Gość: A.S
IP: *.pools.arcor-ip.net
05.01.10, 17:07
porozumienie.mojeforum.net/temat-vt303.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
Tadeusz Kasprowicz
SKOK NA ENCYKLOPEDIĘ SOLIDARNOŚCI
czyli o tym, jak w Opolu jeden magister chemii
i dwu doktorów historii kręci lody
Skandal wokół encyklopedii Solidarności wybuchnął w chwili, gdy
przebywający w Nowym Jorku Zbigniew Szatyński dowiedział się z
internetu, że jego biogramu w niej nie ma, choć miał się tam
znaleźć. O pominięciu go zadecydowali jacyś nieznani sprawcy. Ci
przestali być nieznani wkrótce po tym, jak dali głos w miejscowej
prasie. Opolskie gazety z wielkim upodobaniem publikowały ich
wątpliwej wartości uzasadnienia. Mediom zabrakło natomiast miejsca
dla rzetelnej informacji, dlaczego biogram Szatyńskiego miał do
encyklopedii trafić. Uzupełnijmy ten brak przynajmniej częściowo.
W 1981 r. Z. Szatyński był w Opolu redaktorem prasy solidarnściowej,
znanym z radykalnie krytycznej postawy wobec ówczesnego reżimu
politycznego.To być może stało się przyczyną porwania go z ulicy, w
obecności innego redaktora i jednocześnie działacza „S” Rolników
Indywidualnych, Krzysztofa Stachowskiego (jego biogramu również nie
ma w encyklopedii). Porwania dokonali funkcjonariusze SB w
październiku tegoż 1981 roku. SB nie uciekała się do tak
gangsterskich metod wobec każdego przeciwnika politycznego.
Widocznie w jej ocenie redaktor Szatyński (piszący pod pseudonimem
Kajetan A. Tao Szatański) stanowił istotne zagrożenie dla reżimowej
propagandy.
Internowany na początku stanu wojennego, Szatyński przesiedział w
więzieniach, eufemistycznie zwanych do dziś ośrodkami internowania,
cały rok. Był wyjątkowo źle traktowany, represjonowany i
szykanowany. Nie otrzymał np. przepustki na pogrzeb matki, a
telegram o jej śmierci wręczono mu dopiero po pogrzebie. Nawet
opolski sąd, którego nie można przecież podejrzewać o jakieś
szczególne wobec niego względy, uznał niedawno te represje za
wyjątkowo paskudne.
W 1983 r. Szatyński emigrował do USA, skąd powrócił w 1985 r. w dość
niecodziennych okolicznościach. Ale to inny temat, nadający się
raczej na opowieść sensacyjną.
Skandal z wyrzuceniem jego biogramu wywołali samozwańcy, którzy w
maju 2008 r. dokonali czystki na liście kandydatów do encyklopedii,
skreślając jedne nazwiska, a wpisując inne. Samozwaniec Zbigniew
Bereszyński twierdzi, że o wykreśleniu Szatyńskiego zadecydowała
Cecylia Gonet, przewodnicząca Zarządu Regionu Śląska Opolskiego „S”.
Ta jednak wszystkiemu zaprzecza.
Nie jest akurat szczególnie ważne, czy Bereszyński w tej sprawie
kłamie i z jakiego powodu. Ważne natomiast jest to, że Gonet
wykazała brak roztropności, dając się podejść kilku spryciarzom,
firmując ich skok na encyklopedię i instytucjonalnie go
uwiarygodniając. Bez niej nie mogliby zrobić tego, co zrobili. I
jeśli nawet jest prawdą, że nikogo nie skreślała, ani nie wpisywała,
to jest również prawdą, że chcąc niechcąc przyłożyła do tego rękę.
Cecylia Gonet okazała się też nielojalna wobec Opolskiego
Stowarzyszenia Pamięci Narodowej. Do dziś nie zostało ono
poinformowane o wszystkich wprowadzonych zmianach. A w encyklopedii
brak jest również biogramów takich opolskich działaczy, jak Roman
Kirstein, Jerzy Gnieciak, wspomniany już wyżej K. Stachowski,
wówczas z Polskiej Nowej Wsi, Krzysztof Oleszko (dziś już
nieżyjący), wówczas z Fosowskiego, czy Bożena Kawka, wówczas z
Kluczborka. Korzystając z okazji, zapytam też publicznie o losy
mojego biogramu, który Antoni Maziarz tak pracowicie przygotowywał.
Magister chemii nie pozwolił go Panu zamieścić? Ale w takim razie po
co zadawał Pan sobie tyle trudu, doktorze? Trzeba było najpierw
zapytać magistra o pozwolenie.
