mamy w kraju ok 300 koncesjonowanych zawodow. W Szwecji takich zawodow jest 90 a w Estonii 20. Oznacza to nie tylko ze losy zawodowe wielu mlodych wyksztalconych ludzi znajduja sie w rekach urzednikow ale z uwagi na reglamentacje uslugi wynikajace z tych zawodow sa drogie a na tym cierpimy juz bezposrednio my. Urzednicy owi z pewnoscia nie sa czarnymi ale pewnie wisza u nich w gabinetach krzyze. No i Palikot zajmuje sie owymi krzyzami i moim zdaniem bedzie sie nimi zajmowal z upodobaniem. Wedlug mnie to zwykle bicie piany Link Zgłoś
edico Re: Płyniemy Palikotem 19.10.11, 11:46 zamknięty Co ma wspólnego ilość zawodów wyliczanych w Radio Olsztyn z jakimś krzyżem wiszącym w knajpie? Czyjaś symbolika nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia, bo co wynikało z tego, że np. krzyże były malowane na hitlerowskich czołgach? Jakie znaczenie dla zająca może mieć obsikiwany teren przez wiewiórkę? Link Zgłoś
akant_ol Re: Płyniemy Palikotem 19.10.11, 10:48 zamknięty Mam nadzieję, że w niedługim czasie sytuacja może się zmienić diametralnie. Wyniki akcji "Młodzi głosują 2011" dały 36 % dla RP Palikota. Tylko nieco ponad 5% mniej niż PO + PiS razem razem wzięte. W ten sposób zarysowuje się prognoza na przyszłość wynikająca z preferencji młodzieży po latach religijnej młócki po szkołach. To znak że nadchodzą zmiany i nie pomogą tu żadne zaklęcia czy przekonywania, że to z przekory czy jakiegoś żartu. Młodzi są nie tylko lepiej wykształceni od babć uprawiających tańce i balety pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, ale mając zdecydowanie lepszy zmysł obserwacyjny nie dają się nabierać na obietnice bez pokrycia czy bajki. I nie ważne jest tutaj, czy to będzie przewodził Palikot czy też kto inny. Ten obudzony z letargu bajek ostatniego 20-lecia ruch będzie się rozwijał i rozszerzał. Osobiście bardzo wątpię, by młodzież chciała spokojnie patrzeć, jak z Polski robi się katolicki Iran. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Płyniemy Palikotem IP: *.dynamic.mm.pl 19.10.11, 11:14 zamknięty Mogę tylko dodać to, czego nie widać, żeby zapobiec płytkiemu spojrzeniu na Palikota. Jego fachowcy rozważają problem natury gospodarczej i jakby powrotu do „Wilczka”. Teoretycznie, bo nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A problem jest następujący: Jeśli przed 23 grudnia 1988 roku wystarczyło anulować 40 ustaw, to dziś trzeba ich anulować 200.Taka jest skala upadku prawa gospodarczego. Specjaliści siedzą i łamią głowę. Tak więc nie jest to tylko kwestia krzyża... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Płyniemy Palikotem IP: *.olsztyn.mm.pl 19.10.11, 11:30 zamknięty Jak Palikot bedzie powracal do Wilczka to bedzie naprawde cos. Trzymam bardzo mocno kciuki zeby to byla prawda. Link Zgłoś
edico Re: Płyniemy Palikotem 19.10.11, 11:44 zamknięty Po rozbiorach otrzymaliśmy w II RP trzy systemy podstawowe prawne nie wspominając już o pozostałościach po Księstwie Warszawskim i szeregu innych różnych prawach i przywilejach nadawanych miastom czy terenom przez generałów różnych wojsk maszerujących przez nasz kraj. W ciągu 5 lat system ten został uporządkowany i szereg rozwiązań stało się niedoścignionym wzorcem do dnia dzisiejszego. W latach 70-tych funkcjonująca wówczas Komisja Legislacyjna naliczyła 40 tys. sprzeczności w obowiązującym ustawodawstwie i później przestała już liczyć. Dzisiaj nie sądzę, by mogło być lepiej, o ile nie jest gorzej. Losy komisji Palikota wyraźnie wydają się świadczyć o tym, że brak jest woli politycznej do uporządkowania systemu prawa i sprzeciw, jaki niesie za sobą Ruch Palikota jest jak najbardziej uzasadniony zarówno ze względów społecznych jak i prawnych. Oczywiście, że trzeba się liczyć, iż środowiska korzystające z takiego stanu rzeczy będą rzucały wszelkie kłody pod nogi dla utrzymania istniejącego status quo łącznie z dążeniem do zabezpieczenia swoich interesów. Nadzieja jest w młodych, którzy nie mając nic do stracenia, wyczyszczą tę stajnię Augiasza zmieniając to państwo partyjne na państwo społeczne. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Płyniemy Palikotem IP: *.dynamic.mm.pl 19.10.11, 12:03 zamknięty Drogi Edico! Zapewne pamiętasz przypadek Jerzego Hausnera, jak to urzędnik odfuknął ministrowi: ''Ministrowie przychodzą i odchodzą a my zostajemy''. Dlatego poradziłem Palikotowi, że musi się uzbroić najpierw w projekt złamania kręgosłupa biurokracji - to jest conditio sine qua non. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Płyniemy Palikotem IP: *.olsztyn.mm.pl 19.10.11, 12:54 zamknięty Osobiscie watpie zeby Palikot chcial walczyc z biurokracja. Ale tez musze przyznac ze bardzo bym chcial sie mylic bo tak szczerze mowiac to jezeli juz ktos ma w tym Sejmie walczyc z ta polska gangrena to tylko i wylacznie on. Reszta partii - jezeli juz - to bedzie w tym wylacznie przeszkadzac. Dlatego czekam z niecierpliwoscia kiedy Palikot zajmie sie urzedasami, krzyz niech sobie zostawi na deser. Link Zgłoś
edico Wyrosło nam pokolenie JP III 23.10.11, 23:01 zamknięty Tym razem może bardziej do tytułu postu, niż jego zawartości, aczkolwiek i tu przy odrobinie dobrej woli możemy znaleźć pewne analogie. Mieliśmy jeszcze nie tak dawno mieć w kraju zapowiadane potężne pokolenie JP II. A że historia nie lubi próżni, w przeszłości no. miejsce Wikingów zajęli inni żeglarze a w naszym konkretnym wypadku pokolenie Palikota. Tak właśnie niektórzy komentują popularność Janusza Palikota wśród najmłodszych wyborców. Jeszcze inni rozglądając się dookoła ze zdziwieniem szukają odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że po ponad 20 latach religii i indoktrynacji w szkołach, wyrosło w Polsce pokolenie antyklerykałów. No właśnie, jak? Każdy z nas ma swoje spostrzeżenia i doświadczenia w tej sprawie i uzasadnienie przyczyn takiego zjawiska nie nastręcza wielkich trudności. Ale to jest tylko nasze subiektywne zdanie, które wcale nie musi oddawać pełni odczuć tych najbardziej zainteresowanych tym tematem, a więc samych uczniów, które mogą byś niezwykle interesujące chyba dla wszystkich borykających się w mniej lub bardziej udany z tym problemem tzw. "Wolnej Polski". A wygląda to mniej więcej tak: "Lekcje religii w mojej szkole? Ogólnie luz – opowiada 17-letni Jacek, uczeń liceum w wielkopolskim Turku. – Ostatnio koleżanka miała referat o aniołach. Dzieliła je na grupy, tłumaczyła, jakie miejsce zajmują w anielskiej hierarchii. Fajne, ale dużo większe zainteresowanie było na referacie o szatanach. Z tamtej lekcji Jacek zapamiętał, że opętanie jest wtedy, gdy dusze zmarłych często wchodzą w ciała krewnych i nie chcą ich opuścić." Więcej: www.wprost.pl/ar/266965/Jak-przespac-religie/ Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mentorzy jedynie słusznej racji traktując w dobie internetu młodych ludzi jako bezkształtną masę podatną na ulepienie z niej nawet najbardziej niedorzecznej figury, ponieśli sromotna porażkę na własne życzenie zakładające niemożliwość samodzielnego myślenia młodzieży szkolnej. W tym miejscu bez wchodzenia w merytoryczne aspekty tego zagadnienia, aż się prosi przytoczenie słowa Juliana Tuwima - "Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające.". Pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: jothagie Myśli nie dające się uczesać IP: *.dynamic.mm.pl 20.10.11, 07:43 zamknięty Nurtuje mnie problem narkotyków, które znalazły się w „zestawie Palikota”, jako obiecane. Dokładnie chodzi o narkotyki miękkie, typu marihuana. Niestety, UE pójdzie w innym kierunku. Osobiście jestem bardzo wrogo nastawiony do wszelkich używek psychoaktywnych, ale pragmatyzm każe mi się zastanowić nad paroma problemami, które prowadzą do restrykcyjnego stosunku wobec nich (zawsze ludzi). Zastanowiłem się również nad planem Palikota. A oto niektóre korzyści: Po pierwsze, eliminacja mafii, które rozprowadzają specyfiki z olbrzymim niekontrolowanym zyskiem, że tylko na aspekt ekonomiczny zwrócę uwagę. Z tym bezwzględnie trzeba zrobić porządek. Nie tylko chodzi o uszczerbek dla skarbu państwa – chodzi o negatywny wpływ przestępczych fortun na świadomość społeczną. Znamy marzenia młodych ludzi w krajach południa: być przyjętym do mafii. Mafia to też pracodawca i może nawet lepszy, ale jest to konkurencja dla państwa. Nie załatwiajmy sprawy powierzchownie – gdyby polityka karno - restrykcyjna mogła załatwić problem, to by to dawno załatwiła. Powiedzmy szczerze, że o pieniądze również tu idzie, bo one nie mają udziału w likwidacji szkód (terapie). Po drugie, naturalna selekcja ludzi. Powiem coś strasznego, ale przecież to jest spojrzenie realisty. Obecny system eliminuje ludzi niezależnie od tego czy są zdolni, silni i wartościowi. Nie daje im szans, pracy, perspektyw. Narkotyki, w tym również miękkie, tu nie ma się co oszukiwać, eliminują ludzi (nie wszystkich, to prawda) słabych, podatnych, ale wielu czynią ostrożnymi. To co jest lepsze? Kiedy państwo niszczy wszystkich równo, czy obywatele decydują, co zrobią ze swoim życiem? W demokracji musi istnieć wybór dla dorosłych. Musimy także uczyć się chronić nasze dzieci. Co osiągnęliście słuchając w tej sprawie duchownych? Religia do szkół a młodzież do Palikota... Wystarczyło jedno pokolenie a zachwiano tysiącletnią tradycją. A tak w nawiązaniu do problemu wszelkich narkotyków, to żałuję, że niewiele ludzi rozumie potrzebę tzw. likwidacji szkód. Jak ja przez to rozumiem? Mimo restrykcyjnej polityki, ilość uzależnionych rośnie, w tej liczbie również liczba osób straconych, czyli po wielu podjętych bez skutku próbach terapeutycznych. Oni już nie wyjdą z nałogu. Zafundujmy im leczenie substytucyjne lub też dożywanie bez strachu i lęku o możliwość zdobycia narkotyku. Po prostu, zarejestrowanym narkomanom stwarzajmy sytuacje lokalowe, gdzie będą mogli dostać za darmo strzykawki, a nawet narkotyk. Myślę również o ośrodkach terminalnych. Może macie pojęcie, a może nie, czym dilerzy wykańczają tych uzależnionych, którzy nie rokują pewnego dochodu. To jasne, że ja doskonale wiem, iż w kraju są ważniejsze problemy. Z tego jednak, co się rozeznałem w związku z planem studyjnym dla Palikota, to istnieje możliwość bez kosztowego przeorganizowania całego problemu z pożytkiem dla wszystkich i bez udawania zaciekłości w gonieniu za jakimś proszkiem czy paroma listkami. Nic mnie tak nie denerwuje w sprawie, jak działania pozorne. Wielką i spektakularną akcją zlikwidowano publiczną dostępność dopalaczy, a ja, który wychodzi z domu tylko przy sprzyjających warunkach wiem, gdzie można się w to świństwo (tak, bo również wiem, co tam jest) zaopatrzyć. Wystarczyło latem przez otwarte okno wysłuchać, gdzie się podwórkowa żulia zaopatruje. U nas, jak wszyscy wiemy, ale nie mówimy o tym, nie ma problemu narkotyków, jest tylko problem dziecinnego do nich podejścia. Zdziecinnieli politycy, którzy prawo ustanawiają, zdziecinnieli wykonawcy bezsensownego prawa, zdziecinnieli urzędnicy, bo z głupotą jest im zawsze do twarzy, a dzieci biorą narkotyki. Ludzie! Zechcieli nas tresować jak barany, to wyszło to, co wyszło. Zachciało się moralności zamiast demokracji, to mamy potwora bez mózgu, ale ważne, że z rytualnym krzyżem na każdym członku składowym tego cyborga. A już zupełnie poza planem Palikota uwaga natury „in statu nascendi”: Zamiast straszenia i pouczania społeczeństwa zaczyna realizować się intuicyjny odwet – postraszymy polityków i pouczymy ich mentorów. P.S. Szanowni Państwo! Na poważnie, ale z pewnym uśmieszkiem przyjąłem akcję „oburzonych”, a już poważnie zasmucił mnie Rzym. Kocham to miasto. Chcę jednak powiedzieć, że ja jestem oburzony już wiele lat, choć specjalnie nie obnosiłem się z tym, bo koniecznie chciałem uniknąć etykietki frustrata czy malkontenta. W odróżnieniu od tych młodych ja świadomie przeżyłem rok 1968, a potem świadomie odwracałem się od wszystkiego, co było kłamliwe. Niestety, płaciłem za to, bo chwilami zostawałem sam i w sztucznie trudnej izolacji. Teraz niewiele mogę pomóc, bo każdy osobiście musi swoje sińce po pałce przeliczyć na swój patriotyzm, ale radzę iść w stronę Palikota. Gdyby coś niewłaściwego, to będę ostrzegał, ale póki co, nie mamy innej możliwości. Panie Januszu! Demokracja demokracją, ale część władzy warto zostawić dla ludu. Niech Pan o tym pomyśli. Może więcej demokracji bezpośredniej? Może coś wydzielić z tej sitwy wszelkich szczebli? Może więcej społeczności zarządzających mniejszymi "kawałkami"? Może prawnie uwalić te sitwy, które nie są zainteresowane własnym osłabieniem? Powiaty koniecznie... Wyeliminujmy wreszcie państwo jako łup wyborczy. Niech państwo będzie własnością jego obywateli a nie, psujących się i wszystko wokół, elit. Wiem, że zbliża się zmierzch bogów (Hans Herbert von Arnim - "Europejska zmowa"), ale kiedy to będzie? Staję się niecierpliwy, bo czasu mam co raz mniej. Link Zgłoś
