Dodaj do ulubionych

Wstydźcie się Polacy

22.05.05, 13:26
Cały tekst

80.49.254.9/tym/fundraisepol.htm

"Suma zebranych pieniędzy na prowadzenie wyborów jest kluczowym wskaźnikiem
opisującym popularność danego kandydata, ale nie w Polsce. W Polsce jest
inaczej, ponieważ wskaźniki popularności tworzą rządowe agencje badania opinii
publicznej. W normalnym świecie o popularności danego kandydata świadczy
właśnie wysokość sumy pieniędzy zebrana przez niego na wybory od własnych,
indywidualnych wyborców i instytucji poparcia. Na przykład w Kanadzie te
sprawy są ściśle regulowane przez prawo wyborcze, które ogranicza indywidualne
poparcie do maksymalnej sumy $1000 od instytucji lub osoby, aby bogaci
sponsorzy czy kryminaliści nie zmanipulowali wyniku wyborów."
...
Kiedy pytam Polaków, którzy chcą, abym znów kandydował na prezydenta, o
wsparcie finansowe wzbudzam w nich zmieszanie i zaskoczenie. Być może dlatego,
że żaden inny kandydat nie poprosił ich nigdy o pieniądze, albo dlatego, że
nigdy żadnego finansowo nie wsparli. Ludzie się przyzwyczaili, że kandydat ma
pieniądze. Nie interesuje ich natomiast skąd, poniektórzy nawet myślą, że
jeśli kandydat wyda swoje oszczędności to sobie to „odbije” po wygraniu
wyborów, nie rozumiejąc, że w demokracji nie ma takiej możliwości
...
Można powiedzieć, że przyszłość Polski jest w naszych rękach i w naszych
portfelach. Nawet minimalna kwota od każdego potencjalnego wyborcy może
zmienić wyniki gry wyborczej. Teraz jest właściwy moment, aby sięgnąć do
własnej kieszeni i wysłać pieniądze kandydatowi własnego wyboru. To jedyny
sposób, aby uruchomić proces prawdziwej demokracji i przerwać reguły
nieuczciwej gry, narzuconej przez rządzących. Nie czas teraz na narzekanie i
gadanie, ale na działanie. Jeśli jednak Polaków nie stać nawet na jednego
dolara, powinni się wstydzić, a nie oczekiwać lepszej przyszłości, bo takiej,
za darmo, nigdy nie będzie."

Obserwuj wątek
    • Gość: uczeńIP.icpnet.pl Re: Wstydźcie się Polacy IP: *.icpnet.pl 22.05.05, 14:17
      poruszony problem osobistego finansowania kosztów związanych z wprowadzaniem akceptowanego
      przez wyborcę programu dotyka szerszego problemu.

      Wbrew słownym deklaracjom jesteśmy nadal spadkobiercami socjalizmu. Wystarczą nam hasła. Gdy
      trzeba czynów, wtedy zaczynają się się szukanie usprawiedliwień. Najczęściej jest to niechęć
      poniesienia ofiary. Ofiara jest stratą, a nikt nie chce czegokolwiek stracić. Liczy się korzyść, najlepiej
      natychmiast, i to w wymiarze lichwiarskim, maksymalnym. Żadne planowanie w perspektywie lat, a co
      dopiero pokoleń. Przypomina to popularne powiedzenia z lat sześćdziesiątych wśród
      przeważającej części tzw. "prywaciarzy" /informacja dla młodzieży ...prywaciarzami tych, którzy nie byli
      zatrudnieni w przedsiębiorstwach państwowych/: "jeżeli w trzy lata nie zarobi się tyle, by kupić willę,
      mercedesa i wyjechać na wczasy na Maladiwy, to nie opłaca się nic robić"

      Nie dziwi niecierpliwość w oczekiwaniu, by było lepiej. Przez blisko 50. lat, według głoszonych haseł
      miał to zapewnić wysiłek pod przewodnictwem czołowej siły PZPR. W ty roku będą uroczyste obchody
      25 lat zwycięstwa rewolucji Solidarności. Wystarczy przypomnieć 21 wypisanych warunków
      postawionych władzy PRLu, i co z tego zostało zrealizowane...20% bez pracy /nie spierajmy się o 1 do
      3 % błędu statystycznego/ 5 milionów zagrożonych biologicznie, 1,4 mil. głodnych dzieci.
      Czy pamięta ktoś jeszcze dyskusje nad tzw. "koszykiem socjalnym" z roku 1980? A cały zachód po II
      wojnie światowej budował swoją pomyślność stale przestrzegając zasad minimum socjalnego.

      Mówiąc o konieczności ponoszenia kosztów decyzji wyborczych nie można nie powiedzieć o
      zmarnowanych nakładach związanych z wyborem reprezentacji elit wywodzących się z Solidarności...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka