Gość: JIR
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.05.05, 11:29
Niedawno minęło... sporo lat od mojego ślubu. Do ołtarza szedłem świadom,
pełen dobrych chęci i gotów na wszystko - na dobre i złe. Mam w zwyczaju
dotrzymywanie danego słowa, tym bardziej przysięgi. Przez całe lata nie było
to trudne, życie płynęło w miarę spokojnie, dzieci dorastały...,a żona
niestety juz nie. Choć prawie 2 dekady były udane. Z czasem okazała się
nieodpowiedzialną osobą, egocentryczką, charakteropatką, kłamczuchą. Szkoda,
że tak późno! Jak w tej sytuacji pozostać wierny przysiędze przed Bogiem?
Moje małżeństwo pokazuje, że życie nie jest proste i zmienia się ciągle, że
niczego nie można raz na zawsze ustalić. Że nie zawsze, mimo świadomości i
starań, wszystko zależy od człowieka! Szukam sensu życia i trudno mi je w tej
chwili znaleźć... Gdzie się podziały znane mi ideały? Czy można być wiernym
wobec niewiernych, oddanym wobec obcych, uczciwym wobec oszustów,
prawdomównym wobec kłamców, uśmięchniętym wobec skrzywionych?