Dodaj do ulubionych

Nowe paradygmaty Obamy (II)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.09, 05:02
Przed dziesiecioma dniami pisałem na tych łamach:

"Mam złe przeczucia, jeśli idzie o amerykański stosunek do Polski w
tych dniach. Wiele wskazuje na to, że Obama ustawiając po swojemu
zwrotnice w generaliach zawarł deal z Kremlem, iż nie będzie
eksponował swojej obecności w Europie Środkowej, co paradoksalnie
zbliża nas do chwili, kiedy będą tu "rządzić" dwaj najsilniejsi
partnerzy USA w tym regionie, tj. Niemcy i.. Rosja właśnie. - Nie
mamy nic przeciwko tarczy, ale dlaczego właśnie tu (w słupskim
Radzikowie), powtarzał Ameryce Putin tak długo, aż uwierzyła.
Doskonale wiedział o co gra. O brak amerykańskiej obecności nad
Bałtykiem, bo Ostsee to ma być przestrzeń rosyjsko-niemiecka, a
amerykański but w Radzikowie znakomicie odwracał by całą statykę.
Jeszcze chwila i tarcza zostanie odtrąbiona, a garnizon Patriotów
koło Warszawy też nie będzie potrzebny, zresztą miał być rozlokowany
bez głowic, a więc bezzębny, a więc czysto symboliczny gest bez
znaczenia strategicznego.( Teraz ma być uzbrojony, podobno, dop. JS)
USA za Obamy ( Bush próbował ) nie zrobiły
nic, by zatrzymać budowę Gazociągu Północnego, który jest prawdziwym
probierzem politycznych intencji Putina, w czym Berlin mu podaje
rękę, a wzmożone ostatnio sygnały "przyjaźni" ze strony Niemiec pod
naszym adresem mają tylko przysłonić fakt, iż w esencialiach umacnia
się wspólnota interesów gospodarczych i politycznych nie tyle EU-
Rosja, co po prostu niemiecko-rosyjskich. W tym sensie obecność
Putnia i Merkel w Gdańsku nie tylko może wyglądać, ale naprawdę
będzie symbolicznym potwierdzeniem patronatu nad obszarem Europy
Środkowej. (..)
Polska polityka wzmacniania roli Europy Środkowej jako zwornika siły
strategicznej UE na styku z Eurazją i przywodzenia regionowi dostała
potężny cios..
Przy nieobecności USA, (bo na szczeblu jakiegoś podsekretarza
stanu lub niżej to się nie liczy, co by rzecznik rządu nie mówił)
zostaliśmy sam na sam z wrogami/agresorami sprzed 70 lat, dzis
państw zakochanych w sobie z wzajemnością, i grupą zdezorientowanych
premierów od Albanii po Słowację (pardon Bratysława nie
przyjedzie!?).
Jakże gorzka to lekcja realizmu w historii."

Wczoraj przerabialismy powtórkę z lekcję realizmu w polityce daną
nam przez USA. Priorytet rozmów z Rosją jest dla USA oczywisty,
liczy sie polepszenie klimatu przed ostateczna fazą negocjacji nad
ukladem o rozbrojeniu strategicznym. Plus oczywiscie budowanie i
umacnianie partnerstwa z niedawnym numer dwa na świecie. Obama
najwyraźniej wysłuchał żali Kremla, który ma pełne zrozumienie dla
amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, ale pod warunkiem, że jej
systemy będą stacjonować jak najdalej od rosyjskich granic i nie
zagrażać newralgicznym interesom w Europie Środkowej. Obrona
antyrakietowa zostanie odsunieta na Morze Pólnocne i Morze
Śródziemne, czyli tam, gdzie już ... jest ! Akcent zostanie położony
na obronę sojuszników USA w Korei Południowej, Japonii, na Bliskim
Wschodzie, których zagrożenie rakietami średniego i krótkiego
zasięgu z Korei Póln. i Iranu sie zwiększyło, wedle doniesień
wywiadu. Wczoraj jednym ruchem Obama dowartościował bezpieczeństwo
starych sprawdzonych aliantów w Azjii i Izraela, któremu wybija
argument, że nie jest (nie będzie) chroniony przed potencjałem
rakiet irańskich.
W Europie wszystko pozostaje po staremu, czyli musi wystarczyć to
co jest czyli, potencjały antyrakietowe NATO w ilościach określanych
przez dotychczasowe układy. Pamietajmy, że układ Waszyngtoński z
1987 r. o redukcji rakiet średniego zasięgu do zera, nadal jest w
mocy.
Wszystko inne pozostaje w mgławicy zamierzeń, których realizacja za
6-7 lat jest tak samo realna jak zatrzymanie.. procesu globalnego
ocieplenia, czyli może być mrzonką.
Czas obudzić się ze "snu o potędze" na rachunek USA i budować siłę
gospodarki, siłę intelektu, siłę charakteru...
Powtórzę hasło jednej z kampanii wyborczych w Niemczech:
"Es gibt viel zu tun ! Packen wir es an !

Serdecznie pozdrawiam o wczesnym poranku
i do zobaczenia o 6.30 na porannej kąpieli w Silezji :))

Prof. zw. dr habil. Janusz Sawczuk
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Badura I znów to samo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 01:59
      Szanowny Panie Profesorze
      W Pana poprzednim wątku o tym samym tytule zwracałem uwagę, że pisze Pan,
      oględnie mówiąc, naiwnie. Tłumaczył Pan wówczas, że to tylko takie sobie
      refleksje, pisane na gorąco lekką ręką.
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,99532186,99797666,Re_Nowe_paradygmaty_Obamy.html
      Takie tłumaczenie już wtedy było nie do przyjęcia, bo podpisując się na tym
      forum: "Prof. zw. dr habil. Janusz Sawczuk" powinien Pan nawet na gorąco i lekką
      ręką pisać trochę sensowniej.
      Obecnie, po trzech tygodniach (a nie dziesięciu dniach, jak błędnie Pan
      wyliczył) wkleja Pan tu ponownie ten stary tekst. Dziś stanowczo nie jest to już
      na gorąco.
      Do wklejonego tekstu dopisał Pan komentarz ze zdaniem: "Czas obudzić się ze "snu
      o potędze" na rachunek USA i budować siłę gospodarki, siłę intelektu, siłę
      charakteru...". Jeśli Pana wypowiedź, otwierająca ten wątek, miała być próbą
      budowania "siły intelektu", to jest to próba bardzo, bardzo nieudana.
      Nie jestem w stanie w jednym poście wskazać na wszystkie niedorzeczności w Pana
      wypowiedzi, bo to jest tak, że Pan napisze jedno zdanie, a odpowiedź na nie musi
      mieć objętość kilku stron. Na początek więc takie: "Akcent zostanie położony na
      obronę sojuszników USA w Korei Południowej, Japonii, na Bliskim Wschodzie". W
      tym zdaniu sugeruje Pan, że USA wolą angażować się w obronę Japonii niż Polski.
      Skąd wziął się taki pogląd?
      Gdy w 2003 USA rozpoczęły wojnę z Irakiem premierem Japonii był Jun'ichirō
      Koizumi z proamerykańskiej Partii Liberalno-Demokratycznej, rządzącej
      praktycznie nieprzerwanie od 1955. Wbrew japońskiej opinii publicznej w styczniu
      2004 Koizumi wysłał japoński kontyngent do Iraku (nie mówiąc o miliardach
      dolarów). Koizumi odwiedzał też świątynię Yasukuni, by oddać hołd żołnierzom,
      którzy polegli w służbie cesarzowi, w tym japońskim zbrodniarzom wojennym.
      Powodowało to protesty m.in. Chin, których mieszkańcy byli ofiarami japońskich
      zbrodni.
      W 2005 odbyły się w Japonii wybory, w których partia Koizumiego (PLD) odniosła
      druzgocące zwycięstwo (296 mandatów w Izbie reprezentantów na 480 wszystkich).
      Wraz ze swym koalicjantem uzyskała ona większość wystarczającą do zmiany
      konstytucji. Gdy 26 września 2006 Koizumi ustąpił, jego następca z PLD, Shinzō
      Abe, zaniechał wprawdzie wizyt w świątyni Yasukuni, ale twardo obstawał przy
      opozycyjnej wobec Chin koalicji USA-Japonia-Indie-Australia. Można więc było
      nadal mówić o proamerykańskiej polityce Japonii.
      30 sierpnia 2009 odbyły się w Japonii kolejne wybory. PLD przegrała je. Nie była
      to jednak zwykła przegrana. Po przeszło pół wieku rządów tej partii Japończycy
      posłali ją na śmietnik. W 2005 niebywały triumf, a w 2009 śmietnik.
      Przeciwniczka PLD. Partia Demokratyczna, zdobyła w wyborach 2009 aż 308 mandatów
      w Izbie Reprezentantów. Nigdy w dziejach Japonii żadna partia nie uzyskała tak
      wysokiego wyniku. PLD otrzymała zaledwie 119 mandatów.
      Po wyborach premierem z ramienia PD został Yukio Hatoyama. Zapowiedział on
      radykalny zwrot w polityce Japonii. Jego zdaniem polityka zagraniczna Japonii
      powinna być nakierowana bardziej na Azję niż na USA. Dla Hatoyamy Japonia i
      Chiny to "najważniejsi sąsiedzi". Hatoyama wykluczył możliwość swej wizyty w
      świątyni Yasukuni. Nalega też na Chiny, by utworzyć wspólną azjatycką walutę na
      wzór euro (byłby to nóż w plecy dolara).
      Nie jest jasne, co spowodowało tak niewyobrażalnie radykalny zwrot w polityce
      zagranicznej Japonii. Można tylko gdybać. Interesująca jest tu sprawa słynnych
      "fałszywych" obligacji amerykańskich. Na początku czerwca 2009 Włosi zatrzymali
      na granicy włosko-szwajcarskiej dwóch Japończyków, którzy przewozili ukryte w
      podwójnym dnie walizki obligacje amerykańskie na 134 miliardy dolarów.
      Japończyków zatrzymano. Obligacje zostały przez Amerykanów uznane za fałszywe i
      jako takie zniszczone. Po ich zniszczeniu Japończyków uwolniono. Nie da się dziś
      ustalić, czy obligacje były rzeczywiście fałszywe, czy nie, bo już je
      zniszczono. Jeśli były prawdziwe (a wielu tak podejrzewa) to USA zwyczajnie
      orżnęły Japonię na 134 mld dolarów (niektórzy podejrzewają, że USA wyemitowały
      te obligacje nielegalnie, bo cała pożyczka od Japonii była nielegalna).
      Nie wiadomo jak było z obligacjami, ale wiadomo, że Japonia pod rządami premiera
      Hatoyamy nie bardzo może być uważana za lojalnego sojusznika USA. Trudno więc
      bronić poglądu, że USA porzuciły nas dla Japonii. Zanim więc Pan coś takiego
      napisze, proszę zajrzeć przynajmniej do Wikipedii. O innych sprawach w innych
      postach.
      Pozdrawiam serdecznie
      Piotr Badura
      • Gość: Janusz Sawczuk Re: Ta sama nie znaczy taka sama ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 06:14
        Szanowny Panie Badura,
        dziś bardzo krótko, bo mój czas pływania nadchodzi (6.30), a jeszcze
        trzeba dojechać!
        To miło, że Pan się odezwał, choć pora pisania wskazuje na
        zaburzenia w porzadku dnia i nocy, ale to nie grzech pisać
        gdy "wszyscy" już śpią. Niejeden o tej porze czuje sie bardzo
        samotny i zly na caly świat. Z pewnoscią skłania do skrótów myśli,
        siegania po szybką pomoc, uruchamiania adrenalinki, by dokopać. Ja
        Pana nie znam Sląski Demostenesie (też mieszkał w beczce, tez pustej)
        wiec Pana nie atakuje. Z datą ma Pan rację, mlody Alzheimer nie
        włączył przycisku "dodaj 10 plus 10 !) Ale co do reszty juz
        pozostane przy swoim. O Wikipedii mówię moim studentom, że to nie
        jest dla nich żródło, więc Panu też odradzam. No i popisywać sie
        Wiedzą z Wikipedii nie uchodzi w takiej jak ta formule rozmowy.
        Powtarzajac pewne wątki mialem na celu wyłącznie zwrócenie uwagi, że
        analiza, która prowadzimy na podstawie dostępnych powszechnie źrodeł
        juz grubo wcześniej zapowiadała nadejście tego co nastąpiło dwa dni
        temu w sprawie tarczy.
        Pyta Pan o mój pogląd (""Akcent zostanie położony na
        > obronę sojuszników USA w Korei Południowej, Japonii, na Bliskim
        Wschodzie". W tym zdaniu sugeruje Pan, że USA wolą angażować się w
        obronę Japonii niż Polski.Skąd wziął się taki pogląd?"), więc tylko
        b. krótko.
        Amerykanie powiedzieli nam (Obama Gates i inni)ze Polsce dziś nic
        nie grozi, ze jestesmy chronieni przez NATO, ze zamiast potencjałów
        strategicznych Iranu wywiad amerykański mówi o zagrożeniu dla
        sojuszników Stanów Zjednoczonych ze strony setek rakiet średniego i
        krótkiego zasiegu. O kim mowa? Moim zdaniem nie o Polsce, bo jak
        napisałem potencjaly średnich rakiet zostały zlikwidowane w Europie
        do zera, a krótkich Kreml nie wystawił do tej pory, dopiero groził
        wystawieniem (Iskander). Zatem ta uwaga tyczy sojuszników
        amerykańskich bezpośrednio narażonych na nieobliczalne "państwa osi
        zła", które faktycznie ostatnio zaniepokoiły Japonię i Koree
        Poludniową. W sprawie Japonii i Dalekiego Wschodu odsyłam raczej nie
        do Wykipedii a do Haliżaka choćby.
        Jak już Pan się wyśpi po nocnych trudach znajdzie Pan tu również
        serdeczne pozdrawiam
        JS
        (skracam maxymalnie) by nie prowokować Pana do pisania żólcią !
        Zauważyłem, że Pana pisanie ( nie tyczy to tylko tego wątku ) opiera
        sie na totalnym, bolesnym, ciężkim, gorzkim i wręcz rozpaczliwym
        zwątpieniu we wszystko. To prawie depresyjność. Ja na chwile
        zwątpienia stosuję hydroterapia. Więc bye bye, bo moja pora
        nadchodzi.
        • Gość: znajomek Re: polityka ławeczkowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 07:25
          panie prof. UO, czy to jest tak, że chciał pan opublikować artykuł w gazecie i
          go odrzucili, więc - żeby się pańskie cenne przemyślenia nie zmarnowały -
          wrzucił je pan na forum? A może to jest tak, że nie ma pan z kim pogadać,
          popolitykować? Przydałaby się pod UO ławeczka, jak w "Ranczo"? Mam nadzieję, że
          hydroterapia zadziałała, przemyła zwoje mózgowe i zrozumie pan niestosowność
          swoich wystąpień na tym forum, gdzie groch z kapustą i profesor uniwersytetu na
          dokładkę.
          • Gość: Janusz Sawczuk Re: forum to groch z kapustą, więc ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 09:47
            Zadziałała, zadziałała, polecam również, polecam !
            • Gość: znajomek Re: forum to groch z kapustą, więc ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 10:04
              A to świetnie, z pewnością żona i znajomi się ucieszą.
