lalecznik-7
23.09.16, 23:08
I jak się podoba kwik misiewiczów tudzież innych pisiewiczów odrywanych od koryta lub przyłapanych na wyżeraniu z niego? Czysty TKM (Teraz K…wa My).
Ale ponoć miało być lepiej. To miała być „dobra zmiana”. Ta „dobra zmiana” polega na tym, że pisowate nawet nie próbują poprawiać systemu. Po prostu zakładają, że tak jest i musi być. Nie certolą się i nie owijają w bawełnę. Swój to swój i tyle. Regres. Oj, będzie to kosztowało. Wizerunkowo, na pewno.
Od paru dni polowałem w Opolu na ostatnie wydanie Newsweeka. Naród wykupił nakład migiem. Dorwałem dopiero na stacji benzynowej poza miastem. W sumie żadnych rewelacji. Tatuś w WiK. „Wisieńka” zwieńczająca tort. To było wiadome.
Ale tak. Profesjonalistów w danych dziedzinach jest w Polsce bardzo mało. I to jest generalny problem. Tym gorszy, że dobry specjalista nie jest spolegliwy wobec władzy, ponieważ zna swoją wartość i możliwości ma lepsze niż władza oferuje. Zwłaszcza, że przy takiej polityce, praca na okres nie więcej niż 4 lat. Kto się ceni, w to się nie bawi. Co więcej, specjalistów mających chęci do jakiejś pracy na rzecz ogółu, społeczności, udzielania się politycznie – jest jeszcze mniej. To pewna spuścizna historyczna. Jesteśmy państwem na dorobku, i to nie tylko w sferze ekonomicznej. Dlatego nie dziwią mnie transfery polityczne na przestrzeni lat. PIS, ze względu na swój charakter, ma jeszcze większe problemy z naborem. To widać chociażby po sławnej komisji Macierewicza. Że znaleźli Morawieckiego, który robi co może aby spełnić obietnice wyborcze premier, a jednocześnie pilnować zakresu zadłużenia, napiętego obecnie do granic możliwości, to prawie cud. A w sumie to każdy głupi może wziąć kredyt konsumpcyjny. Zwłaszcza, że nie on będzie go spłacał. To może dać sobie spokój z kompetencjami? I tak wracamy do PRL i dyrektorów przynoszonych w teczkach. Kto pamięta tamte czasy czuje jakby deja vu. W języku, działaniu myśleniu. Polska PIS = PRL bis.
Co do Opola i jego politycznego życia. Nędza. Jak ktoś się nieco zainteresuje to zobaczy, że największe partie polityczne, np. PO czy PIS mają może iluś tam członków, ale tych aktywnych można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Członków pomniejszych partii można dosłownie policzyć na palcach. Zasadniczo działa lider i jego najbliższy kolega, jak jeszcze znajdą czas i siły. Popatrzcie na aktualizację stron facebookowych. O ile je znajdziecie. Porównajcie do aktywności grup chociażby sentymentalno-klasowych, miłośników czegoś-tam czy sekcji sportowych. Przysłowiowe koło gospodyń wiejskich czy lokalna sekcja piłki kopanej ma więcej wigoru. Dlatego Wiśniewski przejmując elektrownię tak się przeraził skali protestów. Żadna partia w Opolu nie jest w stanie wykazać taki stopień mobilizacji. KOD zbiera w Opolu na manifestacjach może ze setkę osób. Zastanawiam się czy to mało, czy jednak dużo. Wiśniewski jak prowadził kampanię miał wokół siebie może z kilkanaście osób. Większość ludzi ma przekonanie, że Opolem rządzi jakaś istotna siła. Tymczasem prawda jest taka, że Opole to taka pustynia, że pojedyncze osoby mogą wywrzeć istotny wpływ na życie tego miasta, o ile się wykażą odpowiednią aktywnością i tupetem.
Patrząc na działania pisowatych w skali kraju, tak sobie też myślę, że podział na wschodnią i zachodnią Europę – ten mentalny - przebiega przez środek Polski. I to nie tyle przez Wisłę, ale przez granicę zaborów. Proszę sobie porównać mapę preferencji wyborczych z mapą zaboru rosyjskiego i austro-węgierskiego. Stopień zgodności jest frapujący. A zatem mamy Polaków, obecnie rządzących, którzy mają wschodnią duszę, styl myślenia, działania, rządzenia, pojmowanie patriotyzmu.
No, Jarek próbuje jakoś panować nad tym rozdawnictwem posad. Chodzi nie tyle o zasady moralne, co jego pozycję władcy i aureolę partii, która właśnie ją traci.
Morał na zakończenie. Kto czytał Księgę Dżungli Kiplinga ten pamięta Shere Khana. Nawet i tygrysa stratuje stado pędzące do koryta. Chyba mamy okazję to oglądać.