mmmal
09.06.05, 11:58
Wiem, wiem, jest ich w Poznaniu bez liku, hehe ;)
Ale w tajemniczy sposób znikają, gdy chce się nimi dojechać w konkretne
miejsce. Na chodniku rowerzystę ściga pełne nienawiści spojrzenie
pieszego ;), na ulicy bardziej odczuwalne cieleśnie otwierane znienacka
drzwi, spaliny i dziury.
Sama korzystam nie tylko z dwóch kółek, ale i z nóg, i samochodu, i
rowerzystką ortodoksyjną nie jestem. Nie chcę jedynie poruszając się w ten
cudny sposób po mieście obawiać się o całość ciała mego tudzież sprzętu.
Czy ktoś ma pomysł, kogo i w jaki sposób zmobilizować do akcji bardziej
spektakularnej, niż upominanie (bezskuteczne zazwyczaj) parkujących na
ścieżkach kierowców?
Czy Poznańczycy mogliby mnie zachwycić swoją aktywnością w tej materii?