        • Gość: Piotr Badura Czy prof. Haliżak nie wierzy w te 308 mandatów? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 12:46
          Szanowny Panie Profesorze
          Był Pan łaskaw odesłać mnie w sprawie Japonii i Dalekiego Wschodu do profesora
          Haliżaka. Mam w związku z tym kilka pytań.
          1) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że 30 sierpnia 2009 odbyły się w Japonii
          wybory, które rządząca Japonią od 54 lat (z jedną krótką przerwą) Partia
          Liberalno-Demokratyczna przegrała, zdobywając zaledwie 119 mandatów w Izbie
          Reprezentantów (wobec 296 w 2005)?
          2) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że w wyborach 30 sierpnia 2009 zwyciężyła
          Partia Demokratyczna, która uzyskała 308 mandatów, co nigdy dotychczas nie udało
          się żadnej partii w Japonii?
          3) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że lider PD Yukio Hatoyama już przed
          wyborami publicznie deklarował, że jego partia chce rozluźnienia stosunków z USA
          i zacieśnienia stosunków z Chinami?
          4) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że np. Gerry Curtis, ekspert ds. Japonii
          z Uniwersytetu Columbia, ocenił wybory 30 sierpnia 2009 jako "koniec powojennego
          systemu politycznego w Japonii", a Lee Myon-Woo z Instytutu Sejong w Seulu
          nazwał je "rewolucją, która dokonała się poprzez wybory"?
          5) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że japońscy wyborcy mieli świadomość, iż
          w dniu 30 sierpnia 2009 uczestniczą m.in. w plebiscycie z pytaniem "W stronę
          Chin, czy w stronę USA?" i mając tę świadomość ruszyli gremialnie do urn
          wybierając opcję chińską?(Frekwencja wynosiła 70 proc. i nie miała precedensu od
          czasu uchwalenia obowiązującej w Japonii ordynacji wyborczej.)
          6) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że powstała już po wyborach koalicja PD z
          Nową Partią Ludową i socjaldemokratami, mimo wielu różnic uzgodniła jednak, że
          Amerykanie mają się wynosić z Okinawy i w ogóle ma być zrewidowany status wojsk
          USA w Japonii?
          7) Czy prof. Haliżak kwestionuje fakt, że wynik japońskich wyborów powitano w
          Chinach z zadowoleniem a w USA z niepokojem?
          Jeśli wszystkich powyższych faktów prof. Haliżak nie kwestionuje (a wątpię, by
          kwestionował) to raczej trudno dojść z nich do wniosku, że USA chcą zapewnić
          bezpieczeństwo Japonii.
          Japończycy, domagając się opuszczenia przez amerykańskie wojska Okinawy dają do
          zrozumienia, że bezpieczeństwa spodziewają się raczej zacieśniając stosunki z
          Chinami.
          To tyle w sprawach merytorycznych. Na inne jest czas.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          PS. Obrona poglądu nie do obrony wydaje mi się niedorzecznością. Lepiej było
          zamknąć sprawę stwierdzeniem, że ta Japonia była istotnie nie na miejscu.
        • Gość: Piotr Badura sprawy techniczne - Demostenes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.09, 15:17
          Szanowny Panie Profesorze
          Spotykałem się już z wypowiedziami, że Demostenes mieszkał w beczce, ale kładłem
          to na karb słabej orientacji wypowiadających się, dla których Demostenes i
          Diogenes to jedno i to samo. Skoro jednak Pan pisze o Demostenesie z beczki, to
          mnie to zaciekawia. Bardzo byłbym rad za wskazanie źródła tej informacji, bo
          jeśli jest prawdziwa, to dla mnie ze zrozumiałych powodów cenna.
          Jeśli już zahaczyłem o Diogenesa, to wspomina się takie zdarzenie: Kiedyś pytano
          Diogenesa, kiedy należy jeść pierwszy w danym dniu posiłek. Diogenes miał na to
          odpowiedzieć, że bogaty je pierwszy posiłek, kiedy chce, a biedny, kiedy może.
          Przypomniała mi się ta historia, gdy czytałem Pana uwagę o moich zaburzeniach w
          porządku dnia i nocy. Nie jest tajemnicą, że mimo iż jestem od Pana wyraźnie
          młodszy, to od ładnych paru lat jestem na emeryturze. Należę więc do tych,
          którzy śpią, kiedy chcą, a nie tych, którzy śpią, kiedy mogą. To jest stan dość
          przyjemny.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
        • Gość: Piotr Badura sprawy techniczne - Wikipedia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.09, 18:08
          Szanowny Panie Profesorze
          W dniu 18 lutego na łamach "nto" Tomasz Kapica pisał o "geniuszu" z UMCS,
          profesorze Dobiesławie Nazimku, który ma pomysł jak w super opłacalny sposób
          zrobić ze spalin paliwo. Artykuł Tomasza Kapicy jest dostępny pod adresem:
          www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090218/POWIAT03/59610654
          Ponieważ większość forumowiczów to "humaniści", więc wyjaśniam jak najprościej,
          że podczas pracy silnika samochodowego, z dostarczonych do jego cylindrów
          poprzez gaźnik tlenu (z powietrza) i benzyny, czyli węglowodorów (z baku)
          powstają dwutlenek węgla i woda (para), które wylatują przez rurę wydechową.
          Wyzwolona w tym procesie energia pozwala autu jechać.
          Profesor Nazimek obwieścił, że wie, jak z tych spalin zrobić na powrót paliwo i
          to tak tanią metodą, że wytworzenie litra benzyny będzie kosztować zaledwie 50
          gr. Ponieważ dwutlenku węgla mamy pod dostatkiem (np. z elektrowni) możemy
          podobno tanio produkować w Polsce trzy razy więcej paliwa niż go obecnie zużywamy.
          Wszystko to jest niesłychaną brednią. Gdyby można było przetworzyć spaliny na
          paliwo, zużywając do tego mniej energii, niż wytworzona potem z tego paliwa, to
          mielibyśmy perpetuum mobile pierwszego rodzaju, a od wieków wiadomo, że coś
          takiego istnieć nie może. (Oczywiście bez trudu można wytworzyć ze spalin litr
          benzyny, zużywając na to energię ze spalenia dwóch litrów benzyny, ale po co
          mielibyśmy to robić.)
          Wydaje się, że po opublikowaniu przez "nto" tak piramidalnej bzdury Tomasz
          Kapica powinien być zwolniony z roboty, bo najwyraźniej nie ma dość
          kwalifikacji, by być dziennikarzem. Powinna też być wszczęta procedura
          unieważniania wszystkich tytułów naukowych prof. Nazimka, a także jego świadectw
          szkolnych aż do świadectwa ukończenia podstawówki włącznie. Nic takiego niestety
          się nie stało. Co gorsza, w "nto" z 17 lipca Tomasz Kapica znów zamieścił te
          brednie:
          www.strefabiznesu.nto.pl/artykul/zaklady-azotowe-kedzierzyn-chca-produkowac-syntetyczna-benzyne-17495.html
          Z tekstu tego czytelnik dowiaduje się, że wzbudziły one zainteresowanie
          wiceminister przemysłu Joanny Strzelec-Łobodzińskiej oraz Roberta Duszewskiego z
          zarządu Zakładów Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu, który, wg "nto" ma być doktorem
          nauk chemicznych:
          www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080421/AKTUALNOSCI/944559211
          Tymczasem w normalnym świecie brednie prof. Nazimka (jeśli oczywiście "nto"
          pisała prawdę) powinny interesować wyłącznie psychiatrów.
          Jakby tego wszystkiego było mało objawił się też opolski specjalista od
          zbudowania perpetuum mobile, prof. Włodzimierz Kotowski z Politechniki Opolskiej:
          www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090506/AKADEMICKA01/439840048
          www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090910/POWIAT01/157882000
          Czy na podstawie tego, że profesorowie wyższych uczelni, wynajdujący perpetuum
          mobile, mnożą się ostatnio prawie jak króliki, mam sformułować generalny
          wniosek, by nie czytać tego, pod czym podpisują się profesorowie, bo to brednie?
          Pan tymczasem tak właśnie generalizuje w sprawie Wikipedii.
          Wikipedia jest dziełem tysięcy, tysięcy ludzi, w tym wielu ludzi światłych.
          Zdarza się, że ktoś umieści w Wikipedii jakieś głupoty, ale ich żywot bywa
          krótki, bo ktoś inny to zweryfikuje. Wikipedia jest bardzo dobrym źródłem wiedzy
          dla zwykłych ludzi. Zgadzam się, że na pewnym poziomie Wikipedia nie powinna być
          już traktowana jako źródło wiedzy, ale jest ona wtedy doskonałym narzędziem,
          umożliwiającym szybkie dotarcie do źródeł wiedzy (teksty Wikipedii podają
          odsyłacze). Nie ma chyba dziś bardziej uniwersalnego narzędzia do błyskawicznego
          ustalania źródeł wiedzy niż Wikipedia. Jeśli swym studentom odradza Pan
          korzystanie z Wikipedii (jako narzędzia) to mam nadzieję, że Pana nie
          posłuchają, bo groziłoby im, że będą kiedyś wypisywać nonsensy podobne do tych,
          które zamieszcza Pan na tym forum.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: zaciekawiony Re: sprawy techniczne - Wikipedia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.09, 19:22
            to jeszcze to prosze Panie Magistrze Badura z chemicznego na polski nam przetłumaczyc:

