marghot
29.07.05, 10:02
Wczoraj wieczorem koleżanka zauważyła, jak kierowca potrącił psa. Zatzrymała
się i zabarał suczkę do kliniki weterynaryjnej. Lekarz zalecil
prześwietlenia, po których okazało się, że psa nie można uratować
(przetrącony kręgosłup :( Koleżanka musiała podpisać zgodę na eutanazję,
pomimo, że nie była wlaścicelem czworonoga. Zrobiła to.
Jakie było jej zdziwienie, gdy otrzymała rachunek na 180zł! Za diagnozę,
prześwietlenie, uśpenie, kremację.
Poprosiła, aby w związku z tym , że jest to pies znaleziony, po wypadku,
część kosztów jej odliczyć. lekarze nei zgodzili się na to. "Podarowano" jej
20zł, tak więc ostatecznie zapąłciła 160zł.
Jak więc liczyć na to, że ludzie nie będą obojętnie przechodzili obok
poszkodowanych zwierząt? Nie każdy moze sobie przecież pozwolić, aby z
miesięcznego budżetu wydać taką sumę. Czy lekarze nie powinni jakoś podzielić
się ksoztami z osobą, kóra okaząła serce i zaopiekowała się zwierzakiem???
Jestem głeboko poruszona i zbulwersowana zachowaniem "weterynarzy" z Mieszka.
Czy ratoewanie życia i zdrowia, to jedynie biznes???