Gość: jothagie Co kogo boli wśród kiboli? IP: *.dynamic.mm.pl 21.10.11, 08:01 zamknięty Mam ochotę zapytać kiboli, kto ostatecznie wyszedł na matoła? Jakoś nie śledziłem szczegółowo wyników... A przecież mieliby szansę gdyby opowiedzieli się za Palikotem i zechcieli w sporcie uznać wyższe racje, czyli racje samego sportu, czy rozmiłowanych w nim ludzi. Kochani Kibole! Czas Rejtanów minął. Dziś nie są to czasy heroiczne – wystarczy spokojnie opowiedzieć się za swoją racją i czekać. Wystarczy ową rację opowiedzieć właściwemu człowiekowi. Niczego nie da się przyśpieszyć innymi metodami, niż naszą konsekwencją i długofalowym sprzeciwem. Zachęcam w związku z tym do rozważania wszystkich racji. Decyzję podejmujemy przecież raz na jakiś czas. Dochodzę do wniosku, że i w tej sprawie jest potrzebny jakiś Palikot. Choć nie jestem aktywnym zwolennikiem sportu, to od lat czuję smród dochodzący z aren. I wcale nie jest to zapach wysiłku, ale kombinacji, których nawet nazwać nie potrafię. Cóż, ostatni raz, jako miłośnik sportu, byłem na stadionie (Śląsk – Wrocław), bodajże wiosną 1972 roku i pewnie straciłem rozumienie tego, o co tam chodzi. Być może po wypiciu tych trzech piw, które jeszcze wtedy można było wypić na meczu. Wtedy jeszcze problemem nie było picie piwa na stadionie, ale zdobycie dobrego piwa. Awanturę na stadionie widziałem pierwszy raz w telewizji (Heysel – Juventus c. Liverpool i 39 ofiar śmiertelnych) i do dziś do tego obrazu tylko dokładam negatywy sportu. I pomyśleć, że Juventus wtedy wygrał (1:0) a jego kibice wcześniej polegli. Interesy tych dwóch „instytucji” stały się rozbieżne. I tak pozostało, niestety... Żeby nie być zwykłym pustakiem w sprawie, to powiem, że mam na ten temat jakieś poglądy. Uważam, że nasze państwo stać na to, co nas reprezentuje, w tym np. na dyscypliny olimpijskie. Państwo również powinno być stać na sport masowy, szczególnie dzieci i młodzieży, bo ma to związek ze zdrowiem społeczeństwa. Resztę widzę jako dyscypliny sponsorowane lub komercyjne. Wróćmy jednak do tego, co ja, laik, uważam za granicę demoralizacji sportu i otoczenia. Otóż był nim ten klasyczny liberalizm, który od kolesi, poprzez Balcerowicza trafił do nas. Trafił do sportu, a więc mógł się realizować bez przeszkód, czyli bez płaczu i buntu społecznego. Najpierw zorganizowali się bankierzy i finansiści typu PZPN. Następnie klasa średnia, typu sędziowie, działacze, administracja, później dobrze opłacani zawodnicy. W najgorszej sytuacji pozostali kibice, którzy przy takiej dowolności zorganizowali się również w grupę finansową. Innymi słowy, ciemne interesy ze wszystkich stron weszły do sportu. W którymś momencie okazało się, że to doświadczenie z pełnym liberalizmem i tu nie udało się – potrzebna jest interwencja państwa, niestety, z kodeksem karnym. I jak to w takiej sytuacji bywa uderzono w najsłabszą mafie – kibiców (słowo „kiboli” jest bardziej adekwatne). Wszyscy źle wyszliśmy na eksperymencie z liberalizmem, tym poza kontrolą społeczną, a powrót do normalności jest szalenie trudny, bo przecież wolność to bardzo pociągająca sprawa, ale zło i krzywda lubią się podpiąć do tego, co pociągające. Tak stało się również w sporcie, gdzie dodatkowo nie brakuje lekkoduchów, którym spodobało się lekkie i dostatnie życie. Jeśli komuś udaje się tak żyć, to ja nie jestem jego wrogiem, ale uczciwości domagam się po równo od wszystkich. Nie wiem, czy jeszcze trafię jako widz na sportowe areny, ale chciałbym tam czuć się bezpiecznie, komfortowo i bez poczucia, że uczestniczę w czymś z gruntu nieprawdziwym i oszukanym. Wszystko jedno przez kogo. Ideałów greckich typu kalos kai agathos (καλὸς κἀγαθός) – platońskiej kategorii etyczno-estetycznej nie spodziewam się spotkać, ale istota uczciwej rywalizacji jest jakby wpisana w pedagogikę życiowych wysiłków. Ja też walczę, wzmagam się, wprawdzie już tylko o przetrwanie, ale chciałbym mieć wzory, że inni robią to jeszcze piękniej. Moim sportem jest już tylko życie i jestem na tak ostrym wirażu, że koła nie mogę wyprostować, ale kocham ten „żużel”. P.S. A jednak... Po pierwszej kampanii polskiej znany z dziadka. Po kampanii wschodniej jako MAK Donalds. Po drugiej kampanii polskiej rozsławiony jako Matoł Zwycięzca. Nie mam więc dalszych pytań... Kibole! Dobrze więc, że Wasz głos nie dał nikomu zwycięstwa, bo byłby nieszczery w jakiejkolwiek sprawie, dotykającej bezpośrednio sportu. Lepiej, że został zmarnowany i nikt się do otrzymania takiego ”podarunku” nie przyznaje. Jest czas, żeby sprawę ponownie przemyśleć. Za cztery lata może i my u Palikota będziemy mieć jakieś skromne rozwiązanie. Zachęcam do interesowania się nami. Rozwijamy się szybko, więc może i do sportu dojdziemy, choć do przyjemności należy współpraca ze środowiskami funkcjonującymi prawidłowo. Tym nie zamierzamy w niczym się narzucać, a tym bardziej ich ograniczać. Chcącemu dobrze nie powinna się dziać krzywda. Wiadomość z ostatniej chwili i nie na temat: Sejm trafi w dobre ręce – anatomopatologa. Czekamy na protokół posekcyjny. Może w nim wyjdą choroby, które zżerają naszą demokrację... Pierwsza to pewnie choroba uników. Czekam również na wiadomość o 300 mld euro zapowiadanych w kampanii wyborczej... Tego nie popuszczę w imieniu tych wszystkich naiwnych, którzy nie dotknęli a uwierzyli. Gratuluję tym wszystkim, którzy zrozumieli sens podnoszenia tematów politycznych na forach. Zrozumieli, że sens takiego dziennikarstwa polega na informowaniu i alarmowaniu. Wszystko inne (trollowanie, złośliwości, wyrażanie się w podłości) to zwykła strata czasu. Link Zgłoś
Gość: jothagie Uwaga, wypowiedź sponsorowana! IP: *.dynamic.mm.pl 22.10.11, 08:40 zamknięty „Naiwnym jest przekonanie, że z krzyża będą wynikać działania szlachetne. Tak nie było, nie jest i nie będzie. Lepiej niech krzyż legitymizuje działania szlachetne i będzie tyko tam, gdzie takie już występują. To na pewno nie jest sejm. Ale w ten sposób to moglibyśmy krzyż wyprowadzić także z kościołów, gdzie nabożeństwa odprawiają np. pedofile, alkoholicy, ludzie pazerni i nieuczciwi. Jak to się dzieje, że taką dyskusję zamiast na Boga, Pismo św., Kościół kieruje się na kler, bo przecież tylko z tego się tłumaczy”. Wypowiedź powyższa pochodzi od mojej żony i jest związana z pewnym warunkiem. Jeśli ją umieszczę, to nie będę musiał nic robić przy śniadaniu (ciekawe, jaka wyjdzie kawa z ekspresu...). Owszem, robi doskonałe niewadowickie kremówki, ale „pokropić” ich nie pozwoli... Twierdzi, że jest to osiągnięcie świeckiej myśli kulinarnej. A niech tam, zjem dziś śniadanie z żoną (wszelkie analogie Miller – Tusk wykluczone). Ode mnie: W sprawie SLD i ostatnich przepychanek na „górze” powiem tylko tyle, że Pani Szczepkowska, w tej pierwszej wersji – nie ta od Lupy – pilnie potrzebna na ogłoszenie wiadomości dawno oczekiwanej. Choć nie wiem, czy gest teatralny w spektaklu Lupy nie oddaje lepiej społecznego stosunku (przepraszam za kolokwializm) do tej partii. Dlaczego poświęcam uwagę tematowi, który moim nie jest? Otóż, w obecnym SLD, jak w pigułce, zamknięta jest istota polskiej demokracji – nie ma dobrego wyboru. I którekolwiek wybory macie Państwo na myśli, to ten fakt nas dręczy, dlaczego dane nam jest wybierać między dżumą a cholerą. I to upokarza ten dumny naród, a ci którzy nie godzą się na to upokorzenie rezygnują z takiego wyboru. Ciekaw jestem, czy ktoś jeszcze pamięta jak Młodzi Demokraci w 2003 r. krzyczeli pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów: "Miller Ty ciulu! Skończysz jak Ruskie w Kabulu!” Cóż, może łatwiej będzie wytłumaczyć więzienia CIA... Jedno trzeba bezstronnie przyznać, że wewnętrzny kompas to on ma. Nie zauważył jednak, że nastąpiło przebiegunowanie. Jaki scenariusz? Sądzę, że tylko jeden jest możliwy – sojusz z PZPN i czekanie, kiedy gajowy Tomaszewski pogoni to towarzystwo. Jeśli Pan Janek tego nie zrobi, to ktoś zrobi wszystko, by rana, pt. „Rywin” zabliźniła się w sposób naturalny. Po Olsztynie natomiast gruchnęła wiadomość, że do pewnego szpitala na ul. Wojska Polskiego przyjęto na stałe Maximilien Robespierre'a, w związku z czym, w tym kierunku mogą następować przemieszczenia ludzi "ancien régime'u". P.S. Patrząc na ostatnie wydarzenia w PiSie odnoszę wrażenie sektowości tej partii. Najlepiej pasowałaby sekta typu religijnego. Jest główny kantor i są konsekrowani - lepiej konsekrowani na zewnątrz (Toruń) a słabiej wewnątrz. I tak wewnątrz mamy: ostiariuszy, lektorów, egzorcystów i akolitów, nawet bez oglądania się na reformę Pawła VI. Wszystko to pasuje do „duchowego” życia tej partii. Ja proponuję jej przyjąć udarowość pomysłów a raczej metody JKM. Tenże za mocno zaciska muszkę i powoduje chwilowe niedotlenienie mózgu. A mózg myśli: Może to ostatni raz i daje pełną mocą. Na jakiś czas prawdopodobnie przestanę zajmować się Palikotem a to z tych względów, że napisałem wszystko, co o nim wiem. Teraz muszę zaczerpnąć trochę wiedzy i wiele spraw przemyśleć. Wszystkim zainteresowanym mówię jednak, że to ja „stworzyłem” Palikota, a nie on mnie. To ja tak myślałem zanim on jeszcze wszedł na scenę polityczną. Z czasem precyzowałem to w system, który u mnie istnieje a u Pana Palikota jeszcze nie. Za swego guru uznam go dopiero wówczas, gdy to zrealizuje. To będzie wielka sprawa, bo mój realizm nakazuje mi zwątpienie, które jednak trzymam na uwięzi. Wynik wyborczy uradował mnie ogromnie, bo ewidentnie zaświadcza, że ani ja nie jestem sam, ani ci, co na niego zagłosowali. Przykładowo, ja jestem dalej z nimi... Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie lękajcie się! Ruch jest w tym interesie. IP: *.dynamic.mm.pl 24.10.11, 13:53 zamknięty W okresie dyskusji o roli krzyża w przestrzeni publicznej często przypomina się słowa JPII: "Bracia i Siostry! Nie lękajcie się przygarnąć Chrystusa! Otwórzcie na oścież Chrystusowi drzwi! Otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się". Myślałem nad tym dogłębnie i nijak nie potrafię tego ugryźć: Po pierwsze, "Bracia i Siostry!". Dodajmy „w wierze”, bo ja ani bratem ani siostrą się nie czuję. Pozostaję poza obrębem tego oddziaływania, choć nie udaję, że wokół mnie go nie ma. Jest. I wszystko jest w najlepszym porządku, jeśli ono (to oddziaływanie) istnieje niezależnie ode mnie i jako nieproszone mnie omija. Zupełnie mi to nie przeszkadza, ale budzi moje odrzucanie, gdy wkracza w moją prywatną sferę i to w jakikolwiek sposób, a tych sposobów jest sporo. Przeszkadza mi również, gdy to oddziaływanie istnieje tam, gdzie ja muszę się poruszać. Nie przeszkadza mi w kościele, gdzie znajdę się z racji mojej świadomej decyzji, a tak bywa, gdy znajomych przyjdzie pożenić lub pochować. Czyli krzyż i inne formy tego oddziaływania denerwują mnie w urzędach państwowych i miejscach, gdzie obywatele, niezależnie od światopoglądu, muszą się od czasu do czasu znaleźć. Po drugie,"Nie lękajcie się przygarnąć Chrystusa!". Otóż, nie jest to kwestia ani lęku, ani jakiejś obsesji. Jest to kwestia przesady, co jeszcze można wsadzić pod religię i jej wartości. Jak jeszcze można wyinterpretować na niekorzyść ludzi to, co podobno miało im służyć. To się w głowie nie mieści, że można tak szamańsko do tego podejść. To nie może być ani prawdziwe, ani nadprzyrodzone. I tak to pojmuje społeczeństwo i samo na własne ryzyko sekularyzuje się. Otóż Kościół przekroczył granice oszukaństwa nie tyle w samej religii, ile w wydumanym przez siebie sposobie egzystowania. Ludzie podróżują po świecie, widzą, jak w innych krajach Kościół się znajduje, jak znajdują się inne wyznania i dochodzą do wniosku, że źle wybrali kraj i religię. Dlatego odchodzą od niej albo przez zaniechanie, albo zupełnie świadomie. Nie ma u nas wypracowanego cywilizowanego modelu odejścia od danej religii, dlatego dokonuje się to poprzez protest. Mam nadzieję, że następne głosowanie na Palikota wszystkim to dobitnie uświadomi. Ludziom potrzebna była odwaga na 10%, ale swoją złość wyrażą już w znacznie wyższym procencie. Po trzecie, „ Otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju”. Otóż nie, stanowcze nie. Żadnej władzy dodatkowej już nam nie trzeba. Nawet w postaci symbolicznej, jak to chcą zwolennicy intronizacji Chrystusa Króla. Kościół zapomniał, że ma służyć? Mycie nóg biednym tylko w wielki czwartek i na pokaz? Zapomniał, co cesarzowi? Muszą też zrozumieć, że „systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju” , z natury swej powinny być samodzielne. Samodzielne i nie krępowane restrykcjami umysłowymi i prawnymi. Cóż, ciepłe okopy przejęte po PZPR do czegoś zobowiązują? A przestrzegaliśmy, że nie wolno tego brać. Mnie jako wyborcę zniszczyły pazerne działania Kościoła, czyli próba uchwycenia wszystkiego, co ewentualnie można by uchwycić oraz płaszczenie się elit politycznych, które Kościół odmóżdżył, odfiletował i po małych zabiegach zjada na swoich przyjęciach. Na szczęście powstał taki Ruch, żeby tym zapędom dać po łapach. Po czwarte, „ otwórzcie jej granice państw”. Ponieważ granice są otwarte, a tam gdzie inne religie chronią się przed prozelityzmem, to chyba mają takie prawo. Rzecz więc dotyczy możliwości przekraczania wszelkich granic, w tym przede wszystkim granic moralnych, typu przyzwoitość, skromność, itp. W dostatku materialnym, który bez wątpienia został przez Kościół osiągnięty, w którymś momencie ciasno się robi w gorseciku ślubów i w świetle tradycyjnych zadań „powołania”. Coś by się „przeleciało”: wojsko, policję, banki, sejm, senat – lista łupów jest zresztą olbrzymia. I wszystko to pod sztandarem krzyża i przy pomocy zabiegów ogłupiających, jak np. lekcje religii? Młodzież również dorasta do buntu... Kochani współmieszkańcy tego dziwnego, dzikiego kraju. Przecież głupsi już nie będziecie, jeśli zastopujecie ten atak religijnej (w sensie kościelnej) ciemnoty i zawłaszczania go pod osłoną nocy, ale i w dzień powszedni – ustawicznie i bez końca. Zdaje się, że to my ten koniec musimy postawić. I oby Palikot był tym autobusem (z filmu) z napisem „Koniec”. Koniec tego obłędnego wyścigu po nienależne łupy. Zapoznałem się Listem pasterskim abpa Budzika napisanym i czytanym z okazji święta niedzieli i dla mnie jest to ważne przeżycie. Chcę Państwu powiedzieć, że przecież jestem oczytany w sprawach chrześcijaństwa, w dokumentach kościelnych od pierwszych soborów po Vaticanum II i dokumenty papieskie po obecnego papieża, ale tego bełkotu już nie chwytam. Być może, że do tego potrzebna jest tylko wiara, bo wiedza już nie wystarcza. Wczytuję się już trzeci raz i choć to po polsku, to jestem bezradny. To jest zupełnie tak, jak opowiadał mi przyjaciel, kiedy obudził się rano i dotarło do jego świadomości, że nie ma lewej części ciała. Paraliż... Przyjacielowi cofnęło się wszystko, a ja postanowiłem już więcej nie czytać takich obezwładniających głupot. Zastosowanie wobec mnie określenia poganin dowartościowuje mnie. Muszę tylko doprecyzować z abpem Budzikiem, co ma na myśli. Czy chodzi tu o pogardliwe słowo „pagus” (wieśniak, kmiot, chłop – uszanowanie posłowi Hofmanowi z PiS) stosowane przez monoteistów (żydzi, chrześcijanie, muzułmanie) wobec wyznawców innych religii, czy o słowo „paganus” (góral), mieszkaniec górskiej gminy pasterskiej. To drugie określenie jest mi bliższe. Dlatego możecie sobie darować sprowadzanie mnie do czciciela wszystkich twarzy Światowida. Wolę być tym góralem, który wprawdzie z powodu biedy nie wyjechał do USA, ale z powodu ciemnoty religijnej raz na zawsze porzucił góry. P.S. Czy mogę pofantazjować? Do czego prowadzą mnie obecne obserwacje polityczne? Podpowiadają mi absurdalne połączenie Palikota z Korwinem. Palikot sprawy światopoglądowe, bo tego gremialnie chce wprawdzie zubożałe, ale zniszczone przez sprawy światopoglądowe społeczeństwo. Korwin natomiast gospodarka per aspera ad astra, czyli przez jeszcze większą biedę do dobrobytu. To niezbyt przemawia, ale jest jakąś propozycją. Otóż niestety, na naszej przyszłości kładą się błędy przeszłości i teraźniejszości. Szczególnie nie potrafimy porzucić żali co do przeszłości, a teraźniejszość przedstawia nam się jako jedyną możliwą konieczność. Z tej pozycji i w tym towarzystwie elit z nadania, chyba nie ruszymy bez tych dwóch „dopalaczy”. Palikot może nie dać rady, bo uwikłał się w trudne sprawy światopoglądowe, a opozycja już przybrała prześmiewczy kierunek, że od wyniesienia krzyża kryzysu nie ubędzie. I tak może być ze wszystkim czego w tej sferze dotknie się Palikot. Link Zgłoś
Gość: jothagie Zdany na oszustów... IP: *.dynamic.mm.pl 25.10.11, 12:47 zamknięty Mam szczęście i bardzo a bardzo to lubię, kiedy jestem oszukiwany. Czasem to mnie szlag trafia ze szczęścia. Dziś było podobnie, choć sprawa pozornie śmieszna i mało ważna. Dzwonek domofonu. Odbieram. „Proszę mnie wpuścić. Jestem ze szkoły i pod nr x mam zawiadomienie”. Brzdęk – otwarte. Ponieważ jednak giną ludziom wózki i inne rzeczy, więc szybka refleksja. Pod wymienionym numerem powinien ktoś być i nikt tam już do szkoły nie chodzi. Schodzę więc do skrzynek pocztowych. Patrzę – wózki stoją, rower jest na miejscu. W dalszych klatkach widzę starszego pana z siwą brodą, który następnego „ucznia lub rodziców ostrzega”. O co chodzi? Komercyjna ulotka książki „Ojciec Pio. Droga do świętości?” autora G. Cavagnariego, wydana w stulecie święceń kapłańskich. W pierwszej chwili ucieszyłem się, że w tytule jest znak zapytania, bo różnie o tym mówią, łącznie z posądzeniami o oszustwo. Owszem, „Naznaczony przez Boga”, jak brzmi tytuł ulotki wydawniczej, to jedna z wersji, ale nie jedyna. Niestety, ten znak zapytania odnosi się do pytania, „dlaczego warto zamówić książkę?” Książkę podobno wydał Instytut im. Ks. Piotra Skargi z Krakowa. Na ulotce podana jest tylko skrytka pocztowa, a przecież krakowski adres to chyba nie wstyd i pewnie nie przestępstwo. Krakusy to bardzo porządni ludzie, nawet ci co do Olsztyna wyjechali. Faktem jest, że mały druczek zawiera adres i stronę internetową, ale zaniepokoiła mnie adnotacja, że ulotka może być rozprowadzana tylko przez Pocztę Polską. W innym przypadku proszą o powiadomienie pod podany numer telefonu. Aż taki donosiciel to ja nie jestem... Wszedłem na podaną stronę internetową. Jest to strona Ordo Fratrum Minorum Cap. czyli tzw. franciszkanów, którego to zakonu o. Pio był członkiem. Po co więc ta otoczka, na którą jestem wybitnie uczulony? A teraz istota problemu. Po co kłamać? W mojej klatce mieszkają ludzie wierzący. Może nie stać ich na książkę i to w przypadku kiedy jedną książkę, tę do nabożeństwa, już mają, ale chętnie otworzą drzwi na oścież uczciwości. A może ten Sanderus już wie, jak ludzie kochają problematykę religijną i chciał swoją siwą głowę uchronić przed złorzeczeniami. Niech więc spróbuje roznoszenia ulotek u Palikota... P.S. Słuchajcie ...! Piszecie, że do książki dodajecie gratis różaniec pachnący kwiatami. To ja proszę tylko o ten różaniec, bo tego cudu jeszcze nie przerabiałem. „Szczebel z drabiny Jakuba o której śnił tenże święty” już mam za sobą, choć, jak widać, Sanderusów i dziś nie brakuje. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Zdany na oszustów... IP: *.dynamic.mm.pl 25.10.11, 12:54 zamknięty Niestety, sam siebie muszę poprawić, żeby ktoś nie wystawił mi oceny "cztery mniej". Dokładnie to chodzi o zakon kapucynów, ale to nieliczni wiedzą, że jest to reguła św. Franciszka. A może jest inaczej, ale wtedy nie powinienem tematu poruszać... Zaraz jednak zaczynam to sprawdzać. Link Zgłoś
Gość: jothagie Szanowna Pani Marszałek! IP: *.dynamic.mm.pl 27.10.11, 08:01 zamknięty Jeśli plotki o Pani powołaniu służą informowaniu społeczeństwa a nie łechtaniu feministek... Proszę mi pozwolić na skorzystanie z formy listu otwartego, co upoważni Panią do odpowiedzi mnie a reszta niech tylko pomyśli. To ważna refleksja na kanwie demokratycznych obyczajów. Sprawa dotyczy sejmowego krzyża. Wisi już tyle lat i urąga ludziom myślącym i wdrażającym się do demokracji. A bo to nocą..., a bo to bez uchwały i demokratycznych procedur, itp. Proszę więc zrobić z tym porządek. Krzyż kazać zdjąć i zapowiedzieć, że za tydzień odbędzie się głosowanie w kwestii obecności krzyża na sali sejmowej. Jeśli większość posłów chce jego obecności, to krzyż powinien wrócić na salę plenarną i koniec dyskusji. Jest możliwość odwołania do Trybunału i taką możliwość trzeba również wykorzystać. Procedurę utrwalić i po każdych wyborach korzystać z niej na nowo. To przynajmniej częściowo będzie przypominało demokrację. Pani Marszałek! Proszę nie chować się za laskę. Ma Pani okazję na starcie zdobyć szacunek. Podpisuję się swoim nickiem, ale gdy zajdzie taka konieczność, to pod dowolny adres wystąpię pod swoim nazwiskiem i imieniem. Jothagie Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Szanowna Pani Marszałek! IP: *.olsztyn.mm.pl 27.10.11, 10:10 zamknięty Na kanwie demokratycznych obyczajów bo bardzo ale to bardzo wazna sprawa. Mysle nawet za najwazniejszaz najwazniejszych biorac pod uwage"demokracje" jaka u nas panuje. A tu przyklad naszych "demokratycznych obyczajow" biznes.interia.pl/podatki/news/sprzedajesz-dzialke-lub-dom-zaplacisz-vat-za-dostawe,1713217 Link Zgłoś
Gość: jhg Szanowny Panie Gienku! IP: *.dynamic.mm.pl 27.10.11, 10:53 zamknięty Gienku! Znasz zasadę 34? Twierdzi ona, że jeżeli coś istnieje, to musi być o tym porno. Jeśli więc istniejesz, to bądź łaskaw podesłać nam linka... Udowodnisz nam, że nie jesteś zlepkiem głupoty i złośliwości w postaci samego tylko moherowego beretu. Że pod tym beretem jeszcze coś istnieje sprawnego inaczej..., co potrafi znaleźć związek między tym, co się czyta, a tym co się pisze. Link Zgłoś
Gość: Gienek Szanowny Panie JHG IP: *.olsztyn.mm.pl 27.10.11, 11:24 zamknięty Skoro - jak mnie Pan okresla - jestem glupkiem i nie mam nic pod moherowym beretem wiec nie musi Pan traktowac moich postow powaznie. Bo i po co. :) Pozdrawiam. Link Zgłoś
Gość: jhg Do wielo – nikowca IP: *.dynamic.mm.pl 27.10.11, 11:55 zamknięty Zapewne, również nie muszę czytać, jak to mi Pan, jeszcze jako fansld radziłeś. Gdyby były na płocie, to i owszem. Gdyby były w innym wątku, również. Moje wpisy czytają moi przyjaciele i chciałbym, żeby do moich postów doszli nie wdeptując po drodze w... Link Zgłoś
yadol Re: Do wielo – nikowca 27.10.11, 12:28 zamknięty i o to właśnie chodzi , może to w końcu Gienio Szanowny zrozumie pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Do wielo – nikowca IP: *.olsztyn.mm.pl 27.10.11, 13:07 zamknięty Bardzo przepraszam ale chcialem zauwazyc ze jezeli ktos pisze na ogolnie dostepnym polu to wsrod przepieknej tworczosci pana JHG ktora niczym rozlozyste kolorowe kwiaty kwitnie na lace zdarza sie takze i g .. gienka. Jestem jednak pewien ze Szanowny Pan JHG uprzedzi swoich przyjaciol zeby stapajac wsrod dostojnych postow szanownego zalozyciela watku uwazali na kupki lakowego glupola. Przykro mi bardzo ale wbrew pozorom wlascicielem i administratorem forum nie jest Szanowny Pan JHG ale portal gazety i jak narazie moze tu pisac kazdy np. Kacaw, JHG, Yadol ale i glupek Gienek takze. Link Zgłoś
Gość: ekolog Re: Do wielo – nikowca IP: 192.245.169.* 27.10.11, 13:31 zamknięty to pisz ciulu na temat i kupe rob w domu a nie na lace, w miejscach publicznych po psach się zbiera a kto ma po tobie sprzatac? Link Zgłoś
kaczoryjski Re: Do wielo – nikowca 27.10.11, 13:57 zamknięty Gienek czyta, Gienek rozumie, Gienek porządnieje, Gienek wraca do grona porządnych ludzi ... Link Zgłoś