            www.pptbib.pl/aktualnosci/17102007/Nowe,%20efektywne,%20technologie%20D.Nazimek.pdf
            • Gość: Piotr Badura A po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.09, 19:48
              Szanowny Panie Zaciekawiony
              Tam nie ma ani słowa na temat wytwarzania paliwa ze spalin.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • Gość: zaciekawiony Re: A po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.09, 23:38
                Okreslenie "spaliny" pojawia się w Pana elaboracie, natomiast nie wystepuję ani razu w artykułach (NTO) do których Pan odsyła i które pan krytykuje.


                Notabene o pracach profesora UMCS Dobieslawa Nazimka pisały równiez inne gazety, nie tylko NTO, ale rozumiem, "stara miłość nie rdzewieje" :)

                Jeśli ceni pan "wikipedie" jako żródło wiedzy popularno-naukowej, to przytoczę to, co jest tam napisane na temat spalin paliw silników spalinowych:

                "W skład spalin paliw stosowanych w silnikach spalinowych wchodzi cały szereg związków chemicznych, których emisja jest kontrolowana przez normy.

                Należą do nich:

                * aldehydy
                * tlenek węgla
                * tlenki azotu
                * tlenki siarki
                * węglowodory"

                sprowadzanie zatem przez Pana spalin do dwutlenku węgla i wody wydaje się w swietle tego zbyt dalekim uproszczeniem
                • Gość: Piotr Badura Wykazuje Pan złą wolę i "rżnie głupa" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.09, 00:40
                  Szanowny Panie Zaciekawiony
                  Wykazuje Pan ewidentnie złą wolę i na dodatek, mówiąc słowami Janusza
                  Korwin-Mikkego, "rżnie Pan głupa".
                  1) Zła wola leży w tym, że usiłuje Pan zepchnąć ten wątek na manowce. Jego
                  istotą nie jest bowiem skład spalin itp.
                  2) Rżnie Pan głupa udając, że nie rozumie procesu spalania węglowodorów. Woda
                  (para) i dwutlenek węgla to oczekiwane produkty spalania węglowodorów, które w
                  spalinach muszą wystąpić i występują w dużej ilości. Wymienione przez Pana
                  aldehydy, tlenek węgla, tlenki azotu, tlenki siarki i węglowodory to niepożądane
                  składniki spalin, które występują w nich w niewielkich ilościach. Ideałem jest,
                  aby nie było ich w spalinach wcale.
                  3) Ideałem jest, aby spaliny składały się wyłącznie z dwutlenku węgla i wody
                  (pary wodnej), a z takich właśnie składników chcą produkować paliwa wspomniani
                  przeze mnie profesorowie.
                  4) Nie wiem które gazety, oprócz "nto", pisały o pracach prof. Nazimka. Śledzę
                  dokładnie tylko "nto" i "Gazetę Wyborczą" oraz te gazety powiatowe Opolszczyzny,
                  które w ramach współpracy otrzymuję. Z tych wszystkich gazet chyba tylko "nto"
                  pisała o "geniuszu" Nazimku z UMCS.
                  Dalsze Pana posty, będące przejawami złej woli, pozostawię prawdopodobnie bez
                  odpowiedzi.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • Gość: zdarta płyta Re: Wykazuje Pan złą wolę i "rżnie głupa" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.09, 18:37
                    generalnie zauwazyłam, ze wszyscy albo rżną głupa, albo wręcz są głupami, z jednym wyjatkiem.


