mmmmmm000
01.04.11, 10:48
W każdym normalnym i cywilizowanych kraju tego rodzaju stowarzyszenia, czyli takie, które szeroko zamierzają ingerować w funkcjonowanie miasta są niczym innym jak regionalnym (lokalnym) ugrupowaniem politycznym. My-Poznaniacy to jakaś dziwna efemeryda ludzi stojących z boku, uważających się za wszystkowiedzących specjalistów od wszystkiego - najmądrzejszych, najinteligentniejszych i w ogóle "naj". Nie należę do zwolenników Grobelnego, ale uważam, że chcąc cokolwiek robić w lokalnej polityce - czyli chcąc mieć wpływ na budżet, wydatkowanie środków budżetowych, planowanie rozwoju miasta jest się tak czy inaczej ugrupowaniem politycznym. Oczywiście dużo wygodniej jest stać sobie z boku, wypowiadać się na każdy temat bez brania odpowiedzialności. To nic innego jak zwykłe tchurzostwo - stać z boku i oszczekiwać albo nawet kąsać rządzących po kostkach. Rozumiem jakąś tam funcję doradczą - o ile ktoś sobie tego akurat rzyczy oraz funkcję opiniotwórczą, co do podejmowanych decyzji - o ile mogą mieć jakikolwiek negatywny wpływ na miasto. Jednak nie rozumiem prób narzucania władzm swich własnych wizji, albo podsuwania rozwiązań "jedynie słusznych" i "jedynie mądrych", bez brania na siebie konsekwenci tych pomysłów.
Prawidłowość powinna być taka, że jak się ma własną koncepcję, własną wizję, to tworzy się ugrupowanie, którego celem powinna być realizacja. To jednak wymaga posiadania określonych instrumentów czyli mówiąc krótko władzy. Aby to osiągnąć należy do siebie przekonać społeczeństwo i po prostu wygrać wybory. Wówczas dopiero stowarzyszenie ma szansę się w pełni wykazać co jest warte i czy jego pomysły rzeczywiście miastu wychodzą na dobre. Jak dla mnie, to do tej pory działalność tego ugrupowania jest jedynie próbą wykonywania czyimiś rękami i na czyjąś odpowiedzialność własnych koncepcji i pomysłów, które (tak uważam), nie zawsze koniecznie muszą być dla Poznania dobre.