Z drugiej jednak strony prawdą jest i to, że Zarząd OSPN
przespał sprawę. Obudził się po wielu miesiącach na skutek
interwencji Z. Szatyńskiego. Ale zareagował w sposób ograniczony, a
tym samym nieskuteczny. Jego błąd polega na tym, że skoro podjął się
pewnego zadania, powinien był realizację tego zadania w sposób
ciągły monitorować. Bowiem, a trzeba to wiedzieć, na prośbę
Stowarzyszenia „Pokolenie” w Katowicach stowarzyszenie opolskie
miało przygotować listę nazwisk do encyklopedycznych biogramów. Przy
czym Zarząd OSPN, wychodząc ze słusznego założenia, że
zainteresowani, czyli dawni opozycjoniści, nie powinni tworzyć
encyklopedycznych zapisów, powierzył pieczę nad realizacją
przedsięwzięcia Wydziałowi Historycznemu Uniwersytetu Opolskiego, a
w jego ramach personalnie Antoniemu Maziarzowi, doktorowi historii.
Początkowo wydawało się, że A. Maziarz, człowiek młody,
niezaangażowany w działalność opozycyjną, metodologicznie
przygotowany, stanowi rękojmię całkowitego obiektywizmu. Wkrótce
okazało się to złudzeniem.
Oto kilka przykładów. W encyklopedii brak jest odrębnego hasła dla
pisma „Solidarność Opolszczyzny”, które wychodziło od założenia na
jesieni 1980 r. aż do wprowadzenia stanu wojennego (od września 1981
r. pod fatalnie zmienionym przez ówczesnego przewodniczącego ZR,
Stanisława Jałowieckiego, tytułem – „Prawda”). Biuletyn ten znano i
czytano nie tylko w regionie. Szerokim echem odbił się zwłaszcza
dwuczęściowy artykuł „Opolscy mafioso” o nadużywaniu przez
sekretarzy partyjnych swych stanowisk dla osobistych korzyści.
Byłem w tym czasie, od stycznia do sierpnia 1981 r., redaktorem
naczelnym pisma i to ja podjąłem decyzję, by ów tekst opublikować,
mimo wątpliwości, wywołanych jego anonimowym autorstwem. Sam też
dopisałem końcową część, opierając się na dokumentach, otrzymanych z
Komisji Zakładowej „S” opolskiego Metalchemu (dziś już
nieistniejącego).
O ponadregionalnym spectrum tematów, poruszanych w „Solidarności
Opolszczyzny”, a także o ich ważności, świadczą przedruki, np.
artykułów Krzysztofa Stachowskiego czy Jarosława Chołodeckiego, by
wymienić tylko ich dwu, w innych pismach, choćby w „Wolnym
Związkowcu”, wychodzącym w Hucie Katowice. Moje tłumaczenie
fragmentu o Stalinie z książki Ericha Fromma „Anatomia ludzkiej
destrukcyjności” ukazało się w kilku pismach nie tylko w 1981 r.,
lecz również w latach stanu wojennego.
Ważnym przyczynkiem do roli, odgrywanej przez „Solidarność
Opolszczyzny” w regionie, jest fakt, że dwu jej redaktorów,
Stanisław Jałowiecki i Jarosław Chołodecki, zostało wybranych w
lipcu 1981 r. na przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Zarządu
Regionu. Fakt pozostaje faktem niezależnie od tego, jak dziś
oceniamy wybór Jałowieckiego.
Podczas gdy o „Solidarności Opolszczyzny”, która przez ponad rok
brała udział w kształtowaniu opinii publicznej, nie ma w
encyklopedii ani słowa, to A. Maziarz nie zapomniał osobiście
sporządzić informacji o innym piśmie – „Test”, którego jedyny numer
ukazał się jesienią 1981 r. Skąd wziął ich aż 3, nie wiadomo.
Wiadomo natomiast po co. Chciał w ten sposób dowartościować swego
uniwersyteckiego kolegę, Zbigniewa Bitkę. Nie sądzę jednak, by ten
takiego dowartościowania potrzebował. Maziarz pomylił przy tym dwa
wydawnictwa o tym samym tytule. Jeden „Test” ukazał się na jesieni
1980 r. i był rzeczywiście adresowany do środowiska
nauczycielskiego, drugi – o którym tutaj mowa – rok później,
adresowany do szerszego grona, bo do opolskich środowisk nauki,
kultury i oświaty. Redagowałem oba pisma, z tym że wcześniejsze bez
udziału Zbigniewa Bitki, drugie – z jego udziałem. Maziarz czyni Z.
Bitkę, ówczesnego studenta, a dziś nauczyciela akademickiego,
założycielem i redaktorem, mnie – jedynie redaktorem w nawiasach
(vide biogram Z. Bitki). W rzeczywistości było dokładnie na odwrót.
Takich efemeryd z