scrivener
22.07.11, 09:41
Tak przy okazji ciągle powtarzającego się przypominania o 'opiece naukowej' sprawowanej przez uniwersytet nad kolegium i konsekwencjach jej ewentualnego braku. Niewtajemniczonym należy się informacja, że owa opieka polega na rutynowym zatwierdzaniu programu nauczania i siatki godzin, które funkcjonują bez zmian już od lat. Tak na prawdę, po zlikwidowaniu przez min. Giertycha łączonych egzaminów dyplomowo-licencjackich (obecnie dyplom jest indywidualną sprawą kolegium a licencjat, uniwersytetu - studenci mogą ale nie muszą kontynuować naukę na studiach magisterskich w jednostce 'opiekuńczej', mogą też nie zostać przyjęci w poczet seminarzystów), współpraca, naoliwiona już lata temu, ma w praktyce charakter tylko symboliczny - pod już napisanymi planami mogłaby podpisać się małpa a w kolegium i tak nikt by tego nie zauważył. Wobec tego, nie ma co straszyć tym cofnięciem opieki - obecnie, po latach pracy i współpracy kolegium i instytutu filologii angielskiej na uniwersytecie, system działa sam, bezobsługowo.
Swoją drogą to żal, że taka rozdzielona struktura, w której kolegium uczy a ktoś z zewnątrz sprawdza jakość tego nauczania została zniszczona przez min. Giertycha (likwidatora połączonych egzaminów dyplomowo-licencjackich) a obecnie ostatecznie odchodzi w niepamięć z powodu niezgody mdz uczelniami - jak uczy doświadczenie (niejednokrotnie opisywane na łamach GW) w warunkach konkurencji, instytuty pozbawione zewnętrznego kontrolera będą wystawione na pokusę obniżania standardów aby zyskać renomę wśród studentów i zachować etaty (każdy wyrzucony student grozi zlikwidowaniem grupy a wraz z nią, godzin nadliczbowych, lub, co nie daj Boże, całych etatów) - pozostawienie instytutów samych sobie i poleganie na samej tylko moralności prawdopodobnie zapoczątkuje ewolucję w dół. No ale może jeszcze uda się marszałkom pogodzić zwaśnione strony, z których każda może coś zyskać na współpracy i dużo stracić na awanturach.