Gość: Janusz Sawczuk
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.09.09, 05:02
Przed dziesiecioma dniami pisałem na tych łamach:
"Mam złe przeczucia, jeśli idzie o amerykański stosunek do Polski w
tych dniach. Wiele wskazuje na to, że Obama ustawiając po swojemu
zwrotnice w generaliach zawarł deal z Kremlem, iż nie będzie
eksponował swojej obecności w Europie Środkowej, co paradoksalnie
zbliża nas do chwili, kiedy będą tu "rządzić" dwaj najsilniejsi
partnerzy USA w tym regionie, tj. Niemcy i.. Rosja właśnie. - Nie
mamy nic przeciwko tarczy, ale dlaczego właśnie tu (w słupskim
Radzikowie), powtarzał Ameryce Putin tak długo, aż uwierzyła.
Doskonale wiedział o co gra. O brak amerykańskiej obecności nad
Bałtykiem, bo Ostsee to ma być przestrzeń rosyjsko-niemiecka, a
amerykański but w Radzikowie znakomicie odwracał by całą statykę.
Jeszcze chwila i tarcza zostanie odtrąbiona, a garnizon Patriotów
koło Warszawy też nie będzie potrzebny, zresztą miał być rozlokowany
bez głowic, a więc bezzębny, a więc czysto symboliczny gest bez
znaczenia strategicznego.( Teraz ma być uzbrojony, podobno, dop. JS)
USA za Obamy ( Bush próbował ) nie zrobiły
nic, by zatrzymać budowę Gazociągu Północnego, który jest prawdziwym
probierzem politycznych intencji Putina, w czym Berlin mu podaje
rękę, a wzmożone ostatnio sygnały "przyjaźni" ze strony Niemiec pod
naszym adresem mają tylko przysłonić fakt, iż w esencialiach umacnia
się wspólnota interesów gospodarczych i politycznych nie tyle EU-
Rosja, co po prostu niemiecko-rosyjskich. W tym sensie obecność
Putnia i Merkel w Gdańsku nie tylko może wyglądać, ale naprawdę
będzie symbolicznym potwierdzeniem patronatu nad obszarem Europy
Środkowej. (..)
Polska polityka wzmacniania roli Europy Środkowej jako zwornika siły
strategicznej UE na styku z Eurazją i przywodzenia regionowi dostała
potężny cios..
Przy nieobecności USA, (bo na szczeblu jakiegoś podsekretarza
stanu lub niżej to się nie liczy, co by rzecznik rządu nie mówił)
zostaliśmy sam na sam z wrogami/agresorami sprzed 70 lat, dzis
państw zakochanych w sobie z wzajemnością, i grupą zdezorientowanych
premierów od Albanii po Słowację (pardon Bratysława nie
przyjedzie!?).
Jakże gorzka to lekcja realizmu w historii."
Wczoraj przerabialismy powtórkę z lekcję realizmu w polityce daną
nam przez USA. Priorytet rozmów z Rosją jest dla USA oczywisty,
liczy sie polepszenie klimatu przed ostateczna fazą negocjacji nad
ukladem o rozbrojeniu strategicznym. Plus oczywiscie budowanie i
umacnianie partnerstwa z niedawnym numer dwa na świecie. Obama
najwyraźniej wysłuchał żali Kremla, który ma pełne zrozumienie dla
amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, ale pod warunkiem, że jej
systemy będą stacjonować jak najdalej od rosyjskich granic i nie
zagrażać newralgicznym interesom w Europie Środkowej. Obrona
antyrakietowa zostanie odsunieta na Morze Pólnocne i Morze
Śródziemne, czyli tam, gdzie już ... jest ! Akcent zostanie położony
na obronę sojuszników USA w Korei Południowej, Japonii, na Bliskim
Wschodzie, których zagrożenie rakietami średniego i krótkiego
zasięgu z Korei Póln. i Iranu sie zwiększyło, wedle doniesień
wywiadu. Wczoraj jednym ruchem Obama dowartościował bezpieczeństwo
starych sprawdzonych aliantów w Azjii i Izraela, któremu wybija
argument, że nie jest (nie będzie) chroniony przed potencjałem
rakiet irańskich.
W Europie wszystko pozostaje po staremu, czyli musi wystarczyć to
co jest czyli, potencjały antyrakietowe NATO w ilościach określanych
przez dotychczasowe układy. Pamietajmy, że układ Waszyngtoński z
1987 r. o redukcji rakiet średniego zasięgu do zera, nadal jest w
mocy.
Wszystko inne pozostaje w mgławicy zamierzeń, których realizacja za
6-7 lat jest tak samo realna jak zatrzymanie.. procesu globalnego
ocieplenia, czyli może być mrzonką.
Czas obudzić się ze "snu o potędze" na rachunek USA i budować siłę
gospodarki, siłę intelektu, siłę charakteru...
Powtórzę hasło jednej z kampanii wyborczych w Niemczech:
"Es gibt viel zu tun ! Packen wir es an !
Serdecznie pozdrawiam o wczesnym poranku
i do zobaczenia o 6.30 na porannej kąpieli w Silezji :))
Prof. zw. dr habil. Janusz Sawczuk