Dodaj do ulubionych

Rekolekcje a kodeks pracy

17.03.24, 18:25
lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,30799328,rodzice-skarza-sie-na-rekolekcje-w-czasie-zajec-w-szkole-nauczycielka.html?_gl=1*r2arnm*_gcl_au*MTQzNzE5NDU4Ni4xNzEwNjc5NzQ4*_ga*ODM2NDEzMTY2LjE3MTA2Nzk3NDY.*_ga_6R71ZMJ3KN*MTcxMDY5MTI2NC4yLjAuMTcxMDY5MTI2NC4wLjAuMA..
Chyba jeszcze nigdy tzw. rekolekcje dla uczniów nie rozgrzały mediów jak w tym roku. Widać, że świadomość braci nauczycielskiej rośnie. Tak się składa, że mam kilka przyjaciółek nauczycielek, biorę więc je na przedwiośniu na spytki i wyciągam informacje nt. aktualnych relacji między dominującym związkiem wyznaniowym a oświatą. Moje pytanie nieustannie brzmi: a dlaczego ty tam do tego kościoła chodzisz z dzieciakami? Przecież na dobrą sprawę nie wolno ci tego robić. Motywacje są różne: nie mam wyjścia, dyrektorka każe albo no wiesz, dziewięciolatki szykowane są do komunii, większość zapisana jest na katechezę, księdza mamy niezbyt rozgarniętego, nie cierpimy go, ale akurat w tym momencie zachował się przyzwoicie, chciał rekolekcje zorganizować po lekcjach, tyle, że rodzice stanęli okoniem i powiedzieli, że nie przyprowadzą dzieci do kościoła, bo nie mają na to czasu. Inna wzdycha zrezygnowana i mówi, że robi to dla świętego spokoju. W pokoju nauczycielskim wrze, ludzie wkurzeni na maksa, ale dyrektor uspokaja, prosi, żeby nie robić zadymy, że jeszcze rok, dwa i problem sama się rozwiąże. Kolejne pytanie, jakie zadaję, brzmi: no dobra, jak już doprowadzisz dzieciaki do kościoła, to co dalej robisz? Jedna mówi: jak jest ładna pogoda, to siadam gdzieś na ławce w pobliżu kościoła i czytam, druga mówi: poprawiam sprawdziany, trzecia: jak jest dobry zasięg, to Librusa uzupełniam. Kolejna mnie zadziwia, bo choć wiem, że jest ateistką, to siedzi z dziećmi w kościele i czujnym okiem i uchem śledzi, co się dzieje. Pytam dlaczego? Ona na to, że jeszcze na głowę nie upadła, żeby zostawić dzieci sam na sam z księdzem. No i tak to wygląda. A wszystko za nasze pieniądze, kosztem procesu dydaktycznego. Dodam jeszcze, że zanim ministra Nowacka się ogarnie i zacznie realizować swoje obietnice wyborcze, katechezę można ograniczyć bez pytania biskupa o zgodę. Za moim podszeptem i wsparciem prawnym udało nami się to z dwiema koleżankami przeprowadzić. Nie zdradzę w których szkołach, żeby nie narobić im problemu. Trzeba jedynie przekonać rodziców, że godzina matematyki lub angielskiego więcej zamiast religii będzie z korzyścią dla ich pociech. Jeśli katechetka jest w porządku, dzieci ją lubią, to zamiast redukować jej etat, warto ją zachęcić do podjęcia studiów podyplomowych i przekwalifikowania się. W przypadkach, o których tu piszę, przeszło to bezboleśnie. Katechetki wykazały zrozumienie, same nawet przyznały, że religia w szkole jest pomyłką, a w dwugodzinnym wymiarze godzin nie mają co z dziećmi robić. Dodam jeszcze, że są to inicjatywy oddolne, realizowane - powiedziałbym bardzo delikatnie - z poszanowaniem różnorodności światopoglądowej i w jednej szkole są zarówno klasy z jedną godziną religii, jak i z dwiema godzinami w planie. Pierwotny zamiar oczywiście był taki, żeby w ogóle katechezę wyeliminować i nadać szkołom bezwyznaniowy profil, ale nie wszyscy rodzice jeszcze do tego dojrzeli.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka