Gość: stefan
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.05.05, 19:57
Nie szczędzono ostatnio krytyki głowie naszego państwa. Cała opozycja, a
nawet niektórzy lewicowi politycy krytykowali chęć wyjazdu, a następnie już
sam pobyt Aleksandra Kwaśniewskiego w Moskwie.
Dominuje ton klęski i upokorzenia. Moim zdaniem ta cała wrzawa nie ma sensu i
podstaw.
Wszyscy krytycy zachowują się tak jakbyśmy oto mieli w kraju wielkiego męża
stanu, któremu o dziwo przydarzyła się nieoczekiwanie jakaś wpadka.
Wiemy przecież od dawna, że nasz Pan Prezydent wielkim mężem stanu nie jest i
oczekiwanie od niego zachowań na taką miarę jest wielkim nieporozumieniem.
W wielu sprawach potrafimy być bardziej rozsądni i racjonalni w ocenach.
Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje np. od Tomisława, Tajnera aby skakał
tak jak Adam Małysz. Nikt nie wymaga od drużyny Hetmana Zamość, aby awansował
do Ligi Mistrzów. Wiemy, że Przemysław Saleta wychodząc na ring z jakimś
przyzwoitym bokserem zawsze zaliczy deski. Nikt poważny nie pójdzie na
wystawę psów rasowych ze swoim ukochanym kundlem.
Więc pytam się skąd były te oczekiwania na wyrost, co do naszego Prezydenta?
Czyż nie powinniśmy doszukiwać się jednak pozytywów wynikających z ostatniej
podróży? A takich przecież nie brakowało.
Na Cmentarzu Dońskim gdzie znajdują się symboliczne groby skazanych w
Procesie Szesnastu i osadzonych w więzieniu na Butrykach - Leopolda
Okulickiego i Stanisława Jasiukowicza pojawił się nasz prezydent zupełnie
trzeźwy. A przecież różnie to dawniej bywało.
Siedząc na trybunie honorowej w trzecim rzędzie podczas defilady nasza głowa
Państwa była bardzo aktywna. Wymachiwał Pan Prezydent dłonią w kierunku
przejeżdżających weteranów, kręcił się, uśmiechał do tego stopnia, że
momentami uważni widzowie całego świata mogli dojrzeć raz połowę, a momentami
nawet trzy czwarte głowy naszego przywódcy. Czyż to nie jest mały, ale jednak
sukces. Mogło być przecież gorzej. Gdyby usadowiono Pana Prezydenta dajmy na
to w szóstym rzędzie - świat w ogóle by go nie zauważył.
Szybko zbliża się koniec drugiej kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. Zacznie
się czas podsumowań, ocen i analiz. Przestrzegam przed pochopną i
nieuzasadnioną krytyką. Nie brakowało przecież w czasie tej prezydentury
wydarzeń pozytywnych.
To w ciągu tych lat byliśmy świadkami eksplozji talentu Małysza. Robert
Korzeniowski czy Otylia Jędrzejczak zdobywali hurtowo medale olimpijskie. Nie
było wielkich kataklizmów. Słońce, co rano wschodziło na wschodzie i
zachodziło na zachodzie. Nie było epidemii dżumy czy cholery. Ktoś złośliwy
może zapytać - a jaka w tym zasługa Pana Prezydenta?
Umiejmy odpowiedzieć takim wiecznym malkontentom.
Nikt przecież nie może zaprzeczyć, że te wszystkie sukcesy zdarzyły się
właśnie przez te ostatnie dziesięć lat.