Gość: behemot
IP: 77.252.18.*
08.06.09, 13:20
Taką wydje się dostała cała klasa polityczna, od szczytów Parnasu
zajętego przez PO do Libertasu. Zwycięska czwórka podkreśla swój
sukces w dostaniu się do europarlamentu i zdeklasowaniu przeciwników
tych co są za nimi w rankingu. Zachwycają się procentami, bo to
zawsze lepiej brzmi, niż prawdziwe liczby pokazujące mizerię ich
przewag i zufania.
30 207 000 tylu było uprawnionych do głosowania
7 409 000 tylu ob. wzięło udział w wyborach
3 231 000 głosowało na PO
1 995 000 głosowało na PiS
897 000 glosowało na SLD-UP
511 000 głosowało na PSL
22 798 000 NIE WZIĘŁO W WYBORACH UDZIAŁU
Nieśmiało ktoś bąknął w komentarzu, że te prawie 23 bańki rodaków
nie dorosło do demokracji, wrodzone lenistwo z opilstwem, brak
zainteresowania bo Bruksela daleko i takie tam jeszcze inne. Raczej
się nie słyszy, że owe 23 bańki pokazało doope partyjniakom jak
ongiś pokazywało przewodniej sile narodu. O dziwo na to zwrócił
uwagę w tvn24 Kwaśniewski i póżną nocą w TVP info Kraśko. Jakby tak
dobrze policzyć to owe 3,2 bańki głosujących na PO to nomenklatura
partyjna, urzędnicza i samorządowa wraz z rodzinami, korzystająca z
konfitur zapewnionych przez partię żywicielkę. To samo odnosi się do
pozostałych zwycięzców biegu do Brukseli co odzwierciedla kolejność
na mecie i liczba głosów na nich oddanych. Prościej mówiąc ile
konfitur dało się z tortu wykroić dla swojej klienteli na takie
poparcie można liczyć. Programy, hasła to pic na wodę, bo gdyby one
zadziałały to wynik między 12 a 15 milionów głosujących by to
odzwierciedlał. Tak więc swoi wybrali swoich a reszta nie chciała do
tego przykładać ręki bo nic z tego nie ma jak i nie ma swojej
reprezentacji, na którą głosując mogłaby liczyć, że się jej poprawi.
Liczba konfitur w państwie jest ograniczona, choć kolejne partie
starają się ją pomnożyć przez tworzenie nowych stanowisk państwowych
samorządowych, agencyjnych i obsadzać swoim elektoratem, bo łatwiej
się rządzi gdy ma się dużo państwa w garści no i przy wyborach można
liczyć na głosy wdzięcznych i ich rodzin z przyjaciółmi. I ten fakt
odzwierciedla liczba biorących udział w wyborach począwszy od
4.06.89 lecąca na łeb i szyję. Chłopi najwięksi beneficjenci dopłat
unijnych pokazali, że PSL nie jest ich partią oddając na nich pół
bańki głosów co w stosunku do liczby rolników jest wynikiem
niewielkim bo i tak wiedzą, że kasa będzie płynęła.
Wystawieni do wyścigu są szczęśliwi bo go wygrywają znikomą ilością
głosów i nic im to nie daje do myślenia. Utyskiwanie nad niską
frekwencją z uśmiechem "taka jest wola suwerena" to jawna kpina.
Musi być próg wyborczy,(taki jak,5% konserwujący obecny stan
partyjny) poniżej 30% uprawnionych do głosowania biorących udział w
wyborach, nie mamy swoich reprezentantów w P.E. Powinna to być
zasada obowiązująca w całej Unii, jasna, przejrzysta uczciwa. Kto
powiedział, że wszystkie państwa członkowskie muszą z mocy czegoś
tam, być reprezentowane w P.E.? Jak nie wybiora swoich
przedstawicieli przy określonej frekwencji to nie będą na losy
eurolandu mieć wpływu. Taki próg wymagałby poparcia nie tylko
klienteli partyjnej ale mobilizowałby obywateli i wprowadzał element
rywalizacji, którego nie ma. Bo i tak czy pójdę czy nie pójdę to i
tak "oni" do parlamentu się dostaną choćby głosem żony czy teściowej
w najgorszym wypadku.
Dane z PKW z godziny 7 8.06.09