                    Czy wiecie kogo mam na myśli?
    • Gość: Piotr Badura Tragiczna sytuacja Izraela? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.09, 19:00
      Profesor Sawczuk dwukrotnie zamieścił tu na forum komentarz do sytuacji
      międzynarodowej. Komentarz wydaje się bardzo płytki i każe podejrzewać profesora
      o pewną ignorancję. W równie ignorancki sposób profesorskie głupstwa poparł na
      tym forum Bereszyński. Nie mogę od razu w jednym poście wykazać, że mamy do
      czynienia z głupstwami, więc po trochę.
      Profesor tak ocenił politykę prezydenta Obamy: "Akcent zostanie położony na
      obronę sojuszników USA w Korei Południowej, Japonii, na Bliskim Wschodzie,
      których zagrożenie rakietami średniego i krótkiego zasięgu z Korei Północnej i
      Iranu zwiększyło się, wedle doniesień wywiadu".
      Dobitnie faktami wykazałem już we wcześniejszych postach, że z tą Japonią to był
      poważny błąd profesora. Dziś o Izraelu.
      W polityce wiele jest przed nami ukryte. Większość kontaktów i uzgodnień otacza
      tajemnica. Do wiadomości publicznej przenikają tylko strzępy informacji a na
      dodatek wraz z nimi trafia do mediów sporo informacji fałszywych,
      dezorientujących opinię publiczną. Nie oznacza to, że powinniśmy zaniechać prób
      zrozumienia tego, co się w świecie dzieje.
      Na początku lipca br. Uzi Arad, izraelski doradca premiera Benjamina Netanjahu
      powiedział mediom tak: "Posiadany przez nas potencjał obronny musi zostać
      ulepszony i stać się przerażająco potężny oraz stworzyć sytuację, w której nikt
      nie odważy się urzeczywistnić zdolności szkodzenia nam. A jeśli się odważy,
      wyegzekwujemy pełną cenę, by oni również nie przetrwali". Wypowiedź ta dostępna
      jest pod adresem:
      www.tvn24.pl/12691,1608957,0,1,izrael-musimy-miec-przerazajaca-bron,wiadomosc.html
      Ciekawe jak czują się obywatele Izraela, gdy słyszą, że jest możliwe, iż dokona
      się ich zagłada, ale jeśli stanie się tak tragicznie, to sprawcy zagłady też nie
      przetrwają. Gdybym był mieszkańcem Izraela, to po takiej wypowiedzi doradcy
      premiera pakowałbym walizki, by wyemigrować.
      Zagrożeniem dla Izraela jest Iran. Byłby on zagrożeniem wyraźnie większym, gdyby
      Rosja dostarczyła mu baterie rakiet przeciwlotniczych S-300. Cofnijmy się jednak
      do 2007 roku. Niektórym politykom amerykańskim wydawało się wtedy, że
      zaatakowanie Iranu przez USA za kadencji Busha jest rzeczą stuprocentowo pewną.
      Odsyłam do tekstu z tego czasu:
      wyborcza.pl/1,86702,4597669.html
      Iran nie został jednak zaatakowany, bo w 2008 sytuacja USA radykalnie się
      pogorszyła. Nie można wykluczyć, że jeden z potężnych protektorów Iranu
      przyłożył do tego rękę, bo miał takie możliwości. Zbrojny atak na Iran nie był
      już możliwy, ale można było próbować dokonać w Iranie przewrotu politycznego
      przy okazji wyborów w czerwcu br. Oczywiście USA, Wielka Brytania i Izrael
      kategorycznie zaprzeczają, by wtrącały się w wewnętrzne sprawy Iranu, ale
      hałaśliwa kampania przeprowadzona w mediach UE, USA i Izraela pod hasłem "W
      Iranie sfałszowano wybory", każe wątpić w to "niewtrącanie się".
      Zamieszki wywołane w Iranie po przegranych przez faworytów USA i Izraela
      wyborach okazały się jednak zbyt wątłe, by cokolwiek zmieniły i wydarzenia
      pobiegły dalej.
      W lipcu wybuchła nagle afera ze zniknięciem rosyjskiego frachtowca "Arctic Sea".
      Najpierw napadli na niego piraci na Bałtyku (!) a potem zaginął gdzieś na
      otwartym Atlantyku. Satelity są podobno w stanie odczytać napisy na pudełku po
      papierosach, leżącym gdzieś w trawie, a tu nagle zgubił im się frachtowiec na
      oceanie. Bardzo to intrygujące. Polecam uwadze forumowiczów artykuł:
      wyborcza.pl/1,75477,7007951,Drugie_dno__Arctic_Sea_.html
      Pozostaje zagadką, kto i dlaczego wyprawił "Arctic Sea" w tę pełną przygód
      podróż. Trzeba brać pod uwagę i taki wariant, że Rosja użyła "Arctic Sea" w
      charakterze środka nacisku na Izrael i USA. Gotowa była zawrócić "Arctic Sea",
      ale oczekiwała, że Izrael zapewni, iż nie zaatakuje irańskich ośrodków
      nuklearnych a USA wycofają się z tarczy. Otrzymawszy stosowne zapewnienia
      "Arctic Sea" z eskortą floty czarnomorskiej zawrócił z rejsu do Iranu i popłynął
      do portu w Noworosyjsku.
      Gdy tylko prezydent Obama oficjalnie ogłosił wycofanie się z tarczy, rosyjski
      prezydent Dmitrij Miedwiediew natychmiast przypomniał sobie, że przecież już w
      dzień po zatrzymaniu "Arctic Sea" zameldował się u niego w Soczi prezydent
      Izraela Szymon Peres i zapewnił go wtedy, że "Izrael nie planuje przeprowadzenia
      żadnych ataków na Iran, jest pokojowym krajem i nie zrobi tego". Miedwiediewowi
      uciekło to jednak z pamięci. Przypomniał sobie dopiero po rezygnacji USA z tarczy.
      www.tvn24.pl/12691,1620278,0,1,izrael-nie-zaatakuje-iranu,wiadomosc.html
      Jest już rzeczą zupełnego przypadku, że zaraz potem pecha miał jedyny irański
      samolot wczesnego ostrzegania. Rozbił się podczas pokazów lotniczych.
      www.tvn24.pl/12691,1620760,0,1,iran-stracil-elektroniczne-oczy,wiadomosc.html
      Dzięki temu między Izraelem a Iranem zapanowała znów stabilna równowaga sił i
      wszyscy mogą trochę odetchnąć.
      Sprowadzenie tego wszystkiego do prostego schematu, że prezydent Obama wolał
      Rosję i sprawdzonego sojusznika (Izrael) jest chyba sporą ignorancją. W
      interesie Polski nie leżał wybuch potężnego konfliktu między Izraelem a Iranem,
      tym bardziej, że ten konflikt wciągnąłby nas w błyskawicznym tempie w
      charakterze strony. Więcej innym razem.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura No i co Pan na to, Profesorze?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.09, 18:29
      Prezydent Barack Obama otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Nie otrzymał jej George
      W. Bush. Pan już w kilku wątkach dość chłodno potraktował prezydenta Obamę,
      robiąc z niego jakiegoś naiwniaka. W jednym z tych wątków wsparł Pana
      Bereszyński, pisząc:
      1) "Niestety zaczęły sprawdzać się najgorsze obawy związane ze zmianą ekipy
      rządzącej w USA. Obama idzie na rękę Putinowi, przekreślając dokonania swojego
      poprzednika. Wygląda na to, że w polityce światowej nastały złe czasy dla Polski
      (i nie tylko). Rosja może znowu umocnić się naszym kosztem. Obawiam się, że nowe
      fakty w sprawie tarczy to dopiero początek nieszczęść";
      2) "Nie można akceptować dyktatu Moskwy. Za wielkie nieszczęście uważam to, że
      obecna ekipa rządząca USA na czele z Obamą zaczyna wobec tego dyktatu ustępować.
      Przypomina to postawę Roosevelta wobec Stalina i jest to bardzo niepokojące".
      Gdyby jednak ktoś mimo wszystko próbował mieć inne zdanie o prezydencie Obamie,
      to powinien zapoznać się z takim poglądem Bereszyńskiego: "Z wielkim niesmakiem
      przeczytałem większość powyższych komentarzy do mądrej i bardzo trafnej opinii
      profesora Sawczuka. Polityczna krótkowzroczność, strojąca się w piórka
      politycznej mądrości, staje się w Polsce coraz powszechniejszym zjawiskiem
      niestety. To jeszcze bardziej niepokojące zjawisko niż "odwieczna" przewrotność
      sojuszników".
      No a teraz ten Obama dostaje nobla, bo uznano, że w osiem miesięcy zrobił dla
      pokoju światowego więcej, niż George W. Bush przez całe osiem lat swej
      prezydentury. Może napisze Pan do spółki z Bereszyńskim jakiś list
      protestacyjny. Mogą Was wesprzeć np. niektórzy publicyści "Gazety Wyborczej",
      dla których nobel dla Obamy to "Nobel Srobel" (Bartosz Węglarczyk) a decyzja o
      jego przyznaniu jest przedwczesna (Adam Leszczyński) i szokująca (Roman Imielski).
      Pozdrawiam
      Piotr Badura
      • Gość: pax Re: No i co Pan na to, Profesorze?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.09, 18:41
        Bardzo się cieszę, że Obama dostał Nobla. Na nic ujadanie piesków gazetowych,
        mogą sobie szczekać, to nie ma znaczenia. Komitet podjął wspaniałą decyzję.
    • Gość: Piotr Badura Profesor nie pamięta o Chinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.09, 09:39
      Prof. Janusz Sawczuk zdaje się nie pamiętać np. o Chinach (a także o Indiach,
      Afryce, Ameryce Płd). Nie można dziś sensownie analizować sytuacji
      międzynarodowej w oderwaniu od Chin. Pisałem na ten temat w ostatniej Beczce (Nr
      15/220 z 21 października). Ponieważ aktualna Beczka nie jest udostępniona w
      wersji elektronicznej, więc wklejam tutaj ten artykuł:

      Przegraliśmy III wojnę światową?
      W "nto" z 28 sierpnia ukazał się tekst Tomasza Gduli "Małżeństwo z rozsądku".
      Autor nawoływał w nim, byśmy trzymali się mocno USA i z tej pozycji (siły)
      rozgrywali swe sprawy z Rosją i Niemcami. To kiepski pomysł i we właściwym
      miejscu dał temu wyraz Dyl Sowizdrzał ("Beczka" 13/218 z 9 września).
      Wracam do sprawy, bo na internetowej stronie "Rzeczpospolitej"
      http://www.rp.pl/artykul/372203_Dudek__Chinczykow_trzymajmy_sie_mocno.html
      ukazał się tekst prof. Antoniego Dudka "Chińczyków trzymajmy się mocno".
      Profesor Dudek proponuje mniej więcej to samo co Tomasz Gdula, z tą tylko
      różnicą, że mamy się trzymać chińskiej a nie amerykańskiej nogawki i szczekać na
      Rosję i Niemcy po chińsku, a nie po amerykańsku.
      Trzeba sprawiedliwie oddać prof. Dudkowi, że w odróżnieniu od Tomasza Gduli wie,
      iż nowym globalnym supermocarstwem są Chiny. Zapewne przez delikatność nie
      wspomniał, że USA to już byłe globalne mocarstwo. Ta wiedza profesora jest
      niezwyczajna, bo media nadal uparcie bębnią o potędze USA i drugorzędnej roli
      Chin. „Beczka” od lat zwalcza tę głupotę.
      By uzmysłowić czytelnikom, czym są Chiny, zestawiłem w tabelce nieco liczb na
      ich temat (tabelka w kolejnym poście). Pokazują one, jaką część światowej
      produkcji różnych artykułów żywnościowych i przemysłowych wytwarzają Chiny. Dane
      pochodzą z lat 2002-2006, nieliczne z 2007 (tylko dane o stali są aktualne).
      Ponieważ w latach 2008-2009 nastąpił szybki wzrost w Chinach a spadki m.in. w
      UE, USA i Japonii, więc aktualne wskaźniki są dla Chin dużo lepsze.
      Pokutuje na niczym nie oparte przekonanie, że Chińczycy żyją miską ryżu
      dziennie. Tymczasem produkują oni np. 51 proc. całej światowej wieprzowiny.
      Zjadają ją sami i jeszcze dokupują w innych krajach (Polska też interesuje się
      eksportem wieprzowiny do Chin). Chiny są też w czołówce producentów drobiu i
      jaj. Fakt, że czwarta część światowego pogłowia kóz i owiec przypada na Chiny
      też o czymś świadczy. Statystyczny Chińczyk spożywa dziś więcej mięsa niż
      statystyczny Polak.
      Podobnie jest z warzywami i owocami. W tabelce podane są tylko niektóre, ale
      Chiny należą też do czołowych światowych producentów brzoskwiń, moreli,
      winogron, ananasów, mandarynek, cytryn, limonek, pomeli etc. Trzeba też pamiętać
      o nieustannych problemach z zalewaniem Europy i USA chińskimi wiśniami,
      truskawkami, pomidorami, czosnkiem i czym tam jeszcze.
      W Polsce pokutuje też pogląd, że podstawowy środek lokomocji w Chinach to rower.
      Owszem, Chiny produkują niemal połowę światowych rowerów, ale produkują też
      niewyobrażalnie dużo samochodów. W Chinach sprzedaje się dziś najwięcej nowych
      aut na świecie. We wrześniu było to 1,33 mln nowych aut. Uwzględniwszy, że
      Chińczyków jest 1,3 mld, daje to nieco więcej niż jedno nowe auto na tysiąc
      mieszkańców. Polska ma 38,2 mln mieszkańców. Aby mieć we wrześniu miesięczną
      sprzedaż jedno auto na tysiąc mieszkańców Polacy musieliby kupić 38,2 tys.
      nowych aut. Kupili niecałe 25 tys. Ilu z nas uświadamia sobie, że dziś raczej
      Chińczyków stać na nowe auta niż Polaków.
      Do rangi symbolu urasta niedawne odkupienie przez Chińczyków od bankrutującego
      Generals Motors marki i zakładów produkujących hummery. Sprzedaż tych samochodów
      spadła w USA na łeb, na szyję. Są zbyt paliwożerne jak na kryzys. Chińczycy
      uznali, że u nich będą się dobrze sprzedawać, więc skorzystali z okazji i
      odkupili zakłady. Teraz Amerykanie będą tylko produkować hummery. Jeździć nimi
      będą Chińczycy.
      Podobnie jak z samochodami jest też ze sprzętem AGD, meblami no i mieszkaniami.
      Czy kraj, który produkuje większość światowej stali i większość światowego
      cementu może nie budować?
      Potęga Chin w produkcji wszelakich dóbr to jedno, a siła militarna to drugie.
      Czy Chiny są potęgą militarną? Może wywołując III wojnę światową moglibyśmy
      pobić Chińczyków i zmusić ich, by te wszystkie dobra wytwarzali dla nas za psi
      grosz, a sami żyli o misce ryżu? Niestety, wiele wskazuje na to, że III wojnę
      światową z Chinami nasz obóz już przegrał.
      Chiny nawoływały np., by zakazać wykorzystywania kosmosu do celów militarnych,
      ale 31 sierpnia 2006 prezydent George Bush wydał oświadczenie, że USA nie zgodzą
      się na jakiekolwiek prawne ograniczenia w korzystaniu przez nie z przestrzeni
      kosmicznej. Zaraz potem chińskie lasery oślepiły amerykańskiego satelitę
      szpiegowskiego. Spowodowało to szok w Pentagonie, bo armia USA jest mocno
      uzależniona od danych z satelitów.
      Oślepienie amerykańskiego satelity było tylko przygrywką. 11 stycznia 2007 Chiny
      udzieliły drugiego ostrzeżenia. Z centrum kosmicznego Xichang wystrzeliły
      rakietę, która zniszczyła w kosmosie ich starego satelitę meteorologicznego Feng
      Yun 1C. To był dopiero szok. Nikt nie podejrzewał, że Chiny potrafią niszczyć
      obiekty w kosmosie. I nawet trudno było protestować, bo Chiny chciały zakazu
      takich działań, a prezydent Bush odrzucił propozycję.
      Jeszcze gorzej jest z cyberprzestrzenią. Niektórzy eksperci są zdania, że Chiny
      mają w niej tak wielką przewagę nad USA, że obecność Chińczyków w amerykańskich
      sieciach komputerowych jest dla USA niewykrywalna, a gdy się ich wykrywa, to
      znaczy, że chcieli być wykryci, bo dawali ostrzeżenie. Mówi się też, że masowo
      kupowana w Chinach elektronika może zawierać niewykrywalne dla USA struktury,
      umożliwiające Chinom przejęcie nad nią kontroli. Bez satelitów i posłusznych
      komputerów cały sprzęt wojskowy USA to niewiele warta kupa złomu. Wydaje się, że
      prezydent Barack Obama o tym wie.
      Piotr Badura
      • Gość: Piotr Badura zamiast tabelki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.09, 09:42
        Ponieważ nie mogę wstawić tu tabelki, więc zamieszczam opis jej zawartości.
        Ludność Chin to 20 proc. ludności świata. Państwo to ma jednak do swej
        dyspozycji tylko 9 proc. światowego areału gruntów wykorzystywanych rolniczo.
        Mimo tak małego udziału w gruntach rolnych Chiny mają ogromny udział w produkcji
        rolniczej. Z całej światowej produkcji na Chiny przypada np.:
        20 proc. zbóż
        22 proc. ziemniaków
        83 proc. batatów
        51 proc. mięsa wieprzowego
        42 proc. jaj
        61 proc. kapusty
        63 proc. ogórków
        41 proc. cebuli
        56 proc. jabłek
        58 proc. gruszek
        51 proc. śliwek
        Podobnie jest z produkcją przemysłową. Z całej produkcji światowej na Chiny
        przypada np.:
        50 proc. stali surowej
        51 proc. cementu
        43 proc. węgla
        60 proc. odzieży
        45 proc. obuwia
        38 proc. telewizorów
    • Gość: Piotr Badura Japonia widzi te sprawy nieco inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.09, 13:55
      Otwierając ten wątek prof. Janusz Sawczuk napisał, że w nowej polityce
      prezydenta Baracka Obamy "akcent zostanie położony na obronę sojuszników USA w
      Korei Południowej, Japonii, na Bliskim Wschodzie, których zagrożenie rakietami
      średniego i krótkiego zasięgu z Korei Płn. i Iranu zwiększyło się, wedle
      doniesień wywiadu." Wracam do tej sprawy, gdyż we wczorajszym "China Daily"
      przeczytać można krótką informację z V Forum Pekin-Tokio, które odbyło się w
      Dalian. Oryginalny tekst (niestety po angielsku) można znaleźć pod adresem:
      www.chinadaily.com.cn/china/2009-11/03/content_8903937.htm
      W największym skrócie i uwzględniając moją słabą znajomość angielskiego, Zhang
      Haizou informuje w swym tekście m.in., że:
      1)Chiny i Japonia chcą działań na rzecz denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego i
      zamierzają w tej sprawie grać "do jednej bramki".
      2)Rozpoczęte przez Koreę Płn. w maju próby rakietowe w połączeniu z porzuceniem
      przez nią sześciostronnych rozmów w sprawie denuklearyzacji półwyspu i
      domaganiem się rozmów dwustronnych (Korea Płn.-USA) spowodowały duże zagrożenie
      dla regionalnego bezpieczeństwa, ale zdaniem Wu Jianghao, reprezentującego w
      Dalian chiński MSZ, sytuacja w regionie poprawiła się po październikowej wizycie
      premiera Chin Wen Jiabao w Pjongjang (obowiązująca od 26.11.06 polska nazwa
      Phenianu - Pb).
      3) Yukihisa Fujita, przedstawiciel rządzącej Japonią od września Partii
      Demokratycznej (DPJ) wyraził w Dalian nadzieję, że Chiny obejmą przywództwo w
      procesie denuklearyzacji północno-wschodniej Azji.
      4) Wu Jianghao zapewnił, że Chiny nie zmierzają w kierunku grupy G2 (USA-Chiny)
      i nie chcą odrzucenia Japonii. Na początku roku Zbigniew Brzeziński sugerował
      wprawdzie, że USA i Chiny powinny utworzyć grupę G2, ale Pekin nie jest
      zainteresowany tym planem, gdyż woli wielostronną współpracę.
      5) Lin Liyun (urodzona na Tajwanie) przypomniała, że Chiny uważają problem
      Tajwanu za swą wewnętrzną sprawę, od której alians USA-Japonia powinien trzymać
      się z daleka.
      6) Yukihisa Fujita przyznał, że potrzebny jest przegląd wielu spraw w stosunkach
      Japonia - USA. Podał jako przykład sprawę Afganistanu. Zdaniem Fujity Japonia
      miała raczej wspierać tam akcję pomocową ONZ niż akcję zbrojną USA (nowe
      kierownictwo Japonii chce zakończyć w styczniu zaopatrywanie USA w paliwo na
      Oceanie Indyjskim). Fujita powiedział, że Japonia potrzebuje dziś nowej wizji
      bezpieczeństwa.
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      Swój komentarz do całej sprawy spróbuję napisać później. Wielu forumowiczów
      radzi sobie z angielskim dużo lepiej ode mnie. Jeśli więc w artykule z "China
      Daily" coś źle zrozumiałem, to wdzięczny będę za poprawienie moich błędów.
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Może był to znak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 17:17
      Napisałem post, który jednak nie pojawił się. Coś zrobiłem nie tak. A może był
      to znak, że zbyt mało delikatnie... Piszę zatem jeszcze raz. Oględniej.
      Miałem różne obowiązki a ponadto okres bożonarodzeniowo-noworoczny to dla mnie
      raczej czas z rodziną, więc zaniedbałem m.in. ten wątek. Po trzymiesięcznej
      przerwie wracam jednak do niego, bo jest istotny.
      Post profesora Janusza Sawczuka, otwierający wątek, wydaje mi się trochę
      zaściankowy.
      Uwadze profesora umyka szereg istotnych wydarzeń na arenie międzynarodowej, w
      związku z czym niezbyt trafne są jego opinie. Na niektóre niezauważone przez
      profesora wydarzenia zwracałem już wcześniej uwagę. Dziś pozwalam sobie zwrócić
      uwagę na Kazachstan, o którym pisałem w ostatniej "Beczce". Niżej wklejam ten
      artykuł.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • Gość: Piotr Badura Interesujący Kazachstan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 17:19
        Marek Świercz w Radiu Opole obszczekał ostatnio „Beczkę” m.in. za to, że zajmuje
        się ona światową polityką.
        www.radio.opole.pl/index.php?kat=wiadomosci_wiecej&id=44217
        Marek Świercz to temat raczej dla Dyla Sowizdrzała, ale problem, czy „Beczka” ma
        się zajmować światową polityką, wart jest komentarza.
        W PRL Wydział Propagandy KC PZPR drukował chyba „Poradnik agitatora”, takie małe
        broszurki dla funkcjonariuszy PZPR, a zwłaszcza dziennikarzy. Wyjaśniano w nich,
        jak „ciemnemu ludowi” tłumaczyć różne sprawy. O polityce światowej wolno było w
        gazetach pisać tylko tyle i tak, jak zalecał „Poradnik agitatora”.
        Dawniej media demoludów były praktycznie własnością rządzących w nich partii.
        Dziś należą do światowej finansjery. Światowa finansjera też ma wydział
        propagandy. Są nim „think tanki”. Po polsku znaczy to „zbiorniki myśli”, ale
        teraz modne są angielskie nazwy. Zbiorniki myśli to zespoły „ekspertów” z danej
        dziedziny. Odnoszę wrażenie, że cechą charakterystyczną tych „ekspertów” jest
        przewaga dyspozycyjności względem finansjery nad znajomością tematu.
        W Kazachstanie dzieją się sprawy o dużym znaczeniu dla świata, także dla Polski.
        Polskie „think tanki” chyba nie dostały jeszcze wytycznych, bo nie wysyłają
        instrukcji do mediów, jak sprawy objaśniać „ciemnemu ludowi”. „Beczka” nie jest
        finansowana przez światową finansjerę więc nie muszę się przejmować „think
        tankami”. Piszę co myślę, ale należy to traktować raczej jako hipotezy, bo mam
        ograniczony dostęp do wielu informacji.
        Kazachstan kojarzy nam się z miejscem zsyłek. Np. po 1945 ZSRR wywiózł tam
        Ślązaków do pracy, m.in. w kopalniach (wielu już nie wróciło). To rozległy kraj.
        Polska, Niemcy, Belgia, Holandia, Dania, Słowacja, Czechy, Węgry, Austria,
        Francja, Hiszpania, Portugalia, Litwa, Łotwa i Estonia w sumie mają powierzchnię
        mniejszą od Kazachstanu. Ten rozległy kraj zamieszkuje dziś 16 mln ludzi, tyle
        co małą Holandię. W dodatku nie przybywa ich, bo w 1992 Kazachstan miał ponad 17
        mln mieszkańców.
        Jakiś czas temu Kazachstan ogłosił, że wydzierżawi zagranicznym inwestorom na
        cele rolnicze spore obszary swego stepowego terytorium (ok. 3,5 mln ha). Ofertę
        umieszczono także na stronie Ambasady Kazachstanu w Polsce. Kto ciekaw, może tam
        zajrzeć www.kazakhstan.pl/gosp/090602e.090602gosp.htm
        Dowie się ile i gdzie jest do wydzierżawienia pastwisk (pasture), łąk
        (hayfields) i gruntów ornych (arable). Kazaską ofertę ogłoszono już dawno, ale
        jakoś w Polsce cicho na ten temat.
        Aby zagospodarować rolniczo 3,5 mln ha potrzeba wielu, wielu ludzi. Które
        państwo ma taki potencjał demograficzny, a jego mieszkańcy potrafią gospodarować
        na obszarach stepowych z upałami latem i mrozami do 40 stopni, zimą? Tylko Chiny
        i tylko one odpowiedziały 4 grudnia na ofertę. Na początek chcą 1,2 mln ha.
        W tym miejscu czytelnikom należy się wyjaśnienie. W wielkim uproszczeniu
        sytuacja w Kazachstanie ma się tak, że silna władza sympatyzuje z Chinami, a
        słaba opozycja jest zorientowana w części na USA a w części na Rosję.
        Po ujawnieniu chińskiej oferty opozycja wszczęła alarm. Według niej Chiny chcą
        osiedlić w Kazachstanie średnio 15 ludzi na hektar. Nie chodzi tylko o rolników,
        ale też o ich dzieci, nauczycieli tych dzieci, administrację, służbę zdrowia,
        handel, gastronomię, transport etc. Muszą też być budowlańcy, którzy ekspresowo
        pobudują domy, drogi, szkoły, szpitale itd. To oznacza, że w Kazachstanie w
        nieodległej przyszłości liczba mieszkańców może osiągnąć 33 mln, w tym 18 mln
        Chińczyków. Opozycja ostrzega, że później będzie 66 mln, w tym 50 mln Chińczyków.
        Interesujący jest fakt, że już w 1994 rząd Kazachstanu postanowił przenieść
        stolicę państwa z leżącej blisko Chin półtoramilionowej Ałmaty (dawniej
        Ałma-Ata) do położonej ok. 1000 km na północ Astany, która wtedy nazywała się
        Akmoła a jeszcze wcześniej Celinograd (do 1992) i Akmolińsk (do 1961). Leżąca
        blisko Rosji Akmoła nie miała nawet 300 tys. mieszkańców. Dziś Astana dobija
        powoli do miliona mieszkańców. Nowi mieszkańcy przybyli z południa. Czy ich
        miejsce na południu zajmą Chińczycy?
        Kto ciekaw Astany może obejrzeć jej zdjęcia na wielu stronach internetowych, np.
        na stronie
        www.capitalkz.com
        Chiny już jakiś czas temu praktycznie położyły rękę na bogatych złożach rud
        uranu i na złożach ropy naftowej Kazachstanu. Nie to jest jednak najważniejsze.
        Kazachstan to szeroki na 1000 km pas, oddzielający Rosję od Turkmenistanu,
        Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu. Te dawne republiki radzieckie, a dziś
        niezależne (od Rosji) państwa też wejdą w strefę chińską.
        W grudniu 2009 otwarto najdłuższy gazociąg świata (7 tys. km). Biegnie z
        Samantepe w Turkmenistanie przez Uzbekistan i Kazachstan do Szanghaju w Chinach.
        bi.gazeta.pl/im/0/7364/m7364640.jpg
        W artykule „China Daily” relacja z uroczystości otwarcia gazociągu
        www.chinadaily.cn/china/2009-12/14/content_9177189.htm
        Gazociągiem docelowo popłynie do Chin 50 mld kubików gazu rocznie. W styczniu
        2010 otwarto rurociąg Turkmenistan-Iran, obliczony na 20 mld kubików. Tymczasem
        Turkmenistan wydobywa rocznie tylko 70 mld.
        Rurociąg Turkmenistan-Chiny zbudowano ekspresowo. Unia Europejska przez ten czas
        deliberowała nad rurociągiem Nabucco, którym miał płynąć do UE gaz z
        Turkmenistanu, by uniezależnić UE od gazu z Rosji. Nie bardzo jednak wiadomo,
        skąd miałby być gaz do Nabucco, skoro ten z Turkmenistanu podzielono już między
        Chiny i Iran. Gaz z Rosji też jest niepewny, bo i on wkrótce może popłynąć do
        Chin. Podobnie jest z ropą naftową. Gdzie zatem Polska kupi ropę i gaz za kilka
        lat? I po ile będą wtedy gaz i benzyna?
        W ramach ocieplania stosunków Europa-Kazachstan, mimo protestów wybrano
        Kazachstan na przewodniczącego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie
        (OBWE). Od 1 stycznia 2010 Kazachstan przewodniczy więc OBWE. Miły gest względem
        Kazachstanu, ale to raczej musztarda po obiedzie. Kluczowe decyzje już dawno
        zapadły.
        Piotr Badura
        • Gość: Piotr Badura Jeszcze raz próbuję z linkami, które nie działają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.10, 17:24
          www.kazakhstan.pl/gosp/090602e.090602gosp.htm

          www.capitalkz.com

          ale jeśli te też nie zadziałają, to machnę na nie ręką.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka