IP: *.adsl.inetia.pl 16.02.08, 17:53
Wystarczy przejść sie pod prywatne Zakłady Medyczne żeby zobaczyć
jak wieczorami własciciwele wypasionych bryk (czyli tez wypasionych
portfeli przywożą i zabierają swoje parnerki po "zabiegu"
A to artykuł z GW
Zakaz obowiązuje, aborcja kwitnie
Agnieszka Jędrzejczyk GAZETA WYBORCZA2008-02-15, ostatnia
aktualizacja 2008-02-14 17:27

Ustawa aborcyjna jest martwa. Nie przestrzegają jej ani władze, ani
obywatele. Nazywanie tego prawa kompromisem brzmi dziś jak ponury
żart
Kiedy rzecznik praw obywatelskich ogłosił, że rozważa zaskarżenie do
Trybunału Konstytucyjnego przepisu zezwalającego na aborcję w
przypadku zagrożenia zdrowia kobiety, i biskupi, i politycy
zaapelowali: Zostawmy ustawę. Nic nie zmieniajmy. Jest
kompromisem. "Dobrym kompromisem", "trudnym
kompromisem", "kompromisem zaakceptowanym przez Kościół".

Jakim kompromisem?

Rzeczywiście można było ją tak nazwać 15 lat temu, kiedy była
uchwalana. Wtedy aborcja dostępna była praktycznie na życzenie, a
rozważane było jej całkowite zakazanie. Jedynym wyjątkiem miało być
zagrożenie życia matki. Ale i tu parlamentarzyści zastanawiali się,
czy aby na pewno życie kobiety ma mieć "ustawowe pierwszeństwo"
przed życiem płodu.

W efekcie Sejm przyjął ustawę, która dopuściła aborcję w trzech
przypadkach: zagrożenia życia lub zdrowia, uszkodzenia płodu i gdy
ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa. Do tego obiecała
edukację seksualną, pomoc dla uczennic w ciąży, dostęp do środków
antykoncepcyjnych. Jakkolwiek by patrzeć - to było coś pośrodku
między skrajnymi rozwiązaniami.

Od tego czasu jednak zdarzyły się rzeczy, które ten kompromis -
jeśli był - unieważniły. I nie chodzi tu o ciągle znaczące
przyzwolenie dla aborcji (chociaż utrwala się przekonanie, że
aborcja w ogóle jest złem, to i tak co drugi ankietowany przez CBOS
jesienią 2007 r. twierdził, że kobieta ma prawo podjąć decyzję o
aborcji w pierwszych tygodniach ciąży - choć podejmując taką
decyzję, powinna się kierować ważnymi powodami). Ani o to, że nie
jest trudno znaleźć gabinet lekarski, w którym aborcje się
przeprowadza.

Chodzi o to, że państwo bimba sobie z zobowiązań, które nałożyła na
nie ustawa. Pokazała to sprawa Alicji Tysiąc zmuszonej do urodzenia
dziecka kosztem zdrowia. Nie mogła skorzystać z danego przez ustawę
prawa wyboru. Polskie państwo jej tego nie zapewniło - nie stworzyło
instytucji, do której mogłaby się odwołać, gdy lekarz
powiedział "nie". A gdy Alicja Tysiąc dochodziła swoich racji przed
Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i wygrała, Polska się
odwołała. Bo - proszę uważnie przeczytać słowa wiceministra zdrowia
z PiS, ginekologa Bolesława Piechy: "Instytucja odwoławcza
przysługuje, jeżeli obywatel ma do czegoś prawo. A w polskim
prawodawstwie nie ma prawa do aborcji, jest natomiast prawo do
ochrony życia poczętego. Aborcja jest od tego prawa wyjątkiem, więc
nie ma mowy o instytucjach odwoławczych".

Ustawę unieważnia także rozwój farmakologii. 15 lat temu pigułki
wczesnoporonne były egzotyczną nowinką. Dziś reklamowane są w prawie
każdej gazecie. "Farmakologiczne wywoływanie
miesiączki", "bezpieczne bezbolesne wywoływanie
miesiączki", "farmakologicznie tanio", "dyskretnie", "antykoncepcja
awaryjna po".

Wywoływanie miesiączki nie jest przestępstwem, ale trudno uwierzyć,
by w Polsce zapanowała nagle epidemia nieregularnych miesiączek.
Pigułki można kupić przez internet. Oryginalne i podróbki. Są też
rady, jak z leków dostępnych w aptekach, w tym leków bez recepty
(!), sprokurować poronną miksturę.

Tymczasem rząd spokojnie raz do roku sprawozdaje Sejmowi, jak się
wywiązuje z gwarantowania "prawa do ochrony życia poczętego" -
aborcji w tych sprawozdaniach jest 200, a może 300.

Gdy o tym wszystkim mówię, słyszę: - To czego ty chcesz? Obecną
ustawę wyegzekwować?

- Czemu nie? Odetnie się kraj od internetu, zamknie się granice i
wycofa z aptek co nowsze lekarstwa. Wydaje się to do zrobienia, ale
wtedy chyba nikomu nie przejdzie przez gardło słowo "kompromis".

- Czyli zmierzasz do zniesienia zakazu aborcji? - drążą moi rozmówcy.

A po co? Przecież ten zakaz sam się znosi. Na naszych oczach.
Kłopoty z przeprowadzeniem aborcji będą tylko w tych trzech
przypadkach dozwolonych przez ustawę. Już teraz przyjeżdżają do
Polski na aborcję Irlandki - nie przychodzi im do głowy, że w naszym
kraju aborcja jest tak samo nie do przeprowadzenia jak u nich.

Chciałabym jednak, byśmy nie nazywali ustawy "kompromisem".
Nasz "kompromis aborcyjny" ma tyle wspólnego z kompromisem,
co "demokracja socjalistyczna" z demokracją.

Kompromis zaś, prawdziwy kompromis, to podstawa demokracji. Ludzie
ustępują sobie nawzajem, aby znaleźć rozwiązanie do przyjęcia dla
większości. Ale kiedy umawiamy się na jedno, a robimy coś zupełnie
innego, to nazywa się inaczej - obłuda.

Najwyższa pora też zastanowić się, do czego to prowadzi. Co się
dzieje z ludźmi, którzy każdego dnia uczą się, że w tak ważnej
moralnie sprawie obowiązuje dwójmyślenie. A kiedy zmienimy język i
zaczniemy nazywać rzeczy po imieniu, jasne się stanie, że nie można
tej ustawy zostawić w takiej formie jak obecnie.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Obserwuj wątek
    • Gość: dodo? ? IP: *.dsl.opol.bdi.inetia.pl 17.02.08, 04:01
      masz cos ciekawego do powiedzenia w tym temacie, czy chwalisz sie, ze potrafisz wkleic na forum artykul?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka