dra.ard
14.06.12, 20:59
Córka ma niecałe 2 tygodnie, karmienie to katorga.
Ból piersi na początku ogromny, potem nieco ustępuje, ale karmienie zdecydowanie jest nieprzyjemne.
Teorię znam doskonale, praktykę też niby mam (starsze karmione ponad rok).
Wtedy początki też były bardzo trudne, ale sadziłam, że wynika to z podania butli w szpitalu i wcześciactwa dziecka. Korzystałam wtedy z porady konsultantki laktacyjnej, ale w zasadzie nie miała większych zastrzeżeń.
Teraz od początku bez butli, bez smoczka, a ból jest, brodawka zaczyna pękać na różne strony.
Karmię w pozycji kołyski, brzuszek do brzucha, mała w linii prostej, ogólnie wydaje się, że wszystko jest ok. Karmiona co ok. 2-2,5 godziny, same karmienia do godziny. Mleko płynie sprawnie, nawał skończył się mniej więcej w 7 dobie.
Karmienie spod pachy mi nie wychodzi dobrze z tym dzieckiem (z pierwszym ta pozycja była optymalna).
Co nie jest ok:
- mała nie wywija wargi (staram się wywijać, ale wtedy się wkurza i minimalnie zsuwa, potęgując ból)
- nie otwiera na maksa buzi, nie bierze CAŁEJ otoczki. i tu moje ALE: moim zdaniem jest to absolutnie niemożliwe, brodawka jest ogromna, a pyszczek malutki. Staram się ją nasadzić przy maksymalnym otwarciu buzi, ale to maksymalne otwarcie chyba nie jest optymalne. Jak to poprawić? Zbyt długie nasadzanie kończy się rykiem, a z tego co pamiętam z karmienia pierwszego dziecka, nie należy nasadzać w płaczu?
- mam płaskie brodawki, dopiero po karmieniu wyciągają się / robią sztywne (ale zdarza się, że są spłaszczone). Przez to trudno mi podać brodawkę. Jak temu zaradzić?
Co stosowałam/stosuje?
W pierwszym tygodniu paracetamol, ale ile można...
Smaruję po każdym karmieniu lanoliną Lansinoh.
Bardzo proszę o odpowiedzi na moje pytania. Jak pisałam, teorię znam bardzo dobrze, filmy na youtube obejrzane, różne strony przeczytane. Praktykę też mam, a jednak jest źle.
Chciałabym karmić, ale ogarnia mnie coraz większa desperacja. Radość macierzyństwa przesłania mi ogromny ból.