Gość: tao szatanski
IP: *.nyc.res.rr.com
01.11.11, 09:37
wczoraj po wyjsciu z brooklińskiego aresztu napisałem tekst na tyle, według mnie, inspirujący do
poważnej dyskusji, że postanowiłem wrzucić go na forum. dałem ciała. wszystko znikneło. nie bez
kozery moje dzieci się że mnie śmieją: stary masz drogie zabawki a mózg w burakach. tak
to bywa z przedwojenną młodzieżą. do rzeczy. postaram się go odtworzyć z pamięci i ponownie nie
dać ciała.
w 2006 roku o 3 nad ranem odlewałem się wśród gruzów, śmieci i szczurów na zapyziałej ulicy
brooklynu. z dwoch stron podjechały radiowozy policyjne, poczekali aż skończe i wreczyli mi
mandat. odbierając go zażartowałem przez jakiego satelite zostałem namierzony. zapomniałem o
sprawie.
wczoraj, 29 października 2011, o 12 w nocy czyniłem to samo w nie mniej w zapyziałym miejscu
na williamburgu (artystyczna i chasydzka cześć brooklynu). podjechała policja, sprawdzili mój
rekord w centralnym komputerze i jak wyszło trzech to wiedziałem, że coś jest nie tak.
padła komenda: rączki do tyłu. skuty i zdezorientowany, wszak ja się tylko odlewałem,
wylądowałem w policyjnym radiowozie. w komisariacie na pytanie co jest grane usłyszalem, że
mam gorący problem co w żargonie policyjnym oznacza otwartą duperele. wylądowałem w
brudnej i śmierdzącej metalowej klatce 5 na 2 metry w której było 10 murzynów i czterech
portorików. przesiedziałem i przeleżalem w niej na podłodze ponad 11 godzin. około 12 nastepnego
dnia wszystkich nas skuto w kajdanki z łancuchami i zawieziono do więzienia na dolnym
brooklynie, zrobiono, jak na filmie, zdjecia i ponownie załadowano do jednej z wielu klatek. każda
była pelna. 99% kolorowi.
po godzinie wężykiem, podziemnymi remontowanymi korytarzami, przeszlismy do sądy, przed
samą sala, jak wsklepie z wedlinami, do wszystkiego do czego się dało byli byli zakuci ludzie. mnie
i paru innych posadzono przed salą sądową na ławce. po godzinie, już bez łancuchów, stałem przed
wysokim sądem nad którym był duzy napis: w bogu nasze zaufanie. sędzia wygłosil mowe którą
językiem ulicy można przetłumaczyć: daruje ci, spadaj i więcej nie odlewaj się na ulicy. byłem
głodny, niewyspany ale wolny. złapalem taxi i pojechałem do domku na east village na
manhattanie. wziąłem prysznic, zapaliłem papierosa, napiłem się kawy i zadałem sobie pytanie:
dlaczego tak brutalnie mnie potraktowano i od razu odpowiedziałem: takie są procedury. nie ma
wykroczeń, błachych i ciężkich przestepsw, jest przestepstwo – proste jak budowa cepa. tu nie
istnieje, jak w polsce, przedawnienienie czy niska szkodliwość społeczna. nieuchronność kary. to
jest to. leży przede mna następny mandat. 25 styczna mam się stawić sądzie na dolnym
manhattanie. będę w na wsi pod opolem ale przylece na sprawę.
nie bez kozery publikuje prywatne zdarzenie.
tao szatanski