Dodaj do ulubionych

Odchodząc od codziennosci - eutanazja

01.10.09, 08:50
Nie chodzi mi o ostatnio podnoszone mordowanie ludzi z przyczyn ekonomicznych
tj dla ratowania upadających systemów emerytalnych i finansów służby zdrowia.
Chodzi mi o autentyczną eutanazję czyli zabicie człowieka na jego żądanie i
pod wpływem współczucia dla niego.

Stan faktyczny;
On.
Młody zdolny pisarz, który opublikował już dwie powieści i zbiory nowel.
Eks-oficer. Przystojny, okaz zdrowia.
Ona.
Uznawana ja jedną z piękności swego środowiska. Młoda aktorka rozpoczynająca
dopiero karierę ale mająca już za sobą kilka ról zapamiętanych przez
publiczność i krytykę.

Poznali się w teatrze. Wszyscy zgodnie przyznają, ze połączyła ich
autentyczna, głęboka miłość.
Podczas jakiegoś badania u niego zdiagnozowano raka. Próbował się ratować.
Przy pomocy znajomych i rodziny dostał się do najlepszych lekarzy. Udało mu
się dostać do lekarzy paryskich.
Na darmo. Potworne bóle, przestały działać leki przeciwbólowe. Podczas jego
pobytu w szpitalu Ona była cały czas przy nim. Pielęgnowała go najlepiej jak
umiała. I patrzyła jak z wspaniałego mężczyzny robi się wrak człowieka
opanowanego bólem.
I wówczas zgnębiona sytuacją, jego skamleniem o skrócenie męki zrobiła to.
Zastrzeliła go z rewolweru – stanowiącego jego własność.
Stan faktyczny opisany wyżej nie był kwestionowany.
Ona stanęła przed sądem – francuskim.

I teraz postawcie się w roli sędziego.
To nie teoretyzowanie i wymądrzanie się. Przed takim dylematem stanęli
autentyczni sędziowie i musieli wydać wyrok.
Oni wydali.
A jaki wydalibyście Wy?
Obserwuj wątek
    • 01kleo Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja 01.10.09, 09:44
      Ja uniewinniłabym dziewczynę, jeśli zrobiła to na prośbę faceta.
    • poika Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja 01.10.09, 09:48
      Troche za malo szczegolow, zeby wydawac jakies opinie, ale pewnie nigdy takich
      szczegolow nie bedzie dosyc i zadna sytuacja nie jest czarno-biala. Dlatego w
      sumie ciesze sie, ze nie jestem sedzia, ktory/a musi wydac wyrok nie tylko w
      zgodzie ze swoim przekonaniem (subiektywnym), ale przede wszystkim litera prawa.
      Dlatego tez, nie umiem sie postawic w roli sedziego, o co prosisz, bo nie znam
      chocby wykladni tego prawa.
      Niemniej uwazam, ze kazdy ma prawo do decydowania o swoim zyciu, rowniez jego
      koncu. Jesli w opisanym przypadku tenze pisarz chcial rzeczywiscie skonczyc ze
      swoim cierpieniem, ta aktorka wykonala tylko jego wole i reszta, moim zdaniem,
      powinna byc zostawiona jej sumieniu.
    • l.george.l Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja 01.10.09, 11:58
      www.eutanazja.info/
    • grendelek Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja 01.10.09, 14:10
      renepoznan napisał:

      > Stan faktyczny;

      (cut)

      > I teraz postawcie się w roli sędziego.
      > To nie teoretyzowanie i wymądrzanie się. Przed takim dylematem stanęli
      > autentyczni sędziowie i musieli wydać wyrok.
      > Oni wydali.
      > A jaki wydalibyście Wy?

      Oczywiście zgodnie z obowiązującymi w danym czasie normami prawa, zapewne wyrok
      skazujący za zabójstwo, ale odstępując od wymierzenia kary.
    • renepoznan Uzupełnienie 01.10.09, 16:58
      Zapomniałem dodać, że kwestia rozgrywała się w XX leciu międzywojennym. Czyli
      jak zwykle u mnie kwestia jest historyczna a nie bieżąca.
      Nie znam unormować ówczesnych ale chyba co do zasady były zbliżone do obecnych.
      • kiks4 Re: Uzupełnienie 01.10.09, 17:47

        Nie jest dla mnie ważne, co postanowił sąd. To było dawno a my żyjemy dziś.
        Wiele norm współżycia społecznego zmieniło się diametralnie.
        Interesuje mnie Twoje stanowisko- kolego Rene- żyjący wśród swoich zakurzonych
        ksiąg ? Bo o ile Cie poznałem- to potępiasz czyn kochającej i zrozpaczonej kobiety.
        • dobrusia_to_ja Re: Uzupełnienie 01.10.09, 18:37
          kiks4 napisał:
          > Bo o ile Cie poznałem- to potępiasz czyn kochającej i zrozpaczonej kobi
          > ety.
          A ja myślę, że tym razem Rene jej nie potępia.
          PS.
          Wysłałam Wam małe sprostowanie na maila;)
          • kiks4 Re: Uzupełnienie 02.10.09, 17:47
            dobrusia_to_ja napisała:
            > A ja myślę, że tym razem Rene jej nie potępia.


