Gość: Soldat
IP: 81.15.197.*
23.10.04, 10:00
Rozmowa z autorem głośnego "Glosariusza Regionalnego"
ZOBACZ TAKŻE
• Co było w Glosariuszu? (22-10-04, 18:04)
Rozmawiała Joanna Pszon 23-10-2004 , ostatnia aktualizacja 22-10-2004 18:05
Opolszczyzna staje się nacjonalistycznym regionem - mówi po powrocie z USA dr
Tomasz Kamusella, od którego odcięły się władze regionu i uniwersytetu za
treści zawarte w "Glosariuszu Regionalnym Województwa Opolskiego".
czytaj dalej »
r e k l a m a
Joanna Pszon: Pański "Glosariusz" został wycofany z obiegu. Będzie się Pan
starał o wznowienie po poprawieniu go?
Tomasz Kamusella: Chciałbym to załatwić polubownie, ale wciąż mnie boli, że
tak brutalnie doprowadzono do cenzury "Glosariusza". Moim zdaniem złamano
Konstytucję. Po tym, jak poseł Czerwiński wziął ten zapis, zwołał konferencję
prasową, nikt z regionalnych elit intelektualnych i władzy nie stanął po
mojej stronie.
Wszystkich zbulwersował zapis, mówiący, że żyliśmy na części "wschodnich ziem
niemieckich pod tymczasową administracją Polski i ZSRR w latach 1945- 1991".
- Gdyby pokazać kontekst tego stwierdzenia, każdy się domyśli, że to tylko
jedno ze spojrzeń - pogląd RFN i aliantów zachodnich. Poseł wykorzystał ten
zapis do swej kampanii wyborczej.
Uważa Pan, że zwykły czytelnik był się w stanie domyślić, że prezentuje Pan
jedną z z wyznawanych doktryn w Niemczech? Sądzę, że raczej odczytał to tak,
jak politycy, którzy książkę wyklęli.
- Rzeczywiście, prosty czytelnik się nie domyśli, bo propaganda sowiecka za
PRL-u zrobiła swoje. Wszyscy teraz sądzą, że tylko niemieccy rewizjoniści nie
uznawali tych granic i przesąd ten wciąż trwa. W rzeczywistości było tak, że
zapisy poczdamskie odkładały tę kwestię do nigdy nie odbytej konferencji
pokojowej. Na niej miało nastąpić ostateczne uznanie granic, a stało się to
dopiero wraz z zawarciem tzw. Traktatu 2+4 oraz polsko-niemieckiego traktatu
granicznego.
Dlaczego nie wyjaśnił Pan tego w "Glosariuszu"?
- Gdybym wiedział, jakie zamieszanie powstanie, oczywiście dałbym
objaśnienie. Zresztą recenzenci czytali tę pracę, potem została oddana do
Urzędu Marszałkowskiego pod rozwagę marszałkowi Galli oraz ówczesnej
wicemarszałek Olszewskiej.
Boli mnie, że nikt nie stanął po mojej stronie, po stronie wartości
obywatelskich, w obronie wolności słowa.
Prof. Sawczuk się za Panem ujął na naszych łamach, choć przyznał, że dopisek
zrobiłby wiele.
- Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej też się wstawił za mną na konferencji.
Tylko proszę pamiętać, iż byłem wówczas w Stanach. Najgorsze, że ja
dowiedziałem się o tej sprawie ostatni. W dodatku w wypowiedziach prasowych
dawano mi do zrozumienia, że powinienem być wyrzucony z pracy.
To fatalnie odbiło się na mojej rodzinie. Kosztowało mnie trzy wyprawy do
sobotniej szkoły polskiej mojej córki i wyjaśnianie wszystkiego. Były
naciski, żeby zwolnić moją żonę z pracy. Moja matka, starsza osoba, wpadła w
depresję. Wytykano mnie i rodzinę palcami.
Zniszczono mi reputację, zrobiono też wszystko, by mnie zepchnąć na uczelni
do roli nauczyciela języka angielskiego i żeby mnie zmusić do opuszczenia
pracy. Nawet oszczerczej uchwały rady wydziału na temat mej osoby nie mogłem
długo wydobyć, nie mówiąc już o protokole, którego nie otrzymałem do dziś.
Kamusella wyszedł na "rewizjonistę" - przytknięto mi inwektywę z czasów PRL-
u.
Tymczasem nikt nie wspomniał, że sprowadziłem na uczelnię (gdzie pracuję od
1995 r.) książki, czasopisma, pomagałem w wyjazdach zagranicznych studentów,
przyczyniłem się do powstania Centrum Dokumentacji Europejskiej - obecnie
filaru Wydziału Prawa UO. W regionie zapoczątkowałem wiele inicjatyw
związanych z integracją z UE (np. Dom Europejski, Biuro Regionu w Brukseli).
Będzie Pan starał się walczyć o oczyszczenie swego imienia i wyjaśnienie
sprawy "Glosariusza"?
- Ta sprawa uświadomiła mi, że Opolszczyzna staje się nacjonalistycznym
regionem. Mam zamiar zrobić wszystko, żeby stąd wyjechać.
Popieram Pana rewizjonizm i ślepy nacjonaliz to dewiza tego regionu.