teufel7
05.02.07, 12:39
Koledzy mnie wołają, to znaczy diabli mnie biorą, kiedy obserwuję radosną
twórczość niektórych internautów. Uparli się na semantykę naszego pięknego
języka i kochanego, słodkiego brzdąca zmieniają na brzydki epitet. Może
zresztą fonetyczna bliskość "brzydkiego" do małego brzdąca jakoś tu waży?
Apeluję do wszystkich - zlitujcie sie nad brzdącem! Zostawcie go, dobrzy
ludzie w spokoju! A jako antidotum dla swoich semazjologicznych szleństw -
obejrzyjcie sobie piękny film niejakiego Karola Chaplina pod
tytułem "Brzdąc". Popłaczcie sobie, rozrzewnijcie się...pokochajcie brzdąca!