Gość: joi Re: Do wielo – nikowca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.11, 16:57 zamknięty Gieno chyba zajarzył :) Gieniu, jeśli masz tyle werwy i czasu to zewrzyj pośladki i podyskutuj z kecawą oraz jego menelią. Naród będzie Ci wdzięczny a wątek o charakterze blogu lub blogu z charakterem jak kto woli zostaw nam , to znaczy samemu JHG i jego przyjaciołom. Może spróbuj i sam załóż taki wątek , zobaczymy co potrafisz i jak długo wytrzymasz. Po prostu i po ludzku nie przeszkadzaj. Ok? Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Do wielo – nikowca IP: *.olsztyn.mm.pl 28.10.11, 09:16 zamknięty nie no przepraszam. Forum to forum a wiec miejsce wymiany opinii. Jak JHG zalozy sobie blog nie pisne tam slowka ale na forum... Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do wielo – nikowca IP: *.dynamic.mm.pl 28.10.11, 09:42 zamknięty Gienku! To fakt, że dyskusja w tym wątku zbacza czasem na niewłaściwe tory, ale poczuj się winny tej sytuacji. Jesteś prowokatorem i żałuję, że nie w strefie intelektu, ale w sferze emocji. Masz może takie założenie, a może nie potrafisz inaczej. Trudno, będziemy Cię znosić (z łaciny: tolerować), ale wiesz, co o Tobie sądzimy. Jeśli to Ci nie przeszkadza, to już nie będziemy Cię poprawiać. Nie myl jednak złośliwości ze szlachetną misją. Moi przyjaciele to ludzie z ugruntowanymi poglądami i nie sądzę, że kilka Twoich zdań bez składu i ładu mogłoby ich do czegoś przekonać. Rozumiem, że obrałeś sobie taką misję, żeby innych chronić przed naszym sposobem myślenia, ale o tym kogo kto przekona decydują tylko argumenty. Zresztą, my wyrażamy swoje zdanie, ale niczego względem innych nie zakładamy. Wiemy, że czyta nas młodzież, ale są to ludzie już myślący i dobrze, że mają coś do wyboru. Różnica w tym, co wiemy, że młodzież nas odszukuje, a Ty narzucasz się przy naszej okazji. I nie ma się co upierać, że masz prawo. Owszem, masz prawo choć przyzwoitości Ci brakuje. Nie martw się jednak, to jest dosyć powszechne – nie jesteś sam. To tylko na tym forum wyszło tak, że musisz się mnożyć przez mnożenie nicków. W Polsce o takich poglądach jest około 30% wyborców. To że nie wspierają Cię świadczy tylko o tym, że nie wszyscy umieją pisać... albo są leniwi, albo mają jakieś ważniejsze zajęcie. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Do wielo – nikowca IP: *.olsztyn.mm.pl 28.10.11, 10:05 zamknięty Bedzie mi bardzo milo jezeli bedzie Pan traktowal moje posty z dystansem jako teksty bez ladu i skladu. Z gory za to dziekuje. Jest mi rowniez milo ze moje poglady zostaly uznane za niszowe. To rowniez mi schlebia i to bardzo. Jezeli rowniez Pana przyjaciele, ktorzy maja "ugruntowane i sluszne" poglady rowniez beda moje tu wpisy omijac szerokim lukiem bede rowniez zadowolony. Pozdrawiam serdecznie. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do wielo – nikowca IP: *.dynamic.mm.pl 28.10.11, 10:17 zamknięty Zastanów się jednak. Warunkiem tolerancji jest uczciwość. Dam Ci przykład: Ja napisałem: „Moi przyjaciele to ludzie z ugruntowanymi poglądami...” A co Ty z tego zrobiłeś? <<Jezeli rowniez Pana przyjaciele, ktorzy maja "ugruntowane i sluszne" poglady>>. Kretyństwo to jest kwestia urody, ale świnią to już nie musisz być... Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do wielo – nikowca IP: *.dynamic.mm.pl 28.10.11, 10:39 zamknięty I jeszcze jedno: Bardzo proszę, nie pozdrawiaj więcej, a szczególnie serdecznie, bo po takim fakcie zawsze czuję się gorzej... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Do wielo – nikowca IP: *.olsztyn.mm.pl 28.10.11, 11:12 zamknięty Ops przepraszam. Postaram sie poprawic. Link Zgłoś
yadol Re: Do wielo – nikowca 28.10.11, 09:48 zamknięty tym wpisem lekko otarłeś się o tak zwaną kulturę drogi Gieniu, ale to niestety za mało, gdybyś tym co piszesz wnosił coś ciekawego a nie tylko prowokował (chciałem napisać wkoorwiał, ale to wątek JHG więc jestem grzeczny) to zgoda, ale coś ci nie wychodzi wejście w klimat tego wątku Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Do wielo – nikowca IP: *.olsztyn.mm.pl 28.10.11, 10:08 zamknięty Yadol moim zdaniem jestes ostatnia osoba na tym forum powinna wspominac cokolwiek o kulturze. No ale to tylko moje zdanie a ja (jak napisal JHG) jestem glupek. :) Pozdrawiam. Link Zgłoś
yadol Re: Do wielo – nikowca 28.10.11, 11:21 zamknięty Eugeniuszu tylko proszę nie pozdrawiaj a o kulturze to już nawet nie wspominaj, jestem miły dla porządnych ludzi a na obszczymurków i nieproszonych gości mam po prostu alergię JHG sorry , już znikam, to jest Twój wątek i nie chcę go zaśmiecać mieleniem wody, garbatego jak wiemy nawet trumna nie wyprostuje Link Zgłoś
Gość: jhg Do Yadola IP: *.dynamic.mm.pl 28.10.11, 13:29 zamknięty Dziękuję, że bywasz tu, że znajdujesz czas, że udaje Ci się być "siłą spokoju". Link Zgłoś
Gość: jothagie Głuszec a sprawa polska IP: *.dynamic.mm.pl 30.10.11, 09:18 zamknięty forum.gazeta.pl/forum/w,64,130186470,130186470,Nowa_jakosc_w_polityce_czyli_Palikot_na_polowanku.html W tytule postu umieszczono Palikota więc warto podnieść go do „góry”. Ale może lepiej nie! Lepiej wynosić się z tego towarzystwa (autora wpisu). I tak też zrobiłem. O czym więc będzie mój wpis? Wobec podniesionych w/w poście insynuacji, dręczy mnie taki problem: Kiedyś brałem udział w polowaniu na kaczki na pińskich bagnach i zastanawiam się, co z tego może wynikać dla teraźniejszości. A było to polowanie bez możliwości powtórzenia gdziekolwiek indziej. Pierwsze załadowanie dwururki - dwa strzały i dwa dublety. Kaczki niemal same pod nogi padały. Wieczornego nieba nie było widać z powodu olbrzymiej liczby kaczek. I to nie jest żadne hihi... Chyba jednak objęło mnie przedawnienie za zbrodnię zadawania się z ciemiężcą i ruskim najeźdźcą. Nie sądzicie? Co do polowania, mimo że tego hobby już nie uprawiam, mam odmienne zdanie od wielu przeciwników. Poza wieczornym chlaniem wódy (kierowcy zawsze mieli przechlapane) i jedzeniem dobrego „dzikiego” jadła polowanie jest formą wdrażania do zasad i regulaminów. Tam są terminy, kiedy co wolno wziąć na cel. Są kwoty odstrzału – to nie myśliwi ale kłusownicy powodują przełowienie. Jest dbałość o sanitarny stan zwierzyny. Sam dobiłem parę sztuk poranionych we wnykach – tego mięsa nikt już nie mógł skosztować. Jest dokarmianie zwierzyny. Są regulaminy zbiorowych polowań. Jest sztuka indywidualnego polowania, np. na wspomniane w artykule głuszce. Jest zdrowe powietrze, ruch i są sprawy do załatwienia. Dobrze negocjuje się w leśnych odstępach. Dobrze myślę o tych czasach, choć przeważnie wracałem bez trofeów. Świąteczny pasztet z zająca jednak był co roku. Cieszę się więc, że Prezydent Komorowski poluje, także jeśli Palikot poluje, choć o tym nie słyszałem. Im wskazane jest pełne dotlenienie mózgu. Niech polują. Oby tylko nie popełniali gaf w opowieściach myśliwskich, typu kto to do domu może się zakraść jak mężczyzna jest na polowaniu. Jeśli ma takie wątpliwości to niech siedzi w domu i własnej d... pilnuje. P.S. No i za moment mamy Halloween, akurat w wigilię Wszystkich Świętych, co jest jakby kompleksowo pomyślane. I panu Bogu świeczkę i Diabłu ogarek. Za granicą bawiło mnie to podobnie jak Walentynki, ale w kraju jakoś nie potrafię się tym zachwycić. Na tzw. świecie ludzie potrafią się bawić i raczej okazji do tego nie przepuszczają. My natomiast podchodzimy do pewnych spraw zajebiś... poważnie. Jeśli już religia to koniecznie w wydaniu strong-moher. Jeśli Halloween to prawie light-satanizm. Po prostu, ktoś nas ogłupił na tyle, że trudno nam chwycić zasadę umiaru i proporcji. Do wielu natomiast spraw, nawet poważnych, podchodzimy lekceważąco. Przykład: Mieszkam przy bardzo ciekawej sytuacji komunikacyjnej. Wygodnie jest przejść w tym miejscu ulicę, ale właściwe przejście jest albo 60 metrów w prawo, albo 80 w lewo. Ludzie przechodzą jednak i są wypadki. Czy tu dekalog nie obowiązuje? A łamią przepisy również ludzie, których w niedzielę widzę idących do kościoła. Teraz właśnie to widzę z okna. Kiedyś opieprzyłem dwie zakonnice, mówiąc, że Kodeks Ruchu Drogowego to też Dekalog. Wyzwały mnie od komuchów. Dlaczego o tym wspomniałem. Bylem ostatnio gościem zaprzyjaźnionych Zielonoświątkowców. Uczestniczyłem również w ich nabożeństwie. Dali mi swój śpiewnik i od lat sobie tak nie pośpiewałem. I tam usłyszałem, jak kładą nacisk na przestrzeganie Kodeksu Drogowego. Nikt nie kropił samochodów, ale w świadomości mieli zakodowane. To rozumiem dobry wpływ takiej wspólnoty. Każdy dla każdego jest autorytetem, jeśli zachęca do zachowań pożądanych. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Głuszec a sprawa polska IP: *.olsztyn.mm.pl 31.10.11, 09:42 zamknięty Moim zdaniem istotne jest nie tyle to ze Komorowski polowal z Palikotem ale to gdzie oni sobie razem strzelali do zwierzaczków. Być może jest to normalne, ze nasze elity jezdza sobie na wódeczkę pod Moskwe ale jak dla mnie jest to bardzo dziwne. Gdzie tu jest sprawa polska? A chociażby w cenie gazu. Szanowny JHG o tym pewnie nie wie ale tona gazu z Gazpromu w Anglii kosztuje 190 dolcow a w Polsce cena za tone tego samego gazu z tego samego Gazpromu kosztuje juz 370 dolcow. Jak się jeszcze przypomni ze zawarliśmy „boski” związek z Gazpromem na 30 lat to sprawa polska wychodzi az nadto wyraznie. Być może nie ma to zadnego związku z sympatiami naszych PO-wo Palikowych elit do sowietow - a jak ma? Zreszta nie wazne ze przeplacamy mld zlotych na gaz najwazniejszy jest krzyz w Sejmie. Btw to Londyn lezy pewnie bliżej Moskwy niż Warszawa a ja się głupi czepiam. Link Zgłoś
Gość: jothagie Głuchy a sprawa polska IP: *.dynamic.mm.pl 31.10.11, 10:11 zamknięty Słuchaj Frustracie! Rób coś pozytywnego, bo zaleje Cię Twoja własna żółć. Dla kogo jesteś przykładem w tej totalnej negacji? Ileż można żyć z tym przeświadczeniem, że wszystko źle? A przecież nie pierdyknął w nas meteoryt i nie pogrzebał naszej cywilizacji... I też źle? To nic, liczy się tylko nasza chęć przyśpieszenia Armagedonu? Myślą, mową i uczynkiem... To jest ta pozostałość socjalistycznego egalitaryzmu. Jeśli inni mają lepiej, to niech ten świat się zawali. Współczuję Ci, że tak przerżnąłeś swoje życie, że już niczego pozytywnego nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie. Przekopiuj więc negatyw na pozytyw. Przecież można być szczęśliwym liberałem, socjalistą, komunistą, także będąc wierzącym, ateistą, agnostykiem, sceptykiem, itp. To tylko cynik ze swoim szczęściem ma kłopoty. Nie słyszałem jednak, żeby totalną negacją można było ratować szczęście cynika. Szczęście cynika to skuteczność, a ja tu żadnej skuteczności nie widzę. Te wszystkie złośliwości to jak kulą w płot. Sam zresztą to widzisz: „...a ja się głupi czepiam.” Każdy ma w życiu momenty, kiedy jest frustratem, bo indywidualna chęć dobra (poprawy własnej czy cudzej sytuacji) przekracza społeczne możliwości. Większość jednak popada w działanie – robi pranie, sprząta, gotuje dobre żarcie, wychodzi na spacer, idzie do kościoła, czyta, modli się, a nie popada w cynizm, który widać w każdym słowie, w każdej minie i w każdym planie. Większość musi żyć i nie ma czasu na cynizm, bo ma rodziny i życie może traktować jedynie jako obowiązek. Nawet trzeci wiek ma swoje niecyniczne możliwości, których kurczowo się trzyma. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Głuchy a sprawa polska IP: *.olsztyn.mm.pl 31.10.11, 10:29 zamknięty Bardzo przepraszam ale mysle ze kazdy ma swoje frustracje. Nawet Jhg, ktorego "frustruje" zapewne krzyz w Sejmie albo "polityka okupacyjna Watykanu wobec Polski" :) Mnie "frustruje" wysoka roznica w cenie gazu rosyjskiego o ktorej pisalem wyzej. No ale skoro temat moich frustracji jest wazniejszy niz polska psia uleglosc wobec Gazpromu to chyba powinienem sie cieszyc :D Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Głuchy a sprawa polska IP: *.dynamic.mm.pl 31.10.11, 10:55 zamknięty Co mnie frustruje, to Ci powiem po powrocie z zakupów, bo w lodówce światło... A więc teraz szybko i pewnie z błędami... Prawda pierwsza: Dymają nas wszyscy. Zauważ, że z każdego euro otrzymanego z Brukseli 85 eurocentów trafia do Niemców. To się nazywa (interes) pomoc. To jest swoisty neokolonializm i jaką masz na to propozycję? Ale śmiało i odważnie... Prawda druga: Nie wolno pieprzyć zasłyszanych głupot. Jeśli dysponujesz umową gazową i wszystkimi załącznikami, w tym również dogadanymi, między Polska a Rosją, to bardzo proszę o wypowiedzenie się na ten temat. Zwyczaje są takie, jeśli dobrze pamiętam nasze początki kapitalizmu. Wycenia się obiekt, wg różnych kryteriów. Ustala się cenę. Oddaje się go za złotówkę. Różnicę dzieli się na pół. Połówka wraca, ale już nie do społeczeństwa. Może tak się stało z umowami gazowymi. Może nadwyżka to cena pocałunku z Putinem, ale dopóki tego wiedzieć nie będziemy z wystarczająco dużym stopniem prawdopodobieństwa, to nie mamy prawa głupot opowiadać. Weź pod uwagę również to, z czego natrząsano się latami, że „władza musi się sama wyżywić”. A po ostatniej ustawie o informacji publicznej mamy pewność, że nie będziemy nic wiedzieć. W następnych wyborach zagłosuj na Palikota i daj mu szansę, żeby wywalił to do publicznej wiadomości. Prawda trzecia: Udowodniono, że bardziej efektywne jest przygotowywanie społeczeństwa do samodzielności w myśleniu, niż zapełnianie pojemności obywatelskiej żółcią, niezadowoleniem i rewolucją. Widzisz, że władza, ta którą wybrało społeczeństwo, jest na wszystko przygotowana. Kupiła nowy sprzęt, że nikt sobie już nie poprostestuje. Nabyła nowe oprogramowania, że nagminnie będzie siedzieć u Ciebie w komputerze. (Widzę po czasie odpowiedzi, że piszesz z pracy – uważaj, bo US tylko czeka, kiedy wejść do firmy. Może i ZUS Cię odwiedzi). Przestaniesz być chojrakiem na cudzy koszt... Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Głuchy a sprawa polska IP: *.olsztyn.mm.pl 31.10.11, 11:47 zamknięty Nigdy nie zaglosuje na kogos kto robil podejrzane interesy z szemranymi ludzmi, jezdzil na polowania pod Moskwe i zamiast waznymi sprawami zajmuje sie duperelami. Link Zgłoś
