lysa45
20.02.13, 08:11
witajcie, chciałabym poprosić o poradę. Jestem samotną matka z dwójką dzieci, tzn byłam kiedy wynajmowałam mieszkanie. Podpisałam umowę w styczniu ubiegłego roku na czas nieokreślony. Przy podpisywaniu umowy byłam ja i brat własciciela( adwokat), ponieważ właściciel przebywała za granicą. Wszystkie niezbędne informacje zostały zawarte w umowie, tj. opłaty związane z lokalem 650 zł dla wynajmującego plus media ( ew. woda, gaz, prąd, tv, net) łącznie 1100 zł co miesiąc. Plus do tego kaucja w wys 800 zł. Panowie wiedzieli ,że jestem samotna matką, niczego nie ukrywałam. Pracowałam do grudnia 2012 r. czynsz płaciłam regularnie 10go każdego miesiąca, czasami na życzenie właściciela wcześniej.
W pierwszym tygodniu zaczęły wychodzić w domu usterki, obita muszla klozetowa, drzwi wypadające z zawiasów w pokoju córek, nieszczelny piekarnik, po 3 miesiącach doszła instalacja elektryczna która iskrzyła przy korkach. Wszystkie usterki zgłaszałam jak najszybciej, o wszystkich poza instalacja właściciel wiedział. W czerwcu właściciel zadzwonił, że od października podnosi opłaty plus 150 zł. Nie dostałam nic na piśmie jedynie rozmowa telefoniczna i od października płaciłam ok 1300 zł co miesiąc. W grudniu straciłam pracę i było dość ciężko, czynsz płaciłam z opóźnieniem tzn. max do 15go ale każdy miesiąc miałam zapłacony. 15 stycznia przyjechał właściciel po pieniądze zapłaciłam 1350 zł, ale okazało się że przyszło rozliczenie prądu i muszę dopłacić 300 zł. Nie byłam na to przygotowana , bo zawsze dostawałam smsa od niego ile pieniążków mam przygotować za dany miesiąc. Tu jednak czegoś takiego nie było. Po kłótni on wykrzyczał że mam dwa miesiące żeby się wyprowadzić bo on się nie będzie denerwować. Po czym trzasnął drzwiami i poszedł.
potem doszliśmy z narzeczonym do wniosku ze nie ma sensu się zadłużać dalej i przeprowadzę się z dziećmi do niego . Tak też zrobiliśmy. Od 1 lutego próbowałam się z właścicielem skontaktować jednak telefon był poza zasięgiem. 8 lutego się przeprowadziłam, wysłałam z 10 smsów do właściciela z prośbą o kontakt i opisałam całą sytuację. dopiero 18go lutego dostałam smsa z kwota do zapłaty za luty, było tego 1180 zł plus 300 rachunku za prąd z poprzedniego miesiąca. Od razu do niego zadzwoniłam wyjaśniłam całą sytuację i umówiłam się na następny dzień na spotkanie w mieszkaniu. I tu się zaczyna najciekawsze.
Z rachunków jakie mi pan przedstawił za miesiąc luty mam zapłacić już nie 1180 zł tylko 1750 zł. Dlaczego ta kwota tak drastycznie wzrosła pan nie chciał mi wytłumaczyć, podejrzewam że po prosty policzył podwójnie. Mało tego mam zapłacić również 1750 zł za miesiąc marzec i tyle samo za kwiecień do piątku tego tygodnia, Kiedy poprosiłam o jakieś rachunki do przedstawienia pan powiedział że już tu nie mieszkam i wglądu w rachunki mieć nie będę.
Powiedziałam że owszem zapłacić mogłabym za luty ale tylko połowę bo od początku miesiąca tu nie mieszkam na co pan powiedział że nawet opcji takiej nie ma bo on żąda całość. Kiedy zapytałam o kaucję i czy mógłby odliczyć sobie te opłaty z kaucji powiedział że on żadnej kaucji nie dostał i mam się zgłosić do tego komu ją dałam. Kaucje wziął brat właściciela przy podpisywaniu umowy. Oprócz tego pan zażądał opłaty za ekipę remontową która wynajął do remontu mieszkania oraz ze mam mu oddać umowę najmu. Poradźcie mi co mam teraz robić, bo mam wrażenie że pan po prostu chce mnie orżnąc na pieniądze i nijak się nie da z nim dogadać.