z3r0
07.05.05, 17:58
W piątkowe popołudnie udałem się ze znajomym do Media Markt. Znajomy był
zainteresowany nabyciem aparatu cyfrowego firmy N. Aparat ten zajmował całą
pierwszą stronę ulotki Media Markt kusząc całkiem atrakcyjną ceną.
Znajomy przed udaniem się do MM zasięgnął opinii na temat wspomnianego aparatu
u "niezależnego źródła", "źródło" oceniło aparat dość korzystnie i utwierdziło
znajomego w chęci nabycia.
Stoisko z aparatami w MM okupował całkiem spory tłumek, wśród którego
wyróżniał się wysoki, młody człowiek demonstrujący sprzęt i odpowiadający na
pytania potencjalnych kupujących.
Po chwili spędzonej w zbiegowisku z owym panem w roli głównej zauważyliśmy co
następuje:
- ów pan, pytany o sprzęt na różne okazje, w 90% przypadków poleca dość
proste aparaty cyfrowe firmy H., mimo, że do wyboru jest tam cała masa sprzętu
firm N., C., F., S., M., K. i wielu innych,
- na pytanie znajomego o różnice między jego faworytem, aparatem firmy N. a
polecanym przez pana aparatem firmy H., pan odpowiada, że to właściwie to
samo, może firma N. cieszy się większym uznaniem, ale należy zwrócić uwagę na
podejście marketingowe firmy H., która daje "mniej więcej to samo" za o wiele
niższą cenę (co ogólnie jest lekko kontrowersyjne, przynajmniej na fakt
lepszego obiektywu - sprawy kluczowej, w który wyposażony jest N.)
- pan "przypadkowo" zapomina, że w komplecie z N. jest już akumulator i
ładowarka i twierdzi, że kupując N. trzeba je dodatkowo dokupić za ektra kasę
(oczywiście, że jest, wynika to nawet z tekstu z pierwszej strony ulotki), ale
oczywiście aparat firmy H. ładowarkę w komplecie już ma
- ów pan jako jedyny pracownik MM (? a może się mylę) nie jest ubrany w
znajome czerwone barwy, nosi koszulkę w innym kolorze z malutkim logo firmy H.
na plecach.
Sytuacja owa lekko nas zastanowiła (spotykam się z tym pierwszy raz), powstały
następujące pytania:
- czy MM ma świadomość, że ten facet tam stoi i jaką politykę uprawia (pewnie
tak, w innym wypadku w ciągu 10 minut wyniosłaby go ochrona)?
- czy pan jest pracownikiem MM czy może jednak firmy H., z którą MM ma jakąś
umowę?
- czy klient MM w tym przypadku nie jest skazany na daleko idący subiektywizm
(czyt. na kit i zakup idący w setki złotych) człowieka, który jest traktowany
jako mniej lub bardziej obiektywny doradca (dyskusje na temat "obiektywizmu"
sprzedawcy odłóżmy na bok), a w rzeczywistości jest prawdopodobnie na
garnuszku jednej z firm, których sprzęt MM sprzedaje? Owa sytuacja różni się
nieco od sytuacji, w której doradcą jest "normalny" pracownik MM, który raczej
nie ma większego interesu we wciskaniu towaru tylko jednej z firm, których
wyroby znajdują się aktualnie w ofercie.
- po co kolesiowi to małe, ale jednak widoczne logo H. na koszulce? Może chce
być gotowy na odparcie ewentualnych zarzutów o stronniczość mówiąc coś w stylu
"jestem przecież konsultantem firmy H., co widać przecież wyraźnie po mojej
koszulce" (swoją drogą trzeba było spróbować). No ale w ten sposób to można
sprzedawać jogurt w hipermarkecie - proszę bardzo wystroić dziewczęta w
koszulki z logo i jazda, ale w taki sposób wciskać cyfrę?
Dziwne.
Znajomy kupił N. Jest OK.