Gość: Gienek Re: Głuchy a sprawa polska IP: *.olsztyn.mm.pl 31.10.11, 11:50 zamknięty A na forum pisze ze swojego smartfona Samsung Galaxy Ace palac w tym czasie papieroska. Zbrodnia to nieslychana. Link Zgłoś
Gość: jhg No, trrrrudno! IP: *.dynamic.mm.pl 31.10.11, 13:38 zamknięty Sam tego chciałeś, Gienku Dyndało. To często masz te przerwy na papieroska. Nic tylko palisz. Ja natomiast nie zagłosuję na nikogo palącego w pracy... A swoją drogą, to ja Cię lepiej traktuję. Piszę do wyczerpania problemu. Nie zbywam Cię jednym obsesyjnie głupim zdaniem. Nie palę w tym czasie. Nie piję. Nie rozmawiam z nikim. Nawet nie piszę z pełnymi ustami... I Twoich obsesji też nie biorę na poważnie. Odpowiadam Ci na takim „hemoroidalnym uśmiechu” - jak to chyba Gogol określił. Wtedy dobrze mi się wciela w twoje problemy i intencje. I chyba nawet Cię rozumiem... Problem polega tylko na tym, że nie lubię tych Twoich pseudo problemów. Tego dziecinnego wiązania grymasu niezadowolenia i uderzenia oraz wiele innych, przy czym, ja wiem, że do Ciebie to nie dociera... A więc po co...? Link Zgłoś
Gość: jothagie Wyrazy szacunku... IP: *.dynamic.mm.pl 31.10.11, 08:08 zamknięty Dziś luteranie obchodzą Święto Reformacji, na pamiątkę wystąpienia Marcina Lutra w 1517 roku. W pewnym sensie jest mi to święto drogie, przede wszystkim ze względu na samą reformę, która chrześcijaństwo uczyniła sensowniejszym. Różnorodność jakościowa wyznań protestanckich jest imponująca. Porównywałem to w rodzinie i byłem przekonany o wyższości... Pamiętam, że jako ministrant w KK spowiadałem się raz z tego podziwu. W tym roku stało się jakoś tak, że nikt z przyjaciół nie zaprosił mnie na świętowanie. Ale jestem z nimi. Przypomnę sobie 95 tez M.L. Link Zgłoś
Gość: jothagie … ale o co chodzi? IP: *.dynamic.mm.pl 01.11.11, 14:20 zamknięty Nasze życie polityczne rozwija się między antysemityzmem a antyklerykalizmem podsycane przez obie strony na przemian. To też takie drobne oszukaństwo i wyrachowane draństwo w które dajemy się wkręcić acz nie bez przyczyn. To jest rodzaj zaworu bezpieczeństwa, gdy się przesadzi w zniewalaniu społeczeństwa przez jedną ze stron dyskretnego zarządzania. Na straconej pozycji jest oczywiście Kościół, bo w zarozumiałości swojej robi to publicznie, co ma swoje dobre i złe strony. „Dobre”, bo „wciąga” za zgodą..., co znaczy, że jeśli widzimy i nie protestujemy to znak, że się zgadzamy. „Złe”, bo publicznymi pociągnięciami sam daje sygnał do startu walki z nim. Strona narodu wybranego robi to sekretnie i opłaca się zarówno Kościołowi jak i władzy, co daje o wiele korzystniejsze rezultaty, ale od czasu do czasu społeczeństwo ma tzw. lucida intervalla i nabiera w siebie złej energii. Wtedy manipuluje się a to sytuacją zewnętrzną, a to wewnętrzną, żeby upuścić co nieco z emocji. W wewnętrznej liczą się uprzedzenia i żerowanie na najniższych instynktach. Dołóżmy jeszcze inne grupy nielegalnego zarządzania, np. mafie (oficjalne i nieoficjalne) i otrzymamy taki słaby obraz kotła polskiego. I tak się życie toczy, a tylko niektórzy wiedzą, o co tu tak naprawdę chodzi. Tak dokładnie widzę światopoglądową część zadań posła Palikota. Wstrzelił się w szczyt głupoty Kościoła i ma szansę cofnąć rozpasane zapędy hierarchów, ale musiał dobrać sojuszników (Urban, Michnik, media). Gdy uda się Palikotowi, to oczywiście, powstanie coś w rodzaju anty-Palikota, jakieś stowarzyszenie, partia, czy narodowy trend (hobby) mające ksenofobię w cichym założeniu. I ci też muszą się odwołać do osób i instytucji mających ugruntowaną pozycję. Będzie to zapewne Kościół, RM, GP i inne tego typu. Czy to może się ciągnąć w nieskończoność? Uważam, że jest taka możliwość, żeby nowe etapy walki toczyły się na korzystniejszym dla społeczeństwa poziomie, ale społeczeństwo w odróżnieniu od walczących stron, niewiele skorzysta. Coś tam skorzysta i nawet minimalista zarejestruje postęp, ale historycy, jeśli trafią się obiektywni, będą źle mówić o tym okresie. Nie będzie to zresztą wyjątek w naszej historii. Tradycyjnie już, nam się gry zabrania, a nami się gra. W takiej sytuacji, czy ma to znaczenie, kto nami gra? Dlatego tak często zachęcam do odrobiny dystansu do siebie i spraw polskich. Przychodzą takie momenty, jak obecnie, że trzeba poprzeć Palikota, nawet z czystego wyrachowania, ale nie znaczy to, że kiedyś nie poprzemy coś czy kogoś innego, co na daną chwilę będzie kierunkiem postępu. Ale żeby tak było, to nie warto stawać na pozycji żelaznego elektoratu dowolnej partii. Poparcia udziela się warunkowo. Za każdym razem trzeba oceniać i ważyć racje. To jednak wymaga myślenia do czego namawiam. Zdarzają się bowiem takie sytuacje i propozycje, np. PiS, z którymi „do przodu” ruszyć się nie da i jest to typowe przelewanie z pustego w próżne... (może poza ostatnimi wewnętrznymi wezwaniami, którym trudno racjonalności odmówić). Z tym, co powiedziałem wyżej wiąże się inny zasadniczy problem. Mianowicie taki, że antyklerykalizm i inne zatargi światopoglądowe da się w przewidywalnej przyszłości załatwić. Kościół stanie się (to jest konieczność, którą widzi również Kościół) równoprawnym uczestnikiem życia społecznego i problemy dziś urastające do rangi zasadniczych i zapalnych przestaną takimi być. Niestety, inne się pogłębią. I to będzie prawdziwym problemem, bo one idą do przodu wtedy, kiedy niepotrzebnie tracimy czas na sprawy oczywiste. Za to jednak przyjdzie „obwinić” Kościół, że trzymał swoje przegrane pozycje do ostatniej chwili. Nie ma rady – zacofaniem musimy zapłacić za poziom naszych elit. Składa się na to polska mentalność, mentalność religijna i doświadczenia realnego socjalizmu... To jest ta kwintesencja (quinta essentia, w naszym wypadku – hipotetyczna ciemna energia) każdego naszego stanu kryzysu, pochodnego świadomości społecznej. P.S. To nie ulega wątpliwości, że dziś i jutro będzie mnie dopadać myśl Heideggera, że człowiek jest Sein-zum-Tode, czyli byt(owaniem) ku śmierci, ale nie powiem, żeby ta myśl robiła na mnie aż tak wielkie wrażenie. Wspominałem już kiedyś, że w mojej chorobie przeżywałem wielokrotnie utratę przytomności i to co zapamiętałem da się streścić w dwóch słowach – przyjemność i samotność. I chyba od tego ucieczki nie ma... To już Sartre powiedział, że każdy musi umrzeć sam, a że może to być przyjemne, to wiedzą wszyscy umęczeni życiem. Łatwo mi więc zrozumieć, dlaczego idealne życie wieczne może w świadomości człowieka zastąpić byle jakie życie realne. Te refleksje to pod wpływem tego, że ja tu w ciepłym i przy herbatce, a nad Okęciem krąży Boeing 767. Po ludzku jestem z nimi. Link Zgłoś
Gość: jothagie Jeden dzień z życia emeryta... IP: *.dynamic.mm.pl 02.11.11, 14:08 zamknięty Od czasu do czasu trafiam w nastój Aleksandra Sołżenicyna i nawet nieświadomie jemu podkradłem tytuł ("Jeden dzień Iwana Denisowicza”). Pewnie dobrze opisuje absurdy życia emeryckiego gułagu w tej wolnej Polsce. Pewnie ta ideologiczna, religijno – polityczna przyducha na mnie działa niezbyt korzystnie. W moim emeryckim życiu to kolejny dzień. Wstałem bardzo rano, dlatego długi dzień przede mną. Wszystko cokolwiek mi się śniło było tylko snem. Jakież to piękne, że koszmary senne związane z pracą, a jeszcze po latach powracające, nie mają szans się sprawdzić. To już poza mną i cieszę się, zapewne nie mniej, niż ten, kto pracę otrzymał. I pomyśleć, że w socjalizmie miałem momenty, kiedy w pracy realizowałem się... Pewnie jednak to było oszukaństwo... jeśli dziś pamiętam tylko Gomułkę. Gierka i Siwaka. Pierwszy wypuścił ojca z więzienia, drugi dał mi pracę, a trzeci zniesmaczył mnie do końca życia. Jak zwykle, przeanalizowałem parę tekstów zostawionych w oczekiwaniu na prężniejszy umysł. Wszystko zaczęło się układać wg wnioskowania z analogii. Czy pamiętacie Państwo taki wspaniały serialowy film „La Piovra” (Ośmiornica). Problem jak to problem – bez różnicy - włoski czy polski, ale muzyka..., też zresztą włoska. Ennio Morricone. Tego „numeru” to się nie zapomina: www.youtube.com/watch?v=PXOW3CIGQwY . Coś chyba jest w tym z Sołżenicyna, że nasza rzeczywistość nie wymaga żadnych dodatkowych komentarzy, ozdobników. Jest wymowna w swej surowości faktów. Rzeczywistość jest mocniejsza niż jakakolwiek próba jej opisania. Tak oczywiście działa na tych, którzy nie mają wyuczonej potrzeby piaru (PR). Ten ostatni na razie wygrywa, ale Polacy powoli uczą się – odkrywają życie takim, jakim ono jest naprawdę. Gdy patrzę, jak władza naszym, tzn. społeczeństwa kosztem, zabezpiecza się przed kryzysem i uprzedza go, to jestem przekonany, że państwo policyjne opisywane przez klasyków to były jakieś nieudolne bazgroły. Dzieje się to bardzo sprytnie, bo pod przykrywką „Euro 2012”. Widzę, że to społeczeństwo zaczyna „łykać” temat, że jedynym jego zadaniem jest zadowolić Nerona. W tym kontekście żałuję, że mandatu poselskiego nie otrzymała osoba niepełnosprawna z Ruchu Poparcia, o której było tak głośno tuż przed wyborami. Śmiało mogłaby być jedną z zastępców Komendanta Głównego do spraw oświadczania o apolityczności policji. Rozglądam się szerzej, czym żyje społeczeństwo. Jeśli ktoś nie ma podstawowych problemów, typu, jak żyć, to jest namawiany na tematy sezonu: Czy można sonie wyobrazić PiS bez Ziobry? Oczywiste, że tak. Czy można sobie wyobrazić sejm bez krzyża? To jasne, że tak. Czy można sobie wyobrazić, że Kościół przestanie się mieszać w urządzanie społeczeństwa? Tu trzeba mieć sporo wyobraźni, ale to raczej konieczność. To tylko Kościół (duchowni) twierdzi, że na to się nie godzi. Ja natomiast żądam zaprzestania mieszania w głowach wszystkim, którzy sobie tego nie życzą. Życzę sobie także odpowiedniej reprezentacji tych, którzy sobie tego nie życzą. Żądam przewartościowania tego społeczeństwa. Dekalog to nie jedyny spis norm. Można dać do wyboru. Wyobrażam sobie wiele różnych dekalogów, może młodszych, ale mających za cel realnego człowieka, a nie jakiś myślowy abstrakt. Spoglądam przy okazji na półki z książkami – gdzieś tam musi być Kotarbiński. Mnie on wystarczy i we mnie on działa – nie jest martwy jak Dekalog w przypadku wielu chrześcijan. Dla mnie jako muzykalnego człowieka nie ma problemu – czego nie zagram, to wygwiżdżę. Znajdę miejsce w dowolnym społeczeństwie, a cóż dopiero we własnym M. Jeden dzień z życia emeryta toczy się przeważnie wg klasycznych reguł – jedność miejsca, czasu i akcji. Otóż w ramach tego „dziania się” zostałem przez żonę zaproszony na poranną herbatkę. Pyszna, ale speszył mnie włączony telewizor (jakiś szpital na peryferiach mojej wyobraźni), bo już nie mam takiej podzielności, żeby pić herbatkę, podziwiać żonę i oglądać telewizję. Wróciłem więc do mego komputera. Tak dopilnowałem zasady jedności miejsca... P.S. Dotarły do mnie wieści, że postanowiono izolować Palikota w elitach politycznych. Podobno z tego powodu, żeby ludzie nie doszli do wniosku, ile czasu zmarnowano na umacnianie elit i partyjności, wbrew interesom społeczeństwa. No pkp – można by powiedzieć... Czasem zastanawiam się w związku z tym, czy my jesteśmy idiotami, czy tylko elitom jest tak wygodniej o nas myśleć... Link Zgłoś
Gość: jothagie Czy jest szczepionka na PiS? IP: *.dynamic.mm.pl 03.11.11, 21:33 zamknięty Szczepię się co roku na zwykłą grypę, ale coś zaniedbałem i przeziębiłem się. Całe „wolne” (1,2) przesiedziałem z ciepłą herbatką z kwiatu czarnego bzu. Obejrzałem też możliwe dyskusje w internecie i jakbym zrozumiał aktualną różnicę między ideologizmem a pragmatyzmem. Zwróćcie Państwo uwagę, że tzw. „pisiory” nie zarejestrowały faktu, iż skończyła się kampania wyborcza i że już dawno po wyborach. Wyniki są jakie są i wcale dla PiSu nie są złe, ale przecież obowiązują. Oni natomiast dalej walczą niezależnie od tematu, jaki jest poruszany. I ciągle to samo, wg przedwyborczej instrukcji otrzymywanej SMSem. Cóż, u nich dłuższy jest czas połowicznego zrozumienia. To jednak ich wewnętrzny problem, który moim zdaniem domaga się istnienia wewnątrz – partyjnej funkcji „reset”. PiS ma jeszcze jeden powód do zadowolenia, a mianowicie na nim, w lęku przed nim, a także w związku z nim, pokazano że przy pomocy medialnego (w tym także religijnego terroru) można wszystko wetknąć temu społeczeństwu. PiS to rozumie i dalej działa w myśl tej zasady. Wielu jednak zaczyna działać wg innej zasady: wyborcza.pl/1,76842,10572836,Gen__Petelicki__jesli_to_PiS__to_cofam_poparcie.html#ixzz1cYEVa9UH Szczęście, że do generała dotarło to w porę. Ale czy dotrze to do byłego generała zakonu kapucynów, bpa Dydycza? (Czy bp już wyrównał dług za napisanie doktoratu?) Wątpię. Ale i w samym PiSie nie ma jasności w temacie Marioli. Potwierdzeniem problemu jest dla mnie T. Cymański. Z wszystkich „ziobrystów” tylko on jest w stanie przekonać mnie, że chodzi o coś poważnego. No daj mu Boże! Znajomy członek narodu wybranego kiedyś powiedział mi coś, co nurtuje mnie do dziś, że muszą się opłacać również PiSowi, żeby ten nie przeszkadzał PO w rządzeniu. Plotka? Czy o. Dyrektor zaryzykował uświadomienie? Musiała być gdzieś nadwyrężona równowaga interesów jeśli zdecydował się na to. Czy nie zbiera Wam się na rzyganie? Natomiast taki Ruch Poparcia dyskutuje już tylko o tym, co jest możliwe i wygląda to bardzo racjonalnie. Ponieważ w tym układzie niewiele da się osiągnąć, to szykują się na duży skok za 4 lata lub może wcześniej. To nazywa się strategią, a taktyka tylko dla zasady, żeby czegoś nie przegapić. „Pisiory” natomiast zrozumiały to jako zawód z powodu Palikota i ujadają dwukrotnie silniej i intensywniej krygując się wobec elektoratu Palikota. Śmieszne, bo zwolennicy Palikota to osoby przygotowane do długiego marszu i skłonne są trzymać się lewicy jako światopoglądu a nie jednego czy drugiego pociągnięcia gospodarczego. To osoby przede wszystkim młode, które mogą sobie założyć osiągnięcie czegoś w perspektywie swojego życia. Tu nie ma moherowej perspektywy i to jest widoczne w apetytach ograniczanych wg aktualnych możliwości. Nawet racjonalny entuzjazm się pojawia. I tak trzymać, Szanowni Młodzi i wszyscy Zwolennicy idei wyrażonych przez Palikota. Z zadowoleniem odnotowuję poziom inteligencji Rozenka, Nowickiej i Kotlińskiego. Czekam na następne dobre wiadomości o ludziach Palikota. To bez wątpienia nie są ludzie, o których jeszcze nic nie jest wiadomo. Już wiemy o nich wystarczająco dużo i wystarczająco pochlebnie. To że pojawią się na ich temat zdania odrębne wcale mnie nie dziwi w świetle tego, co wyżej napisałem, ale to już się nie przebije. Zaczynamy własne życie i mamy gdzieś problemy „pisiorów”. W kontekście Palikota warto jeszcze odnotować stanowisko L. Wałęsy (wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Zaden-moment-na-walke-z-krzyzem-nie-jest-dobry,wid,13944323,komentarz.html), jak w tytule. Oczywiście, jeśli już wystarczająco napuściliście społeczeństwo na siebie, i burze zbieramy przy dowolnej okazji, to trudno teraz wyznaczać dobre czy złe momenty, by zacząć coś, co wcześniej czy później musi nastąpić. Problem polega jednak na tym, że to tylko jedna strona widzi jako walkę z krzyżem. Druga postrzega to tylko jako walkę z głupotą i celowym upokarzaniem tych, którzy bez krzyża mogą się obejść. Tu punkt zerowy, akceptowany przez wszystkich, jest niemożliwy do ustalenia, nawet jeśli ci drudzy uzyskają demokratycznie większość. Szkoda tylko tego narodu który tak naprawdę może żyć zarówno w cieniu krzyża, jak i bez niego, ale przy takich marnych przywódcach jest to niemożliwe. I jak tym... wytłumaczyć, że poparcie można zbierać na pracy dla społeczeństwa z pominięciem metody powodowania i zarządzania konfliktem. Stara to prawda, że ryba psuje się od głowy, ale skrobie się ją od ogona. Niestety, w całej tej awanturze Kościół zachowuje się wobec społeczeństwa podobnie jak Karski, który ma wystawić świadectwo moralności Z. Ziobro. Kpina, kpina i jeszcze raz kpina. P.S. A poza tym to chyba idzie odwilż, bo jeśli post może dwa dni utrzymać się na pierwszej stronie, to znaczy, że wścieklizna wyborcza mija. Zastępują ją tematy – wytrychy: PiS i rozgrywający. Czas nie jest tu sprzymierzeńcem PiSu. SLD i przegrywający, ale czas działa na jego korzyść. Obecnie SLD służy już tylko do porównań. Przykładowo, charakterystyczne jest to, że obecny system ma tyle samo wspólnego z demokracją, co SLD z lewicowością – niewiele i coraz mniej. Link Zgłoś
n4eu Re: Czy jest szczepionka na PiS? 04.11.11, 11:20 zamknięty SLD nie jest lewicowe? Hmmm patrzac na program gospodarczy: tzw. "darmowa" oswiata, sluzba zdrowia, ZUS-ik monopole koncesje i inne fundamentalne socjalistyczne wynalazki i to nie jest lewica??? Co jeszcze maja robic? Zalozyc czerwone krawaty? :) Wiem wiem czepiam sie jak glupek. Chodzi przeciez o stosunek do Kosciola. PiS ma w swojej programowej ekonomii najwiecej z Marksa i Engelsa no ale jest moherowy wiec to prawica. Najbardziej prokapitalstyczny w Sejmie jest Palikot no ale to wrog Kosciola a wiec prawdziwa lewica nie to co jakies tam udawane SLD Tak to sie zmienia struktura pojeciowa, zreszta w telewzji tez tak nauczaja wiec wszystko sie zgadza tylko ja bredze jak zwykle :) Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Czy jest szczepionka na PiS? IP: *.dynamic.mm.pl 04.11.11, 11:38 zamknięty Nie, nie zmylisz nas – bredzisz jak zwykle... Gratuluję zmiany nicka. Zmiana udana, ale treść się nie zmieniła... i dlatego nie zmylisz nas. Teraz tylko spróbuj wytłumaczyć IrEnie, która tak żarliwie apelowała do Ciebie. Link Zgłoś
n4eu Re: Czy jest szczepionka na PiS? 04.11.11, 12:31 zamknięty No zmylka straszna. Tylko tegie umysly sie domyslily :) Link Zgłoś
privus Re: Czy jest szczepionka na głupotę? 04.11.11, 12:56 zamknięty Pozostaje tylko ubolewać nad tym, że dostęp do internetu ni jak nie przekłada się u Ciebie na dostęp do wiedzy, świadomości i logicznego myślenia pozwalając jedynie myśleć o sobie jako o człowieku rozwijającym się lub nawet już rozwiniętym z powodu opanowania umiejętności klikania myszką :) W twoim przypadku, gdy przychodzi czas, kiedy posiadana wiedza musi się zmierzyć z zabobonem, przesądem i dezinformacją, wszelka materia edukacyjna przegrywa na całej linii. Będąc zwolennikiem nieustannego poszukiwania wszelkich teorii spiskowych w swym malkontenckim wydaniu, przypominasz swym zachowaniem przeciwników szczepionki MMR (łac. Measles-Mumps-Rubella). Nie jest moją sprawą, z jakim duchem tego świata zawarłeś przymierze, skoro poza negacją wszystkiego nie jesteś w stanie niczego więcej wykrzesać w swym pojmowaniu otaczającej rzeczywistości. Nie mniej jednak możesz pracować dalej w tym swoim trudzie ostrzegania przed niebezpieczeństwami wynikającymi z zastawianych pułapek przez szatana ludzkości ostrzegając, że cały świat leży w jego mocy. Trzeba mieć jednak nadzieję, że w końcu jakaś szczepionka przeciw głupocie znajdzie kiedyś swoje zastosowanie: translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&tl=pl&u=http%3A%2F%2Fvaccineforstupidity.com%2F Niektórzy doraźnie zalecają terapię składającą się z chlorku potasu, chlorku wapnia i chlorku sodu (32) oraz zielonych liści kapusty :)) Link Zgłoś
privus Re: Czy jest szczepionka na głupotę? 04.11.11, 12:58 zamknięty P.S. Post jest źle podpisany i dotyczy nicka n4eu. Link Zgłoś
n4eu Re: Czy jest szczepionka na głupotę? 05.11.11, 06:02 zamknięty "Nie mniej jednak możesz pracować dalej w tym swoim trudzie ostrzega nia przed niebezpieczeństwami wynikającymi z zastawianych pułapek przez szatana ludzkości ostrzegając, że cały świat leży w jego moc" Zapomniales jeszcze dodac ze biegam z krzyzem po ulicach, jestem ksiedzem, slucham RM, glosuje na PIS, nie lubie homosiow i zgrzytam zebami jak widze komuniste itd itd. Dziwie sie ze o tym nie wspomniales . :) :) Link Zgłoś
Gość: mix Czy wiemy, ile nie wiemy? IP: *.adsl.inetia.pl 04.11.11, 15:10 zamknięty Jest to chyba najwłaściwszy komentarz do nonszalancji autora tekstu tego postu. Link Zgłoś
Gość: jothagie Spieszcie się być wrogiem K bo tak szybko odchodzi IP: *.dynamic.mm.pl 05.11.11, 09:07 zamknięty Osobnego odniesienia wymaga problem poruszony w wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,64,130263416,130263416,Moj_apel_do_Gienka_.html Chłopcy typu Gienek, n4eu vel Hihi vel Kecawa i wielu innych, co nie znaczy, że jest to duża grupa osób (dwie osoby i asystenci), dostali nowy impuls walki i tam się będą wyżywać. Ale jak znam ten typ ideologii, to i tu nie popuszczą, ale w zasadzie jest to bez znaczenia, bo ta forma agresji społecznej zbliża się do swego unicestwienia. W całej tej głupocie ujawniły się wreszcie „założenia” i … wszystko jasne. Odwrót kiedyś nastąpi, ale póki co, dla niektórych jest to jedyny sposób na odreagowanie. Niestety, takimi ubytkami nie interesują się duszpasterze, a przecież to w ich ogródku się dzieje. Znam księdza, który raz na tydzień zaprasza bezrobotnych swojej parafii organizuje im zajęcia terapeutyczne (społeczność) a potem częstuje posiłkiem. Ma sześć takich grup. I to ja pochwalam. O tym powinno się pisać, upowszechniać, że przynajmniej niektórym ludziom Kościoła chce się chcieć. Nasze powszechne ubóstwo nie pozwala na prawdziwą twórczość i cywilizowane spuszczanie emocji, a więc niech będzie tak, jak jest, chociaż z tym się nie godzę (np. z reakcja na ks. Bonieckiego – cenie sobie swoją młodość i zafascynowanie TP – to nie jest gazeta, to stan umysłu). Dziękuję za wszystkie komplementy, te dodatnie i te ujemne, jak mawiał klasyk solidarnościowej nowomowy. Nic nie poradzę, że jestem taki, jaki jestem – przecież to mój wybór, a to że jestem tak a nie inaczej oceniany – to Wasz wybór. Jest w tym trochę przesady, bo jeśli ktoś ocenia mnie jako wroga Kościoła, to chyba przesadza, albo posługujemy się słowami o różnym znaczeniu. Kościół mi przeszkadza, ale tylko tam, gdzie nieproszony wciska się w moje życie. Niezależnie od tego czy wciska mi „ochrzczone” prawo, czy usiłuje się wcisnąć na wizytę duszpasterską. Kościół powinien być niewidoczny (raczej dyskretny) tak jak byty do których istnienia się odwołuje. Za młodu byłem człowiekiem wierzącym i bez trudu odnajdywałem kościoły, duchownych, literaturę i to zarówno w kraju, jak i za granicą (np. w Kijowie – daleko poza miastem, w Odessie w ruinach). Teraz również, jeśli zapragnę, to odnajdę. Osiągnąłem etap agnostycyzmu, więc gdyby nie natręctwo Kościoła, to moglibyśmy o sobie nie pamiętać. Staję do dyskusji na tematy związane z funkcjonowaniem Kościoła, ale tylko dlatego, że mam jakieś wyobrażenie o funkcjonowaniu państwa. I tam spotykam Kościół, choć nie powinienem. W miarę upływu czasu dochodzę do wniosku, że jest on wszędzie tam, gdzie nie powinien być. Nie zapominam, żeby to wytknąć, choć bez przesady, nie ma to żadnego znaczenia. Na forum zaglądają frustraci, znudzone sekretarki, zabijający czas, pieniacze, intelektualni dresiarze, ci którzy z obowiązku muszą i montyphytonowcy – mam na myśli paru desperatów wolności, którzy żonglując, bawią się nią. Nikt z nich, również ja, nie ma wpływu na cokolwiek. Nie ma również żadnego znaczenia ta dyskusja no forum, bo tu nikt nikogo jeszcze nie nawrócił, i nie nawróci. Ja nawet takich założeń nie mam. W katolicyzmie jest to niedopuszczalne, żeby zmądrzeć, np. na starość. No chyba, że w „słusznym” kierunku. A propos założeń, to nawet wprost przeciwnie. Gdybym chodził pod kościół i ludziom wychodzącym z nabożeństw wciskał Palikota, to być może dawałby dowód bezsensownej misji i brak którejś klepki, ale tak nie jest. Ale jeśli kogoś zainteresowała postać lub idea Palikota, to proszę bardzo podążać za mną. Coś tam jeszcze umieszczę, jeśli oczywista, Bóg da zdrowie... bo z tym bywa różnie. Moje serce nie służy już królowej ale także mnie odmawia służenia i jest to krótka piłka. Gdybym był posłem, to około wiosny, gdy ruszą motocykliści, miałbym przeszczep, ale na to już nie liczę. Zresztą, 70 lat, to i wystarczy. Już zdążyłem się nabyć wrogiem... A swoją drogą, jeśli za błogosławieństwem o. Dyrektora powstanie ultra prawicowa, katolicka i narodowa partia pod przywództwem Z. Ziobro to w województwie naszym już ma fundamenty – trolli. Czy na tym można coś zbudować to akurat nie wiem, ale z pustą taczką można pozapieprzać udając ciężką robotę. Gdzieś około wiosny będziemy oglądać, jak to z poczwar będą wylęgać się motylki i ruszą na stokrotki. A stokrotki u Palikota. To oczywiste, że może się tak zdarzyć: „rzecze stokrotka do motyla – nikt nie patrzy, niech pan zapyla”, ale to raczej wyjątek niż reguła. Nawet bardziej teoretyczny, niż faktyczny. P.S. Na koniec roku zanosi się na dwa miliony bezrobotnych Polaków. Czy w takim kontekście możliwe są jeszcze inne odniesienia? Po prostu, śmiesznie i strasznie... Rusza to nawet twardzieli: wiadomosci.wp.pl/title,Lech-Walesa-ostro-do-Donalda-Tuska-wez-sie-do-roboty,wid,13957564,wiadomosc.html?ticaid=1d524 I klasykiem zakończę, bo ileż można o Palikocie? I już całkiem na zakończenie. Pani IrEno i podobni. Ta pseudo konfrontacja ze mną to esbecka inicjatywa, która takim apelom nie podlega. To zupełnie nie chodzi o religię. Po prostu, mamy stare porachunki i zawsze będę ten śmierdzący oddech czuł od pleców... Życie jest również takie. Esbek uważał, że wszystko mu się należy, a gdy tego nie otrzymał, to gotów jest się mścić do końca życia. W tym celu nawet nauczył się czytać i pisać. Dodatkowo, jako pracodawca, zobowiązuje do tego zaufanych pracowników... I nie wracajmy do tego więcej. Link Zgłoś
n4eu Re: Spieszcie się być wrogiem K bo tak szybko odc 05.11.11, 17:08 zamknięty Strasznie prosty ten swiat wg. JHG. Sa tylko czarni i nieczarni. :) Link Zgłoś
Gość: klon Re: Spieszcie się być wrogiem K bo tak szybko odc IP: *.formlessnetworking.net 06.11.11, 10:08 zamknięty Ale tego to nie wiesz, że te czarne są szybsze i mają lepsze przyśpieszenie do setki? Do dwusetki jeszcze lepsze. Do tysiąca złotych – ideał. Czarne podobno też dobrze wyszczuplają – minus w przypadku prezerwatyw... W przypadku interesu na owieczkach trudno jest udowodnić, że czarne jest czarne. Link Zgłoś
Gość: jothagie „... No, moi przyjaciele, IP: *.dynamic.mm.pl 07.11.11, 13:23 zamknięty akurat nie za późno, aby szukać nowych przygód w świecie”. PiS jest dla mnie przykładem takiej tabletkowej impotencji. Wygląda na to, że Prezes, ktoś przy Prezesie lub grupa osób mających na niego wpływ, pełni rolę kreta z gór Golan. Przecież to już widać, że w każdej prawie kampanii pojawia się coś, co nosi znamiona przyczyny lub przyczyn braku miażdżącej przewagi, do której podstawy były. Pochodzenie „patentu” również można by opisać. Chociaż nie powiem, że analiza pokazuje coś bardzo jednoznacznego. Przegrywanie PiSu wyraźnie komuś pomaga, a PiSowi wyraźnie się opłaca. To jest antynomia, której nie da się rozwiązać nie znając wszystkiego, a ta wiedza jest co najwyżej w domyśle. Trochę światła na sprawę rzuca ruch „ziobrystów”, jeśli nie jest to na zimno przekalkulowane wspólne przedsięwzięcie, które może mieć rangę sukcesu (30+11) ale może okazać się ruchem jałowym (21+9). Ujmując to politycznie a nie statystycznie rzecz sprowadza się do pytania: Kto z kim. Padre Rydzyk z Kaczyńskim, czy Ziobro z padre Rydzykiem. Wyborcy nie liczą się w tej grze. Liczą się w rozdaniu, czyli jest to typowe grzebanie w twardym elektoracie, a więc może się to okazać ruch jałowy. Tłumaczenie konieczności wygrania PO strachem przed PiSem jest medialnym chwytem, który wcale nie pasuje do 300 tys. głosów na „kata” Ziobrę. Mógłbym to przeanalizować na przykładach, ale szkoda na to czasu i trudu, jeśli i tak nikomu na tym nie zależy. Poza tym potwierdzenie hipotezy tkwi w wywiadach i służbach, a więc nie będzie dostępne w całości, a tylko we fragmentach. No może nie całkiem, bo przecież stery przejął o. Dyrektor – musi mieć jakieś przecieki. Nie chodzi o to, że poczuł pismo nosem, ale zdobył wystarczającą wiedzę. Nie chciałbym mu dodawać argumentów, bo to również nie jest mój „Ulisses”, choć jest najprzebieglejszym uczestnikiem tej wojny. Ja to bardziej widzę jako Boską Komedię a ten Ulisses przypomina mi egoistyczną postać z wiersza Tennysona. Dlatego też, to może być skuteczna masakra, choć jednocześnie może to być koniec o. Dyrektora, bo podobnych kretów w episkopacie jest cała sfora. Im także pecunia non olet. I sądzę, że w żołnierskich słowach jest to cała historia „ziobrystów”. Jeśli naród to choć częściowo tak odczyta, to ciemno widzę najbliższe rządy PO. To pogrzebie również SLD. Co do Palikota to nie jestem pewien. Może się ostać, ale musi być niezwykle ostrożny w paru sprawach. Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego o. Dyrektor teraz dopiero zdecydował się na przeprowadzenie tej operacji. Przecież to było widoczne zanim L.K. został prezydentem. Wtedy o. Dyrektor chciał zatapiać platformę. Trzeba było dobraną większość PiSu zatopić. Teraz jednak z PiSu wyłoniło się zbyt dużo osób „zasłużonych”, żeby jakaś nowa religia nie powstała. Powstanie, podobnie jak teatralna aleja gwiazd koło Jaracza, filmowa aleja gwiazd gdzieś tam w Polsce. Każdy, komu uda się wmówić, że pełni jakąś misję ma w którymś momencie potrzebę odciśnięcia dłoni, stopy, wizerunku, pomysłu, itp. Pomysły „na Polskę” jeśli są, to są tylko przy okazji. Ja to pochwalam, bo chociaż tyle z tego Polska ma. Jeśli cynicy uczą nas patriotyzmu, to nie może to wyglądać inaczej jak karykatura. Jesteśmy „młodzi” w demokracji i jeszcze nie stać nas na spełnionych polityków, którzy mieliby tylko ojczyznę na myśli, to dorabiajmy się ich pozwalając na kolejne religie, doktryny, kulty i święta. Niech zdobywają wiedzę i kształcą wyobraźnię na miarę zadań ojczyzny. Przy obecnej polityce Kościoła mój teatr Palikotów widzę ogromny... Martwi mnie tylko jedno, że ta religia zostanie wchłonięta całkowicie przez inną znaną już religię, która ma swój standard wiedzy i wyobraźni i na żaden dodatkowy rozwój nie pozwoli. To jednak jest już sprawą wyborców. Jeśli chcą żeby ten liturgiczny taniec odbywał się na małym klepisku, zamiast na dużej scenie, to demokracja nic na to nie poradzi. PiS jako taki nie jest dla mnie żadnym problemem i tak bardzo mnie nie interesuje. Jest jednak jeden powód dla którego temat ten kręci mi się po głowie. Otóż ja cechuję się dosyć dobrym wyczuciem i intuicją. Wiele prognoz sprawdzało mi się dokładnie. W rodzinie jestem uważany za politycznego jasnowidza. To oczywiście nie jest tak, ale zastanawiam się dogłębnie, co w tych ostatnich wypadkach PiSu brzmi mi fałszywie. Jest coś nergalowsko podstępnego, co należałoby czytać odwrotnie znaczeniowo, może wspak a może jeszcze inaczej. Niestety, nie potrafię tego do końca wyczuć, ale to wyjdzie, bo żywiołu sukcesu, a taki będzie jakiś czas towarzyszyć „ziobrystom” nie da się do końca wyreżyserować. Zdradzi słowo, gest, które będę zbierał a w odpowiednim czasie połączę je jako wystarczające przesłanki do pewnych wniosków. Zastanawiający jest dla mnie sposób wyrażania się Jacka K. o Jarosławie K. Człowiek którego stać na każde chamstwo wyraża się dalej w sposób lenno-poddańczy. Może w mądrym dzieleniu jest metoda? Rzadkie są to przypadki, że politykę (jej atrakcyjność) można by porównać do kobiety - lubię kobiety, które są seksowne jako ubrane. Stwarza to wrażenie apetyczności i dobrego smaku. Gdy zaś stają się seksowne dopiero po rozebraniu to znaczy, że przeoczyliśmy moment, kiedy zrobiło się niebezpiecznie. Mam wrażenie, że tak właśnie seksistowska jest nasza polityka, czyli jeśli nas pociąga, to znaczy, że grozi nam jakieś niebezpieczeństwo i że jeśli na nią jesteśmy napaleni, to niebezpieczeństwo sprawdzimy na sobie... … Come, my friends, 'Tis not too late to seek a newer world. I tyle słów E... na dzień dzisiejszy. Link Zgłoś
Gość: Jesień Re: „... No, moi przyjaciele, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.11, 20:29 zamknięty A czy nie szkoda czasu na dyskusję o politykach? Dla melomanów: youtu.be/WW-8SRswjr0 Dla seniorów: youtu.be/yRHBNjG0-Dc Dla średniego pokolenia: youtu.be/lOjhs_HqNuY Link Zgłoś
Gość: jhg Wkrótce zaczną się deszcze i słota... IP: *.dynamic.mm.pl 07.11.11, 20:58 zamknięty I czym wtedy żyć Panie Premierze? Za dedykacje dziękuję. Zmieściłem się w kategoriach wiekowych. Link Zgłoś
n4eu Re: „... No, moi przyjaciele, 08.11.11, 08:09 zamknięty Jak sie czyta co w tym biednu kraju wyprawiaja socjalisci to nie szkoda czasu. podatki.onet.pl/koniec-lokat-antybelek,19923,4901042,1,prasa-detal Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie, kobieto, nie płacz IP: *.dynamic.mm.pl 08.11.11, 10:07 zamknięty Mówię: Pamiętam, kiedy siadywaliśmy/Na rządowym podwórku w Trenchtown/Obserwując hipokrytów przemieszanych w tłumie/z dobrymi ludźmi których spotykamy. Przeczytałem coś takiego (www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1946:anatomia-zgorszenia&catid=65:publicystyka&Itemid=123) i trochę dech mi przytkało. To by świadczyło, że nie tylko w Kościele hierarchicznym, ale i w laikacie nie ma miejsca na inne zdanie, i na inaczej myślących. Ta próba wyniesienia tolerancji na sztandary to zwykły pokazowy pic, kiedy chce się wyjść na człowieka współczesnego. Wyraźnie jest ona warunkowa – nas tolerować trzeba, ale nas obowiązują nasze ustalenia. Tak myśli Kościół jako suma... Sprawa księdza Bonieckiego jest pewną granicą. Kiedy duchowni trzymają ich linię to wszystko w porządku. Przypadki niesubordynacji ideowej zamiatało się pod dywan. Nie były to osoby znane, a atmosfera nie była tak żądna jak w roku 1517. W takim płytkim i zewnętrznym katolicyzmie nie miało to takiego znaczenia. Teraz stało się kłopotliwe, bo społeczeństwo zaczyna samodzielnie myśleć a poza tym organizuje się na dostępne współcześnie sposoby. Społeczeństwo zaczyna odróżniać ludzi kompromisu, mówiących językiem zgody, tolerancji, szczególnie, gdy w tym morzu bylejakości wyłania się jeden guru. Widoczny przez doświadczenie i siwą głowę i ciąg sensownych wypowiedzi. Sensownych, co ważne, dla ludzi kultury. Gotowi jesteśmy to „połknąć”, mimo że i on ma swoją ścianę, której już dalej przesunąć się nie da. Problem w swej genezie wygląda przedziwnie i nie całkiem szczerze, to przyznaję. Otóż w którymś momencie, zupełnie na poważnie, uwierzyliśmy w coś, co odegrało jakąś rolę w naszym życiu, ale w coś, co w wielu przypadkach, uwzględniając dzisiejszy punkt widzenia, okazuje się zbędne. Otóż w ramach ubezpieczenia nabyliśmy całą tą nadprzyrodzoną „rzeczywistość” a jej zarządzanie oddaliśmy w ręce hochsztaplerów. Chcielibyśmy się z tego honorowo wyplątać, ale nie dla wszystkich jest to proste. Dlatego z lubością przyglądamy się „brutalnym” rozwiązaniom (Natanek) lub inteligentnym ułatwieniom (Boniecki). I pomyśleć, że to wszystko dlatego, że sami decyzji podjąć nie możemy. Czujemy swoją słabość i autorytet jest nam potrzebny. Autorytety są zaś w gruzach po tej wojnie polsko-polskiej. Człowiek jest słaby, a dodatkowo osłabia go to „zarządzanie”. W dzisiejszym Kościele nie znajdujemy autorytetu, więc czepiamy się każdej okazji, a jeśli jest ona wyjątkowa, to nawet ateiści gotowi są go poprzeć, oczywiście, w ramach samousprawiedliwienia. Mój komfort polega na tym, że jestem agnostykiem i wszystkie okazje tego typu są mi zbędne. Po prostu nie mam takich problemów. Pozwalam sobie problem ocenić tylko dlatego, że Pismo TP coś dla mnie znaczyło i dalej znaczy – lubię rzeczywistość poznać i od tej strony, mimo że na brak swojej wizji nie narzekam. Sprawa ma również taki ogląd, że jeśli ktoś mówi coś, co jest z czymś (Pismo św.) spójne i jednocześnie jest twórcze, to nie ma znaczenia, kto to mówi. Powinniśmy gromadzić postęp niezależnie od tego, jakie ma pochodzenie – od czasu do czasu usiąść i zastanowić się nad zgromadzonym materiałem. Wniosków nie przesądzajmy z zewnątrz naciskiem..., np. zakazami wygłaszania a może i czytania napiętnowanego autora. Dlatego nie odpowiada mi ani poza Krystyny Jandy, ani płacze tych, co za wszelką cenę usiłują bronić pozycji Kościoła. Tego na dłuższą metę nie da się obronić. Kościół winien cofnąć się do Pisma św., bo jeszcze to może być zaakceptowane i przydatne. Te procesy mają charakter obiektywny i nic ich nie zwolni, ani nie przyspieszy. Nie przyśpieszy nawet Palikot, który tylko zwolnił ujście dla gromadzonego od lat niezadowolenia. Dlatego: No, woman, no cry Said - said - said: I remember when we used to sit/In the government yard in Trenchtown/Oba - obaserving the 'ypocrites/As they would mingle with the good people we meet. Bob Marley www.youtube.com/watch?v=xa0UoA_KxBg&feature=fvst Link Zgłoś
Gość: jothagie Tyś Szatan?!... IP: *.dynamic.mm.pl 09.11.11, 14:49 zamknięty Podobno pierwsza mowa szatana do rodu ludzkiego zaczęła się najskromniej od słowa: „dlaczego”? Jednocześnie temu słowu i ludzkiemu zdziwieniu przypisuje się początki filozofii i nauki... jako zorganizowany myślowo proces szukania przyczyn. To może warto było? Ale dosyć – Panie Hans Andersen... Chciałbym jeszcze oczyścić pole wokół Darskiego (Nergala). Nie znam człowieka. Nie słucham jego muzyki, choć fachowość jego uznaję. Nie biorę na poważnie jego gadki, ale to co wypowiadają o nim duchowni woła o pomstę do nieba. Satanizm to nie to, co mu przypisujecie. To co powstało w latach 60/70 w USA jest czymś innym, niż wyobrażenie biskupów o naćpanych dupkach wywalających nagrobki na cmentarzach. To coś innego niż najbardziej zmodyfikowana wersja o wampirach. To coś innego niż wyobrażenie o Nergalu depczącym hostię (zresztą, gdzie Rzym, gdzie Krym). To wreszcie coś innego niż wyznanie, Léo Taxila, który twierdził, że tajnie czczą oni (wolnomularze) szatana. Anton Szandor LaVey żyd pochodzenia węgierskiego, który stworzył Kościół Szatana i Biblię Szatana - to twórca nowoczesnego satanizmu, przy czym słowo „nowoczesny” pozbawione jest tu oceny. I znów podarunek braci starszych w wierze dla braci mniejszych, czyli gojów. Bajeczka jak każda inna, ale jeśli są takie potrzeby, to cóż czynić? Być Nowakiem, węszyć i do prokuratury donosić, czy obejrzeć jak przedstawienie? Ten satanizm ma charakter estradowy, publiczny, a nie charakter kreciej roboty, akurat komuś na złość. A z Darskiego to taki satanista jak ze mnie Biblia, którą on zniszczył... Trzeba jeszcze zdać sobie sprawę, czym w istocie jest satanizm w tej najpopularniejszej wersji LaVeya. Sztafażem, sztuką, maską, filozofią, zachowaniem na moment wspólnego zgromadzenia, obyczajem łączącym do innego przeżycia (np. muzyki, światła, dźwięku, sytuacji zapożyczonych z religii), po prostu kłamstwem w artystycznej dobrej wierze. To coś na kształt religijności starożytności pogańskiej, gdzie nie wierzono w bogów, ale byli oni rodzajem narracji o życiu. Bogowie byli potrzebni, żeby opowiedzieć jakąś część życia. To tak jak w naszej kochanej Konstytucji, żeby w największym nawet draństwie można było odwołać się do Boga, przecież jako pojęcia a nie bytu. Żeby to zrozumieć trzeba pojąć takie dwie pary pojęć: Teizm, którego esencją jest istnienie Boga jako bytu rzeczywistego (załóżmy, ze mówimy o chrześcijaństwie) i ateizm, w którym brak tej esencji, przynajmniej rzeczywistości bytu. Istnienia pojęć przecież nikt nie neguje. To teraz zrozummy satanizm, którego esencją jest asatanizm, gdzie mityczny szatan jest tylko sposobem opowiadania o istocie zła. Opowiadania o micie zła, jako o motywie życia. Nigdzie jednak w satanizmie nie ma Zła jako bytu. Nie ma wiary w jego istnienie, a bez wiary nie ma religii. To tylko księża katoliccy mówią o wpływie Złego, a więc bytu. To katolicyzm podrzuca ludzkiej wyobraźni Złego usiłując innym przypisać do niego stosunek powiązań religijnych. Niech pomocą będzie buddyzm, którego istotą jest brak Boga, a Budda jest sposobem opowieści o świecie i elemencie w nim istotnym, a mianowicie o boskim dobru jako świetle dla umysłu. Inna rzecz, że rzucanie tym w naród, który generalnie nie ma przygotowania filozoficznego jest następną zbrodnią Kościoła na umysłach ludzkich. Albo subtelna filozofia, albo piekło, diabły, smoła, siarka i przekleństwa na wieki... Decydujcie z czym Wam łatwiej, bo narodowi to niedługo zacznie zwisać. Z przykrością stwierdzam, że księża nie mają pojęcia o satanizmie. Rozumieją przez to najczęściej konkurencję i odwrotność do chrześcijaństwa. To tzw. satanizm teistyczny, w sensie odwrotności, gdzie szatan jest Bogiem, których to głupot już nikt nie opowiada. Wiem, że instrukcja nakazuje mówić tylko o tym satanizmie. Przykre, że to księża wypowiadają się na ten temat niszcząc przy okazji Darskiego, który jest takim samym satanistą, jak ja baletnicą Teatru Balszoj. Ja rozumiem, czego boją się duchowni. Pod satanizm łatwo można podłączyć nienawiść do Kościoła, która spowodowali duchowni swoim postępowaniem – pazernością, nieomylnością, włażeniem w sprawy ludzkie, pedofilią, nieuczciwością, wpływem na politykę. Za to jednak Wielebni weźcie winę na siebie, bo inaczej będziecie musieli ogłosić Palikota Pierwszym Satanistą IIIRP. To on gromadzi tych których wepchnęliście w nienawiść do Kościoła. Nie zwalajcie tego na satanizm. Niestety, stwierdzam również, że jest to zbyt trudne dla biskupów. Pieniądze wyprały im poczucie filozofii. To zresztą nigdy nie szło w parze. Filozof okryjbida (jak w piosence) to filozof, ale współczesny duchowny to tylko polityk, w sensie skutecznego zarządzania „prawdą” (aktualnie ustaloną). Polityk który poważniej traktuje cudze bajki niż swoje. Swoim prywatnie nie wierzy, ale cudzych się boi jakby były prawdziwe. Arystoteles (autor klasycznej definicji prawdy) nie jest tu do niczego potrzebny... P.S. A jak przyszło co do czego, to szatana znaleziono w Asyżu. Sataniści tam mieszkający 700 lat dodymiali go kadzidłami i współpraca układała się nieźle. Giotto im tę świnię podrzucił. Wiadomo, że gdzie diabeł nie może, tam kobietę pośle i stało się. Tę adorację franciszkanów zakończyła historyk sztuki Chiara Frugone. Zdemaskowała szatana i jego wielbicieli. Dlatego niech Wielebni najpierw szatana u siebie dobrze poszukają... dopiero potem u Darskiego. Link Zgłoś
n4eu Re: Tyś Szatan?!... ale o sssso chodzi....? 09.11.11, 16:04 zamknięty "Z przykrością stwierdzam, że księża nie mają pojęcia o satanizmie". Jak rozumiem twierdzenie szanownego JHG poparte jest odpowiednimi badaniami popartymi fachowa metodologia. :) Nie sadze zeby szanowny JHG ot tak sobie uogolnil bez sensu i kredensu w kwestii ktora jest przeciez jakze istotna dla przecietnego Polaka. Jest to chyba nawet sprawa kluczowa i gdy np. od stycznia wejda zapowiedziane przez socjalistow kolejne podwyzki w wyniku ktorych paliwo ma ponoc podrozec o 30 gr, maja tez wzrosnac oplaty za prad, wegiel bo tego wymagaja od nas komisarze z Eurokolchozu to wowczas umeczony "polityka Kosciola" (a jakze) lud polski zawyje jednym "wspolnym"glosem: Palikot co z tymi krzyzami?!? :) finanse.wp.pl/kat,104122,title,Benzyna-juz-po-6-zl,wid,13967324,wiadomosc.html?ticaid=1d5a1 Link Zgłoś
edico Czy Szatan to nie jest czasem jaki satyryczny Bóg? 27.10.13, 14:36 zamknięty Jeden i drugi przez usta swoich takich czy innych zwolenników wiele obiecuje a konsekwencje są niezmiennie takie same. Cóż to za sadystyczna postać, która czerpie przyjemność z cierpienia ludzi na ziemi obiecując im w nagrodę w zasadzie wszystko, ale po śmierci? A Nagroda? Nagrody jak nie było, tak nie ma nie ma. Nie ma też Kary. A potem... nie ma już nic. Za życia mogą być co najwyżej konsekwencje własnego nierozważnego postępowania. Np pędząc z szybkością 200 km/h na torze wyścigowym, to nie to samo, co pędząc z tą samą prędkością po mazurskich drogach. Czy można to pojmować w kategoriach jakiegoś grzechu i nagrody bądź kary po śmierci? Link Zgłoś
Gość: jothagie Historia ab urbe condita, a może IP: *.dynamic.mm.pl 11.11.11, 13:44 zamknięty jeszcze wcześniej. Gdzieś nam umknął wątek pt. „Historia Palikota” (forum.gazeta.pl/forum/w,64,130055425,130055425,Historia_Palikota.html), a szkoda... Był obliczony na zniszczenie Palikota, ale nie daliśmy mu umrzeć i służy jego chwale. Jego autor słabo się stara, ale jaki historyk, takie starania... To oczywiste, iż drażni Was, że nie jest to historia kolejnego Waszego dupka. Drażni Was, że jest to historia człowieka z jajami tam, gdzie być powinny i z mózgiem w czaszce. Trudno Was namówić do zrozumienia tego, że historię polityka zaczyna się pisać wtedy, kiedy zbuduje sobie i innym świat wartości, postawi sobie i innym cel, dobierze ludzi i zgłosi propozycję jako propozycję dobra wspólnego. Ludzie to zaakceptują i wyposażą w odpowiednie uprawnienia (40 sejmowych szabel). W którymś momencie ogłasza: I'm ready. Taki moment mamy już za sobą - zaprzysiężenie posła, które otwiera księgę historii polityka. Dla Was natomiast historia Palikota to przede wszystkim historia pierdzenia w fotel księdza biskupa, michalika czy rydzyka. Gówniarze jesteście (do autora wątku!) i chyba do Was to dociera, bo coraz większej biegunki dostajecie. I jeszcze sobie wyobrażacie, że powielaniem głupot odwrócicie historię. Niedoczekanie Wasze. A poszczekać to sobie możecie – w końcu za coś Wam muszą płacić. Jeśli natomiast robicie to z czystej nienawiści, to ja rozumiem, że orgazm Wam się od czasu do czasu należy. A jeśli go osiągacie to tylko na zasadzie: dylu, dylu na badylu... Może „Ozon”, może wino Lapatik, może ojciec szmalcownik... Ale co ma piekarnik do wiatraka? Łączy ich chyba tylko głupota użytkownika... Ale nie martwcie się. Dymy kadzideł nie jednego ogłupiły. Jeśli jednak chcecie uprawiać historię Palikota to przynajmniej do IPNu się zapiszcie. Tam do perfekcji opanowali i zadymianie i oddymianie. Zależy od tego, co aktualnie jest na topie. Historia Palikota to również współczesność jego anty-Palikotów. To zbiór takich głupot, jakie tu wypisujecie, ale także wypowiedzi hierarchów. Na Terlikowskiego i Adamskiego to już nie warto zwracać uwagi bo to typowe pchanie się przed rotmistrza. Po prostu koń wiary ich ponosi a adrenalina zastępuje myślenie. Z tych „ważniejszych” anty-Palikotów to czytam tylko na poziomie abpa Pieronka. Niżej to już tylko krok do Michalika, a wyżej to już tylko prof. Bartoś (intelektualista, były dominikanin). To charakterystyczne, że michalikowanie totalnie ośmiesza nie tylko Kościół, ale i religię. Intelektualiści natomiast nie utrzymaliby Kościoła nawet przez sto lat. Natomiast Pieronek uświadamia, dlaczego Kościół liczy sobie 2 tys lat. A to jako przykład: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ostre-slowa-biskupa-o-Palikocie-wrzod-narastal-az-pekl,wid,13949092,wiadomosc.html Tego typu rzeczy radzę jednak czytać z namysłem, bo w tym w sposób ukryty mieści się cały „Indeks Ksiąg Zakazanych”, mimo że o żadnym spisie lektur się tam nie wspomina. Błyskotliwość ale i błąd Pieronka polega również na tym, że doskonale opanował erystykę i retorykę sporu antykomunistycznego i z powodzeniem robi z tego użytek w świadomości ludzi, którzy cokolwiek jeszcze pamiętają, a więc ludzi w jego wieku. Młodzież wzrusza ramionami, a przekonuje ich Palikot. I powiedzmy to sobie otwarcie: Ruch Palikota stworzył Kościół. Społeczeństwo ma dosyć panoszenia się i pazerności duchownych, wtrącania się do polityki, wywierania nacisków na państwo. To powinno być wykasowane z naszej przyszłości. Nikt nie chce wojny z religią. Chcemy właściwego usytuowania Kościoła w państwie. Dlatego będzie przybywać zwolenników świeckiego państwa. I nie róbcie bohatera z Palikota. On jest tylko iskrą. I jeszcze jedno. To wcale nie chodzi o nienawiść do krzyża, bo to byłby jakiś obłęd. Chodzi o to, żeby krzyż nie symbolizował tego, o czym napisałem. Niech będzie symbolem aksjologicznym, ale niech przestanie być oznaką tego wszystkiego, co negatywnie zadziwia nas w Kościele i jego sługach. Przed chrześcijaństwem krzyż był symbolem hańby i powraca w tejże roli jako post-chrześcijański post-religijny, post-humanistyczny symbol. Post-chrześcijański, bo w jego blasku Kościół traci kontrakt z Pismem św. To takiego krzyża my nie chcemy i do niczego nie jest nam potrzebny. A taki Kościół niech z daleka trzyma się od Państwa. Dla posła J. Palikota mam sugestię. Jeśli już nie uda się wyprowadzić krzyża z sejmu, to metodą irlandzką zawiesić na nim buciki dziecięce. Splamili go pedofilią, to niech im i narodowi ustawicznie to przypomina. Nie pozwolimy im ukrywać zboczenia pod sutanną a nam po oczach świecić krzyżem. Panie Januszu, niech Pan nie ustaje w wysiłkach pamiętając o tym, że SLD traciło poparcie również dlatego, że przez tyle lat nie protestowali przeciwko symbolowi, z którym podobno się nie zgadzali... Konsekwencja w oczach wyborców to podstawa. P.S. Z dużym szacunkiem podszedłem do świąt 1 i 2 listopada. Z historii wiem, jak wielkie znaczenie ma panteon czyli wspomnienie wszystkich bogów, czy bogów i herosów. Także święto „zaduszne” ze względu na ideową bliskość historii (Mickiewicz - Dziady) są korzystne dla wyobraźni. Kontrolowana abstrakcja jest podstawą rozwoju „zmysłu” matematycznego. Ja pomijam, że w Piśmie św. nigdzie nie ma mowy o czyśćcu. Jednak zostałem trochę zniesmaczony wypowiedziami duchownych, których bezkrytycznie puszcza się w telewizji. Otóż Ezop, Kryłow i inni bajkopisarze to pętaki przy tym, co wymyślają duchowni. Z punktu widzenia języka rzeczowego jest to wczesny Wałęsa. Im większa krytyka, tym bardziej magiczny język. Brakuje tylko śrubokręta, którym wzmacnia się dymienie. Link Zgłoś
n4eu Re: Historia ab urbe condita, a może 11.11.11, 15:05 zamknięty Moim skormnym zdaniem w historii Palikota chodzi nie tyle o to ze nie ma on jaj ale o to ze on siedzi po jaja w ukladach. Ze nie jest niczym nowym na naszej scenie politycznej tylko jest jej "okraglostolwym" kontynuatorem, a jego "wrogosc" wobec Kosciola ma wylacznie aspekt czysto pragmatyczny i bynajmniej nie chodzi "o Polske". Nie bardzo rozumiem dlaczego Kosciol nie moze wypowiadac sie o naszym zyciu politycznym? Skoro wszyscy moga to oni chyba rowniez. Skoro moze np. koles komuszych oprawcow zlodziei i agentow to niby czemu nie moze ksiadz. Ja sie tylko sprzeciwiam oplacaniu Kosciola z naszych podatkow. Niech sie czarnulki utrzymuja sami a nie naszym kosztem. No ale niestety mamy socjalizm i to nie ja decyduje na co maja isc moje pieniadze ale bandycki lewicowy rzad zabiera mi mase kasy i daje ja komu chce i ile chce. Link Zgłoś