            Gratulacje- Dobrusiu! Przejrzałaś duszę Renego na wylot. Ach jakże ja się
            myliłem w Jego ocenie. Wstydzę się i biję w chrapy ( jak mawiał jeden z moich
            kolegów). :-((((

            A swoją drogą- czy już tego wątku nie opisywałeś na forum - drogi Kolego?
        • renepoznan Rozstrzygnięcie Sądu, ludzi, i jej samej. 01.10.09, 21:48
          Opisałem nie operę mydlana czy wydumaną sytuację a autentyczną sprawę Jana
          Żyznowskiego i Stanisławy Umińskiej.
          Do tragedii doszło w 2004r. W rocznicę zburzenia Bastylii - w nocy - w paryskiej
          klinice.
          Stanisława Umińska nie unikała sprawiedliwości.
          Proces rozpoczął się w lutym 2005r. Sala sądowa była wypełniona publicznością
          tak życzliwie nastawioną do oskarżonej,że z powodu okazywanej sympatii do niej,
          Sąd nakazał opróżnienie sali sądowej.
          Wyrok zapadł - uniewinnienie. W pełni poparty przez ówczesną opinię publiczną.
          Zatem osąd prawa i ludzi był korzystny dla Stanisławy Umińskiej.
          Osąd jej samej.
          Coś mówi nam fakt,że po powrocie do Polski nie powróciła do życia światowego i
          na scenę a wstąpiła do klasztoru samarytanek i jako siostra Benigna prowadziła w
          nim zakład opiekuńczy dla dziewcząt. Zmarła w 1977r.
          Talent aktorski przydał jej się gdy wraz z Leonem Schillerem (właściwie jako
          jego asystentka) w Zakładzie Sióstr Samarytanek w Henrykowie w latach okupacji
          wystawiła Pastorałkę - graną przez jej wychowanki.

          Osąd Boga.
          Nie znamy. Choć jestem przekonany,że miłosierdzie Boga i ją dotknęło.

          Kolega kiks przypisuje mi poglądy jakich nie mam - ale to mniejsza.

          Swoją drogą - czy to opera mydlana? Autentyczne zdarzenie.
          I jaka to musiała być z jej strony miłość. Naprawdę poświeciła swemu ukochanemu
          całe życie.
          Trudno to zrozumieć - prawda?
          • renepoznan Re: Rozstrzygnięcie Sądu, ludzi, i jej samej. 01.10.09, 21:54
            Ale się walnąłem. Chodzi o rok 1924 i 1925 a nie 2004 i 2005. Przepraszam.
          • dobrusia_to_ja Re: Rozstrzygnięcie Sądu, ludzi, i jej samej. 01.10.09, 23:55
            renepoznan napisał:
            > Wyrok zapadł - uniewinnienie. W pełni poparty przez ówczesną opinię publiczną.

            Jestem zaskoczona tym wyrokiem. Dotychczas myślałam, że sądy w tamtych czasach
            były bardziej bezwzględne.

            > Osąd jej samej.
            > Coś mówi nam fakt,że po powrocie do Polski nie powróciła do życia światowego i
            > na scenę a wstąpiła do klasztoru samarytanek i jako siostra Benigna
            > prowadziła w nim zakład opiekuńczy dla dziewcząt. Zmarła w 1977r.
            > nim zakład opiekuńczy dla dziewcząt. Zmarła w 1977r.

            Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy czuła się winna. Myślę, że doskonale
            zdawała sobie sprawę z tego, że miała tylko dwa wyjścia: patrzeć na pełną
            nadludzkiego cierpienia śmierć swojego ukochanego lub mu w tych cierpieniach
            ulżyć. Pierwsze było nie do wytrzymania dla niego, ona po jakimś czasie doszłaby
            do siebie, choć być może trapiłyby ją wyrzuty sumienia, że nie chciała mu ulżyć.
            To drugie było nieprawdopodobną tragedią dla niej samej.

            > I jaka to musiała być z jej strony miłość. Naprawdę poświeciła swemu ukochanemu
            > całe życie.
            > Trudno to zrozumieć - prawda?

            Nie trudno, jeśli się kochało tak bardzo, że bólem staje się każdy oddech, gdy
            nie można być z ukochanym człowiekiem. Gdy dla niego jesteś w stanie poświęcić
            wszystko, nawet swoją miłość, jeśli to miałoby przynieść mu szczęście. Gdy
            jesteś w stanie poświęcić mu nie tylko swoje życie, ale i własny spokój. Wtedy
            nie trudno zrozumieć.

            Jestem pewna, że Bóg ją zrozumiał.
      • dobrusia_to_ja Re: Uzupełnienie 01.10.09, 18:35
        renepoznan napisał:

        > Zapomniałem dodać, że kwestia rozgrywała się w XX leciu międzywojennym.
        Domyślam się, że dostała wyrok śmierci.

        Tak, jak jeden z przedmówców, cieszę się, że nie jestem sędzią.
    • drhuckenbush Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja 02.10.09, 19:24
      Winna morderstwa. Dozywocia bym nie dawal, ale takie 10-15 lat byloby ok.
      Po pierwsze, nikt jej nie upowaznil do decydowania o czyims zyciu lub smierci.
      Po drugie, jak delikwent tak sie meczyl, mogl sam sie zastrzelic. Po co
      wyslugiwac sie innymi?
    • Gość: Bimota Re: Odchodząc od codziennosci - eutanazja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.09, 19:48
      Ciekawe jaki by byl wyrok gdyby byla zwykla zjadaczka chleba, a
      nie jakas "artystka"... No troche podjerzane, ze sam sobie nie
      palnal... Sposob unicestwienia tez zastanawiajacy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka