Gość: behemot
IP: *.dynamic.chello.pl
16.12.16, 10:40
Jest takie urządzenie prawem narzucone mediom. Dzień przed wyborami życie toczy się bez udziału wybrańców suwerena. Nasza naszość i wasza waszość nie tłucze się po ryjach na wszelkich ekranach. Nasi kręcą waszych jak, żreją, piją wódę , nawaleni snują się po sejmie głosują na dwie ręce,przeglądają stronki, zdejmują damskie obuwie, fakują i co tam jeszcze. Pamiętam reda Lisa jak biegał po sejmie i badał znajomość języków obcych pierwszych europoslów. Dziwnym trafem były to pisiory i peesele z samąbroną. Na pytanie dlaczego nie przepytuje eseldmanów i pełowców z uśmiechem mówił, że nie spotkał. Watahy młodzi reporterskiej ganiającej po sejmie, siedzącej, leżącej na podłogach w strojach plażowych lub zgoła niechlujnych, mogą irytować tych, na których polują. W starych demokracjach korespondentami parlamentarnymi zostają dziennikarze mający jakiś dorobek, doświadczenie. Nieraz jest to ich specjalizacja niemal dożywotnia. Jest swoisty kodeks zachowania. Ja jestem tu, zbieram informacje, ty dajesz mi newsy, z ciebie żyję, to ja nie pokażę, że masz buty brudne, rozporek otwarty, stringi opinające pupę posłanki, czy spódnicę, która się podwinęła i ukazała wydepilowane bikini pomiędzy pończoszką a figami. U nas zaś, przyjął się model nie korespondenta ale paparazzi, który zagląda w odbyt, spodnie i pod spódnice. Bo to się sprzeda w faktach, wydarzeniach, szkle kontaktowym. Nakręcą, wysłuchają, przytną wytną i puszczają. Korespondenci stają się żołnierzami, medialnym ramieniem ścierających się stron. Tak jak młodych wysyła się na zadymy i manify, tak młodych wysyła się do sejmu, niech polują i kąsają. Jak będą w tym dobrzy to awansują. Z drugiej strony "uporządkowanie" pracy sejmowych reporterów i paparazzi zaproponowane przez pisiorów, jest gięciem pały i reglamentacją dostępu mediów do parlamentu. Dziś protestują przed sejmem dziennikarze Wyborczej, TVN, Zetki,Lisy,Kolendy Wielowiejskie,Olejniki. Gdyby wobec istotnego zagrożenia dostępu do informacji parlamentarnych, byli w stanie się dogadać na poziome redakcji, właścicieli i w przedświątecznym tygodniu zastosować embargo na polityków i sejm i posłów. Zero wizerunku, tylko dzienniki informacyjne słowne bez ilustracji filmowych dotyczących polityków, to po tygodniu takich ich prezentacji, jak po marszu parasolek czarnych, sami by przyszli na szkło liberalizując wymyślone przez siebie przepisy. No ale komercja, abonament i reklamy na to nie pozwolą. A szkoda, bo zostalibyśmy pozbawieni nie wiadomości ale wizerunków wybrańców. Nie ma cię w telewizji i necie, to nie istniejesz.